| Konfederacja Barska
Akt założenia Konfederacji Barskiej, luty 1768 r.
|
|||||||||||||||||
|
My prawowierni chrześcijanie katolicy rzymscy, naród polski, wierny Bogu i Kościołowi, wolnym królom i kochanej ojczyźnie; uważając koniec nieszczęśliwych i strasznych środków, gwałtownie przeciwko wszystkiemu prawu uczynionych, nieomylnie wynikający a przynoszący niemylne nadwątlenie i prawie powszechną zgubę na wiarę ś. katolicką rzymska; widząc oziębłość w duchowieństwie wyższym, a w głowach większych świeckich obojętność, tudzież w obywatelach bezwstydną bojaźń i pomieszanie, a co najnieszczęśliwsza: że żadnej dotkliwości nie czując, nachylają swe niegdyś niezwyczajne głowy wolnego narodu pod jarzmo niewolnicze syzmatyków, lutrów i kalwinów, któreśmy krwią Chrystusa najdroższą i własną naszą odkupione bezpiecznie przed narodami nosili, nie dbając na tureckie, tatarskie, Szwedów, Kozaków hufce, które jak cień jeden od zaciągającego słońca, tak oni od znaku krzyża św. nikli przy heroicznym naszym orężu. Ale jest Bóg w Jeruzalem, jest jeszcze i prorok, który wszystkie wróży pomyślności. Jeżeli żyć i umierać, stać i upadać przy boku Jego i św. wierze katolickiej będziemy, umocni siły nasze i wzbudzi w nas krew rycerską, będzie nam wodzem i przywódca, zasłoną i potęgą. Niech nas utrzymuje Jego wszechmocna moc, niech posili moc Syna przenajświętszego, niech nas zagrzeje duch jego miłości! Czyńmy już więc w Imię Trójcy przenajświętszej Boga Ojca, Syna i Ducha św. to sprzysiężenie osobiste i powszechne. Tarczą będzie nam Marya.
PUNKTA OBOWIĄZKÓW SPRZYSIĘŻONYCH 1. Wiary św. katolickiej rzymskiej własnem życiem i krwią obligowany każdy bronić. 2. Żadnych gwałtów, rabunków między katolikami, żydami, lutrami, ani osobiście, ani przez subordynowane osoby nie powinien czynić. 3. Komendy każdy słuchać powinien, wiernie rozkazy pełnić, choćby z azardem życia było, oraz karze za występki ściągającej się podlegać; zaś sama komenda ma surowo zakazać, aby w obozie żadnej kobiety nie było. 4. Chorągiew katolickiego sprzysiężenia jedna najpryncypalniejsza: Pan Jezus ukrzyżowany na lamie złotej lub srebrnej, druga Najświętszej Matki na takimże dnie. Inne pod znakiem samego Krzyża św. być mają; których to chorągwi, osobliwie dwóch najpryncypalniejszych, trup na trupie padając, wydrzeć sobie nieprzyjaciołom wiary św. nie damy. 5. Hasło generalne: Jezus Marya. 6. Żadnej korespondencji ani porozumienia czynić nie będą z nieprzyjaciołami wiary św., tudzież z niesprzysiężonemi katolikami. 7. Każdy sprzysiężony rycerz nie powinien mieć więcej koni, tylko parę: pistolety, pałasz i proporczyk. [...] 8. Chorągiew każda być ma stokonna, złożona z samych rycerzów sprzysiężonych, oprócz szeregowych, których oficerów czterech być ma, tj. rotmistrz, porucznik, chorąży, strażnik, trębacz i dobosz. 9. Płaca nasza Chrystus i Opatrzność Jego najświętsza, który zaś będzie w sytuacji wsparcia i dopomożenia drugiemu, obligowany jest do pomocy. 10. Furaż nie większy, prowiant ma być wybierany tylko, gdzie generalna komenda brać i wiele każe.
cyt. za: Panowanie Stanisława Augusta Poniatowskiego w świetle źródeł, przedstawił W. Konopczyński, Kraków 1924, s. 11, 12
![]() Modlitwa Konfederatów Barskich - Artur Grottger
Przywództwo objął Józef Pułaski, obrany marszałkiem Konfederacji, wśród czołowych działaczy byli także Andrzej i Michał Krasińscy oraz Józef i Joachim Potoccy.
![]() Sztandar konfederatów barskich Czy konfederacja barska, która 230 lat temu (1768-1772) podniosła sztandar wiary i wolności przeciw rosyjskiej interwencji i królowi-Ciołkowi, nie była przez przypadek tylko warcholskim spiskiem, forpocztą Ciemnogrodu i Targowicy, pierwszym gwoździem do trumny I Rzeczypospolitej? O taką opinię postarali się do spółki mason i antykatolik Wolter, agent, rzecznik i doradca skrajnie antydemokratycznego absolutyzmu, zacofanych i najdalszych od demokracji Prus Fryderyka II oraz Rosji Katarzyny II, oraz dwoje najzawziętlejszych wrogów Polski rosyjska caryca Katarzyna II Wielka i pruski Fryderyk II. Ten ostatni popełnił nawet po francusku małą epopeję-paszkwil La guerre des confédérés. Krótko mówiąc, koryfeusze Oświecenia pałali ku konfederacji nienawiścią, a to za jej katolickość, republikanizm i tradycjonalizm. Konfederacja odwdzięczała im się pięknym za nadobne, ale stała na straconych pozycjach. Była w dużej mierze spontaniczna, nie dysponowała prawdziwą, regularną armią i tubą propagandową za granicami kraju, stanowiła więc łatwy cel ataków. A jednak wśród konfederatów było znacznie więcej przyszłych powstańców Kościuszki niż Targowiczan. Poza tym konfederacja stała się - broniąc niepodległości (to słowo wówczas właśnie po raz pierwszy zaistniało w polskim języku politycznym) - ruchem niezwykle szerokim, legalnym, respektującym prawa i, można powiedzieć, dążącym do egzekucji praw Rzeczypospolitej. Wzięło w nim udział praktycznie całe społeczeństwo szlacheckie, zyskując zupełnie nową, polityczną świadomość, a przede wszystkim - budząc się z letargu czasów saskich. Przebudzenie to było, jakie było, to jest jakie w ogóle być mogło przy tak masowym jego charakterze. Było więc przede wszystkim bardzo, bardzo polskie i bardzo katolickie - tak, że bez trudu odnaleźć w nim można charakterystyczne cechy wszystkich późniejszych polskich zrywów i ruchów.
![]() "Obrona Zaścianka" Konfederaci Barscy - Józef Brandt olej, 1785"
W potężnej Polsce od dawna zaczęło robić się źle. W XVIII wieku było już całkiem niedobrze. Ogólne rozpasanie, uległość króla wobec Katarzyny II, wszechobecność carskich wojsk, ich presja... 18. stycznia 1767 powołano do życia lożę masońską „Cnotliwy Sarmata”. Ciekawych miała członków. Jednym z nich był prymas Gabriel Podoski. W to wszystko wpisał się przestępny dzień 1768. roku – 29. lutego w Barze na Podolu zawiązano konfederację. Z czasem, obejmując różne warstwy społeczne, rozprzestrzeniła się po Rzeczypospolitej szeroko. Była na niemal całym jej obszarze. Do dziś wielu Ukraińców mówi o barskiej konfederacji z szacunkiem, jako o wspólnym działaniu przeciw Rosji. Julian Nieć w „Rzeszowskie za Sasów” pisze o pozostawieniu przez Lubomirskiego pod Rzeszowem w odwodzie oddziału pod wodzą Parysa. Po nieudanym manewrze , zmierzającym do wciągnięcia kozaków w zasadzkę urządzoną w rozległym parku zamkowym, rozgorzała potyczka po drugiej stronie Wisłoka*, na wzgórzach wsi Powitnej. W jej wyniku konfederaci ponieśli wprawdzie porażkę (42 zabitych), ale Rosjanie nie mając dostatecznych sił do podjęcia natarcia, cofnęli się do Łańcuta. W oswobodzonym Rzeszowie nazajutrz, 14 sierpnia, odprawiono poległym konfederatom uroczysty pogrzeb u oo. Reformatów. * (przebieg tej akcji dokładnie opisał w swej konfederackiej powieści Szczęsny Morawski)
Mowa karmelity Marka w 1769 r. w konwencie
OO. Bernardynów na Kalwarii w dzień św. Karola w czasie Konfederacji Barskiej Maryja! Wy ją waszą zowiecie Królową, jakoby ona wstydzić się nie musiała za takich poddanych; Maryja, czystszego serca nad wszystko, co jest czystego na ziemi, Maryja miałażby królować nad mordercami, gwałtownikami i lubieżnikami? Och! Ona wnet – nie wątpcie o tym, złoży koronę siebie niegodną. Wtedy obierzcie sobie Panią herezją, schizmę, lutra. To będą was godni panowie – takich wam trzeba – jacy poddani taki monarcha. Już wam więcej nie powiem, ja niegodny sługa Boży. –
Książe pochwalisz mnie bez wątpienia za to, że w tej ofiarowanej prawdzie, nader zbawiennej i drogiej, najzbawienniejszej i najdroższej, jaką Ci mogę przynieść, prócz Ciebie także i drudzy będą mieli swoją cząstkę. A jeśli Ciebie, albo którego z twych kolegów nie przekonam, że to co mówię, jest prawdą, czystą prawdą, pozwalam Wam nazwać siebie wierutnym kłamcą, nawet na tej kazalnicy Boga, gdzie mnie duch Jego wezwał. Bóg czasami dla dobra swych dziatek odsłania wielkie rzeczy swym sługom nawet najniegodniejszym. I mnie także raczył udzielić niektórych ze swych łask drogich, i nie zasłużyłbym sobie wcale na nie, gdybym ich miał zapomnieć. Będzie temu lat siedm, gdym dnia jednego modląc się i płacząc w mej celi nad krajem, ujrzał przed sobą Anioła Polski. Takem Go widział, jako Was teraz widzę, Was wszystkich przed sobą w tym kościele. Bóg raczył mi dodać tyle siły, iżem mógł znieść oblicze tego Księcia Niebios. Powiedział mi wiele rzeczy, których mi nie wolno wyjawić; za to Wam powiem wszystko bez ogródki, co może być powiedziane dla dobra dusz Waszych, albowiem rozmowy Anioła nie mogą obrazić ni szlachcica, ni magnata, ni króla samego – wszyscy wobec Niego są tylko sługami znikomymi. Marku! ozwał się do mnie, twoja ojczyzna jest w niebezpieczeństwie – nierząd ją gubi. Wszyscy chcą rządzić prócz tych, co są godnymi tego. Biedny król saski, którego każdy kocha, a nikt nie wspiera, zamieni w tych dniach swą koronę ziemską na koronę niebieską, wieczną, a nierząd trwać będzie dalej, wzmoże się jeszcze. Berło zdeptane będzie na ziemi, a nikt nie będzie się chciał po nie schylić i dzierżyć je. W rozmaity sposób podnosiłem głos mój do wszystkich waszych wielkich panów. Od wszystkich jedną smutną otrzymałem odpowiedź. Wszędzie grzeszna obojętność, wszędzie zapoznanie obowiązków i praw Bożych. Byłem najprzód u Radziwiłła, wojewody Wileńskiego. Przekładałem, błagałem: "Jedź do Warszawy, podejmij się Ty urzędów. Cała Litwa za Tobą, zbaw Twą ojczyznę". Zrazu rozczulił się, płakał. "Ja bym chętnie poszedł żebrać, byleby tylko ojczyzna moja była zbawioną". Ale od Ciebie nikt nie żąda Twej fortuny ani Twego życia, tylko osiądź we Warszawie i oddaj się całkiem pracom zarządu, dobru Twych braci. Wiesz, co mi na to w końcu odpowiedział? "Ale mopanku! podczas gdy ja będę radził we Warszawie, pan Michał Rejtan, mój sąsiad, wybije mi wszystkie niedźwiedzie w lasach Naliboskich". Udałem się potem do wojewody Kijowskiego, pana i właściciela ogromnych dóbr, aby się dobrowolnie poświęcił dobru swej ojczyzny. "Ale, moje uszko! jakżebym mógł się osiedlić we Warszawie, kiedy mnie tak miło i słodko po tygodniach całych bankietować w Czorsztynie u mego sąsiada Ciesielskiego, podczas gdy wielmożna i miluchna wojewodzina myśli, że mąż jej objeżdża swe dobra na wsi". Cały skłopotany (b) pobiegłem do wielkiego marszałka Mniszcha. I temu nie zdało się rządzić. Zapewne – kocha on ojczyznę, "ale moja rybko, nie można się zajmować procesami, kiedy się rządzi, a jakże żyć bez codziennych narad z jurystami i adwokatami". Jest jeszcze pan Wielopolski, wielki kanclerz koronny, który miłuje i opłakuje swój kraj – "ale ba, ba, gdyby przyszło osieść (c) i pracować we Warszawie, któżby przeglądał rachunki i spisy ekonomów?". A pan wojewoda Krakowski! "Paniusiu – żebym to wprzódy mógł mój zamek w Białymstoku ufortyfikować, wtedy pomyślałbym o służbie ojczyźnie". A książę Sanguszko – starosta Czerkaski? "Mości dobrodzieju! podczas gdy ja się zajmę sprawami całego świata we Warszawie, zołzy całą stajnię mi w Sławnie wygubią". Oto, moi Bracia grzeszni, jak Wy to okazujecie waszą miłość ojczyzny. Tać to jest tego wszystkiego przyczyna, że się dziś błąkacie i walczycie, aby zdobyć to, coście przez Wasze grzechy zgubili. Oby Wam to było nauką a Waszym następcom przestrogą – jeśli dziś płyniecie na los szczęścia na kawałku belki, to pochodzi stąd, że z przyczyny waszych błędów wielki i stary okręt o skały się rozbił. Ale przynajmniej teraz, zaklinam Was na święte Imię Jezusa, nie opuszczajcie Waszego przedsięwzięcia. Może Bóg wynagrodzi Wasze szlachetne wysilenia, zsyłając Wam zwycięstwo, a w przeciwnym razie, wierzajcie, Wasze wszystkie poświęcenia nie będą dla ojczyzny stracone. Kochajcie i służcie Waszej ojczyźnie w Bogu, ale działajcie tak, jakoby Bóg ją Wam tylko samym powierzył, jakobyście Wy sami jedynymi jej byli obrońcami.
"Nigdy z królami nie będziem w aliansach"
Konfederacja barska - pierwsze polskie powstanie narodowe w obronie wiary i wolności - jest dziś zupełnie nieznana młodemu pokoleniu Polaków. Została wyrugowana ze zbiorowej pamięci przez komunistyczną historiografię jako ruch "wsteczny". Raziło hasło na sztandarach konfederackich "Jezus - Maryja!" i przeciwstawienie się Stanisławowi Augustowi Poniatowskiemu, który był masonem, i pochołkiem carycy Katarzyny II i był ..."postępowy".
![]() "Pułaski na czele konfederatów barskich" Józef Chełmoński
Podział historii na "postępową" i "wsteczną" był w komunistycznej Polsce ostateczny i nieodwracalny - jak wyrok bez prawa odwołania. Armia Krajowa była wsteczna i reakcyjna, bo nie pomagała patriotom z PPR walczyć z wrogiem. Piłsudski był wsteczny, bo "walczył z młodym państwem radzieckim". Dmowski był wsteczny, bo był "antysemitą". Postępowy był Jagiełło, bo walczył z Krzyżakami (utożsamianymi w propagandzie z zachodnimi Niemcami...). Postępowy był Kościuszko, bo walczył o "wyzwolenie społeczne". Postępowy był Mickiewicz, bo pochodził ze Związku Radzieckiego i pisał do "Trybuny Ludów"... "Pan Tadeusz", niewątpliwie "wsteczny" (apologia szlachty polskiej), był mimo wszystko postępowy, ponieważ napisał go postępowy poeta. Do dziś pamiętam temat z mojego zeszytu do klasy 7 szkoły podstawowej: "'Pan Tadeusz' Adama Mickiewicza - internacjonalizm poety"... O ile szachrajstwa dotyczące historii najnowszej są dziś mozolnie demaskowane, o tyle propagandowe kalki odnoszące się do historii I Rzeczypospolitej funkcjonują ciągle niezagrożone, odgrzewane w postaci nauczycielskich konspektów lekcyjnych sprzed lat. Zresztą, czy można uczyć o czymś, o czym samemu niewiele się wie, bo nas tego nie uczono?
Ponieważ odpowiedniego słowa nie było, pisarze polityczni tamtych czasów posługiwali się łacińskim terminem "independencja" (przeciwieństwo "dependens" = zależny, zawisły od kogoś). Słowo "niepodległość" - tak ważne dziś w języku polskim z perspektywy naszych doświadczeń narodowych - pojawi się dopiero pod koniec XVIII wieku.
Był jedną z najszlachetniejszych postaci na stolicy biskupiej w Krakowie - tej samej, na której 700 lat wcześniej zasiadał św. Stanisław i na której 200 lat później zasiądzie Karol Wojtyła.
- pisał Mickiewicz w "Panu Tadeuszu". Ci, którzy mieli odwagę przeciwstawić się Repninowi, udają się na kresy Rzeczypospolitej, gdzie w podolskim miasteczku Bar szlachta zawiązuje konfederację. Jest to pierwsze polskie, ogólnonarodowe powstanie w obronie niepodległości Rzeczypospolitej, przeciwko rosyjskiej przemocy. Także w obronie wiary katolickiej, gdyż rosyjska propaganda, później także pruska, chętnie pokazywała konfederatów jako nietolerancyjnych katolików, gnębiących innowierców. W rzeczywistości chodziło o usprawiedliwienie przed Europą przygotowanego już wówczas rozbioru Polski. Na Zachodzie płatni pismacy przedstawiali Polaków-katolików jako prześladowców innowierców i ostoję ciemnoty. Sowicie opłacany przez Katarzynę II francuski filozof Wolter nazywał swą protektorkę Semiramidą Północy i usprawiedliwiał jej gwałty w Polsce. W tej sytuacji konfederaci przedstawili jednoznaczną deklarację ideową, w której walka o zachowanie niepodległości stawała się obowiązkiem religijnym, a nadzieją na zwycięstwo w tej walce Boża Opatrzność. Oświadczali, iż przystępują do obrony "wiary i wolności na wzór dawniejszych konfederacji przy wierze świętej rzymskiej katolickiej [...], przy prawach dawnych i swobodach narodowych, na podźwignienie oraz uwolnienie spod ciężkich i nieprzyjacielskich aresztów współbraci naszych". Wśród animatorów konfederacji pojawił się ks. Marek Jandołowicz (Ksiądz Marek), superior klasztoru Karmelitów w Barze, kaznodzieja, uznawany za proroka i wieszcza. Przypisuje mu się autorstwo modlitw konfederackich, a przede wszystkim wierszowanego proroctwa dotyczącego dalszych losów Polski (Proroctwo księdza Marka). Prawie przez cały okres konfederacji więziony był przez Rosjan. Przeszedł do narodowej historii za sprawą romantycznych poetów, m.in. Juliusza Słowackiego (dramat "Ksiądz Marek") i Seweryna Goszczyńskiego ("Proroctwo księdza Marka"). Z dramatu o księdzu Marku pochodzi słynna "Pieśń konfederatów":
Przywódcami ruchu stali się Józef Pułaski oraz Michał Krasiński, brat biskupa kamienieckiego Adama, zaangażowanego silnie w dyplomację barską. Od początku bowiem szukali konfederaci sojusznika we Francji. Do pewnego czasu liczyli też na życzliwą neutralność Prus i Austrii. Dopiero po roku przysłali Francuzi pomoc w postaci pieniędzy na wyposażenie wojska oraz dużej grupy dobrze przeszkolonych oficerów - instruktorów, pod dowództwem pułkownika Charlesa Dumourieza. Ludzie ci zapisali się jak najlepiej w pamięci Polaków. Wielu zginęło we wspólnej walce, niektórych pognano, razem z Polakami, na Sybir.
W Europie porwanie króla przyjęto źle. Propaganda rosyjska i pruska triumfowały, pokazując konfederatów jako królobójców. Tymczasem Poniatowski ocalał, ponieważ udało mu się przekonać porywaczy, że popełnili błąd. Obiecał im niekaralność. Wypuścili króla. Jakiś czas później kat ściął im głowy na Rynku w Warszawie. Król nie interweniował.
Prusy i Austria tworzyły wrogie konfederatom "kordony", które dodatkowo utrudniały opór. Nie czekając na podpisanie aktu rozbioru, zajmowały polskie ziemie. Upadła rosyjska koncepcja podporządkowania sobie całej Polski, przy zachowaniu pozorów suwerenności. W dniu 5 sierpnia 1772 roku podpisano układ I rozbioru. Rzeczpospolita straciła ponad 230 km2, czyli obszar równy około 2/3 terytorium obecnej Polski. Mimo to była ciągle rozległym państwem, o obszarze większym od dzisiejszej Francji czy Hiszpanii. Następne dwudziestolecie to gorączkowe próby ratowania państwa, zakończone ostatecznie tragedią III rozbioru w roku 1795.
Ni chęć chwały, ni zysk podły...
Zachowały się relacje, podane przez profesora Władysława Konopczyńskiego, m.in. w monografii "Konfederacja barska" (1936-38), które budzą grozę. Kiedy w 1774 r. pozwolono powrócić do Ojczyzny 2 tysiącom jeńców, więźniowie Tobolska upomnieli się o to samo. Rosjanie postanowili ukarać "bunt". Namiestnik sybirski Denis Cziczerin przyjął polską delegację, po czym schwytawszy siedmiu jej inicjatorów kazał ich rozebrać. "Nagich bito do 800 uderzeń knutem, po czym nozdrza im powyrywawszy, szubienice na czołach powypalano i okuwszy onych w kajdany w zsyłkę ich odesłano na wieczną do śmierci niewolę". To relacja pamiętnikarza, świadka wydarzenia. Ile podobnych wydarzeń kryje "nieludzka ziemia"?
(Teofil Lenartowicz "Cienie syberyjskie")
Jeśli dziś historycy spierają się nad rolą, jaką odegrali w ówczesnej sytuacji Polski (są tacy, co obarczają konfederatów winą za I rozbiór kraju), niech posłuchają także głosu wieszczów. Oni żyli bliżej tych wydarzeń. Intuicyjnie oceniali czyn barski, bez skomplikowanych analiz, przypominających dzisiejsze spory o Powstanie Warszawskie. Po wojnie komuniści zrobili wszystko, by przedstawić ruch barski jako powstanie ciemnej, sfanatyzowanej szlachty przeciwko programowi postępowych reform. Tyle przeciętny polski uczeń mógł się w szkole dowiedzieć na temat dramatycznego powstania narodowego w obronie niepodległości kraju.
Uczestniczyli w niej najwybitniejsi znawcy dziejów konfederacji barskiej. Inicjator sesji, ksiądz Zdzisław Kropidłowski, powiedział: "Konfederacja barska nie zwyciężyła wojsk przyszłych zaborców, stała się jednak pierwszym świadectwem oporu narodu polskiego przeciw zaborcom i zatrzymała bezwładne, uległe obcym staczanie się narodu w przepaść unicestwienia. Była pierwszym zrywem niepodległościowym i patriotycznym o szczególnie religijnym i narodowym charakterze [...]. W świetle bezprzykładnego załamania się komunizmu, jako systemu reprezentującego tradycyjny imperializm rosyjski, należałoby na nowo prześledzić historię nowożytnej Polski". Takie głosy słyszy się coraz częściej.
W ostatniej księdze poematu ("Kochajmy się") konfederatka "z czaplinymi pióry" jest czymś więcej niż czapką. Jest wspomnieniem wolnej Rzeczypospolitej, jej kultury i obyczajów. Podobnie jest u Cypriana Kamila Norwida:
Nie zawsze to, co ofiarne i dobre dla Polski, było "postępowe".
![]() "
Niektóre bitwy
Zawiązana w Barze 29 lutego 1768 roku konfederacja wysunęła hasła walki przeciwko kurateli Rosji, której wojska stacjonowały w Polsce od czasu bezkrólewia w 1763 roku, oraz usunięcia z tronu traktowanego jako zdrajcy i poplecznika carowej Katarzyny króla polskiego Stanisława Augusta Poniatowskiego, w tym zniesienia wszystkich ustaw od 1764 (zwł. narzuconego narzuconego przez Rosję na sejmie 1767–1768 równouprawnienia dysydentów), i w swoim "Akcie założenia konfederacji" stanęła w obronie "świętej wiary" i wolności szlacheckiej. Wśród twórców i założycieli konfederacji barskiej było wielu magnatów, między innymi Józef Pułaski i jego syn Kazimierz, późniejszy bohater wojny o niepodległość, A.S. Krasiński, J. Mniszech, J.K. Potocki, późniejszy marszałek związku wojsk M. Krasiński, zaś do uczestników powstania należeli m.in. karmelita i religijny przywódca powstania ks. Marek Jandołowicz, jezuita ks. Skarga i twórca polskiego hymnu narodowego Józef Wybicki. Konfederacja była raczej symbolicznie wspierana przez Francję, skąd płynęły niewielkie pieniądze oraz broń i instruktorzy wojskowi, a także początkowo przez Austrię, która pozwalała tworzyć bazy na swoim terytorium, oraz Saksonię, Prusy i przez znajdującą się w stanie wojny z Rosja Turcję. 21 czerwca 1768 roku zostaje wydany w Krakowie pod przewodnictwem marszałka województwa krakowskiego i zarazem stolnika ziemi stężyckiej, akt zawiązania konfederacji krakowskiej, na mocy której ziemia krakowska poparła program związku barskiego. W 1768 roku konfederacja szybko rozprzestrzenia się na Małopolskę, Wielkopolskę i Ukrainę, w 1769 roku obejmuje Litwę. Wojska konfederacji, którw walczyły przeciwko regularnym wojskom rosyjskim i królewskim tworzone były spontanicznie i składały się głównie z ochotników szlacheckich, milicji magnackich i żołnierzy chorągwi komputowych. Walki na Ukrainie trwały od kwietnia 1768 i zakończyły się 20 czerwca zdobyciem Baru i przejściem resztek wojsk konfederackich do Mołdawii. Pod naciskiem wojsk carskich konfederaci barscy po początkowych sukcesach wycofują się przez Mołdawię i Litwę do Korony i Małopolski. Wybuch wojny rosyjsko-tureckiej i wycofanie części wojsk rosyjskich z Polski spowodowało odrodzenie w 1769 konfederacji w Małopolsce i Wielkopolsce. Dochodzi do walk pod Lwowem i Leskiem, na zamku odrzykońskim (tzw. Kamieńcem) koło Krosna, w Samoklęskach, w Dębowcu, a następnie juz w końcowej fazie w Krakowie, Tyńcu i w obronie Czestochowy. W kwietniu 1769 roku w obozie pod Muszynką powstaje małopolski ośrodek konfederacji barskiej. Region Podkarpacia nabiera jednak szczególnego znaczenia w planach konfederatów od stycznia 1770 roku, kiedy w Preszowie na Słowacji, a następnie w Cieszynie ulokowało się dowództwo powstania. Jako teren szczególnie korzystnie położony i z natury obronny, a ponadto oferujący bezpieczne zaplecze dla przegrupowania wojsk rejon Beskidu Niskiego staje się centrum działań wojennych. W obliczu zwiększonego zagrożenia ze strony rosyjskiej na przestrzeni krótkiego czasu powstaje cały szereg umocnionych obozów konfederatów w okolicy Barwinka, Blechnarki, Czeremchy, Grabu, Izb, Koniecznej, Muszynki i Radoszyc, umożliwiającymi m.in. szybkie porozumiewanie się przy pomocy flag sygnałowych (według tradycji tzw. "Chorągiewka Pułaskiego") pomiędzy Blecharką i Izbami. Zbudowany przez starościca winnickiego Adama Parysa obóz nad Izbami staje sie główną bazą wypadową Kazimierza Pułaskiego, skąd konfederaci organizują dalekie wypady i po stoczonych walkach przygotowują się do kolejnych potyczek. Sytuacja ulega zdecydowanej zmianie w obliczu zmiany początkowo przychylnej powstaniu postawy Austrii i dojrzewania u obu sąsiadów planów rozbiorów Polski, kiedy z jednej strony korpus generała Esterhazy'ego otrzymuje zadanie kontrolowania konfederatów, a zarazem nie wpuszczania Rosjan na teren Austrii, zaś z drugiej w lipcu 1770 roku w kierunku Beskidu wyrusza ze swoim wojskiem rosyjski generał Drewicz. Momentem zwrotnym staje się bitwa pod Blechnarką. Dochodzi wówczas faktycznie do wspólnej akcji wojsk austriackich i rosyjskich, kiedy Drewicz przekupiwszy austriackiego rotmistrza obchodzi konfederatów od tyłu i zadaje im poważne straty już na terytorium austriackim, niszcząc przy tej okazji obóz nad Blechnarką. Ostateczny cios powstaniu zadaje zajęcie przez wojska rosyjskie 18 sierpnia 1772 roku klasztoru na Jasnej Górze, jako symbolu kultu maryjnego. Po klęsce tysiące (według szacunków około 5 000) uczestników i sympatyków konfederatów zostaje aresztowanych i zesłanych na Sybir, znaczną liczbę wcielono przymusowo do armii carskiej, pozostali schodzą do podziemi bądź jak Kazimierz Pułaski udaje się na emigrację. Spośród pozostałych część konfederatów z Litwy i Podlasia zatrzymuje się - za cichą aprobata władz austriackich w Dębowcu i okolicy, chroniąc się u krewnych bądź żeniąc się i osiedlając na stałe. To chyba nie przypadek, że właśnie w Dębowcu powstaje w 1772 roku najstarsza polska gwardia narodowa, która pod nazwą Gwardii Dębowieckiej pielęgnuje wartości narodowościowe i bierze czynny udział w kolejnych powstaniach narodowych oraz w Legionach Polskich poczas wojen napoleońskich.
opracowano m.in. na podstawie tekstów ks. Aleksandra Szerlągowskiego, ks. Jan Zbigniewa Czudry, Andrzeja Dziedzica, Andrzeja Wasiaka, odnośnej literatury przedmiotu i materiałów własnych
Chociaż się góry i morza nasrożą, Choćby na smokach wojska latające - nas nie zatrwożą".
![]() Awers i rewers krzyża konfederatów barskich, ofiarowanego Kazimierzowi Puławskiemu 2 lutego 1771 r.na Jasnej Górze
Nastąpiły pierwsze polskie zesłania na Sybir. Był rok 1733. Manewr z przekupieniem posłów powtórzyli w r. 1744. Sejm polski, mimo wysiłków ,,3 orłów" torpedujących jego kolejne sesje, zebrał się jednak i pierwszego dnia obrad niemal jednomyślnie, bez względu na stan i opcje polityczne poparł reformy, referowane przez posła ziemi wareckiej Józefa Pułaskiego - ojca Kazimierza. Błyskawicznie do Warszawy ruszyli umyślni ze złotem i obietnicami. I drugiego dnia obrad już żadnej jedności poglądów nie było. Z uchwał nie wyszło nic. Pułaski żądał ukarania ,,zdrajców za rosyjskie i pruskie srebrniki", ale i z tego nic nie wyszło- lustracji nie było. Dziś też nie ma. To prawda, że pojęcie ,,rozbiory" w dobie Konfederacji Barskiej jeszcze nie funkcjonowało. Ale tkwiło w działaniach przygotowawczych. Ponieważ uzasadnieniem rozbiorów miało być ,,historyczne prawo do tych ziemi rozkład państwa polskiego" - patrz 17 września 1939 r. na Kresach Wschodnich i obecne sugestie w polityce Unii Europejskiej o powrocie Niemców na nasze Ziemie Odzyskane - więc robiono wszystko, żeby ten ,,rozkład państwa" przyspieszyć.
Zaś Fryderyk Pruski mówił, a nawet napisał wręcz, że chce mieć Pomorze, chociaż
,,...wiem doskonale, że tam znaczną przewagę ma ludność polska. Ale interes państwa pruskiego jest ponad to
wszystko".
![]() Kazimierz Puławski pod Częstochową Określanie Konfederacji Barskiej mianem - ,,nieodpowiedzialna ruchawka", też nie ma uzasadnienia. Miała bowiem konkretne przyczyny polityczne. W roku 1764 królem Polski - zgodnie z interesami ,,3 orłów" i pod kuratelą wojsk carskich w Warszawie - został Stanisław August Poniatowski.
Owe wojska zaś zaprosiła do Polski ,,Familia", to znaczy silne stronnictwo książąt Czartoryskich. Miało one tak Ľna zamach stanu i właśnie posunęło się do tego zdradzieckiego kroku. Świadczy to albo o cynizmie, albo o karygodnej naiwności politycznej: Katarzyna wejdzie, pomoże i wyjdzie; Rosjanie do Afganistanu wejdą, pomogą i wyjdą; do Czechosłowacji wejdą, pomogą - wyjdą; do solidarnościowej Polski wejdą... Bóg łaskaw sami nie chcieli.
Niektórzy zorientowali się ,,co jest grane". Hetman Klemens Branicki oświadczył o niej wówczas: ,,...będąc dziełem frakcji rosyjskiej, nie może być jak tylko szkodliwa dla Rzeczypospolitej". Niebawem ratusz w Radomiu, w którym obradowali ,,radomscy" otoczyło wojsko rosyjskie z armatami wycelowanymi w okna, na salę obrad wszedł prusko-rosyjski oficer o nazwisku Kerr i oznajmił w punktach, że mają połączyć się z pozostałymi konfederacjami, król ma zostać, tudzież ,,Liberum Veto" i że
podpisze". Podpisali.
![]() Ryngraf Konfederacji Barskiej W lipcu 1767 r. delegacja tej dziwnej opozycji wraz z Józefem Pułaskim, który był prawdopodobnie ,,wtyczką" hetmana K. Branickiego, udała się do króla, by omówić tezy na zbliżający się sejm. Wtedy w obecności króla Polski, ambasador Rosji Mikołaj Wasiliewicz Repnin oświadczył: ,,Stanę na sejm w 15tys. wojska. musi każden robić co ja chcę". A król milczał. Wśród prawdziwej opozycji zapadła wtedy decyzja o wystąpieniu zbrojnym. Powody nadto jasne, więc o żadnej Ľsytuacji politycznej, w stanie zagrożenia państwowości polskiej, zorganizowała się nieprzekupna, niezastraszona opozycja. Wg ustaleń historyków przywództwo stanowili między innymi: Hetman Wielki Klemens Branicki, Hetman Polny Wacław Rzewuski, bp. krakowski Kajetan Sołtyk, bp. kamieniecki Adam Krasiński, książę Karol Radziwiłł ĽKochanku" i hr. Józef Pułaski. Celem ich była likwidacja dominacji Rosji i usunięcie jej wojsk z terenów Rzeczypospolitej, obrona przed wpływami innowierców będących w istocie narzędziem w rękach ościennych mocarstw. Sejm się zbliżał. Ambasador Repnin dostał dokładne instrukcje: ,,aresztować przywództwo; Sołtyka zabić - wtedy reszta stuli uszy; papieżowi zagrozić, że możemy w Polsce ustanowić hierarchię niezależną od Watykanu. Wykonać". 13 października 1767 r., w nocy, carscy żołnierze wdarli się do mieszkań przywódców, kogo zastali - czterech z nich -wywieźli do Kaługi. Biskupa Sołtyka jednak nie zabili. Prawda, jakie to proste? Wywieźć ,,czterech", wywieźć ,,szesnastu", internować przywódców ,,Solidarności" - wciąż w teoretycznie wolnej Polsce. ,,Reszta stuli uszy".Otóż nie stuliła. Ani teraz, ani w 1945, ani wtedy. Zapanował nie strach, a oburzenie. Marszałek hr. Andrzej Zamoyski na znak protestu podał się do dymisji, protestowali nawet Czartoryscy. W całej Europie powszechne było oburzenie na rosyjski terroryzm. Znów coś trzeba było z tym zrobić.
Więc poszły gigantyczne pieniądze z Rosji i Prus na urobienie opinii światowej. Voltaire pytany przez wracającego właśnie z Rosji lekarza, dr. Poisonnier´a czemu wypisuje te wszystkie kłamstwa odpowiedział: ,,Drogi panie, przysłali mi w prezencie takie dobre futra, a ja jestem wielkim zmarzlakiem..." Nic dodać nic ująć.
Oto kwintesencja metod urabiania opinii publicznej wtedy i teraz, tyle, że teraz za pomocą znacznie szybszego i posiadającego nieporównanie większy zasięg środka przekazu - telewizji. I dziś wirtualne wyobrażenia świata o Polsce tyleż mają wspólnego z rzeczywistością ile wówczas dywagacje pana Voltaire´a. Zasada ta sama, nawet argumenty: brak tolerancji, ciemnogród. Tyle, że futra zastąpiły obietnice posad w agendach Unii Europejskiej. Głosił on ,,...wszem, wobec i każdemu z osobna, że rady, dygnitarze, szlachta i obywatele, gromadzi się na ratunek pohańbionej Ojczyzny, wiary, wolności praw oraz swobód narodowych". Gdzie tu ,,fanatyzm religijny"? Gdzie ,,duch anarchii"? Oczywiście były msze i modły - niczego nie zaczyna się bez Boga. Ale po nich przywódcy zabrali się do pisania uniwersałów i listów do rządów państw europejskich w tym Rosji, Prus i Austrii, z zawiadomieniami o powstaniu i celach ich organizacji, zaś pułkownicy do organizowania i szkolenia oddziałów. 4 marca powołano Związek Wojskowy Konfederacji. W czasie mszy znakomity kaznodzieja umiejący porwać słuchaczy, ks. Marek Jandołowicz wołał: ,,Bracia! Czas się obudzić z letargu! Musimy chwycić za broń, innej rady nie ma. Polska leży sponiewierana i zgwałcona. Nie wolno nam, Jej dzieciom, patrzyć na to bezczynnie!". Po mszy całe wojsko zbrojnie i strojnie, ze sztandarami, przy dźwiękach trąb, bębnów i piszczałek wyjechało na podmiejskie błonia. Rycerstwo powtarzało rotę przysięgi: ,,Wolności i niepodleglości Ojczyzny, wiary świętej, katolickie własnym życiem i krwią bronić. Żadnych gwałtów i rabunków nie czynić, komendy choćby hazardem życia słuchać. Chorągwi bronić do ostatka, trup przy trupie padając. Na zdrajców kara i śmierć. Hasło: ,,Jezus Maryja - umrzeć lub zwyciężyć". I tak po raz pierwszy padło pojęcie
,,niepodleglość". Rota zaś przysięgi- pomijając pewien patos właściwy owym czasom - nie odbiega zasadniczo od innych przysiąg wtedy i teraz, z przysięgą Armii Krajowej włącznie. Zasadniczo, bo teraz nie przysięga się ,,bronić wiary", a ,,lnyocatio Dei" wyrzuca się skąd się da. Wszystkie odniesienia do Boga traktuje się jako coś wstecznego. Wmawianie więc Konfederacji Barskiej ,,fanatyzmu religijnego" dyktuje nienawiść pogarda, a może i rodzaj wyrzutów sumienia, bo ideę niepodległości zarzuciło się zupełnie, więc lepiej wybijać element walki za wiarę niż o niepodległość. Miała swoje sukcesy, wygrane bitwy - i bitwy przegrane, bohaterów, świetnych dowódców. Takim wybitnym wodzem okazał się młodziutki płk. hr. Kazimierz Pułaski, który sztukę wojny partyzanckiej posiadł w stopniu najwyższym. Wciągał w zasadzki nawet duże jednostki rosyjskie- np. będącego jeszcze w stopniu pułkownika słynnego Suworowa - wywijał się z okrążeń i lał wroga jak się dało. Gorzej było z warowniami - nasi nie mieli dostatecznej ilości armat. Ale uzbrojeni byli w wielką wiarę i wolę walki, a sztandary z Matką Boską dodawały im ducha, siły i spokoju. Najstraszniejszy przebieg miała na Humaniu, gdzie Hajdamacy wyrżnęli w pień całą ludność. Kres temu barbarzyństwu położyły, działające ten jeden raz wspólnie, wojska koronne i konfederackie. Wtedy Katarzyna wszystkiego się oczywiście wyparła, zaś przywódców buntu, po serdecznej i sutej ,,wieczerzy pojednania" gospodarz, czyli carski pułkownik, kazał zwyczajnie pozabijać. Bez wiedzy Katarzyny oczywiście ...Konfederacja tężała. Szli do niej nie tylko wysoko urodzeni, ale i szlachta bez ziemi, mieszczanie, rzemieślnicy, a nawet chłopi. Na jej stronę przechodziły całe oddziały wojsk koronnych. Kiedy Kozacy zapędzili się za jakimś naszym oddziałem na teren Turcji, ta nareszcie wypowiedziała Rosji wojnę. Konfederacja przystąpiła do drugiej fazy zaplanowanego działania. Powołała jednolite dowództwo - ,,Generalność"; swoich doradców, nieco broni i funduszy przysłała Francja. Walki nabrały rozpędu. Trwały 2 lata, przez, które Katarzyna nie mogła się z nimi uporać. W tym czasie konfederacja ogłosiła nawet detronizację króla. Pierwszy szturm się nie udaje: kule nie wiadomo dlaczego odbijają się od murów, lub przy uderzeniu rozpadają na kawałki... Drewicz obiecuje obrońcom spokojny powrót do domu, jeśli się poddadzą. Pułaski odpowiada, że on też może zapewnić Rosjanom powrót do domu, do samego Petersburga. Następuje drugi szturm, przy zastosowaniu metod poniekąd średniowiecznych: rosyjscy wojacy w nocy przystawiają drabiny i drą się na mury wprost. Wtedy oświetlają ich rzucane z góry zapalone wieńce, na głowy włażących lecą kłody, kamienie, granaty, ręce odpychają drabiny. 16 stycznia 1771 r. Drewicz odstępuje od twierdzy. Sława wydarzenia rozchodzi się po świecie. Piszą o nim gazety francuskie, niemieckie, angielskie, holenderskie. Jean Jacques Rousseau przysyła list gratulacyjny na ręce Kazimierza Pułaskiego. Konfederacja ma już 20 tys. wojska, czyli prawie tyle ile miała mieć Rzeczpospolita po reformach. W tej sytuacji król ,,śle posły" do Pułaskiego w celu ,,pojednania".
Owszem - odpowiada kandydat na naczelnego wodza Konfederacji - jeśli król i jego ludzie dołożą starań w celu wyprowadzenia wojsk rosyjskich z kraju". I spokojnie wraca do precyzowania szczegółów marszu na Warszawę, do którego już się sposobi Wielkopolska z Józefem Zarembą, a Litwa z Michałem Ogińskim
- tak tak, tym od Poloneza, był świetnym dowódcą! już rusza na trakt. Jest to połowa roku 1771 i apogeum Konfederacji Barskiej. Intryga jest nędzna w wykonaniu - gigantyczna w skutkach. Kolejny ambasador Katarzyny (Repnin wyleciał za brak skuteczności ...) najmuje dwu szubrawców, Stanisława Strawińskiego i Jana Kuźmę, którzy wraz z 26 się potem gubią w lesie i tylko jakoś nie gubi się Kuźma: umieszcza króla na noc w znajomym młynie i śle gońca do Zamku. Rano ,,ocalony" król jest w domu i opowiada o okropnościach porwania. Zaś niby złapany Strawiński zeznaje, że to kazał mu sam Pułaski i wydzielił 26 ludzi z oddziału Walentego Łukowskiego, a ten Pułaskiemu w ogóle nie podlegał. Wreszcie król stwierdza, że miał być zabity! I o to szło. Padło pożądane hasło, którego nie mógł przyjąć nikt w ówczesnej Europie - ani ludzie zwykli, ani żołnierze, ani hierarchowie, ani głowy koronowane: ,,PUŁASKI KRÓLOBÓJCA - POLACY KRÓLOBÓJCY!". Znamy to, znamy: ,,POLACY RASIŚCI!", ,,POLACY ANTYSEMICI", ,,POLACY WSPÓŁTWÓRCY HOLOCAUSTU". Cel ten sam: kompromitacja narodu. Ale sprawa jest już przegrana. ,,Czarne orły" dopięły swego. Nikt już Polski bronić nie będzie. Spokojnie podpisują w lutym 1772 r. w Petersburgu - na razie tajny - układ rozbiorowy. Upadają kolejne twierdze. Tylko Jasna Góra trwa niezłomnie. Jednak 19 maja ,,Generalność" decyduje o udaniu się na emigrację. Pułaski widząc, że wplątanie go w intrygę z ,,królobójstwem" może utrudnić warunki kapitulacji Częstochowy, która nieuchronnie nastąpi, pisze do załogi piękny list pożegnalny, opuszcza twierdzę potajemnie i udaje się na emigrację. Kończy się 5 lat pierwszej wojny partyzanckiej o Niepodległą Polskę. Czyż nie było to powstanie? 5 sierpnia 1772 r. następuje oficjalne ogłoszenie I Rozbioru Polski. Częstochowa kapituluje dopiero w 2 tygodnie później - 18 sierpnia. Ponad 5tys. Konfederatów idzie etapami na Sybir. Zaraz potem ówcześni biznesmeni ,,wybrali przyszłość" i rzucili się do umów handlowych z zaborcami. Korzyści były szalone. Największe dla Prus, które od razu nałożyły gigantyczne cła na towary polskie spławiane Wisłą, przy minimalnych na towary własne. Po szczegóły odsyłam do obecnych stosunków gospodarczych, w tym polityki celnej na linii Unia Europejska - Polska. 7 czerwca 1773 r. płk. hr. Kazimierz Pułaski, za fikcyjne ,,królobójstwo" został skazany na karę śmierci. Schemat procesu znamy dobrze z czasów powojennych, stanu wojennego, a także ,,śledztwa" przeprowadzonego przez J. Grossa w sprawie Jedwabnego: świadek nie musi się stawiać osobiście, może napisać listownie co chce, może go w ogóle nie być na miejscu przestępstwa. Strawiński i Kużma przysłali na proces tylko listy, w których powypisywali co było potrzebne. Strawiński był pod ,,specopieką" Katarzyny II. Kuźma dostał szlachectwo wraz z nazwiskiem Kosiński oraz 400 dukatów rocznej pensji, a obaj zamieszkali w słonecznej Italii. Głowę pod topór dał tylko ów Walenty Łukowski, który nie zorientował się, w co został wplątany. Obrońców Pułaskiego wyklaskano, a król zagroził: ,,Nie będzie kary za królobójstwo - nie będzie amnestii dla Konfederatów. Wybierajcie panowie". Więc wybrali. Z właściwym tym czasom dodatkiem: ,,ciało poćwiartować, spalić i na wiatr rozwiać, ręce obcięte do łokci przy drodze publicznej wbić na pal, majątek przekazać skarbowi państwa". Kara Śmierci za podniesienie ręki na króla - nawet fikcyjne; Kara Śmierci za podniesienie ręki na władzę ludową- nawet fikcyjne. Wg tej zasady mordowali po roku 1945, strzelali do robotników Poznania, Wybrzeża, Radomia stanu wojennego. Zmieniła się bowiem technika - zasada i zaszczepiona na wschodzie mentalność - nie. Tyle, że niczyich obciętych rąk nie zatyka się teraz przy gościńcach. Tylko w Polsce mało kto o nim coś wie. Zaś Konfederacja kojarzy się jedynie z wizją nocnych pożarów, ponurymi pieśniami i oszalałym księdzem Markiem. Ktoś inny pomyśli o nigdy nie zdobytej Jasnej Górze i naszej Królowej Korony Polskiej, która opiekuje się przecież naszą Ojczyzną, chociaż trudno nam, ludziom małej wiary, dostrzec to, na co dzień. Dobrze więc, że nasi Internowani przywrócili nam ową Pieśń Konfederatów, budzącą nadzieję i wiarę mimo wszystko. Powtórzmy jej słowa i dzisiaj:
|
|||||||||||||||||
|