Konfederacja Barska

 

Akt założenia  Konfederacji Barskiejluty 1768 r.

 

 

My prawowierni chrześcijanie katolicy rzymscy, naród polski, wierny Bogu i Kościołowi, wolnym królom i kochanej ojczyźnie; uważając koniec nieszczęśliwych i strasznych środków, gwałtownie przeciwko wszystkiemu prawu uczynionych, nieomylnie wynikający a przynoszący niemylne nadwątlenie i prawie powszechną zgubę na wiarę ś. katolicką rzymska; widząc oziębłość w duchowieństwie wyższym, a w głowach większych świeckich obojętność, tudzież w obywatelach bezwstydną bojaźń i pomieszanie, a co najnieszczęśliwsza: że żadnej dotkliwości nie czując, nachylają swe niegdyś niezwyczajne głowy wolnego narodu pod jarzmo niewolnicze syzmatyków, lutrów i kalwinów, któreśmy krwią Chrystusa najdroższą i własną naszą odkupione bezpiecznie przed narodami nosili, nie dbając na tureckie, tatarskie, Szwedów, Kozaków hufce, które jak cień jeden od zaciągającego słońca, tak oni od znaku krzyża św. nikli przy heroicznym naszym orężu. 

Ale jest Bóg w Jeruzalem, jest jeszcze i prorok, który wszystkie wróży pomyślności. Jeżeli żyć i umierać, stać i upadać przy boku Jego i św. wierze katolickiej będziemy, umocni siły nasze i wzbudzi w nas krew rycerską, będzie nam wodzem i przywódca, zasłoną i potęgą. Niech nas utrzymuje Jego wszechmocna moc, niech posili moc Syna przenajświętszego, niech nas zagrzeje duch jego miłości! Czyńmy już więc w Imię Trójcy przenajświętszej Boga Ojca, Syna i Ducha św. to sprzysiężenie osobiste i powszechne. Tarczą będzie nam Marya.

 

PUNKTA OBOWIĄZKÓW SPRZYSIĘŻONYCH

1. Wiary św. katolickiej rzymskiej własnem życiem i krwią obligowany każdy bronić.

2. Żadnych gwałtów, rabunków między katolikami, żydami, lutrami, ani osobiście, ani przez subordynowane osoby nie powinien czynić.

3. Komendy każdy słuchać powinien, wiernie rozkazy pełnić, choćby z azardem życia było, oraz karze za występki ściągającej się podlegać; zaś sama komenda ma surowo zakazać, aby w obozie żadnej kobiety nie było.

4. Chorągiew katolickiego sprzysiężenia jedna najpryncypalniejsza: Pan Jezus ukrzyżowany na lamie złotej lub srebrnej, druga Najświętszej Matki na takimże dnie. Inne pod znakiem samego Krzyża św. być mają; których to chorągwi, osobliwie dwóch najpryncypalniejszych, trup na trupie padając, wydrzeć sobie nieprzyjaciołom wiary św. nie damy.

5. Hasło generalne: Jezus Marya.

6. Żadnej korespondencji ani porozumienia czynić nie będą z nieprzyjaciołami wiary św., tudzież z niesprzysiężonemi katolikami.

7. Każdy sprzysiężony rycerz nie powinien mieć więcej koni, tylko parę: pistolety, pałasz i proporczyk. [...]

8. Chorągiew każda być ma stokonna, złożona z samych rycerzów sprzysiężonych, oprócz szeregowych, których oficerów czterech być ma, tj. rotmistrz, porucznik, chorąży, strażnik, trębacz i dobosz.

9. Płaca nasza Chrystus i Opatrzność Jego najświętsza, który zaś będzie w sytuacji wsparcia i dopomożenia drugiemu, obligowany jest do pomocy.

10. Furaż nie większy, prowiant ma być wybierany tylko, gdzie generalna komenda brać i wiele każe.

 

cyt. za: Panowanie Stanisława Augusta Poniatowskiego w świetle źródeł, przedstawił W. Konopczyński, Kraków 1924, s. 11, 12

 

 

 


Modlitwa Konfederatów Barskich - Artur Grottger

 

 

Przywództwo objął Józef Pułaski, obrany marszałkiem Konfederacji, wśród czołowych działaczy byli także Andrzej i Michał Krasińscy oraz Józef i Joachim Potoccy.

 


Sztandar konfederatów barskich

 

Czy konfederacja barska, która 230 lat temu (1768-1772) podniosła sztandar wiary i wolności przeciw rosyjskiej interwencji i królowi-Ciołkowi, nie była przez przypadek tylko warcholskim spiskiem, forpocztą Ciemnogrodu i Targowicy, pierwszym gwoździem do trumny I Rzeczypospolitej? 

O taką opinię postarali się do spółki mason i antykatolik Wolter, agent, rzecznik i doradca skrajnie antydemokratycznego absolutyzmu, zacofanych i najdalszych od demokracji Prus Fryderyka II oraz Rosji Katarzyny II, oraz dwoje najzawziętlejszych wrogów Polski rosyjska caryca Katarzyna II Wielka i pruski Fryderyk II.

Ten ostatni popełnił nawet po francusku małą epopeję-paszkwil La guerre des confédérés. 

Krótko mówiąc, koryfeusze Oświecenia pałali ku konfederacji nienawiścią, a to za jej katolickość, republikanizm i tradycjonalizm. Konfederacja odwdzięczała im się pięknym za nadobne, ale stała na straconych pozycjach. Była w dużej mierze spontaniczna, nie dysponowała prawdziwą, regularną armią i tubą propagandową za granicami kraju, stanowiła więc łatwy cel ataków.

A jednak wśród konfederatów było znacznie więcej przyszłych powstańców Kościuszki niż Targowiczan. Poza tym konfederacja stała się - broniąc niepodległości (to słowo wówczas właśnie po raz pierwszy zaistniało w polskim języku politycznym) - ruchem niezwykle szerokim, legalnym, respektującym prawa i, można powiedzieć, dążącym do egzekucji praw Rzeczypospolitej. 

Wzięło w nim udział praktycznie całe społeczeństwo szlacheckie, zyskując zupełnie nową, polityczną świadomość, a przede wszystkim - budząc się z letargu czasów saskich. 

Przebudzenie to było, jakie było, to jest jakie w ogóle być mogło przy tak masowym jego charakterze. 

Było więc przede wszystkim bardzo, bardzo polskie i bardzo katolickie - tak, że bez trudu odnaleźć w nim można charakterystyczne cechy wszystkich późniejszych polskich zrywów i ruchów.

*  *  *

 


"Obrona Zaścianka" Konfederaci Barscy - Józef Brandt  olej, 1785"

 

 

W potężnej Polsce od dawna zaczęło robić się źle. W XVIII wieku było już całkiem niedobrze. Ogólne rozpasanie, uległość króla wobec Katarzyny II, wszechobecność carskich wojsk, ich presja... 18. stycznia 1767 powołano do życia lożę masońską „Cnotliwy Sarmata”. Ciekawych miała członków. Jednym z nich był prymas Gabriel Podoski. 

W to wszystko wpisał się przestępny dzień 1768. roku – 

29. lutego w Barze na Podolu zawiązano konfederację. 

Konfederację barską utworzyli katoliccy magnaci – Adam (biskup kamieniecki ) i Michał Hieronim Krasińscy, Michał Jan Pac, Joachim Potocki, Józef Sapieha, Józef Pułaski z synami. Przystąpił do niej też Karol Radziwiłł

Z czasem, obejmując różne warstwy społeczne, rozprzestrzeniła się po Rzeczypospolitej szeroko. Była na niemal całym jej obszarze. Do dziś wielu Ukraińców mówi o barskiej konfederacji z szacunkiem, jako o wspólnym działaniu przeciw Rosji. 

Konfederacja barska trwała 4 lata. Stoczono wiele potyczek i bitew. Był Berdyczów, Bar, Okopy Świętej Trójcy, Kraków, Częstochowa. Był Nieśwież, Dobra, Szreńsk, Tyniec, Lanckorona, Bezdzież, Stołowicze. Była też konfederacka walka pod Rzeszowem. 

Pierwsza potyczka nastąpiła na rzeszowskim Psiarnisku. Jej wynik był dla konfederatów pomyślny. Niezrozumiałe więc jest, dlaczego Radzymiński postanowił wycofać po niej swe wojska do rzeszowskiego zamku ograniczając zdecydowanie przestrzeń przyszłej walki. 11. i 12 sierpnia trwało oblężenie. Był to piątek i sobota. W nocy z soboty na niedzielę lał deszcz. Była burza. Pod jej osłoną przybyły od strony Mrowli Marcin Lubomirski połączył swe wojska z oddziałami Radzymińskiego. 

Julian Nieć w „Rzeszowskie za Sasów” pisze o pozostawieniu przez Lubomirskiego pod Rzeszowem w odwodzie oddziału pod wodzą Parysa. 

A następnie o tym, że obaj wodzowie (...) nic nie wiedząc, że nieprzyjaciel otrzymał w międzyczasie znaczniejsze posiłki tak, iż rozporządzał trzema tysiącami bagnetów, trzema sotniami Dońców i kilkoma armatami naprzeciwko dwom tysiącom konfederatów z około 40 starymi, zdezelowanymi działami zamkowymi – rozpoczęli w niedzielę, dnia 13 sierpnia działania zaczepne. (...) 

Po nieudanym manewrze , zmierzającym do wciągnięcia kozaków w zasadzkę urządzoną w rozległym parku zamkowym, rozgorzała potyczka po drugiej stronie Wisłoka*, na wzgórzach wsi Powitnej. W jej wyniku konfederaci ponieśli wprawdzie porażkę (42 zabitych), ale Rosjanie nie mając dostatecznych sił do podjęcia natarcia, cofnęli się do Łańcuta. W oswobodzonym Rzeszowie nazajutrz, 14 sierpnia, odprawiono poległym konfederatom uroczysty pogrzeb u oo. Reformatów.

* (przebieg tej akcji dokładnie opisał w swej konfederackiej powieści Szczęsny Morawski)

*  *  *

 

 

 

Mowa karmelity Marka w 1769 r. w konwencie OO. Bernardynów na Kalwarii w dzień św. Karola w czasie Konfederacji Barskiej 


Św. Jan Ewangelista powtarzał przed wielu laty ustawicznie: "Dziatki moje, miłujcie się nawzajem". Te słowa powtarzam wam i ja dziś, ale powtarzam jako wyrzut i naganę, gdyż ich nie szanujecie, gdyż ich nigdy nie wykonujecie. Mówicie: kochamy ojczyznę, a między wami wieczne tylko waśni widzieć można. Czyż myślicie, że w tym miłość ojczyzny: nienawidzić swych współziomków? Wy przywódcy konfederacji, w imię wiary i wolności zawiązanej, wy, którzy powinniście dawać przykład tym burzliwym młokosom, wy sami niecicie ogień niezgody z najmniejszej iskierki, albo gdy się już zajął, dorzucacie doń drew pełnymi rękoma. Czyście sobie przedsięwzięli nużyć cierpliwość i dobrotliwość Bożą? Czyż chcecie innym narodom pokazać i dowieść, ile potrzeba grzechów, aby zgubić ojczyznę? Cieszycie się i chlubicie ze zwycięstwa pod Lanckoroną. Co do mnie, ja się z tego smucę, gdyż dar ten Boży będzie dla was tylko pobudką do nowej zniewagi – wzrośnie przez to wasza pycha, wasza rozwiązłość i buta bez miary. Ach! jeśli przeciwności ich nie poprawiły, powiedz mi, Panie, cóż zrobi z nich pomyślność? Odpowiedzą: my się boimy Boga, przelewamy krew za wiarę, walczymy, aby wyzwolić z więzów biskupów zabranych do niewoli. Chętnie bym temu chciał uwierzyć – mówią to. Ale trzy dni temu, cóż się działo przy stole u Ciebie, wielki marszałku Lubelski? Gdy dwóch oficerów z twego oddziału ze zgorszeniem braci i z obrazą Bożą od pogróżek do wyzwisk, od wyzwisk do szabel się zerwali, cożeś zrobił wielki marszałku, Ty, który powinieneś koić kłótnie nie tylko jako katolik, ale jako gospodarz domu, prawy i uczciwy, jako mąż rozsądny i poważny? Nie! Tyś zgorszenie to miał sobie za honor i zabawkę. Tyś przyklaskiwał i bawił się z tego, tyś zwołał wkoło siebie gromadę szaleńców, wszystkich tych panów, aby patrzyli, jacy to gracze twoi Lubelczycy, jaka wprawna ręka i jak piękne lamy. I o cóż się bili ci szaleńcy i niecnoty? Może to miało być wyznaniem chwały N. P. Maryi przed niewiernymi, albo może szło o wyrzucenie wtręta, który się za pomocą schizmy wdarł na stolicę Prymasa? Och nie! Bili się o mrzonkę, o jedno nic, o to, co nazywają honorem, jednym słowem, po prostu o to, aby was, moi Panowie, zabawić. Tak to krew szlachty, prawdziwa krew wolnego ludu, ma płynąć nie dla chwały Bożej lecz dla zabawy wielkich panów? Wy już nie jesteście na naszej ziemi słowiańskiej, gościnnej a chrześcijańskiej, lecz jesteście w Rzymie, w Rzymie pogańskim i krwi chciwym, i podobnie jak bezbożni patrycjusze przypatrujecie się, jak atleci, wasi bracia, dławią się na widowisku – śmiejecie się, gdy który z nich z wdziękiem umiera. Ach! Patrycjusze Rzymscy lepiej przynajmniej pojmowali cześć i miłość ojczyzny, krew, której w taki sposób dawali się przelewać dla swej zabawy, dla swej rozrywki, była to krew ich nieprzyjaciół, ich niewolników, ale nie krew ich braci. Taka to równość panuje między wami, taka wolność, taka wiara, o! wojownicy za ojczyznę!... Och! ja was opuszczę natychmiast, osiędę w moim klasztorze Berdyczowskim; żebym był nigdy nie opuszczał tego cichego ustronia i spokoju! Tam upokorzony, złamany, w prochu prosić będę N. Panienki, nie za was, ale za siebie samego – tak, za siebie samego, gdyż pokalałem mą duszę, patrząc już na wasze zbrodnie. 

Maryja! Wy ją waszą zowiecie Królową, jakoby ona wstydzić się nie musiała za takich poddanych; Maryja, czystszego serca nad wszystko, co jest czystego na ziemi, Maryja miałażby królować nad mordercami, gwałtownikami i lubieżnikami? Och! Ona wnet – nie wątpcie o tym, złoży koronę siebie niegodną. Wtedy obierzcie sobie Panią herezją, schizmę, lutra. To będą was godni panowie – takich wam trzeba – jacy poddani taki monarcha. Już wam więcej nie powiem, ja niegodny sługa Boży. – 



(Potem X. Marek zeszedł z ambony i odmówił pieśń na przebłaganie Boga: "Przed oczy Twoje Panie". Wrócił na ambonę i tak dalej mówił:) 

Wyznaję, bijąc się w piersi, żem błąd popełnił. Byłbym o mało co zapomniał o Tobie, Książę Wojewodo Wileński, zacny Wodzu naszej Konfederacji, i to jeszcze w dniu, który jest dniem Twych urodzin a zarazem dniem śmierci Twego Świętego Patrona. Wielkie dzieła Twych przodków, Twoje własne poświęcenie dla kraju, miłość, którą żywisz ku Twej braci szlachcie, i ta żywa wiara, którą się Bogu spodobało Ciebie mimo Twych słabości obdarzyć, dają mi zbyt wiele powodu, iżbym nie miał wyznać tego widocznego przepomnienia (a) i nie miał go natychmiast naprawić. W dniu tym tak ważnym dla Ciebie, a dla nas tak uroczystym przynoszę Ci podarek godny Ciebie, podarek nader rzadki i nader kosztowny, najkosztowniejszy ze wszystkich, który Ci nigdzie nie będzie dany jedno w domu Bożym, prawdę, – chrześcijańską, prostą, sprawiedliwą i dobitną prawdę, której Ty, taki szlachetny i gościnny Polak, nie zachowasz jako skąpiec li tylko dla siebie i swego użytku, lecz się nią podzielisz z Twymi współziomkami i braćmi. 

Książe pochwalisz mnie bez wątpienia za to, że w tej ofiarowanej prawdzie, nader zbawiennej i drogiej, najzbawienniejszej i najdroższej, jaką Ci mogę przynieść, prócz Ciebie także i drudzy będą mieli swoją cząstkę. A jeśli Ciebie, albo którego z twych kolegów nie przekonam, że to co mówię, jest prawdą, czystą prawdą, pozwalam Wam nazwać siebie wierutnym kłamcą, nawet na tej kazalnicy Boga, gdzie mnie duch Jego wezwał. Bóg czasami dla dobra swych dziatek odsłania wielkie rzeczy swym sługom nawet najniegodniejszym. I mnie także raczył udzielić niektórych ze swych łask drogich, i nie zasłużyłbym sobie wcale na nie, gdybym ich miał zapomnieć. Będzie temu lat siedm, gdym dnia jednego modląc się i płacząc w mej celi nad krajem, ujrzał przed sobą Anioła Polski. Takem Go widział, jako Was teraz widzę, Was wszystkich przed sobą w tym kościele. Bóg raczył mi dodać tyle siły, iżem mógł znieść oblicze tego Księcia Niebios. 

Powiedział mi wiele rzeczy, których mi nie wolno wyjawić; za to Wam powiem wszystko bez ogródki, co może być powiedziane dla dobra dusz Waszych, albowiem rozmowy Anioła nie mogą obrazić ni szlachcica, ni magnata, ni króla samego – wszyscy wobec Niego są tylko sługami znikomymi. 

Marku! ozwał się do mnie, twoja ojczyzna jest w niebezpieczeństwie – nierząd ją gubi. Wszyscy chcą rządzić prócz tych, co są godnymi tego. Biedny król saski, którego każdy kocha, a nikt nie wspiera, zamieni w tych dniach swą koronę ziemską na koronę niebieską, wieczną, a nierząd trwać będzie dalej, wzmoże się jeszcze. Berło zdeptane będzie na ziemi, a nikt nie będzie się chciał po nie schylić i dzierżyć je. W rozmaity sposób podnosiłem głos mój do wszystkich waszych wielkich panów. Od wszystkich jedną smutną otrzymałem odpowiedź. Wszędzie grzeszna obojętność, wszędzie zapoznanie obowiązków i praw Bożych. 

Byłem najprzód u Radziwiłła, wojewody Wileńskiego. Przekładałem, błagałem: "Jedź do Warszawy, podejmij się Ty urzędów. Cała Litwa za Tobą, zbaw Twą ojczyznę". Zrazu rozczulił się, płakał. "Ja bym chętnie poszedł żebrać, byleby tylko ojczyzna moja była zbawioną". Ale od Ciebie nikt nie żąda Twej fortuny ani Twego życia, tylko osiądź we Warszawie i oddaj się całkiem pracom zarządu, dobru Twych braci. Wiesz, co mi na to w końcu odpowiedział? "Ale mopanku! podczas gdy ja będę radził we Warszawie, pan Michał Rejtan, mój sąsiad, wybije mi wszystkie niedźwiedzie w lasach Naliboskich". 

Udałem się potem do wojewody Kijowskiego, pana i właściciela ogromnych dóbr, aby się dobrowolnie poświęcił dobru swej ojczyzny. "Ale, moje uszko! jakżebym mógł się osiedlić we Warszawie, kiedy mnie tak miło i słodko po tygodniach całych bankietować w Czorsztynie u mego sąsiada Ciesielskiego, podczas gdy wielmożna i miluchna wojewodzina myśli, że mąż jej objeżdża swe dobra na wsi". 

Cały skłopotany (b) pobiegłem do wielkiego marszałka Mniszcha. I temu nie zdało się rządzić. Zapewne – kocha on ojczyznę, "ale moja rybko, nie można się zajmować procesami, kiedy się rządzi, a jakże żyć bez codziennych narad z jurystami i adwokatami". 

Jest jeszcze pan Wielopolski, wielki kanclerz koronny, który miłuje i opłakuje swój kraj – "ale ba, ba, gdyby przyszło osieść (c) i pracować we Warszawie, któżby przeglądał rachunki i spisy ekonomów?". 

A pan wojewoda Krakowski! "Paniusiu – żebym to wprzódy mógł mój zamek w Białymstoku ufortyfikować, wtedy pomyślałbym o służbie ojczyźnie". 

A książę Sanguszko – starosta Czerkaski? "Mości dobrodzieju! podczas gdy ja się zajmę sprawami całego świata we Warszawie, zołzy całą stajnię mi w Sławnie wygubią". 

Oto, moi Bracia grzeszni, jak Wy to okazujecie waszą miłość ojczyzny. Tać to jest tego wszystkiego przyczyna, że się dziś błąkacie i walczycie, aby zdobyć to, coście przez Wasze grzechy zgubili. Oby Wam to było nauką a Waszym następcom przestrogą – jeśli dziś płyniecie na los szczęścia na kawałku belki, to pochodzi stąd, że z przyczyny waszych błędów wielki i stary okręt o skały się rozbił. 

Ale przynajmniej teraz, zaklinam Was na święte Imię Jezusa, nie opuszczajcie Waszego przedsięwzięcia. Może Bóg wynagrodzi Wasze szlachetne wysilenia, zsyłając Wam zwycięstwo, a w przeciwnym razie, wierzajcie, Wasze wszystkie poświęcenia nie będą dla ojczyzny stracone. 

Kochajcie i służcie Waszej ojczyźnie w Bogu, ale działajcie tak, jakoby Bóg ją Wam tylko samym powierzył, jakobyście Wy sami jedynymi jej byli obrońcami. 

 



Cyt. za czasopismem "Tygodnik Katolicki", wydał na rok 1871 X. Józef Stagraczyński w Poznaniu. Tom XII. W Grodzisku. Czcionkami Drukarni Tygodnika Katolickiego, ss. 688-689. 


Przypisy: 

(a) "przepomnienia" – zapomnienia, wypuszczenia z pamięci. 

(b) "skłopotany" – zgnębiony kłopotami, strapiony, sfrasowany. 

(c) "osieść" – osiąść, zamieszkiwać.

 

 

*  *  *

 

 

"Nigdy z królami nie będziem w aliansach"



Piotr Szubarczyk, Nasz Dziennik, 04.03.2003

 

Konfederacja barska - pierwsze polskie powstanie narodowe w obronie wiary i wolności - jest dziś zupełnie nieznana młodemu pokoleniu Polaków. Została wyrugowana ze zbiorowej pamięci przez komunistyczną historiografię jako ruch "wsteczny". 

Raziło hasło na sztandarach konfederackich "Jezus - Maryja!" i przeciwstawienie się  Stanisławowi Augustowi Poniatowskiemu, który był masonem, i pochołkiem carycy Katarzyny II i był ..."postępowy"

 


"Pułaski na czele konfederatów barskich" Józef Chełmoński

 

Podział historii na "postępową" i "wsteczną" był w komunistycznej Polsce ostateczny i nieodwracalny - jak wyrok bez prawa odwołania. Armia Krajowa była wsteczna i reakcyjna, bo nie pomagała patriotom z PPR walczyć z wrogiem. Piłsudski był wsteczny, bo "walczył z młodym państwem radzieckim". Dmowski był wsteczny, bo był "antysemitą". Postępowy był Jagiełło, bo walczył z Krzyżakami (utożsamianymi w propagandzie z zachodnimi Niemcami...). 

Postępowy był Kościuszko, bo walczył o "wyzwolenie społeczne". Postępowy był Mickiewicz, bo pochodził ze Związku Radzieckiego i pisał do "Trybuny Ludów"... "Pan Tadeusz", niewątpliwie "wsteczny" (apologia szlachty polskiej), był mimo wszystko postępowy, ponieważ napisał go postępowy poeta. Do dziś pamiętam temat z mojego zeszytu do klasy 7 szkoły podstawowej: "'Pan Tadeusz' Adama Mickiewicza - internacjonalizm poety"...

O ile szachrajstwa dotyczące historii najnowszej są dziś mozolnie demaskowane, o tyle propagandowe kalki odnoszące się do historii I Rzeczypospolitej funkcjonują ciągle niezagrożone, odgrzewane w postaci nauczycielskich konspektów lekcyjnych sprzed lat. Zresztą, czy można uczyć o czymś, o czym samemu niewiele się wie, bo nas tego nie uczono?


Bohater "Xsiędza Fausta" Tadeusza Micińskiego (1873-1919) jedzie "szlakiem pradziadów, którzy w kibitkach lub etapem pieszym wyruszali tysiące wiorst od swego kraju aż po zorze borealne, wśród martwych tajg Kołymy i Jeniseju. Zacząwszy od biskupa Sołtyka, który rażony był obłędem [...], aż do paruset tysięcy powstańców i również paruset tysięcy późniejszego ludu". Słowa te dobrze rozumiał uczeń międzywojennego gimnazjum, dla którego biskup krakowski Kajetan Sołtyk był symbolicznie pierwszym polskim zesłańcem syberyjskim. Dla dzisiejszego czytelnika ten fragment to czysty "mistycyzm".



Independentia

W październiku 1767 roku zebrał się w Warszawie Sejm Rzeczypospolitej. Obrady trwały z przerwami 5 miesięcy i był to jeden z najbardziej dramatycznych sejmów w historii Polski. Warszawę otaczał kordon wojsk rosyjskich, a w Sejmie główną rolę odgrywał ambasador rosyjski Mikołaj Repnin, który otrzymał od Katarzyny II specjalne zadanie: miał skłonić posłów, przy pomocy groźby lub obietnicy urzędów bądź jurgieltu (stałej pensji od dworu rosyjskiego), by uchwalili traktat gwarancyjny z Rosją. Ten traktat oznaczał praktycznie koniec suwerenności Rzeczypospolitej. Od tej pory gwarantem ustroju Polski miał być car Rosji. 200 lat później Związek Sowiecki nawiąże do tego planu i też zostanie gwarantem narzuconego Polsce ustroju, na mocy tzw. układu o przyjaźni, współpracy i pomocy wzajemnej (kwiecień 1945).


Mimo gróźb przegłosowanie takiego traktatu okazało się w Sejmie niemożliwe. W ławach senatorskich zasiadali wówczas m.in. biskupi, a wśród senatorów i posłów byli - poza grupą jurgieltników - ludzie wielkiego formatu, tacy jak młody poseł z Pomorza Józef Wybicki, który na znak protestu przeciwko jawnej ingerencji Rosji w sprawy Rzeczypospolitej demonstrował, stając w Sejmie przed Repninem z obnażoną szablą. To był tylko gest, który jednak zachęcał innych do oporu. Takich ludzi nie można było ani zastraszyć, ani przekupić.


Po raz pierwszy w dziejach stanęła przed Polakami groźba zniewolenia i zniszczenia państwa przez obcych. O tym, jak bardzo byli do tego nieprzygotowani, świadczy fakt, że w ówczesnym języku polskim nie było takich słów, jak "niepodległość", "suwerenność" czy "niezawisłość". Po prostu dotychczas nie były potrzebne! Zdarzało się, że Rzeczpospolita traciła na jakiś czas część swego terytorium, ale jej byt był dla wszystkich Polaków tak oczywisty, jak to, że jest Bóg. Znane było słowo "wolność", ale w zupełnie innym znaczeniu - jako wolności osobiste, prawa przynależne stanowi, czyli to co dzisiaj nazwalibyśmy raczej prawami obywatelskimi. 

Ponieważ odpowiedniego słowa nie było, pisarze polityczni tamtych czasów posługiwali się łacińskim terminem "independencja" (przeciwieństwo "dependens" = zależny, zawisły od kogoś). Słowo "niepodległość" - tak ważne dziś w języku polskim z perspektywy naszych doświadczeń narodowych - pojawi się dopiero pod koniec XVIII wieku.

 



Porwanie senatorów 

Repnin ułożył nowy plan. Traktat gwarancyjny przegłosuje nie cały Sejm, lecz jego delegaci. Wybrał zdrajców, którzy za rosyjskie pieniądze i za urzędy przyjęli traktat. Posłów i senatorów, którzy najgoręcej protestowali, dotkliwie karano. Wojska rosyjskie plądrowały ich majątki lub je bezprawnie rekwirowały. Pewnej październikowej nocy porwano w Warszawie i wywieziono do Kaługi biskupa krakowskiego Kajetana Sołtyka, biskupa kijowskiego Józefa Załuskiego, senatora Wacława Rzewuskiego i posła Seweryna Rzewuskiego. Wrócą do kraju po 5 latach - biskup Sołtyk w stanie obłąkania, w którym pozostanie do śmierci.

Był jedną z najszlachetniejszych postaci na stolicy biskupiej w Krakowie - tej samej, na której 700 lat wcześniej zasiadał św. Stanisław i na której 200 lat później zasiądzie Karol Wojtyła.

 



Słudzy Maryi 

Wiadomo, że kto z ruskim carem raz się zwadził,
Ten już z nim na tej ziemi nie zgodzi się szczerze
I musi albo bić się, albo gnić w Sybirze...

- pisał Mickiewicz w "Panu Tadeuszu". 

Ci, którzy mieli odwagę przeciwstawić się Repninowi, udają się na kresy Rzeczypospolitej, gdzie w podolskim miasteczku Bar szlachta zawiązuje konfederację. Jest to pierwsze polskie, ogólnonarodowe powstanie w obronie niepodległości Rzeczypospolitej, przeciwko rosyjskiej przemocy. Także w obronie wiary katolickiej, gdyż rosyjska propaganda, później także pruska, chętnie pokazywała konfederatów jako nietolerancyjnych katolików, gnębiących innowierców. W rzeczywistości chodziło o usprawiedliwienie przed Europą przygotowanego już wówczas rozbioru Polski. Na Zachodzie płatni pismacy przedstawiali Polaków-katolików jako prześladowców innowierców i ostoję ciemnoty. Sowicie opłacany przez Katarzynę II francuski filozof Wolter nazywał swą protektorkę Semiramidą Północy i usprawiedliwiał jej gwałty w Polsce.

W tej sytuacji konfederaci przedstawili jednoznaczną deklarację ideową, w której walka o zachowanie niepodległości stawała się obowiązkiem religijnym, a nadzieją na zwycięstwo w tej walce Boża Opatrzność. Oświadczali, iż przystępują do obrony "wiary i wolności na wzór dawniejszych konfederacji przy wierze świętej rzymskiej katolickiej [...], przy prawach dawnych i swobodach narodowych, na podźwignienie oraz uwolnienie spod ciężkich i nieprzyjacielskich aresztów współbraci naszych". 

Wśród animatorów konfederacji pojawił się ks. Marek Jandołowicz (Ksiądz Marek), superior klasztoru Karmelitów w Barze, kaznodzieja, uznawany za proroka i wieszcza. Przypisuje mu się autorstwo modlitw konfederackich, a przede wszystkim wierszowanego proroctwa dotyczącego dalszych losów Polski (Proroctwo księdza Marka). Prawie przez cały okres konfederacji więziony był przez Rosjan. Przeszedł do narodowej historii za sprawą romantycznych poetów, m.in. Juliusza Słowackiego (dramat "Ksiądz Marek") i Seweryna Goszczyńskiego ("Proroctwo księdza Marka"). 

Z dramatu o księdzu Marku pochodzi słynna "Pieśń konfederatów": 

"Nigdy z królami nie będziem w aliansach,
nigdy przed mocą nie ugniemy szyi,
bo u Chrystusa my na ordynansach,
słudzy Maryi. 

Więc choć się spęka świat i zadrży słońce,
chociaż się chmury i morza nasrożą,
choćby na smokach wojska latające -
nas nie zatrwożą. 

Więc nie wpadniemy w żadną wilczą jamę,
nie ulękniemy przed mocarzy władzą
wiedząc, że nawet grobowce nas same
Bogu oddadzą. 

Ze skowronkami wstaliśmy do pracy
i spać pójdziemy o wieczornej zorzy,
ale w grobowcach my jeszcze żołdacy
i hufiec Boży. 

Bo kto zaufał Chrystusowi Panu
i szedł na święte kraju werbowanie,
ten de profundis z ciemnego kurhanu
na trąbę wstanie. 

Bóg jest ucieczką i obroną naszą,
póki On z nami, całe piekła pękną -
ani ogniste smoki nas ustraszą,
ani ulękną. 

Nie złamie nas głód i żaden frasunek,
ani zhołdują żadne świata hordy,
bo na Chrystusa my poszli werbunek,
na jego żołdy".
 


Podobne myśli pojawia się w innej, znanej do dziś pieśni konfederackiej: 

"Stawam na placu z Boga ordynansu,
Rangę porzucam dla nieba wakansu.
Dla Ojczyzny miłej, dla nieba, Maryjej,
Ten jest mój azard...".
 


Rzeczywiście, przeciwstawienie się regularnej armii rosyjskiej było wówczas prawdziwym hazardem. Aby się na to zdobyć, trzeba się było wsłuchać w Boży ordynans (rozkaz), bez względu na okoliczności.

 



Pod opiekę św. Kazimierza

Manifest konfederacji podpisano w Barze 29 lutego 1768 roku, na kilka dni przed przyjęciem przez Sejm delegacyjny haniebnego traktatu gwarancyjnego z Rosją (6 marca). Kilka dni później, 4 marca, w dniu św. Kazimierza, zawiązano i zaprzysiężono związek zbrojny. Termin nie był przypadkowy. W dawnej Rzeczpospolitej św. Kazimierz był patronem rycerstwa, więc 4 marca był - mówiąc dzisiejszym językiem - dniem wojska polskiego.

Przywódcami ruchu stali się Józef Pułaski oraz Michał Krasiński, brat biskupa kamienieckiego Adama, zaangażowanego silnie w dyplomację barską. Od początku bowiem szukali konfederaci sojusznika we Francji. Do pewnego czasu liczyli też na życzliwą neutralność Prus i Austrii. Dopiero po roku przysłali Francuzi pomoc w postaci pieniędzy na wyposażenie wojska oraz dużej grupy dobrze przeszkolonych oficerów - instruktorów, pod dowództwem pułkownika Charlesa Dumourieza. Ludzie ci zapisali się jak najlepiej w pamięci Polaków. Wielu zginęło we wspólnej walce, niektórych pognano, razem z Polakami, na Sybir.


Z polskich dowódców największą sławę zyskał Kazimierz Pułaski, syn Józefa, późniejszy bohater wojny o niepodległość Stanów Zjednoczonych. Kazimierz Pułaski wsławił się m.in. tym, iż zorganizował brawurową akcję porwania Stanisława Augusta Poniatowskiego z królewskiej karety, w centrum Warszawy! Konfederaci nienawidzili szczerze Poniatowskiego, uważając go za rosyjskiego stronnika i czyniąc go odpowiedzialnym za nieszczęścia, które spadły na kraj. Poza tym wojska królewskie, dowodzone przez Ksawerego Branickiego (Braneckiego), walczyły razem z rosyjskimi przeciwko konfederatom.

W Europie porwanie króla przyjęto źle. Propaganda rosyjska i pruska triumfowały, pokazując konfederatów jako królobójców. Tymczasem Poniatowski ocalał, ponieważ udało mu się przekonać porywaczy, że popełnili błąd. Obiecał im niekaralność. Wypuścili króla. Jakiś czas później kat ściął im głowy na Rynku w Warszawie. Król nie interweniował.

 



Apetyty sąsiadów 

Walki toczyły się przez ponad 4 lata ze zmiennym szczęściem. Był czas - po wypowiedzeniu Rosji wojny przez Turcję oraz po przybyciu korpusu francuskiego - że zwycięstwo wydawało się realne. Ostatecznie przewaga liczniejszej regularnej armii rosyjskiej przeważyła szalę. Nie bez znaczenia była coraz bardziej wroga wobec konfederatów postawa Prus i Austrii, które porozumiały się z Rosją co do rozbioru Polski. 

Prusy i Austria tworzyły wrogie konfederatom "kordony", które dodatkowo utrudniały opór. Nie czekając na podpisanie aktu rozbioru, zajmowały polskie ziemie. Upadła rosyjska koncepcja podporządkowania sobie całej Polski, przy zachowaniu pozorów suwerenności.

W dniu 5 sierpnia 1772 roku podpisano układ I rozbioru. Rzeczpospolita straciła ponad 230 km2, czyli obszar równy około 2/3 terytorium obecnej Polski. Mimo to była ciągle rozległym państwem, o obszarze większym od dzisiejszej Francji czy Hiszpanii. Następne dwudziestolecie to gorączkowe próby ratowania państwa, zakończone ostatecznie tragedią III rozbioru w roku 1795.


Ni chęć chwały, ni zysk podły... 

W "Panu Tadeuszu" Mickiewicz kreśli z sympatią postać Macieja "Rózeczki", dawnego konfederata barskiego: 

"Siedemdziesiąt dwa lat liczył Maciej, starzec dziarski,
Niskiego wzrostu, dawny konfederat barski.
Pamiętają i swoi, i nieprzyjaciele
Jego damaskowaną, krzywą karabelę,
Którą piki i sztyki rzezał na kształt sieczki
I której żartem skromne dał imię Rózeczki.
Z konfederata stał się stronnikiem królewskim
I trzymał z Tyzenhauzem, podskarbim litewskim;
Lecz gdy król w Targowicy przyjął uczestnictwo,
Maciej opuścił znowu królewskie stronnictwo. 
(...)
Przyczynę zmian tak częstych na próżno byś macał:
Może Maciej zbyt wojnę lubił, zwyciężony
W jednej stronie, znów bitwy szukał z drugiej strony?
Może bystry polityk duch czasu zbadywał
I tam szedł, gdzie Ojczyzny dobro upatrywał?
Kto wie! To pewna, że go nigdy nie uwiodły
Ani chęć osobistej chwały, ni zysk podły,
I że nigdy z moskiewską partyją nie trzymał;
Na sam widok Moskala pienił się i zżymał".
 


Czym wytłumaczyć Maciejowe zmiany politycznych orientacji? Stanisław August Poniatowski, znienawidzony w czasach konfederacji barskiej, stał się bohaterem narodowym, gdy podpisał Konstytucję 3 Maja. Ile na temat tej konstytucji już napisano (nowoczesna, postępowa, prawa dla mieszczan, opieka nad chłopami), a jak rzadko przypomina się oczywistą prawdę: entuzjazm z jej uchwalenia nie wynikał z jej postępowości, ale z prostego faktu, że była wypowiedzeniem Rosji traktatu gwarancyjnego i wszelkiej zależności. To była istota sprawy i geneza kultu, jaki otaczał pamięć konstytucji - aż do ustanowienia 3 maja świętem Matki Bożej Królowej Korony Polskiej. Maciej "Rózeczka" szedł tam, gdzie "Ojczyzny dobro upatrywał", lecz "nigdy z moskiewską partyją nie trzymał".

 



Cienie syberyjskie 

Już w sierpniu 1768 roku, w pierwszym roku konfederacji, Rosjanie rozpoczęli wywożenie schwytanych jeńców na Sybir. W roku 1771 ambasador Repnin szacował liczbę polskich zesłańców na ponad 14 tysięcy. Organizowano obozy w Warszawie, w Połonnem, na Litwie, i gnano nieszczęśników etapami na Kijów, Smoleńsk, Orzeł, Tułę, do Kazania. Nigdy się nie dowiemy, ilu zginęło. 

Zachowały się relacje, podane przez profesora Władysława Konopczyńskiego, m.in. w monografii "Konfederacja barska" (1936-38), które budzą grozę. Kiedy w 1774 r. pozwolono powrócić do Ojczyzny 2 tysiącom jeńców, więźniowie Tobolska upomnieli się o to samo. Rosjanie postanowili ukarać "bunt". 

Namiestnik sybirski Denis Cziczerin przyjął polską delegację, po czym schwytawszy siedmiu jej inicjatorów kazał ich rozebrać. 

"Nagich bito do 800 uderzeń knutem, po czym nozdrza im powyrywawszy, szubienice na czołach powypalano i okuwszy onych w kajdany w zsyłkę ich odesłano na wieczną do śmierci niewolę". 

To relacja pamiętnikarza, świadka wydarzenia. Ile podobnych wydarzeń kryje "nieludzka ziemia"?


"Kto syberyjskie przemierzy pustynie,
Pozna, jak przestrzeń Europy małą,
Odległość wszelka dla takiego zginie
I wszystko będzie drobnym mu się zdało.
Wieczność takiego w dniu zgonu nie strwoży
Nieokreślona, szara jak step ciemny,
Wszystko mu jedno: blask czy mrok podziemny
I piekło... w piekle nie może być gorzej"

(Teofil Lenartowicz "Cienie syberyjskie")

 



Intuicja wieszczów

Konfederacja barska pozostawiła po sobie trwały ślad w świadomości następnych pokoleń Polaków. Stała się mitem narodowym. Konfederaci pokazywani byli przez naszych najwybitniejszych romantycznych poetów - Adama Mickiewicza, Juliusza Słowackiego, Zygmunta Krasińskiego - jako rycerze Maryi, męczennicy za Wiarę i Ojczyznę. 

Jeśli dziś historycy spierają się nad rolą, jaką odegrali w ówczesnej sytuacji Polski (są tacy, co obarczają konfederatów winą za I rozbiór kraju), niech posłuchają także głosu wieszczów. Oni żyli bliżej tych wydarzeń. Intuicyjnie oceniali czyn barski, bez skomplikowanych analiz, przypominających dzisiejsze spory o Powstanie Warszawskie.

Po wojnie komuniści zrobili wszystko, by przedstawić ruch barski jako powstanie ciemnej, sfanatyzowanej szlachty przeciwko programowi postępowych reform. Tyle przeciętny polski uczeń mógł się w szkole dowiedzieć na temat dramatycznego powstania narodowego w obronie niepodległości kraju.

 



Napisać historię na nowo 

Dopiero w ostatnich latach pisze się i mówi na ten temat coraz więcej. Między innymi przed paroma laty w Gdańskim Instytucie Teologicznym, filii Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, odbyła się sesja naukowa nt. "O godność Rzeczypospolitej - konfederacja barska". 

Uczestniczyli w niej najwybitniejsi znawcy dziejów konfederacji barskiej. Inicjator sesji, ksiądz Zdzisław Kropidłowski, powiedział: "Konfederacja barska nie zwyciężyła wojsk przyszłych zaborców, stała się jednak pierwszym świadectwem oporu narodu polskiego przeciw zaborcom i zatrzymała bezwładne, uległe obcym staczanie się narodu w przepaść unicestwienia. 

Była pierwszym zrywem niepodległościowym i patriotycznym o szczególnie religijnym i narodowym charakterze [...]. W świetle bezprzykładnego załamania się komunizmu, jako systemu reprezentującego tradycyjny imperializm rosyjski, należałoby na nowo prześledzić historię nowożytnej Polski". Takie głosy słyszy się coraz częściej.

 



Konfederatka

W okresie zaborów czyn konfederatów barskich należał do tematów, które pojawiały się w "nocnych rodaków rozmowach". Nieoczekiwanie symbolem tego czynu i symbolem czystych, polskich intencji stała się... konfederatka, czyli rogata czapka, którą nosili konfederaci. W "Panu Tadeuszu" nosi ją m.in. Podkomorzy - ucieleśnienie wszelkich cnót staropolskich. 

W ostatniej księdze poematu ("Kochajmy się") konfederatka "z czaplinymi pióry" jest czymś więcej niż czapką. Jest wspomnieniem wolnej Rzeczypospolitej, jej kultury i obyczajów. 

Podobnie jest u Cypriana Kamila Norwida: 

"Amarantową włożyłem na skronie
Konfederatkę,
Bo jest to czapka, którą Piast w koronie
Miał za podkładkę. 

I nie dbam wcale, że już zapomniano,
Skąd ona idzie?
Ani dlaczego spospolitowano
Tę rzecz - o! wstydzie. 

A jednak widać, że znam klejnot wielki
Rzeczpospolitej,
Skoro przenoszę ponad wieniec wszelki -
Z baranka wity!".
 


Niezwykłe jest to, że w okresie komunistycznym przedmiotem podobnego kultu była wojskowa rogatywka, symbol niezależnego od Sowietów Wojska Polskiego, symbol katyńczyków.
Rogatywka, krakuska czy też konfederatka to sukienna czapka o główce z kwadratowym denkiem i otokiem (dawniej obszytym barankiem). Była powszechnie noszona przez mężczyzn od XVI w. W zależności od regionu różniła się kolorem sukna i futra na otoku, a także wielkością. Stała się szybko również wojskowym nakryciem głowy. Jako pierwsi w wojsku użyli jej właśnie konfederaci barscy, stąd nazwa "konfederatka". Nosili ją także powstańcy listopadowi i styczniowi. Była pierwowzorem czapki ułańskiej. W okresie komunistycznym "obca klasowo", w latach 90. wróciła do umundurowania Wojska Polskiego. Tyle było mód w Polsce na oryginalne nakrycia głowy (np. degolówka w latach 60.). Dlaczego by nie nawiązać dziś do tego, które skupiło w sobie tyle wzruszeń różnych pokoleń Polaków?



Bez ideologii 

Konfederaci barscy oczekują dziś od nas szacunku i uznania ich "azardu" w służbie Ojczyźnie i Maryi. By tak się stało, trzeba przekazać młodemu pokoleniu wiedzę o tym niezwykłym powstaniu. Wiedzę prawdziwą, bez ideologicznych obwarowań. 

Nie zawsze to, co ofiarne i dobre dla Polski, było "postępowe".



Piotr Szubarczyk, Nasz Dziennik, 2003-03-04

 

 


"

 

 

Niektóre bitwy

27 lipca-17 sierpnia 1768 - oblężenie Krakowa 
? - Włodawa 
3-4 października - rejon Lackowej (Jawor, okolice Wysowej itp.) 
16 sierpnia 1770 - Kościan 
28 kwietnia 1771 - Szreńsk 
23 lipca 1771 - Widawa 
20 lutego 1771-8 maja 1772 - Lanckorona 
23 maja 1771 - Groby 
6 września 1771 Antopol 
do 24 kwietnia 1772 - obrona Wawelu 
do lipca 1772 - Tyniec 
do 18 sierpnia 1772 - obrona Jasnej Góry

 

 

 

*  *  *

Zawiązana w Barze 29 lutego 1768 roku konfederacja wysunęła hasła walki przeciwko kurateli Rosji, której wojska stacjonowały w Polsce  od czasu bezkrólewia w 1763 roku, oraz usunięcia z tronu traktowanego jako zdrajcy i poplecznika carowej Katarzyny króla polskiego Stanisława Augusta Poniatowskiego, w tym zniesienia wszystkich ustaw od 1764 (zwł. narzuconego narzuconego przez Rosję na sejmie 1767–1768 równouprawnienia dysydentów), i w swoim "Akcie założenia konfederacji" stanęła w obronie "świętej wiary" i wolności szlacheckiej.  Wśród twórców i założycieli konfederacji barskiej było wielu magnatów, między innymi Józef Pułaski i jego syn Kazimierz, późniejszy bohater wojny o niepodległość, A.S. Krasiński, J. Mniszech, J.K. Potocki, późniejszy marszałek związku wojsk M. Krasiński, zaś do uczestników powstania należeli m.in. karmelita i religijny przywódca powstania ks. Marek Jandołowicz, jezuita ks. Skarga i twórca polskiego hymnu narodowego Józef Wybicki. Konfederacja była raczej symbolicznie wspierana przez Francję, skąd płynęły niewielkie   pieniądze oraz broń i instruktorzy wojskowi, a także początkowo przez Austrię, która pozwalała tworzyć bazy na swoim terytorium, oraz Saksonię, Prusy i przez znajdującą się w stanie wojny z Rosja Turcję.

21 czerwca 1768 roku zostaje wydany w Krakowie pod przewodnictwem marszałka województwa krakowskiego i zarazem stolnika ziemi stężyckiej, akt zawiązania konfederacji krakowskiej, na mocy której ziemia krakowska poparła program związku barskiego. W 1768 roku konfederacja szybko rozprzestrzenia się  na  Małopolskę, Wielkopolskę i Ukrainę, w 1769 roku obejmuje Litwę. Wojska konfederacji, którw walczyły przeciwko regularnym wojskom rosyjskim i królewskim tworzone były spontanicznie i składały się głównie z ochotników szlacheckich, milicji magnackich i żołnierzy chorągwi komputowych.

Walki na Ukrainie trwały od kwietnia 1768 i zakończyły się 20 czerwca zdobyciem Baru i przejściem resztek wojsk konfederackich do Mołdawii. Pod naciskiem wojsk carskich konfederaci barscy po początkowych sukcesach wycofują się przez Mołdawię i Litwę do Korony i Małopolski. Wybuch wojny rosyjsko-tureckiej i wycofanie części wojsk rosyjskich z Polski spowodowało odrodzenie w 1769 konfederacji w Małopolsce i Wielkopolsce. Dochodzi do walk pod Lwowem i Leskiem, na zamku odrzykońskim (tzw. Kamieńcem) koło Krosna, w Samoklęskach, w Dębowcu, a następnie juz w końcowej fazie w Krakowie, Tyńcu i w obronie Czestochowy.

W kwietniu 1769 roku w obozie pod Muszynką powstaje małopolski ośrodek konfederacji barskiej. Region Podkarpacia nabiera jednak szczególnego znaczenia w planach konfederatów od stycznia 1770 roku, kiedy w Preszowie na Słowacji, a następnie w Cieszynie ulokowało się dowództwo powstania. Jako teren szczególnie korzystnie położony i z natury obronny, a ponadto oferujący bezpieczne zaplecze dla przegrupowania wojsk rejon Beskidu Niskiego staje się centrum działań wojennych. W obliczu zwiększonego zagrożenia ze strony rosyjskiej na przestrzeni krótkiego czasu powstaje cały szereg umocnionych obozów konfederatów w okolicy Barwinka, Blechnarki, Czeremchy, Grabu, Izb, Koniecznej, Muszynki i Radoszyc, umożliwiającymi m.in. szybkie porozumiewanie się przy pomocy flag sygnałowych (według tradycji tzw. "Chorągiewka Pułaskiego") pomiędzy Blecharką i Izbami. Zbudowany przez starościca winnickiego Adama Parysa obóz nad Izbami staje sie główną bazą wypadową Kazimierza Pułaskiego, skąd konfederaci organizują dalekie wypady i po stoczonych walkach przygotowują się do kolejnych potyczek.

Sytuacja ulega zdecydowanej zmianie w obliczu zmiany początkowo przychylnej powstaniu postawy Austrii i dojrzewania u obu sąsiadów planów rozbiorów Polski, kiedy z jednej strony korpus generała Esterhazy'ego otrzymuje zadanie kontrolowania konfederatów, a zarazem nie wpuszczania Rosjan na teren Austrii, zaś z drugiej w lipcu 1770 roku w kierunku Beskidu wyrusza ze swoim wojskiem rosyjski generał Drewicz. Momentem zwrotnym staje się bitwa pod Blechnarką. Dochodzi wówczas faktycznie do wspólnej akcji wojsk austriackich i rosyjskich, kiedy Drewicz przekupiwszy austriackiego rotmistrza obchodzi konfederatów od tyłu i zadaje im poważne straty już na terytorium austriackim, niszcząc przy tej okazji obóz nad Blechnarką. Ostateczny cios powstaniu zadaje zajęcie przez wojska rosyjskie 18 sierpnia 1772 roku klasztoru na Jasnej Górze, jako symbolu kultu maryjnego.

Po klęsce tysiące (według szacunków około 5 000) uczestników i sympatyków konfederatów zostaje aresztowanych i zesłanych na Sybir, znaczną liczbę wcielono przymusowo do armii carskiej, pozostali schodzą do podziemi bądź jak Kazimierz Pułaski udaje się na emigrację. Spośród pozostałych  część  konfederatów z Litwy i Podlasia zatrzymuje się - za cichą aprobata władz austriackich w Dębowcu i okolicy, chroniąc się u krewnych bądź żeniąc się i osiedlając na stałe. To chyba nie przypadek, że właśnie w Dębowcu powstaje w 1772 roku najstarsza polska gwardia narodowa, która pod nazwą Gwardii Dębowieckiej pielęgnuje wartości narodowościowe i bierze czynny udział w kolejnych powstaniach narodowych  oraz w Legionach Polskich poczas wojen napoleońskich.  

 

opracowano m.in. na podstawie tekstów ks. Aleksandra Szerlągowskiego, ks. Jan Zbigniewa Czudry, Andrzeja Dziedzica, Andrzeja Wasiaka, odnośnej literatury przedmiotu i materiałów własnych

 

 

 

 

*  *  *



Walka o konfederację Barską


Magdalena Chadaj




,,Więc choć się spęka świat i zadrży słońce

Chociaż się góry i morza nasrożą,

Choćby na smokach wojska latające

- nas nie zatrwożą". 


Konfederacji Barskiej odbiera się uporczywie miano pierwszego polskiego powstania narodowego. Mało tego, przez ponad 200 lat ośmieszano ją, lekceważono, wręcz potępiano, co było zasługą nieustannej propagandy rosyjskiej i pruskiej na tyle skutecznej, że przetrwała do dziś. I wciąż Konfederacja jest podawana za przykład ,,polskiego ducha rokoszowego", ,,bezrozumnego fanatyzmu religijnego", mówi się, że wręcz ,,przyczyniła się do I Rozbioru Polski". W ten sposób można dojść do absurdalnej tezy niejakiego Jakuba Bermana, który stwierdził, że nie byłoby Hitlera, gdyby Piłsudski nie rozgromił bolszewików w 1920 roku.



Awers i rewers krzyża konfederatów barskich, ofiarowanego Kazimierzowi Puławskiemu 2 lutego 1771 r.na Jasnej Górze


Zarzut o spowodowaniu przez Konfederację I Rozbioru jest wierutną bzdurą wygodną dla opcji prorosyjskiej. Ten rozbiór został ustalony już 36 lat wcześniej, kiedy to w r. 1732 Rosja, Prusy i Austria zawarły tzw. ,,Traktat trzech czarnych orłów". Zobowiązały się one w nim do osadzenia na tronie polskim po śmierci Augusta II ,,swojego" kandydata. Mocarstwa bały się panicznie reform w Polsce, a co za tym idzie wzmocnienia jej pozycji w tej części Europy. Postanowiły więc użyć -jak to określili - ,,wszystkich środków" oraz rozmieścić swoje wojska wzdłuż granic Rzeczypospolitej.



I swoje przeprowadziły. Po zgodnej z prawem elekcji króla Stanisława Leszczyńskiego natychmiast uruchomiły owe ,,wszystkie środki", a wojska carskie przekroczyły granice Polski. W drodze na Warszawę utknęły, co prawda na Pradze, gdyż nasi spalili most na Wiśle, ale przekupiona część szlachty i tak wybrała Augusta III Sasa, unieważniając praworządną elekcję sprzed kilku dni. Francja, która protegowała S. Leszczyńskiego - natychmiast wypowiedziała Prusom wojnę, ale też po szybkim zajęciu Lotaryngii zaraz ją skończyła. W kraju zaś o praworządność walczyli zwolennicy króla wybranego zgodnie z zasadami. Nie udało się.

Nastąpiły pierwsze polskie zesłania na Sybir. Był rok 1733. Manewr z przekupieniem posłów powtórzyli w r. 1744. Sejm polski, mimo wysiłków ,,3 orłów" torpedujących jego kolejne sesje, zebrał się jednak i pierwszego dnia obrad niemal jednomyślnie, bez względu na stan i opcje polityczne poparł reformy, referowane przez posła ziemi wareckiej Józefa Pułaskiego - ojca Kazimierza. Błyskawicznie do Warszawy ruszyli umyślni ze złotem i obietnicami. I drugiego dnia obrad już żadnej jedności poglądów nie było. Z uchwał nie wyszło nic. Pułaski żądał ukarania ,,zdrajców za rosyjskie i pruskie srebrniki", ale i z tego nic nie wyszło- lustracji nie było. Dziś też nie ma.

Zacieranie odpowiedzialności za działalność agenturalną nie jest, zatem wynalazkiem komunistów. Raczej generalnie ,,wiatru od wschodu". Nie jest nim także system zabiegów wokół parlamentu - nagłe zwroty w głosowaniach, niedopuszczanie do symbolicznych nawet konsekwencji za posunięcia antynarodowe, uchwalanie ustaw sprzecznych z interesem Polski, za jakąś współczesną formę ,,srebrników" - to wszystko już było.

To prawda, że pojęcie ,,rozbiory" w dobie Konfederacji Barskiej jeszcze nie funkcjonowało. Ale tkwiło w działaniach przygotowawczych. Ponieważ uzasadnieniem rozbiorów miało być ,,historyczne prawo do tych ziemi rozkład państwa polskiego" - patrz 17 września 1939 r. na Kresach Wschodnich i obecne sugestie w polityce Unii Europejskiej o powrocie Niemców na nasze Ziemie Odzyskane - więc robiono wszystko, żeby ten ,,rozkład państwa" przyspieszyć.

Zaś Fryderyk Pruski mówił, a nawet napisał wręcz, że chce mieć Pomorze, chociaż ,,...wiem doskonale, że tam znaczną przewagę ma ludność polska. Ale interes państwa pruskiego jest ponad to wszystko".


Kazimierz Puławski pod Częstochową




Określanie Konfederacji Barskiej mianem - ,,nieodpowiedzialna ruchawka", też nie ma uzasadnienia. Miała bowiem konkretne przyczyny polityczne. W roku 1764 królem Polski - zgodnie z interesami ,,3 orłów" i pod kuratelą wojsk carskich w Warszawie - został Stanisław August Poniatowski. 

Owe wojska zaś zaprosiła do Polski ,,Familia", to znaczy silne stronnictwo książąt Czartoryskich. Miało one tak Ľna zamach stanu i właśnie posunęło się do tego zdradzieckiego kroku. Świadczy to albo o cynizmie, albo o karygodnej naiwności politycznej: Katarzyna wejdzie, pomoże i wyjdzie; Rosjanie do Afganistanu wejdą, pomogą i wyjdą; do Czechosłowacji wejdą, pomogą - wyjdą; do solidarnościowej Polski wejdą... Bóg łaskaw sami nie chcieli.

Ku zaskoczeniu ,,zleceniodawców" Stanisław August poczynał sobie wcale dobrze. Realizował jakieś reformy, powstały Komisje do różnych spraw, ruszyło szkolnictwo i oświata, powstała Szkoła Rycerska, w końcu sam król zaczął coś mówić o zniesieniu ,,Liberum Veto". To było groźne: mógł odpaść wypróbowany sposób na ingerencje w sprawy wewnętrzne Polski poprzez zastraszanie czy przekupywanie posłów. Coś trzeba było szybko wymyślić


I wymyślili: manewr znany nam dziś z teorii o ksenofobii i rasizmie Polaków, a mianowicie oskarżyli Polskę o prześladowanie innowierców i zażądali przyznania im praw politycznych. Tych praw w ich państwach - jak zresztą w całej Europie - nie mieli, a Prusy i Rosja, w których dominującą religią były odpowiednio protestantyzm i prawosławie, z innymi religiami poczynały sobie zgoła dyskryminacyjnie. Ale w Europie ,,Polska dyskryminująca mniejszości"- to robiło dobre wrażenie.

Sejm na przyznanie tych praw się nie zgodził. Więc natychmiast za rosyjskie i pruskie pieniądze powstały konfederacje: w Toruniu protestancka, w Słucku prawosławna i kalwińska, a w Radomiu katolicka, będąca czystą prowokacją pod hasłem ,,zdetronizować króla". 

Niektórzy zorientowali się ,,co jest grane". Hetman Klemens Branicki oświadczył o niej wówczas: ,,...będąc dziełem frakcji rosyjskiej, nie może być jak tylko szkodliwa dla Rzeczypospolitej". Niebawem ratusz w Radomiu, w którym obradowali ,,radomscy" otoczyło wojsko rosyjskie z armatami wycelowanymi w okna, na salę obrad wszedł prusko-rosyjski oficer o nazwisku Kerr i oznajmił w punktach, że mają połączyć się z pozostałymi konfederacjami, król ma zostać, tudzież ,,Liberum Veto" i że podpisze". Podpisali. 



Ryngraf Konfederacji Barskiej




W lipcu 1767 r. delegacja tej dziwnej opozycji wraz z Józefem Pułaskim, który był prawdopodobnie ,,wtyczką" hetmana K. Branickiego, udała się do króla, by omówić tezy na zbliżający się sejm. Wtedy w obecności króla Polski, ambasador Rosji Mikołaj Wasiliewicz Repnin oświadczył: ,,Stanę na sejm w 15tys. wojska. musi każden robić co ja chcę". A król milczał.


Wśród prawdziwej opozycji zapadła wtedy decyzja o wystąpieniu zbrojnym. Powody nadto jasne, więc o żadnej Ľsytuacji politycznej, w stanie zagrożenia państwowości polskiej, zorganizowała się nieprzekupna, niezastraszona opozycja. Wg ustaleń historyków przywództwo stanowili między innymi: Hetman Wielki Klemens Branicki, Hetman Polny Wacław Rzewuski, bp. krakowski Kajetan Sołtyk, bp. kamieniecki Adam Krasiński, książę Karol Radziwiłł ĽKochanku" i hr. Józef Pułaski. Celem ich była likwidacja dominacji Rosji i usunięcie jej wojsk z terenów Rzeczypospolitej, obrona przed wpływami innowierców będących w istocie narzędziem w rękach ościennych mocarstw.



Sejm się zbliżał. Ambasador Repnin dostał dokładne instrukcje: ,,aresztować przywództwo; Sołtyka zabić - wtedy reszta stuli uszy; papieżowi zagrozić, że możemy w Polsce ustanowić hierarchię niezależną od Watykanu. Wykonać". 13 października 1767 r., w nocy, carscy żołnierze wdarli się do mieszkań przywódców, kogo zastali - czterech z nich -wywieźli do Kaługi. Biskupa Sołtyka jednak nie zabili. Prawda, jakie to proste? Wywieźć ,,czterech", wywieźć ,,szesnastu", internować przywódców ,,Solidarności" - wciąż w teoretycznie wolnej Polsce. ,,Reszta stuli uszy".Otóż nie stuliła. Ani teraz, ani w 1945, ani wtedy. Zapanował nie strach, a oburzenie. Marszałek hr. Andrzej Zamoyski na znak protestu podał się do dymisji, protestowali nawet Czartoryscy. W całej Europie powszechne było oburzenie na rosyjski terroryzm. Znów coś trzeba było z tym zrobić. 

Więc poszły gigantyczne pieniądze z Rosji i Prus na urobienie opinii światowej.

I udało się. Wielki filozof i autorytet tamtych czasów, Voltaire, będzie przez całe lata wypisywał antypolskie banialuki, o ,,światłej carycy Katarzynie II, która niesie światło ciemnej Polsce". A kiedy wyśle ona armię przeciw wojskom Konfederacji Barskiej nazwie ją ,,Semiramidą Północy, która wysłała wojska do Polski, żeby wprowadzić tam tolerancję i wolność sumienia" . Kosztowało to Katarzynę ileś szwajcarskich zegarków i ileś futer. 

Voltaire pytany przez wracającego właśnie z Rosji lekarza, dr. Poisonnier´a czemu wypisuje te wszystkie kłamstwa odpowiedział: ,,Drogi panie, przysłali mi w prezencie takie dobre futra, a ja jestem wielkim zmarzlakiem..." Nic dodać nic ująć. 

Oto kwintesencja metod urabiania opinii publicznej wtedy i teraz, tyle, że teraz za pomocą znacznie szybszego i posiadającego nieporównanie większy zasięg środka przekazu - telewizji. I dziś wirtualne wyobrażenia świata o Polsce tyleż mają wspólnego z rzeczywistością ile wówczas dywagacje pana Voltaire´a. Zasada ta sama, nawet argumenty: brak tolerancji, ciemnogród. Tyle, że futra zastąpiły obietnice posad w agendach Unii Europejskiej.

Konfederacja była całkiem dobrze zorganizowana. W połowie stycznia 1768 r. w klasztorze Bernardynów we Lwowie ustalono plan działania i zręby organizacji wojskowej. Wydano szczegółowe instrukcje. Np. ,,Każdy musi mieć parę koni, pistolety, pałasz, proporczyk, znak krzyża na lewym boku, kuczmę sukienną z wierzchem pąsowym z 4 rogami, bez daszka, obszytą barankiem". Zauważmy: to precyzyjny opis ,,konfederatki", która z czasem przeszła w wojskową rogatywkę i została symbolem wojska polskiego do dziś. Nawet Jaruzelski na początku stanu wojennego przywrócił LWP rogatywkę, żeby ugłaskać wzburzony lud. Kiedy zaś w Bykowni na Ukrainie ekshumowano ofiary NKWD, jeden z ukraińskich świadków zawołał widząc wykopaną rogatywkę: ,,To konfederatka, to Polacy!". Do chwili Zjazdu konfederaci mieli nosić jednolite zielone lub granatowe mundury, bez żadnych oznak. Wojsko podzielono na chorągwie po 100 ludzi. Pułk miał 13 chorągwi husarskich 6 lekkich. Od razu mianowano pułkowników.

Formalnie akt Konfederacji podpisano w miasteczku Bar na Podolu 29 lutego 1768 r. 

Głosił on ,,...wszem, wobec i każdemu z osobna, że rady, dygnitarze, szlachta i obywatele, gromadzi się na ratunek pohańbionej Ojczyzny, wiary, wolności praw oraz swobód narodowych". 

Gdzie tu ,,fanatyzm religijny"? Gdzie ,,duch anarchii"? Oczywiście były msze i modły - niczego nie zaczyna się bez Boga. Ale po nich przywódcy zabrali się do pisania uniwersałów i listów do rządów państw europejskich w tym Rosji, Prus i Austrii, z zawiadomieniami o powstaniu i celach ich organizacji, zaś pułkownicy do organizowania i szkolenia oddziałów. 

4 marca powołano Związek Wojskowy Konfederacji. W czasie mszy znakomity kaznodzieja umiejący porwać słuchaczy, ks. Marek Jandołowicz wołał: ,,Bracia! Czas się obudzić z letargu! Musimy chwycić za broń, innej rady nie ma. Polska leży sponiewierana i zgwałcona. Nie wolno nam, Jej dzieciom, patrzyć na to bezczynnie!". 

Po mszy całe wojsko zbrojnie i strojnie, ze sztandarami, przy dźwiękach trąb, bębnów i piszczałek wyjechało na podmiejskie błonia. Rycerstwo powtarzało rotę przysięgi: ,,Wolności i niepodleglości Ojczyzny, wiary świętej, katolickie własnym życiem i krwią bronić. Żadnych gwałtów i rabunków nie czynić, komendy choćby hazardem życia słuchać. Chorągwi bronić do ostatka, trup przy trupie padając. Na zdrajców kara i śmierć. Hasło: ,,Jezus Maryja - umrzeć lub zwyciężyć". 

I tak po raz pierwszy padło pojęcie ,,niepodleglość". Rota zaś przysięgi- pomijając pewien patos właściwy owym czasom - nie odbiega zasadniczo od innych przysiąg wtedy i teraz, z przysięgą Armii Krajowej włącznie. Zasadniczo, bo teraz nie przysięga się ,,bronić wiary", a ,,lnyocatio Dei" wyrzuca się skąd się da. Wszystkie odniesienia do Boga traktuje się jako coś wstecznego. Wmawianie więc Konfederacji Barskiej ,,fanatyzmu religijnego" dyktuje nienawiść pogarda, a może i rodzaj wyrzutów sumienia, bo ideę niepodległości zarzuciło się zupełnie, więc lepiej wybijać element walki za wiarę niż o niepodległość.

,,Na górze" Rzeczypospolitej zawrzało. Zebrała się Rada Senatu i pierwszego dnia obrad poparła Konfederację. Drugiego dnia już nie (patrz wyżej...) i podjęła uchwałę tzw. dwie: nr 1 ,,o wysłaniu do Baru gen. Mokronowskiego na rozmowy z przywództwem Barskiej" i nr 2 ,,o zwróceniu się do carycy o pomoc wojskową w celu stłumienia buntu". Ręce opadają. Według planów Konfederacji, do chwili przystąpienia do walk Turcji, miały trwać tylko przygotowania. Uderzyć zamierzano wraz z Turcją. Tymczasem na szczupłe jeszcze siły ruszyła rosyjska Karna Ekspedycja regularnego, wyćwiczonego wojska wraz z armatami. I Konfederacja tę walkę przyjęła. Tak zaczęła się trwająca 5 lat wojna partyzancka. 

Miała swoje sukcesy, wygrane bitwy - i bitwy przegrane, bohaterów, świetnych dowódców. Takim wybitnym wodzem okazał się młodziutki płk. hr. Kazimierz Pułaski, który sztukę wojny partyzanckiej posiadł w stopniu najwyższym. Wciągał w zasadzki nawet duże jednostki rosyjskie- np. będącego jeszcze w stopniu pułkownika słynnego Suworowa - wywijał się z okrążeń i lał wroga jak się dało. Gorzej było z warowniami - nasi nie mieli dostatecznej ilości armat. Ale uzbrojeni byli w wielką wiarę i wolę walki, a sztandary z Matką Boską dodawały im ducha, siły i spokoju.

Ogniska Konfederacji powstawały w całym kraju od Podola po Wielkopolskę i Litwę i walczyły tam gdzie były. Katarzyna wysłała na Podole kolejny korpus, tym razem 50 tysięczny. To zaniepokoiło Turcję, Austrię a nawet Francję. Ale ,,,starzy gracze" - Prusy i Rosja - uspakajali ich wszystkich kłamiąc bez zmrużenia oka: to wojsko idzie na Podole werbować ochotników, a tamto co idzie na Warszawę, to obstawa ,,delegacji rosyjskiej spieszącej z życzeniami imieninowymi do Króla polskiego". I tamci jak zawsze uwierzyli. Ale i te 50tys. nie dało sobie rady. Wtedy ,,Semiramida Północy" wykorzystała butę i agresję cerkwi prawosławnej, konflikty lokalne i ambicje Kozaków do zorganizowania w lecie 1768 r. krwawego, antypolskiego buntu. Popi na jarmarkach święcili pijanym Kozakom noże, rozpuszczali wiadomości, że ,,Lachy skumały się z muzułmanami przeciw prawosławnym" i błyskawicznie rzeź objęła całą Ukrainę. 

Najstraszniejszy przebieg miała na Humaniu, gdzie Hajdamacy wyrżnęli w pień całą ludność. Kres temu barbarzyństwu położyły, działające ten jeden raz wspólnie, wojska koronne i konfederackie. Wtedy Katarzyna wszystkiego się oczywiście wyparła, zaś przywódców buntu, po serdecznej i sutej ,,wieczerzy pojednania" gospodarz, czyli carski pułkownik, kazał zwyczajnie pozabijać. Bez wiedzy Katarzyny oczywiście ...Konfederacja tężała. Szli do niej nie tylko wysoko urodzeni, ale i szlachta bez ziemi, mieszczanie, rzemieślnicy, a nawet chłopi. 

Na jej stronę przechodziły całe oddziały wojsk koronnych. Kiedy Kozacy zapędzili się za jakimś naszym oddziałem na teren Turcji, ta nareszcie wypowiedziała Rosji wojnę. Konfederacja przystąpiła do drugiej fazy zaplanowanego działania. Powołała jednolite dowództwo - ,,Generalność"; swoich doradców, nieco broni i funduszy przysłała Francja. Walki nabrały rozpędu. Trwały 2 lata, przez, które Katarzyna nie mogła się z nimi uporać. W tym czasie konfederacja ogłosiła nawet detronizację króla.


Na jesieni 1770 r. zdecydowała się, więc przetrącić Polakom kręgosłup i zaatakować najświętsze miejsce narodu - Częstochowę. W listopadzie na miasto ruszyły wojska prusko-rosyjskiego gen. Drewicza, który był wyposażony w instrukcje: ,,Klasztor obsadzić, szlachtę odesłać etapami do Rosji". Ale Pułaski już na nich czeka na Jasnej Górze. 

Pierwszy szturm się nie udaje: kule nie wiadomo dlaczego odbijają się od murów, lub przy uderzeniu rozpadają na kawałki... Drewicz obiecuje obrońcom spokojny powrót do domu, jeśli się poddadzą. Pułaski odpowiada, że on też może zapewnić Rosjanom powrót do domu, do samego Petersburga. 

Następuje drugi szturm, przy zastosowaniu metod poniekąd średniowiecznych: rosyjscy wojacy w nocy przystawiają drabiny i drą się na mury wprost. Wtedy oświetlają ich rzucane z góry zapalone wieńce, na głowy włażących lecą kłody, kamienie, granaty, ręce odpychają drabiny. 16 stycznia 1771 r. Drewicz odstępuje od twierdzy. Sława wydarzenia rozchodzi się po świecie. Piszą o nim gazety francuskie, niemieckie, angielskie, holenderskie. 

Jean Jacques Rousseau przysyła list gratulacyjny na ręce Kazimierza Pułaskiego. Konfederacja ma już 20 tys. wojska, czyli prawie tyle ile miała mieć Rzeczpospolita po reformach. W tej sytuacji król ,,śle posły" do Pułaskiego w celu ,,pojednania". Owszem - odpowiada kandydat na naczelnego wodza Konfederacji - jeśli król i jego ludzie dołożą starań w celu wyprowadzenia wojsk rosyjskich z kraju". I spokojnie wraca do precyzowania szczegółów marszu na Warszawę, do którego już się sposobi Wielkopolska z Józefem Zarembą, a Litwa z Michałem Ogińskim - tak tak, tym od Poloneza, był świetnym dowódcą! już rusza na trakt. Jest to połowa roku 1771 i apogeum Konfederacji Barskiej.

,,Czarne orły" zdają sobie sprawę, że nie mogą Konfederacji ani rozbić, ani przekupić, ani rozpracować od środka. I jeszcze ta reklama Częstochowy. Za inspiracją Rosji sięgają po coś zupełnie szczególnego z arsenału ,,wszystkich środków". 

Intryga jest nędzna w wykonaniu - gigantyczna w skutkach. Kolejny ambasador Katarzyny (Repnin wyleciał za brak skuteczności ...) najmuje dwu szubrawców, Stanisława Strawińskiego i Jana Kuźmę, którzy wraz z 26 się potem gubią w lesie i tylko jakoś nie gubi się Kuźma: umieszcza króla na noc w znajomym młynie i śle gońca do Zamku. Rano ,,ocalony" król jest w domu i opowiada o okropnościach porwania. Zaś niby złapany Strawiński zeznaje, że to kazał mu sam Pułaski i wydzielił 26 ludzi z oddziału Walentego Łukowskiego, a ten Pułaskiemu w ogóle nie podlegał. Wreszcie król stwierdza, że miał być zabity! I o to szło. 

Padło pożądane hasło, którego nie mógł przyjąć nikt w ówczesnej Europie - ani ludzie zwykli, ani żołnierze, ani hierarchowie, ani głowy koronowane: ,,PUŁASKI KRÓLOBÓJCA - POLACY KRÓLOBÓJCY!". Znamy to, znamy: ,,POLACY RASIŚCI!", ,,POLACY ANTYSEMICI", ,,POLACY WSPÓŁTWÓRCY HOLOCAUSTU". 

Cel ten sam: kompromitacja narodu. 

Cios był bezbłędny. Katarzyna odwołuje się do solidarności głów koronowanych, ,,głowy" cofają poparcie dla Konfederacji, 30 listopada Austria wydaje nakaz aresztowania Pułaskiego. A prasa światowa rozpisuje się o okrucieństwach, jakie Pułaski planował w stosunku do króla, wypisuje banialuki o święceniu noża w Częstochowie, co jest już dosłowną kalką obyczajowości rosyjskiej. Pułaski i Konfederacja uważają to wszystko za absurd i walczą dalej. 

Ale sprawa jest już przegrana. ,,Czarne orły" dopięły swego. Nikt już Polski bronić nie będzie. 

Spokojnie podpisują w lutym 1772 r. w Petersburgu - na razie tajny - układ rozbiorowy.

Upadają kolejne twierdze. Tylko Jasna Góra trwa niezłomnie. Jednak 19 maja ,,Generalność" decyduje o udaniu się na emigrację. Pułaski widząc, że wplątanie go w intrygę z ,,królobójstwem" może utrudnić warunki kapitulacji Częstochowy, która nieuchronnie nastąpi, pisze do załogi piękny list pożegnalny, opuszcza twierdzę potajemnie i udaje się na emigrację.

Kończy się 5 lat pierwszej wojny partyzanckiej o Niepodległą Polskę. Czyż nie było to powstanie? 

5 sierpnia 1772 r. następuje oficjalne ogłoszenie I Rozbioru Polski. 

Częstochowa kapituluje dopiero w 2 tygodnie później - 18 sierpnia. 

Ponad 5tys. Konfederatów idzie etapami na Sybir.

Ulubionym, a znanym nam manewrem Rosji jest zmuszanie podbijanych państw najpierw do proszenia o interwencję, a potem zatwierdzanie podboju. Być może wtedy w Warszawie stało się to po raz pierwszy. Zaszantażowany groźbą rozszerzenia zaanektowanych terenów, mimo dramatycznego protestu posła Tadeusza Reytana i kilku innych, sejm polski I Rozbiór Polski podpisał. 

Zaraz potem ówcześni biznesmeni ,,wybrali przyszłość" i rzucili się do umów handlowych z zaborcami. Korzyści były szalone. Największe dla Prus, które od razu nałożyły gigantyczne cła na towary polskie spławiane Wisłą, przy minimalnych na towary własne. Po szczegóły odsyłam do obecnych stosunków gospodarczych, w tym polityki celnej na linii Unia Europejska - Polska.

Pamiętać i mścić się latami, to także specjalność Wschodu. 

7 czerwca 1773 r. płk. hr. Kazimierz Pułaski, za fikcyjne ,,królobójstwo" został skazany na karę śmierci. Schemat procesu znamy dobrze z czasów powojennych, stanu wojennego, a także ,,śledztwa" przeprowadzonego przez J. Grossa w sprawie Jedwabnego: świadek nie musi się stawiać osobiście, może napisać listownie co chce, może go w ogóle nie być na miejscu przestępstwa. 

Strawiński i Kużma przysłali na proces tylko listy, w których powypisywali co było potrzebne. Strawiński był pod ,,specopieką" Katarzyny II. Kuźma dostał szlachectwo wraz z nazwiskiem Kosiński oraz 400 dukatów rocznej pensji, a obaj zamieszkali w słonecznej Italii. 

Głowę pod topór dał tylko ów Walenty Łukowski, który nie zorientował się, w co został wplątany. Obrońców Pułaskiego wyklaskano, a król zagroził: ,,Nie będzie kary za królobójstwo - nie będzie amnestii dla Konfederatów. Wybierajcie panowie". Więc wybrali. Z właściwym tym czasom dodatkiem: ,,ciało poćwiartować, spalić i na wiatr rozwiać, ręce obcięte do łokci przy drodze publicznej wbić na pal, majątek przekazać skarbowi państwa". Kara Śmierci za podniesienie ręki na króla - nawet fikcyjne; Kara Śmierci za podniesienie ręki na władzę ludową- nawet fikcyjne. 

Wg tej zasady mordowali po roku 1945, strzelali do robotników Poznania, Wybrzeża, Radomia stanu wojennego. Zmieniła się bowiem technika - zasada i zaszczepiona na wschodzie mentalność - nie. Tyle, że niczyich obciętych rąk nie zatyka się teraz przy gościńcach. Tylko w Polsce mało kto o nim coś wie. Zaś Konfederacja kojarzy się jedynie z wizją nocnych pożarów, ponurymi pieśniami i oszalałym księdzem Markiem.

Jednak w tym i owym sercu, gdy usłyszy ,,Konfedcracja Barska" zadrga coś nieokreślonego. Ktoś czasem zapatrzy się w czerń nieodległego lasu, który kiedyś dawał schronienie Konfederatom, nie tak dawno żołnierzom Armii Krajowej i zbrojnego Podziemia powojennego. 

Ktoś inny pomyśli o nigdy nie zdobytej Jasnej Górze i naszej Królowej Korony Polskiej, która opiekuje się przecież naszą Ojczyzną, chociaż trudno nam, ludziom małej wiary, dostrzec to, na co dzień. Dobrze więc, że nasi Internowani przywrócili nam ową Pieśń Konfederatów, budzącą nadzieję i wiarę mimo wszystko. 

Powtórzmy jej słowa i dzisiaj:



"
Bóg naszych ojców i dzisiaj jest z nami,
Więc nie dopuści upaść w żadnej klęsce,
Wszak póki On był z naszymi Ojcami
- byli zwycięzce
".

 

 

 

 

> > >  Kliknij -  Wróć do początku - do góry strony    < < <

 

 

Zamknij to okno