|
Wprowadzenie
W dzisiejszych czasach dominuje kulturowo nad Europą pragnienie budowy jednolitego społeczeństwa globalnego. Możliwość błyskawicznej komunikacji pomiędzy ludźmi, gdzie znikają praktycznie bariery odległości, dostępności komputerów i internetu, powszechności mediów - prowadzi do dominacji obrazu i ruchu nad myśleniem i kontemplacją. Wciąż powtarzane, zwielokrotnione te same wzorce, sprzyjaj ą upadkowi i negacji zasad moralnych, a przez swą powszechność stwarzają pozorne wrażenie poprawności i normalności, co usypia sumienie i gasi przenikliwość myśli. To wszystko wywołuje
nowe nieznane dotąd problemy cywilizacyjne. Jednak pokusy totalitarne rodzą się te same co niegdyś, lecz obecnie zyskują większy rozmach, opierają się bowiem na dużych możliwościach nowoczesnej techniki. Taka sytuacja powoduje, iż zarówno sterowanie psychologiczne, jak i manipulacje wielkimi grupami ludzi poprzez środki masowego przekazu są wygodnym narzędziem władzy.
U progu trzeciego tysiąclecia mogliśmy poznać i doświadczyć trzech największych ideologii XX wieku: nazizmu, komunizmu i liberalizmu. Ostatnia z nich na naszych oczach przeobraża się właśnie w globalizm, który ogarnia swym wpływem wszystkie dziedziny kultury, powodując rozbicie narodowej tożsamości. A czyni to w taki sposób, że wielu ludzi wcale nie dostrzega nadchodzącego zagrożenia. Globalizm, opierając się na ideale powszechnej równości, prowadzi do jednego zasadniczego wniosku, że suwerenność państw i narodów nie może już być odniesieniem działań politycznych. Celem głównym
jest jedno wszechświatowe społeczeństwo obywatelskie.
Prezentowany zbiór esejów profesora Piotra Jaroszyńskiego, który stanowi kontynuację pracy sprzed dwóch lat Polska i Europa, pokazuje dalsze etapy przemian społecznych i kulturowych na tle światowej tendencji do wymazania z ludzkiej świadomości fundamentów narodowych. Dlatego już w samym tytule książki zawarte jest szczególnego rodzaju wezwanie, mające stanowić na dziś motyw naszego działania na rzecz budowania dobra wspólnego w Ojczyźnie. Ocalić polskość - to rozszerzać i niejako rzeźbić własnym wysiłkiem oblicze narodowej kultury. Tym bardziej naglące to zadanie dzisiaj - bowiem jak wskazuje Autor -
dziejący się na naszych oczach zamach na kulturę Polski, obejmuje wszelkie dziedziny życia społecznego. Rozważając, na tle suwerenności naszego narodu, tak fundamentalne dla kultury zagadnienia, jak: nauka, edukacja czy religia, musimy pamiętać, że to od nas zależy ich powodzenie. Nie wolno poddawać się zewsząd ogarniającej bezsilności, ta bowiem rozbija człowieka, a za nim cały naród.
Ze szczególną uwagą podkreśla Autor rolę nauki i edukacji jako tych obszarów, które są podstawą kształtowania się w człowieku rozumienia świata. Upada dziś ideał wiedzy dążącej do prawdy, pielęgnowany przez ponad 2500 lat, począwszy od starożytnej Grecji. Dzisiejsze rozumienie nauki to produkt nieskrępowanych badań, których wyniki są jedynie prowizoryczne. W konsekwencji prowadzi to do anarchii w badaniach naukowych i postulatu wolności bez granic, co widać także w życiu społecznym. Ujawnia się to z całą mocą w systemie edukacji, w którym nie liczy się kształcenie
i wychowanie, rozumiane jako doskonalenie osoby poprzez wysiłek nabywania cnót, lecz socjalizacja, czyli takie urabianie ucznia, by w przyszłości był przydatny do celów politycznych, gospodarczych, a więc uległy, dyspozycyjny, nie przywiązany do tradycyjnej katolickiej moralności. Socjalizacja przywołuje uniwersalny system wartości i postępowanie zgodnie z przyjętymi normami, lecz milczy o tym, że źródła tego systemu i tych norm nie są obiektywne, lecz opierają się na doraźnych celach i decyzjach.
Warto zauważyć, iż "polskość" - nasza Ojczyzna i jej kultura - od tysiąca lat przekazywana, rozwijana i broniona z pokolenia na pokolenie, domaga się dziś od każdego Polaka z osobna pełnej pieczołowitości i ofiarności postawy. Każdy z nas uwikłany w różnorodne relacje społeczne może skierować do samego siebie pytanie, w jaki sposób próbuje ocalić i zachować na rzecz następnych pokoleń przekazane mu dziedzictwo przeszłości. Nasze działanie, nawet to najbardziej błahe, jest nierozerwalnie związane z odpowiedzialnością za jego skutek i nic nie zwolni nas od tej
odpowiedzialności. Dlatego ocalenie polskości nie jest zadaniem skierowanym do jakiejś wąskiej grupy osób, ale stawia nas wszystkich w obliczu spełnienia tego obowiązku.
Paweł Gondek
Ocalić Polskość!
(Kultura narodowa wobec globalizmu)
Globalizm to trend cywilizacyjny, którego celem jest utworzenie na naszym globie jednego społeczeństwa sterowanego przez jeden rząd. Wprawdzie w każdej wielkiej cywilizacji władcy aspirowali do panowania nad światem, niemniej jednak dopiero w XX wieku projekty te stały się realne.
W średniowieczu i w czasach nowożytnych podstawowymi strukturami politycznymi były monarchie. Rozpoczęty pod koniec XVIII wieku ich demontaż utorował drogę do budowania suwerennych państw narodowych, jako państw obywatelskich. Między państwami tymi toczyła się w wielu dziedzinach rywalizacja, nie zawsze też udawało się utrzymać równowagę sił, co prowadziło do licznych wojen, których kulminacją były dwie wojny światowe w wieku XX. Kolejna, ale już tzw. zimna wojna, oparta była na konfrontacji dwóch supermocarstw, USA i ZSRS, przy współudziale mniej lub bardziej podległych im państw.
Upadek komunizmu pozostawił na arenie politycznej jedno supermocarstwo. Wówczas ostro ruszyła kampania proglobalistyczna.
Przy istotnym wpływie i zaangażowaniu Stanów Zjednoczonych globalizm nie jest w sposób formalny związany z jakimś określonym państwem czy narodem, jawi się raczej jako twór ponadpaństwowy i ponadnarodowy. Pewne jest natomiast, że globalizm w sposób zasadniczy wpływa na politykę, ekonomię, media, edukację etc., wkraczając w sposób mniej lub bardziej jawny w dziedziny, które warunkują i kształtują niepodległy byt państwowy. Ostatnim aktem suwerennych państw jest zgoda na ograniczenie lub wręcz rezygnację z własnej niezawisłości; przypomina to do złudzenia legalizację rozbiorów przez
polski sejm. W "oczach świata" wszystko dzieje się zgodnie z prawem, w oczach narodu nic nie budzi podejrzeń, legalizacja dokonuje się za sprawą demokratycznie wybranych parlamentarzystów. Są to jednak tylko pozory.
Wśród wielu dziedzin dotkniętych wpływem globalizmu znalazły się także kultury narodowe. Wpływ ten nie jest odczuwany zbyt boleśnie, trudno się zatem dziwić, że tak naprawdę tylko nieliczni zdają sobie sprawę z zachodzenia tego procesu. Masy przyzwyczajone do uznawania za rzeczy ważne (a wręcz istniejące!) tylko tego, co jest odpowiednio spreparowane i nagłośnione przez media, nie dostrzegają problemu utraty własnej kultury narodowej; o tym masowe media nie mówią, a więc tego jakoby nie ma. Aby dostrzegać ten proces, trzeba mieć jakąś skalę porównawczą.
Brak jest rozpoznawalny
przez porównanie z całością bez braków, zatem obcując wyłącznie z rzeczami wybrakowanymi możemy sądzić, że taka jest ich natura, a więc że braków nie posiadają. Kto widzi tylko psy bez ogonów, ten będzie przekonany, że zwierzę to z natury nie ma ogona, że pies z ogonem to jakieś dziwadło; kto zna klasykę polską tylko z wersji filmowej, ten ma zdeformowany obraz polskiej kultury (niestety, jesteśmy obecnie świadkami mocno niepokojącego zjawiska w skali masowej, bowiem to właśnie ten zdeformowany obraz jest uznawany za "normalny").
Trzeba zaznaczyć, że kultura narodowa nigdy
nie była w pełni zasymilowana przez cały naród czy wszystkich obywateli danego państwa.
Kultura narodowa jest raczej kulturą elitarną, choćby z tego tytułu, że wymaga zdobycia odpowiedniego poziomu wykształcenia - i to w wielu różnych dziedzinach - aby można było z nią obcować i nią żyć. Stąd też stosunkowo niewielki procent narodu zdaje sobie w pełni sprawę z tego, co naród jako całość traci. A ponieważ wielu sądzi, że na polityce, na medycynie i na kulturze zna się każdy, więc publiczna dyskusja nad potrzebą i wagą kultury narodowej z reguły prędko
staje się jałowa.
Dlaczego globalizm z całą premedytacją niweluje wpływ kultur narodowych na poszczególne społeczeństwa? W wymiarze społeczno-politycznym kultura narodowa umacnia dane społeczeństwo wewnętrznie, czyni je bardziej zwartym, silnym, a więc i odpornym na zakusy obcych. Parafrazując znaną klasyczną sentencję możemy powiedzieć, że miastem bez murów jest społeczeństwo bez własnej kultury. Jeżeli więc globaliści dążą do utworzenia jednego światowego społeczeństwa, to muszą zdruzgotać mury kultur narodowych. W wymiarze politycznym skruszenie murów kultury narodowej otwiera
swobodną drogę do realizowania wizji nowego społeczeństwa, które już nie będzie narodem, a kto wie, czy jednostki wchodzące w jego skład zdołaj ą wówczas ocalić swe człowieczeństwo.
Ponieważ przekaz kultury narodowej przez wieki opierał się na tradycji, obejmującej krąg domu, szkoły, państwa i Kościoła, więc niszczenie kultur narodowych musi polegać na opanowywaniu tych właśnie newralgicznych punktów.
Najpierw więc podważa się wartość samej tradycji jako nośnika kultury, tradycję ukazuje się w najgorszym świetle -jako coś zacofanego, anachronicznego, pozbawionego wartości. Liczy się tylko przyszłość i postęp. Następnie trzeba wkroczyć do domów. Dziś jest to nad wyraz łatwe. Globaliści nie muszą kolbami wyważać drzwi ani
wkradać się przez okno. Praktycznie w każdym domu stoi jeden lub kilka telewizorów, który niczym czołg otoczony piechotą kolorowych pism dyktuje rytm dnia, opinie, nastroje, oceny. Dom dzięki masowym mediom jest już zdobyty. A co ze szkołą?
Programy szkolne opracowywane są i finansowane przez zachodnich "specjalistów" i zachodnie instytucje, takie jak OECD czy Unia Europejska. W związku z tym bardzo precyzyjnie usuwa się z treści nauczania, choć stopniowo, materiał, który rozbudza poczucie narodowe. Eliminuje się klasykę literatury (wieszczów narodowych) bądź w całości, bądź przez pozostawienie jak najmniejszej ilości narodowych utworów, bądź poprzez rekomendację surogatu, namiastki dzieła literackiego, czyli obejrzenia wersji filmowej (czyt.: zastępczej). Młodzież angielska nie czyta Szekspira, młodzież grecka nie czyta
Platona, młodzież polska... ogląda Trylogią, Pana Tadeusza i Przedwiośnie w kinie lub w telewizji. Bo jak tu obcować z tekstem, którego... nawet poprawnie i pięknie się nie przeczyta, połowy słów już się nie rozumie? Szkoła ukierunkowuje uczniów na zdobycie umiejętności praktycznych, bez rozwijania zdolności do refleksji i mądrości. Wzorem jest umysł ścisły, czyli wąski (skoro ściśnięty), ale za to zarozumiały, bo wierzący w potęgę techniki. Kultura narodowa zaś jako dobro niewymierne traktowana jest jak sprawa pozbawiona wartości (bo niemierzalna).
Instytucje państwowe zachowują z kulturą narodową związek symboliczny, zewnętrzny. Gdzieniegdzie flaga, skromny orzeł, rzadko hymn narodowy, i to co najwyżej jego pierwsza zwrotka. Instytucje państwowe są urzędami, które urzędują, ale nie reprezentuj ą majestatu sukcesji władzy ponad 1000-letniego państwa i nie zabiegając jego dobro. Kultura urzędu nie jest kulturą narodową, jest wyrazem kultury biurokratycznej różnicowanej poziomem techniki i mentalności (socjalistyczna, sowiecka, azjatycka, zachodnia). Jakże często wchodząc do urzędu nie czujemy, aby to był urząd naszego kraju, urząd,
który nam służy, który chce nam pomóc, który broni naszych praw. W polskich urzędach Polacy czują się petentami odgrodzonymi od władzy labiryntem korytarzy, pokoi, nieżyczliwych urzędników, sztucznych sekretarek... Przepaść ta powiększa się za granicą, gdzie w wielu wypadkach nasze placówki dyplomatyczne postrzegane są nie jako instytucje nakierowane na udzielanie pomocy Polakom, co raczej zorientowane na penetrowanie polonijnych środowisk dla bliżej nie określonych celów.
Kurczy się też mecenat państwa nad dziedzictwem narodowym, które - z małymi wyjątkami - albo przechodzi w ręce obce, albo też ulega likwidacji. Państwo w sensie instytucjonalnym przestaje być depozytariuszem zainteresowanym kultywowaniem wielowiekowego dziedzictwa narodowego. W grę wchodzi brak równomiernego rozlokowania placówek kulturalnych na terenie całego kraju, tak aby mogły być żywym odniesieniem całości narodu i państwa dla dzieci, młodzieży i tych, którzy z kulturą polską chcą obcować. Jakże nieliczne i jak rzadko rozsiane są muzea, teatry, sale koncertowe, biblioteki. Instytucji tych było
nieco więcej w okresie PRL-u ze względu na rolę propagandową, której nie mogły jeszcze spełniać masowe media; propaganda jednak nie zasłaniała wszystkiego co narodowe, stąd można było odnaleźć ślady kultury polskiej.
Ale przy dzisiejszej socjotechnice przekaz masowy można w całości wyjałowić z treści narodowych, nic więc dziwnego, że globaliści z Banku Światowego nakazali Polsce już w 1989 roku likwidację 30 tysięcy placówek kulturalnych, w tym głównie bibliotek.
Człowiek globalny ma oglądać obrazy i słuchać słów podawanych przez media, a nie
czytać książki, które sam sobie wybierze.
Państwo wreszcie przestało być zainteresowane ukazywaniem wzorcowej kultury polskiej. Instytucje, których nazwy wskazują na wyjątkową rolę w przekazywaniu pokoleniom bogatego kanonu polskiej kultury (Teatr Wielki, Teatr Narodowy, Teatr Polski, Galeria Narodowa), coraz częściej stają się polem prywatnych eksperymentów nie najwyższych lotów, a często o charakterze wręcz antynarodowym, demoralizującym i szyderczym (vide: głośny ostatnio casus warszawskiej "Zachęty").
Nic więc dziwnego, że wskutek takich działań wygaszony zostaje duchowy i materialny związek obywateli z własnym państwem jako główną formą społecznego organizowania się ludzi. Nie dzieje się to samoczynnie, lecz jest promowane przez instytucje globalistyczne, które w ten sposób zmieniają ukierunkowanie działań instytucji tradycyjnie państwowych. Administracja państwowa jest nie tylko polem dla załatwiania prywatnych interesów, ale nade wszystko jest coraz częściej firmą do wynajęcia, jest przedłużeniem firm międzynarodowych czy ponadnarodowych. Ma to swoje konsekwencje w kulturze, ponieważ
przedsięwzięcia ukazujące bogactwo i głębię wielu dzieł wymagają przepotężnego wsparcia instytucjonalnego, na które prywatnie nikogo nie stać. Nie wystarczy wynająć salę i zapłacić za prąd, trzeba jeszcze wykształcić ludzi zdolnych do tworzenia i przekazywania arcydzieł w ich najgłębszym wymiarze. Jeśli własne państwo nie jest zainteresowane promowaniem kultury ojczystej, to trudno się spodziewać, aby były tym zainteresowane państwa lub organizacje obce. Jest im raczej na rękę, że dane społeczeństwo staje się coraz bardziej bezmyślnym
konsumentem i nie jest suwerennym narodem.
Ktoś zapyta, a po co być "suwerennym narodem"? W odpowiedzi nasuwają się na myśl słowa, które wypowiedział ponoć Arystoteles, gdy zapytano go, po co człowiek tyle obcuje z pięknem? Trzeba być ślepym, żeby zadawać takie pytanie - odpowiedział filozof. Trzeba być pozbawionym, przynajmniej od czasu do czasu, rozumu, aby pytać, po co człowiekowi rozum. Trzeba być nie w pełni dojrzałym psychicznie, aby pytać, po co kultura narodowa. Jeżeli bowiem przychodzę na świat "goły i bosy", nie umiem myśleć, nie umiem pisać, nie
umiem mówić, nie umiem rozumnie słuchać i patrzeć - to mój rozwój osobowy, a więc rozwój wrażliwości, umysłu, woli, charakteru, pozwalający mi na osiągnięcie właściwej sylwetki fizycznej i duchowej, na zdrowy kontakt z innymi ludźmi, na odczytywanie rzeczywistości - dokonuje się przez najbliższy i najpełniejszy krąg świata, którym jest moja rodzina, moi rodacy, moja ojczyzna. Jak nie istnieje język w ogólności, lecz są języki narodowe, tak nie ma kultury w ogóle, lecz są kultury narodowe.
Ucząc się języka, który pozwoli mi na kontakt z innymi ludźmi, na wyrażanie
siebie, na sięganie do dzieł pisanych przed wiekami, uczę się w pierwszym rzędzie języka ojczystego, jako dla mnie najbliższego i najłatwiejszego. Po co mam w Polsce, gdzie mieszka 40 milionów Polaków, uczyć się najpierw chińskiego lub angielskiego? Jeżeli zaś to język polski wprowadza mnie do mojej społeczności i do mojego dziedzictwa, to jest jasne, że muszę ten język opanować nie byle jak, ale w stopniu doskonałym. Potrzebuję tego nie tylko jako Polak, ale jako człowiek, ponieważ swoje człowieczeństwo realizuję po polsku. Dlatego troska o opanowanie ojczystego języka jest
podstawowym zadaniem domu i szkoły. Jeżeli natomiast już w latach 60. wprowadzono reformę edukacji, w której ramach zredukowano bądź wyeliminowano przedmioty humanistyczne ze szkolnictwa zawodowego (przymusowo objęto nią ponad połowę młodych Polaków), to jest jasne, że chodziło o "wyhodowanie" ludzi, którymi łatwo można sterować. W dobie globalizacji proces dehumanizowania kształcenia poszedł jeszcze dalej, ponieważ dziś główna umiejętność "literacka" młodych ludzi polega na poprawnym pisaniu podań i stawianiu krzyżyka w odpowiedniej kratce. A cóż mówić
o gęganiu, jakie wydobywa się z gardeł niektórych polityków i dziennikarzy, które dopiero po głębokim namyśle można nazwać dźwiękami artykułowanymi i zakwalifikować jako przynależące do języka polskiego?
Globalizm w pełni podbije świat dopiero po całkowitej likwidacji kultur narodowych. Albowiem kultura narodowa jest tym najgłębszym fundamentem, który chroni suwerenność poszczególnych osób w wymiarze wewnętrznym. Jest ona również swoistym kodem, nieczytelnym dla obcych, który spaja naród, nawet pozostający w niewoli. Dlatego liczyć się musimy z tym, że proces pozbawiania nas naszej kultury ojczystej będzie trwał aż do czasu całkowitego zniszczenia w nas polskości. Stosowane są i będą różne metody. Kultura narodowa będzie puszczana w niepamięć, będzie zawłaszczana i deformowana, będzie
wyszydzana... To dzieje się dziś.
Ponieważ kultura narodowa stoi na straży naszego człowieczeństwa, dlatego każdy Polak musi poważnie zastanowić się nad stanem obecnym i nad tym, co może zrobić w skali osobistej, rodzinnej, społecznej, aby się nie dać wyzuć z własnej tradycji i tożsamości, aby czerpiąc soki z ojczystego dziedzictwa, obronić w sobie człowieka, w społeczeństwie - naród, a w państwie - ojczyznę.
Nauka w kulturze chrześcijańskiej
Zastanawiając się nad rolą nauki w kulturze chrześcijańskiej musimy najpierw wziąć pod uwagę samego człowieka. Jeśli bowiem nauka jest dziełem człowieka, to rodzi się pytanie: czy i jakiej nauki potrzebuje człowiek?
Chrześcijańska koncepcja człowieka ma swój wymiar teologiczny i filozoficzny. Z punktu widzenia teologicznego człowiek został stworzony na obraz i podobieństwo Boga. Słowo "obraz" nosi po grecku miano PRóSOPON, a po łacinie - PERSONA. Człowiek nie jest ani zwierzęciem, ani maszyną, ale personą, człowiek jest OSOBĄ. Posiadamy wprawdzie ciało - a szereg funkcji, jakie spełniamy, to funkcje, które znajdujemy w świecie przyrody, zwłaszcza na poziomie fizjologicznym i zmysłowym: człowiek oddycha i pies oddycha, człowiek patrzy i pies patrzy - ale człowiek oddycha i patrzy jak człowiek, a nie jak
pies.
Jest coś, co sprawia, że człowiek nawet w niższych czynnościach wyrasta ponad świat przyrody. A są przecież czynności wyższe, w ogóle nie spotykane w świecie zwierzęcym. Powstaje wobec tego pytanie: co jest takiego w człowieku, że mówimy nie tylko o jego podobieństwie do Boga, ale również o tym, że jest on stworzony "na obraz Boga" (ad imaginem Dei)?
Św. Tomasz z Akwinu precyzyjnie odpowiada: - "... człowiek został stworzony na obraz Boga nie wedle ciała, lecz wedle tego, dzięki czemu góruje nad zwierzętami. Dlatego w Księdze Rodzaju napisane jest: Uczyńmy człowieka na obraz i na podobieństwo nasze; a niech panuje nad rybami morskimi, etc. Góruje zaś człowiek nad wszystkimi zwierzętami ze względu na rozum i intelekt; dlatego właśnie: ze względu na intelekt i rozum, które są niematerialne, człowiek został stworzony na obraz Boga"1.
Jeżeli więc mówimy o wyjątkowej pozycji człowieka wśród stworzeń, jeśli mówimy, że jest osobą, to nie ze względu na ciało i zmysły, ale z uwagi na umysł. To jest ten szczególny atrybut człowieka-osoby. Powstaje jednak wątpliwość: w jakim stanie jest nasz umysł? Czy przychodząc na świat wszystko wiemy i rozumiemy, bo posiadamy wiedzę wrodzoną, czy też droga do rozumienia jest długa i żmudna? Sw. Tomasz wyjaśnia: "... primus homo sic institutus est a Deo, ut haberet omnium scientiam, in ąuibus homo natus est instrui -... pierwszy człowiek, przed grzechem pierworodnym tak został
ustanowiony przez Boga, że posiadał wszelką wiedzę, jakąż natury może posiąść. Ale wskutek grzechu pierworodnego człowiek tę wiedzę stracił"2.
Nie oznacza to, że człowiek utracił człowieczeństwo. Nie, nadal jesteśmy ludźmi-osobami. Ale w naszym poznaniu powstały szkody spowodowane przez grzech pierworodny, przychodzimy na świat i nic nie rozumiemy. Te szkody trzeba naprawić. I to jest właśnie zadanie kultury, której jedną z podstawowych dziedzin jest nauka. Zadaniem nauki jest "naprawa" i uformowanie intelektu w taki sposób, aby był sprawnym narzędziem poznania i rozumienia. Przedsięwzięcie to ma wymiar ludzki, bo rozumiejąc, stajemy się coraz bardziej ludźmi i coraz bardziej jesteśmy "na obraz Boży". Bycie na obraz Boży to
zadanie człowieka w wymiarze ludzkim i nadprzyrodzonym.
Chrześcijański obraz człowieka to obraz człowieka rozumnego, zdolnego do odczytywania rzeczywistości. Tu powstaje kolejne pytanie: jaką drogą podążać ma ludzki rozum, żeby poznawać i rozumieć?
Chrześcijaństwo pojawiło się w kręgu wysoko rozwiniętej kultury grecko-rzymskiej. Było to zastane dziedzictwo, w którego ramach od kilku już wieków uprawiano naukę. Celem nauki było poznanie prawdy dla samej prawdy. Taki ideał przyświecał zwłaszcza Grekom i dlatego mieli w tej materii wielkie osiągnięcia. Są twórcami wielu nauk, jak filozofia, fizyka, biologia czy matematyka. Czy ten dorobek chrześcijanin powinien zlekceważyć i odrzucić? Były takie zakusy. Niektórzy, jak Tacjan czy Tertulian, mówili: po co nam wiedza Greków i pogan, skoro mamy Pismo św.?
Po co mamy szukać prawdy, skoro Najwyższa Prawda, sam Bóg, nam się objawił? Po co nam rozum, skoro mamy wiarę? Sytuacja była dramatyczna, ale dziedzictwo Greków nie zostało odrzucone. Ci natomiast, którzy zachęcali do potępienia rozumu i nauki, zmarli poza Kościołem.
Na czym polega problem? Nauka, której zadaniem jest odkrywanie prawdy, jest dziełem ludzkiego rozumu. Ale sam rozum nie jest dziełem człowieka. Rozum ludzki pochodzi od Boga; został stworzony przez Boga, i to niezależnie od tego, czy jest to rozum człowieka wierzącego, poganina czy ateisty. Potępiając rozum potępilibyśmy dzieło Boże. Potępilibyśmy to, co najbardziej jest w człowieku "na obraz Boży". Rozumu jako takiego nie wolno potępiać, bo to równałoby się z potępieniem naszego człowieczeństwa. Zwraca na to uwagę św. Augustyn: "Niech daleką będzie od nas myśl,
że Bóg gani w nas to, dzięki czemu uczynił nas wyższymi od innych stworzeń. Niech dalekie będzie od nas przypuszczenie, że musimy wierzyć w ten sposób, aby wykluczyć konieczność uznania czy potrzeby rozumu; nie moglibyśmy przecież nawet wierzyć, gdybyśmy nie posiadali rozumnych dusz"3.
Poprzez rozum Bóg nas wywyższył, wiara spełnia się za pomocą rozumu, bez rozumu nie będzie wiary. Nie można wierzyć, nie mając rozumu. Kto potępia rozum, ten odrzuca wiarę. Kult wiary za cenę bezrozumności jest nieporozumieniem.
Stając wobec faktu Objawienia można jednak zapytać, czy potrzebna jest nauka, czy człowiekowi nie wystarczy samo Objawienie? Zwróćmy uwagę na te dwa problemy. Objawienie obejmuje przede wszystkim sprawy dotyczące religii i moralności w wymiarze nadprzyrodzonym. Jest szereg dziedzin nie objętych Objawieniem, w których sam ludzki rozum wystarczy, aby wyrobić sobie właściwy sąd. Nie potrzebujemy Objawienia, aby uznać prawdę zdania: 2+3=5. Nie potrzebujemy Objawienia, aby zobaczyć słońce, księżyc i drzewa.
Potrzebujemy oczu i rozumu, które pochodzą od Boga. I właśnie nauka jest usprawnieniem, wychowaniem, uszlachetnieniem rozumu, aby umiał poznawać prawdę tam, gdzie może ją poznać. Nauka jest kulturą, czyli uprawą rozumu (słowo "kultura" pochodzi od łac. colo, colere - uprawiam), przysposobieniem go do poznawania prawdy. Dlatego człowiek potrzebuje nauki, aby prawidłowo rozwinąć w sobie dar rozumu.
Rozumu potrzebujemy nie tylko dla poznania świata, ale również dla poznania samego Objawienia. Treści wiary trzeba rozpoznać i prawidłowo zrozumieć. Bóg przemawia do człowieka za pomocą proroków, którzy posługują się językiem ludzkim.
Treść tego języka dotyczy spraw Bożych, ale przez odniesienie do spraw ludzkich, zawartych w ludzkim świecie. Jak w nauce mylne poznanie prowadzi do błędu, tak mylne odczytanie treści Objawienia prowadzi do herezji. Uszlachetnione poznanie, którego celem jest prawidłowe odczytanie treści wiary ma charakter naukowy i nosi miano teologii. Tym różni się teologia od mitologii, że w odczytanie treści nadprzyrodzonych zaangażowany jest wykształcony przez naukę rozum.
A zatem potrzebujemy nauki po to, aby poznać prawdę o świecie, jak i po to, by poznać przekazaną nam w sposób nadprzyrodzony prawdę o Bogu.
Nauka jest poznaniem racjonalnym, metodycznym, uzasadnionym i intersubiektywnie komunikowalnym. Chodzi o to, aby w poznaniu było jak najmniej pomyłek i błędów. Przyczynia się do tego dobrze wyselekcjonowany aspekt, opracowana metoda i wspólny wysiłek społeczny. Nauka jest bowiem efektem pracy osobistej, ale w porozumieniu i kontakcie z ludźmi.
Właśnie ta współpraca pozwala odkrywać prawdę, jak i rozpoznawać błędy.
Rozpoznanie roli nauki w kulturze, już w pierwszych wiekach chrześcijaństwa, pozwoliło na to, aby chrześcijanie weszli w krąg kultury zachodniej, czerpiąc z jej dziedzictwa. Z kolei samo chrześcijaństwo wobec upadku świata grecko-rzymskiego mogło wkrótce stać się spadkobiercą tej wielkiej kultury. U jej fundamentów leżało poszanowanie nauki, do której droga biegnie od najmłodszych lat poprzez szkołę. Obok nauki edukacja zajęła w chrześcijaństwie poczesne miejsce.
Najpierw klasztory, potem szkoły przyparafialne, a następnie szkoły katedralne otworzyły drogę do coraz szerszego przekazywania i pielęgnowania różnych nauk. Jest przykładem jakże perfidnej propagandy, która do dziś pleśnieje w umysłach wielu ludzi, obwinianie chrześcijaństwa za to, że średniowiecze było ciemne. Było "ciemne" w pewnych okresach4 i w pewnych miejscach, tam, gdzie nie dotarło jeszcze światło chrześcijaństwa, gdzie panowało jeszcze pogaństwo nie objęte ani wcześniejszym wpływem Rzymu, ani wiary Chrystusowej. Gdzie zaś pojawił się klasztor albo
kościół, tam powstawała szkoła, aby oświecać umysły ludów nie znających szkoły, tam przepisywano starożytne księgi, aby przekazać je potomności. Aż wreszcie w XI wieku powstają pierwsze uniwersytety.
To w wiekach średnich, za sprawą chrześcijaństwa, powstaje taka instytucjonalna forma kształcenia i prowadzenia badań, bez której trudno sobie wyobrazić dzisiejszy, nie tylko zachodni, ale cały świat. Uniwersytety to wiekopomne cywilizacyjne dzieło chrześcijaństwa.
Chrześcijaństwo skupiło w sobie model kształcenia zapoczątkowany przez grecką Akademię i Lykeion, przez Islam i Bizancjum, ale dla Europy i później dla świata szkołą wyższą z należnym jej miejscem w społeczeństwie stał się średniowieczny uniwersytet. To była najbardziej znacząca odpowiedź chrześcijaństwa na pytanie o miejsce nauki w samym chrześcijaństwie i w całej kulturze.
12 maja roku 1364 Kazimierz Wielki - za zgodą papieża Urbana V - wystawia dyplom założenia Uniwersytetu w Krakowie. 26 lipca 1400 roku król Władysław Jagiełło wydaje dokument dotyczący zreformowanego Uniwersytetu, w którym król powtarza za swoim poprzednikiem, Kazimierzem Wielkim: "Niech więc tam będzie nauk przemożnych perła, aby wydawała męże dojrzałością rady znakomite, ozdobą cnót świetne i w różnych umiejętnościach biegłe. Niechaj otworzy się orzeźwiające źródło nauk, z którego pełności niech czerpią wszyscy, naukami napoić się
pragnący". Tekst ten to jest znak kultury, chrześcijańskiej i zarazem polskiej. Kult nieuctwa nie należy zatem do naszej tradycji. Skąd zatem mimo wszystko bierze się nieufność do rozumu i do nauki? Powodów jest wiele: rozum może przecież pobłądzić, może wbić się w pychę, może także wystąpić przeciwko samemu sobie, a nawet przeciwko Bogu.
Obserwując dzieje nauki na przestrzeni ostatnich wieków widzimy, jak nauka stawała się, zwłaszcza od czasów reformacji, narzędziem najpierw walki religijnej, a później walki przeciwko religii. Po raz pierwszy użyto nauki przeciwko religii w okresie oświecenia. Przejściowo była to walka ideologiczna, ale wkrótce przerodziła się w krwawy czyn za sprawą rewolucji francuskiej, której głównym celem było zniszczenie chrześcijaństwa. Posypały się głowy ścinane przy pomocy naukowo skonstruowanej gilotyny.
Jakże trafnie pisze o użyciu nauki przeciwko Bogu nasz wieszcz, Adam Mickiewicz:
"Kiedy nad naukami bezbożnik pracuje, Strzeż się go: jest to zbójca, który broń kupuje".
(Nauka bezbożnych)
W XX wieku, w świecie opanowanym przez komunizm rozpoczęła się walka z religią na wszystkich frontach. Lew Trocki, i dziś jeden z idoli socjalistycznej pseudointeligencji w Polsce, wyznawał z całą szczerością: "Nienawidzę Boga". W tej walce z Bogiem wielką rolę odgrywała nauka. W uchwale KC KPZR z roku 1923 sformułowano tezy dotyczące antyreligijnej propagandy. Miała być prowadzona w imię światopoglądu naukowego. Rozpowszechnianie osiągnięć naukowo-przyrodniczych w szkołach, klubach i bibliotekach miało cele nie poznawcze, ale antyreligijne. Angażowano do niej najlepszych
partyjnych i komsomolskich propagandystów, inteligencję i uczonych. Trwało to przez dziesięciolecia. Nawet po śmierci Stalina do naukowego wsparcia ateizmu angażowano wszystkie wyższe uczelnie, a kurs ateizmu musiała obowiązkowo przechodzić młodzież szkół średnich.
Tzw. dowody naukowe miały obalić wiarę i zamienić całe społeczeństwo w gorliwych ateistów. Nic więc dziwnego, że dziś wiele terenów po byłym Związku Sowieckim to nie tylko zrujnowane świątynie, ale nade wszystko wypalona z wiary ziemia, ateizm gorszy od pogaństwa.
Zastanówmy się zatem: czy rzeczywiście nauka obala wiarę? Co robić, żeby wiarę przywrócić? Czy należy od nauki się odciąć? Aby na te pytania odpowiedzieć, nie można być nieukiem, trzeba rozumieć, co to jest nauka. I już dla chrześcijanina wyłania się zasadniczy obowiązek, aby nie uciekać od nauki, lecz przeciwnie - poznawać ją i wykorzystywać w celu szerzenia prawdy, dobra i piękna, a także (jeżeli zajdzie taka potrzeba) obrony własnej wiary.
Okazuje się, że tzw. naukowy światopogląd to było intelektualne fałszerstwo, a nauka do której się odwoływano, to nie była nauka, lecz ideologia, która posługiwała się fragmentami nauki nie dla prawdy, lecz dla propagandy. Tzw. nauka komunistyczna była zwykłą blagą, przy pomocy której tumaniono miliony ludzi. Znaleźli się nawet "profesorowie", którzy ją propagowali. A jak czują się dziś? Jak patrzą na swoje dzieła, podpisane ich imieniem? W jaki sposób naprawią intelektualne krzywdy wyrządzone bezbronnej młodzieży? Chodzi o profesorów nie tylko w Związku Sowieckim, również
o tych w naszym kraju. Odeszli od oficjalnego komunizmu, ale czy zaprzestali posługiwania się nauką dla bezbożnych celów?
Te pytania, to nie są pytania retoryczne, to są pytania wręcz dramatyczne, gdy ateistycznych profesorów przyjmują dziś z wszelkimi honorami i splendorami uczelnie katolickie.
Nie każdy człowiek i nie każdy chrześcijanin musi być naukowcem, ale jest ludzkim naturalnym pragnieniem znać prawdę. Drogę do poznania toruje nauka, jeśli jej celem jest autentycznie prawda. Na tej drodze pojawią się pomyłki, ale wierność prawdzie i wspólny wysiłek pozwalają na dostrzeżenie i poprawienie błędu. To ten sam rozum, który rozumie świat, zaczyna rozumieć, że są tajemnice wiary, których sam przy pomocy własnych sił nie jest w stanie zrozumieć. Rozum w sposób naturalny i racjonalny pragnie prawdziwej wiary, która przybliży go do ostatecznej i pełnej Prawdy.
W encyklice Fides et ratio Jan Paweł II pisze: "... Tomasz z Akwinu uznaje, że natura - właściwy przedmiot badań filozofii - może przyczynić się do zrozumienia Bożego Objawienia. Wiara zatem nie lęka się rozumu, ale szuka jego pomocy i pokłada w nim ufność. Jak łaska opiera się na naturze i pozwala jej osiągnąć pełnię, tak wiara opiera się na rozumie i go doskonali. Rozum oświecony przez wiarę zostaje uwolniony od ułomności i ograniczeń, których źródłem jest nieposłuszeństwo grzechu, i zyskuje potrzebną moc, by wznieść się ku poznaniu tajemnicy
Boga w Trójcy Jedynego" (43).
Potrzebujemy wykształconego przez naukę rozumu, aby być bardziej ludźmi, aby poznając prawdę, odróżniać ją od fałszu i od pseudonauki. Potrzebujemy wiary, która udoskonalając rozum, pozwala nam zbliżać się do tajemnicy Boga. Rozum i wiara dopełniają się, zaś nauka, która szuka prawdy, nie może być zagrożeniem dla wiary. Natomiast wiara bez rozumu traci ludzkie oblicze.
Dlatego będąc ludźmi wiary, nie bójmy się być ludźmi rozumnymi, by poznać prawdę i by jej bronić.
1 "... homo dicitur esse ad imaginem Dei, non secundum corpus, sed secundum id, quo homo excellit alia animalia... Unde sequitur Genes. 1. postquam dictum est: Faciamus hominem ad imaginem, et similitudinem nostram, Ut praesit piscibus maris, etc.: excellit autem homo omnia animalia, ąuantum ad rationem, et intellec-tum; unde secundum intellectum, et rationem, quae sunt incorporea, homo est ad imaginem Dei." (Sw. Tomasz z Akwinu, Suma teologiczna I, q. 3, a. l, ad 2).
2 Ś w. Tomasz z Akwinu, Suma teologiczna I, 94, 3.
3 Ep. 120, 3; zob. Ch. N. Cochrane, Chrześcijaństwo i kultura antyczna, tłum. G. Pianko, Warszawa 1960, s. 391.
4 ang. określenie the Dark Ages - dosł. ciemne wieki - oznacza okres wczesnego średniowiecza, natomiast termin Middle Ages - średnie wieki (stąd "średniowiecze") - odnosi się zazwyczaj do przedziału czasowego między 1100 a 1500 r.
Kultura chrześcijańska schyłku II tysiąclecia - dziedzictwo czy deformacja?
Przełom tysiącleci to okazja do zrobienia pewnego bilansu. Chrześcijaństwo trwa od dwóch tysięcy lat, w Polsce od ponad tysiąca. Co faktycznie zawiera kultura chrześcijańska? Jakim podlega dziś ograniczeniom? W jaki sposób jej obraz jest deformowany?
Patrząc na chrześcijaństwo w perspektywie dwóch tysiącleci możemy zaobserwować następujące po sobie dość zróżnicowane fazy, i trzeba mieć świadomość zachodzących między nimi relacji oraz powiązań, aby zrozumieć to, co dzieje się dziś. Chrześcijaństwo jest religią, która przychodzi niejako ze Wschodu (pojawia się w środowisku judaistycznym), ale inkubacja chrześcijaństwa dokonuje się w łonie kultury Basenu Morza Śródziemnego, zwanej kulturą zachodnią. Wraz ze zmierzchem świata grecko-rzymskiego chrześcijaństwo umacnia się najpierw w
Cesarstwie Wschodnim (Bizancjum), potem na terenach obejmujących Cesarstwo Zachodnie, by stać się wreszcie dziedzicem kultury antycznej.
Na Zachodzie politycznym zwornikiem świata chrześcijańskiego jest najpierw imperium Karola Wielkiego, a następnie dominium cesarzy germańskich. Okres chrystianizacji Europy trwa do XV w., by już w XVI w. nawrócona Pomoc stała się powodem rozpadu jedności zachodniego chrześcijaństwa (reformacja). W wieku XVII rozpoczyna się proces sekularyzacji Europy, życie społeczno-polityczne urządzane jest niezależnie od religii. Z końcem wieku XVIII wraz z rewolucją francuską sekularyzacja
przybiera ostrzejszą postać zorganizowanego antyklerykalizmu i ateizmu, państwo ma być urządzane nie tylko bez Boga, ale przeciwko Bogu i przeciwko Kościołowi. Wątek ten podejmie "twórczo" rewolucja bolszewicka, niszcząc kościoły i cerkwie, mordując duchownych, indoktrynując społeczeństwo.
W XX w. ateistyczny komunizm w Związku Sowieckim i liberalistyczny socjalizm w Europie Zachodniej na różne sposoby sekularyzują nasz kontynent. Zwracał na to uwagę Ojciec św. w Orędziu do uczestników Europejskiego Forum Laikatu (l 980): "Europa, tak ściśle związana z wiarą i kulturą chrześcijańską, stała się także kolebką ateizmu i nie jest obecnie w stanie odnaleźć swej duchowej tożsamości". Ateizm ideologiczny stanowiący podstawę działalności państw i instytucji międzynarodowych konsekwentnie realizuje wizję społeczeństwa zsekularyzowanego. Jest to nie
tyle powrót do pogaństwa, ponieważ poganie wyznawali rozmaite, choć nieprawdziwe religie; w Europie pojawiła się nowa jakość w wymiarze cywilizacyjnym - społeczeństwo bez religii lub wprost antyreligijne.
Pod koniec II tysiąclecia z uwagi na systematyczną walkę antyreligijną dziedzictwo chrześcijańskie skurczyło się niepomiernie; również jego obraz został w międzyczasie w wieloraki sposób zniekształcony.
Zastanawiamy się czasem nad Polską i Polakami. W ponad 90% jesteśmy katolikami i... nie za wiele z tego wynika. Dlaczego? Ponieważ posługując się (a nierzadko egzaltując) tą statystyką, bierzemy jedynie pod uwagę procentową liczbę ludzi ochrzczonych, zapominając przy tym, że ci ochrzczeni żyli przez pół wieku w systemie społeczno-politycznym antychrześcijańskim, bo takim był komunizm. Chrzest nie niweluje wpływów cywilizacji antychrześcijańskiej. Dzisiejszy postkomunistyczny liberalizm utrzymał swe antychrześcijańskie oblicze, choć zmienił metody. Warto wobec tego zobaczyć,
jakim ograniczeniom i jakim deformacjom ulegał i ulega obraz chrześcijaństwa.
Przeciętny człowiek ma niewielkie pojęcie o chrześcijaństwie nie tyle jako o religii, ile jako typie kultury. A przecież to właśnie chrześcijaństwo było spadkobiercą kultury zachodniej (grecko-rzymskiej), która została dopełniona przez Objawienie. Dla Polski przyjęcie chrześcijaństwa było nie tylko zmianą religii, z pogańskiej na chrześcijańską, była to zmiana całej cywilizacji we wszystkich jej dziedzinach: w edukacji i nauce (których przed chrześcijaństwem w ogóle w Polsce nie było), w moralności i obyczajach, w życiu rodzinnym, w prawie i powstaniu miast. Ale dziś
nasze pojęcie o pełni blasku kultury chrześcijańskiej jest niewielkie. Wypływa to nie tylko ze zwykłego lenistwa, ale nade wszystko z kierunku, jaki wyznaczony został przez ogólnoświatowy (globalistyczny) trend cywilizacyjny lub po prostu: współczesną cywilizację.
W nauce paradygmat, czyli wzorzec poznania naukowego, zostaje zawężony do takiego typu poznania, w którym nie ma miejsca na Boga ani na człowieka jako osobę (pozytywizm). Miejsce teologii, filozofii i humanistyki zajmuje technologia i kult nauk przyrodniczych. Nauka nie pyta już DLACZEGO i PO CO, ale podporządkowana jest wyłącznie praktycznym korzyściom i szukaniu odpowiedzi na pytanie JAK czegoś użyć. Edukacja upowszechniając ten wzorzec jest systematycznie odcinana od dziedzictwa klasycznego, czego najdotkliwszym wyrazem jest eliminacja greki i łaciny z kształcenia. Odcina to możliwość źródłowego kontaktu z liczącym
prawie 3 tysiące lat dziedzictwem zachodnim.
W moralności odchodzi się od etyki wychowawczej (cnoty) na rzecz swobody obyczajów; życie rodzinne traci najgłębszy sens rodzinności, jakim jest ciągłość i więź międzypokoleniowa w ramach kultury narodowej; z polityki eliminowane są zasady chrześcijańskie, a tym samym i moralne.
Sztuka oderwana zostaje od jej nadprzyrodzonego wymiaru i zamienia się w płytki estetyzm, a nawet tandetną dewocjonalność.
A wreszcie religia zawężana jest coraz bardziej do sfery prywatnej, pozbawionej instytucjonalnego i społecznego wsparcia, o niewielkim wachlarzu propozycji wyboru modelu życia.
Chrześcijaństwo postrzegane przez pryzmat takich zmian kulturowych przestaje być atrakcyjną społecznie propozycją. W starciu z agresywną pop-kulturą i wzorami lansowanymi przez media, chrześcijanin zaczyna uchodzić za człowieka niemodnego, a nawet zacofanego, albo po prostu nudnego.
Do tych ograniczeń dochodzą deformacje ideologiczne, których ostrze ma wymiar zdecydowanie antychrześcijański. Paradygmat nauki jest tak sformułowany, aby można było dowieść, że Boga nie ma (materializm dialektyczny), a człowiek od Boga nie pochodzi, lecz jest "kuzynem" małpy (ewolucjonizm). W edukacji promuje się albo styl życia nastawiony na tzw. konsumpcjonizm, czyli zaszczepia się pragnienie posiadania bez granic, albo pod płaszczykiem duchowości do szkół wkraczaj ą metody i programy sekciarskie (np. R. Steiner, Montessori).
W moralności następuje groźna w skutkach zamiana chrześcijańskiego miłosierdzia na tolerancję. Prowadzi to do etyki akceptacji zła. Miłosierdzie jest pochyleniem się nad człowiekiem osłabionym przez zło, ale który zła nie chce, natomiast tolerancja jest przyzwoleniem na zło. Różnica jakże istotna!
W życiu rodzinnym przystąpiono do konfliktowania pokoleń i płci w imię indywidualnej wolności. Rodzina przestaje być gniazdem i schronieniem dla jej członków, a także oazą przed natarczywością świata. Dom staje się hotelem lub świetlicą, w której główne zajęcie
mieszkańców polega na wspólnym oglądaniu telewizji. W polityce chrześcijanie określani są mianem fundamentalistów; wskutek tego znajdują coraz mniejsze poparcie wśród tzw. elektoratu (katolickiego!), a będąc u władzy mają wąskie pole działania; ich środowisko jest nieliczne i z uwagi na osaczenie - mało skuteczne. Tymczasem fundamentalizm bliższy jest islamowi czy judaizmowi, gdzie rządzą lub bezpośredni wpływ na rządy mają duchowni, w katolicyzmie duchowni nie zajmują stanowisk państwowych, zaś Ewangelia nie jest traktatem o ustroju politycznym chrześcijańskiego państwa.
Przy tak potężnych ograniczeniach i deformacjach w skali cywilizacyjnej trudno jest dziś żyć po chrześcijańsku, pracować, wychowywać dzieci, kształcić je, tworzyć środowiska. Złe lub zniekształcone wzory, brak świadomości i wiedzy, przerwany ciąg tradycji - to wszystko sprawia, że życie chrześcijańskie w pełni blasku chrześcijańskiej kultury jest rzadko spotykane i jest raczej dość rachityczne. Łatwo przerodzić się może w sekciarstwo albo w towarzystwa wzajemnej adoracji. A przecież to w średniowieczu powstają uniwersytety, bez których dziś trudno jest
wyobrazić sobie życie cywilizowane, to w średniowieczu opracowany jest program zakładania miast w skali europejskiej, to średniowiecze zostawia po sobie jedną z najszlachetniejszych i najczystszych odmian muzyki, jaką jest śpiew gregoriański, to w średniowieczu powstają zakony, które wypełniają luki życia społecznego pozostawione przez państwo, a wreszcie, to dzięki średniowieczu uratowane zostały dla Europy i świata skarby kultury grecko-rzymskiej. Architektura renesansowa, tak dziś podziwiana, wybucha dzięki odkryciu Traktatu o architekturze Witruwiusza, w jednym ze... średniowiecznych klasztorów.
Sztuka
Michała Anioła, Jana Sebastiana Bacha i niezliczonej plejady mistrzów - to sztuka chrześcijańska, przykład najwyższych wzlotów ludzkiego geniuszu. Parafrazując słowa Jana Karola Chodkiewicza, wielkiego hetmana litewskiego, skierowane do jego syna, chciałoby się doprawdy powiedzieć: "Dla chrześcijanina nieukiem być, to rzecz sprośna".
Chrześcijanin, nie znając pełni własnego przepotężnego dziedzictwa, zaczyna żyć dziwacznie, nie mówiąc już o tym, że łatwo go wodzić za nos. Potrzebujemy wielkiej pracy, aby ponownie się odnaleźć na swoim miejscu, w Polsce i w Kościele.
"Pracy wszelkiej, fizycznej czy umysłowej, trzeba się uczyć... pracując. Pływać można się nauczyć tylko w wodzie. Tylko w niepodległym państwie może ogół nabierać zmysłu politycznego i społecznego. Jesteśmy nowicjuszami pod wieloma względami. Jesteśmy terminatorami w terminie państwowym, toteż napsujemy trochę materiału i narobimy sporo galimatiasu, zanim się czegoś nauczymy. Skróciłby się wielce czas terminowania, gdybyśmy mieli nauczycieli nie tylko w zbieranych doświadczeniach! Spod czerwonego znaku pędzi cała rzesza nauczycieli, całe hordy
instruktorów życia publicznego - a jakżeż nieśmiało jeszcze stąpają obok nich katoliccy nasi nauczyciele!"5 Tak pisał przed ponad 70. laty Feliks Koneczny. Brak nam doświadczenia politycznego, bo naród nasz ledwie uczy się niepodległości. Ale uwaga! - uczy się pod kierunkiem czerwonych nauczycieli.
"Jeżeli Kościół polski trafi w te wyżłobione tradycją narodowe koleje, nie na opokę trafi zaiste. Jeżeli nie trafi, utrudni sobie wielce sytuację. Wiemy na przykład wszyscy, że nie załatwi się kwestii społecznej poza Kościołem, i przekonanie o tym staje się coraz powszechniejsze; ale i to pewne, że nie załatwi się jej w Polsce bez tła patriotycznego, poza Ojczyzną. Lecz czyż duchowieństwo polskie potrzebuje, żeby mu przypominać miłość Ojczyzny? Doprawdy, byłoby to samo, co nosić sowy do Aten!"6
A jednak za mało już sów w naszych Atenach lub może ukryły się gdzieś na poddaszach. Warto, aby dały o sobie znać. "Jest w naturze polskiej sporo czynników tego rodzaju, iż otwierają się Kościołowi w Polsce prawdziwie wspaniałe możliwości. Ku szczytom prowadzić trzeba i śmiało iść!"7
Pomni wielkiego dziedzictwa idźmy śmiało, byle roztropnie. Dobre intencje nie zaopatrzone w przenikliwy rozum więcej przynieść mogą szkody niż pożytku. Iść jednak trzeba. "Precz z potulnością!"
5 F. Koneczny, Kościół w Polsce wobec cywilizacji, "Ateneum Kapłańskie" 1914, t. 22, s. 424.
6 ibid., s. 426.
7 ibid., s. 426.
Od imperializmu do globalizmu
W dziejach ludzkości zaobserwować można różne formy politycznej ekspansji. Na dużą skalę tendencja taka jest widoczna w większości państw będących nośnikami wielkich historycznie cywilizacji. Nad czterema stronami świata pierwszy miał panować Egipt. Później prawo do panowania przypisane zostało Asyrii i Babilonii1. Władcami świata chcieli być Persowie, Żydzi, Macedończycy, Rzymianie, następnie Arabowie, Mongołowie i Chińczycy, potem Normanowie, Rosjanie, Anglicy, Niemcy.
Obserwując to dążenie do ekspansji i dominacji zauważyć możemy, że przybierało ono różne formy. Mogło być oparte na władcy, na państwie, na narodzie (rasie), na religii, na cywilizacji, na ideologii. Zaborczość miała charakter imperialny - gdy państwo systematycznie powiększało swoje granice o tereny sąsiednie, miała zaś charakter kolonialny - gdy nowe tereny nie graniczyły z nim bezpośrednio, lecz znajdowały się gdzie indziej, dzieliło je morze (kolonie fenickie czy greckie) albo morze i ląd, gdy dla pozyskania nowych terenów wpływano rzeką w głąb lądu
(Waregowie).
Każdej ekspansji towarzyszy chęć zysku czy władania, i w takim świetle najczęściej zjawisko to jest interpretowane, niemniej jednak - na co rzadko zwraca się uwagę - głębszy powód uzasadniający, a wręcz usprawiedliwiający podbój opiera się na bazie ideowej. Można wyodrębnić dwie główne linie sankcjonujące ekspansję: religia i ideologia. Linie te czasem się pokrywają, czasem krzyżują, ale czasem wykluczają. Nie ma tu jakiegoś jednego prawa, przy którego pomocy można byłoby wyczerpująco określić relację między religią i ideologią jako racjami
uzasadniającymi (usprawiedliwiającymi) dokonywanie podbojów.
Dawne cywilizacje orientalne opierały swój ekspansjonizm przede wszystkim na religii: władca danego państwa uznawany był za boga albo przynajmniej za kogoś stojącego bliżej boga niż wszyscy poddani. Jego prawo do panowania nad ludźmi, nad ich dobytkiem i nad ziemiami miało uzasadnienie religijne. Również religijny wymiar imperializmu i kolonializmu sprawiał, że chęć podbojów przekraczała zwykłe ludzkie potrzeby, a wręcz wydawać by się mogło i możliwości. Gdy patrzymy na mapę i widzimy zakres kształtowania się poszczególnych imperiów, to uderza nas niesamowity rozmach podejmowanych działań
tylko przy użyciu pieszych i konnicy, jeszcze bez czołgów i bez samolotów. Ten rozmach inspirowany był religią, która, niezależnie od możliwości "technicznych" dokonania podboju (co zależało od stopnia rozwoju cywilizacyjnego), od razu wyznaczała perspektywę całościową: opanowanie ziemi, oczywiście wedle posiadanego obrazu świata.
W przypadku Macedonii i Rzymu dążenie do ekspansji oparte było na przekonaniu o wyjątkowej misji cywilizacyjnej tych państw. Misji tej nadawano wymiar sakralny poprzez ubóstwiania wybitniejszych władców. Aleksandra Wielkiego wyrocznia uznała za syna Jowisza2. Jakże znamienne dla retoryki imperialnej wątki zawiera przemówienie Aleksandra pod Issem przed zwycięską bitwą z Persami, gdy zwracając się do Macedończyków, wedle Kwintusa Rufusa (I w. przed Chr.), "przypominał o ich znanym z dawien dawna męstwie. Odnieśli przecież tyle zwycięstw w tak wielu wojnach w Europie, a wyruszyli z nim na podbój Azji i odległych
krajów Wschodu raczej nie z jego rozkazu, lecz z własnej woli; mówił, że są wyzwolicielami całego świata, a gdy przemierzą ziemie, do których dotarł Herkules i Ojciec Liber, ujarzmią nie tylko Persów, lecz także wszystkie inne narody.
Zapewniał, że Baktria i Indie staną się prowincjami macedońskimi. To wszystko, na co teraz patrzą, to niewiele, lecz zwycięstwo otwiera drogę do wszystkiego"3. A zatem Macedończycy panować maj ą wszędzie (nad całym światem) i nad wszystkimi narodami, ich panowanie będzie dla podbitych ludów wyzwoleniem4. Oczywiście, przekonanie o doniosłej roli
cywilizacyjnej Macedonii oparte jest ostatecznie na poczuciu wyższości kultury nie tyle macedońskiej, co greckiej nad kulturami Wschodu i wszelkimi barbarzyńcami5.
Rzymianie mieli poczucie wielkiej misji religijno-cywilizacyjnej. Mowa Anchizesa w Eneidzie Wergiliusza miała na celu utwierdzić Rzymian w ich greckim dziedzictwie i roztaczać równocześnie przed nimi bezmierne horyzonty panowania:
"Niech inni życiem tchnące zręczniej kują spiże -Nie bronim! Niech w marmurze żywo rzeźbią lica, Niech mowy głoszą lepiej, przemiany księżyca Mierzą i wschody gwiazdy, co w przestworze płynie -Ty władać nad ludami pomnij, Rzymianinie! To twe sztuki: - Nieść pokój, jak twa wola samać Nakaże, szczędzić kornych, a wyniosłych łamać." (IV, 847-854)
" Tu regere imperia populos, Romane, memento! - Pamiętaj, Rzymianinie, że nad ludami ty masz panować!" Historia Rzymu, jak zauważa Barrow, to świadomy (zaplanowany) rozwój od miasta na siedmiu wzgórzach aż po Panią świata. Ta Pani świata potrafiła z wrogów uczynić przyjaciół, a nawet ich zromanłzować. Źródeł potęgi rzymskiej dopatrywano się w woli bogów (Polibiusz, Cyceron, Horacy, Symmachus). Z tym przekonaniem walczył św. Augustyn, twierdząc, że moc ustanawiania państwa i władzy posiada tylko jedyny Bóg prawdziwy, i że to On dał państwo Asyryjczykom, Persom i Rzymianom6.
Islamski ekspansjonizm najwyraźniej oddaje idea świętej wojny (dżihad). Zawiera ona w sobie szereg aspektów: religijne, militarne, ekonomiczne, polityczne. Z punktu widzenia religijnego Koran wzywa do bezwzględnej walki z tymi, którzy nie uznająjednego Boga. "Kiedy więc spotkacie tych, którzy nie wierzą, to uderzcie ich mieczem po szyi; a kiedy ich całkiem rozbijecie, to mocno zaciśnijcie na nich pęta (XLVII,4)"7. Walczyć należy również z przeciwnikami Koranu8. Gdy muzułmanin poniesie w walce śmierć, to tak naprawdę nie umarł, lecz żyje zjednoczony w Bogu9. Ekspansja religijna dokonuje się przy pomocy
miecza, ma więc charakter wybitnie militarny. Z biegiem czasu żydzi i chrześcijanie uzyskują status protegowanych hołdowników, którzy zobowiązani są do płacenia daniny, ale mogą zostać przy swoim kulcie; system ten rozwinął się w okresie kalifatów10.
Poszerzenie obszaru wpływu religijnego wiąże się z poszerzeniem dominacji politycznej i ekonomicznej. Zdobycze terytorialne wcielane są do państwa arabskiego, otwarta jest droga dla handlu i coraz wyższej zamożności. Nieprzyjaciół Boga należy zniszczyć albo sobie podporządkować11. Proces podporządkowywania podbitych ludów rozwija się od momentu utrwalenia politycznej dominacji arabskiej na określonym terytorium.
Cesarstwo bizantyńskie powstało jako Cesarstwo Wschodnie ze stolicą w Bizancjum (330), zwanym Konstantynopolem lub Nowym Rzymem (Nea Romd). Już od samego początku wywiązała się walka z Persją o prymat nad znanym wówczas światem12.
Cesarze bizantyńscy przejęli od Persów wzór złotej korony, symbolizującej boga-Słońce (od VII w.). Persowie uważali, że bóg-Słońce koronuje ich władcę; Słońce i Księżyc, widoczne na obrazach władców, były symbolami panowania króla perskiego nad światem. Bizantyńczycy, u których cesarze byli początkowo wynoszeni do władzy przez armię, później rolę taką przypisali samemu Chrystusowi. Cesarz bizantyński, podobnie jak król perski, miał prawo do symbolu Słońca i Księżyca, co oznaczało jego prawo do panowania nad światem13. Określano cesarza, idąc
śladem zorientalizowanych władców hellenistycznych, mianem władcy-zbawiciela (basileus soter) i naśladowcy Boga (mimetes theou). Symbolem panowania nad światem był też cesarski orzeł, przejęty z symboliki rzymskiej (orzeł był atrybutem Jowisza)14.
W odróżnieniu od cesarzy bizantyńskich Karol Wielki uznawał siebie za rządzącego tylko Imperium Rzymskim, a nie wszystkimi Rzymianami; tym bardziej więc Karol Wielki nie uzurpował sobie prawa do rządzenia światem15. Sytuacja uległa zmianie, gdy Otton II ożenił się z księżniczką bizantyńską, Teofano. Przejęto wówczas bizantyńską symbolikę władzy, a wraz z nią i aspiracje do panowania nad światem. Fryderyk Barbarossa w jednym ze swych postanowień oświadczał, że dzierży rządy nad światem z boskiego zrządzenia16. Jednak w odróżnieniu od cesarza bizantyńskiego,
który pełnił na równi funkcje świeckie (polityczne) i duchowne (cezaropapizm), cesarz zachodni był tylko władcą świeckim, ponieważ władza duchowna pozostawała w rękach papieża. Słynna walka cesarstwa z papiestwem w średniowieczu płynęła z chęci zdobycia przez cesarzy takiej władzy, jaką posiadał cesarz bizantyński.
Państwo Bułgarów również posiadało swojego cesarza, który uznawał się nie tylko za chrześcijańskiego władcę wszystkich Słowian, ale również pragnął zastąpić cesarza bizantyńskiego. Cesarze bizantyńscy traktowali jednak innych cesarzy jako podległych sobie synów, uznając niekiedy za braci tylko kalifów arabskich (wcześniej tak traktowali królów perskich)17.
W początkach drugiego tysiąclecia zaczyna niepomiernie wzrastać potęga Mongołów. Ich władcy również posiadają aspiracje globalistyczne. Jakże charakterystyczna jest treść pieczęci jednego z chanów (Gujuka, XIII w.): "Mocą Wiecznego Nieba. Rozkaz panującego nad światem władcy wielkiego państwa mongolskiego. Kiedy dotrze do ludzi poddanych i ludzi nie poddanych, niechaj go słuchają i boją się"18.
W tekście tym warto wyeksponować trzy rzeczy: moc władcy nie pochodzi ani od ludzi, ani od niego samego (nie jest on tyranem, samozwańcem), ale pochodzi od bogów ("Mocą Wiecznego
Nieba"); władza panującego rozciąga się nie tylko nad jego własnymi poddanymi, ale nad wszystkimi ludźmi, czyli nad całą ludzkością ("kiedy dotrze do ludzi poddanych i nie poddanych"); a wreszcie stosunek ludzi do władcy opierać się musi na bezgranicznym posłuszeństwie ("niechaj go słuchają i boją się"). Ani względy militarne, ani ekonomiczne, ani nawet polityczne nie mogły wystarczająco uzasadnić tak niesłychanego roszczenia do panowania nad światem. Takim powodem mogła być tylko religia, ponieważ religia posługuje się kategoriami, w ramach których
Ziemia jest tylko jednym z elementów układu kosmicznego. Z tego tytułu wielkość Ziemi (nawet w ramach obrazu świata) nie odgrywa specjalnej roli, ponieważ, większa, mniejsza, i tak pozostaje we władaniu bogów. Jeśli zaś władca uznany zostaje za wybrańca bogów, to jemu przypada w udziale panowanie nad światem.
Faraonowie w Egipcie, władcy Asyrii i Babilonii, królowie perscy przypisywali sobie boskie prawo panowania nad ziemią i ludźmi, to właśnie sankcjonowało nie tylko ich władzę we własnym państwie, ale również było powodem ekspansjonizmu. Z tym wiązało się charakterystyczne odwrócenie
toku myślenia: co napadnięci odbierali jako gwałt i przemoc, boski władca uznawał za należne mu prawo, więcej, jako obowiązek odzyskania tego, co jest jego własnością. On nie napadał, on odzyskiwał! Z punktu widzenia boskiego władcy poszerzanie granic imperium nie było więc napaścią, ale przywracaniem stanu posiadania, choćby określone tereny nigdy wcześniej doń (lub danego państwa) nie należały. Ten stan posiadania miał wynikać z praw religijnych: religia panująca nad światem ma mieć swój odpowiednik polityczny - władcę panującego nad światem. Wyrazistym
przykładem takiego usankcjonowania imperializmu jest historiozoficzne podniesienie Moskwy do rangi trzeciego Rzymu, po którym nowego Rzymu nie będzie, a Moskwa definitywnie zapanuje nad światem19.
Również dążenie Izraelitów, w ramach niektórych nurtów, do panowania nad światem ma oparcie religijne: są narodem wybranym, uprzywilejowanym, pozostałe narody (goini), mają im służyć20.
Obok religijnych powodów ekspansjonizmu lub imperializmu pojawia się w czasach nowożytnych i współczesnych nowy czynnik. Jest nim ideologia. Ideologia jest tworem rewolucji francuskiej (Destutt de Trący), która wstrząsnęła podstawami świata zachodniego i stała się modelem dla kolejnych rewolucji już na całym świecie. Jej "ideały" patronują, po zdobyciu władzy przez rewolucjonistów, przemianom "demokratycznym", zwanym "rewolucją parlamentarną".
Ideologia jest owocem splotu przeróżnych czynników. Kształtuje się w opozycji do religii, a zwłaszcza do chrześcijaństwa. Stąd ideologia programowo jest antychrześcijańska albo antyreligijna, natomiast sama zawłaszcza pewne cechy religii. Ideologia jest nie tylko programem politycznym czy społecznym, ale ma wymiar cywilizacyjny. Oznacza to, że zakres jej działań obejmuje całe życie prywatne, rodzinne, społeczne, ekonomiczne i polityczne. Tak rozumiana ideologia staje się fundamentalizmem a rebours, jak w cywilizacji arabskiej lub żydowskiej wszystko jest religijne, tak w społecznościach zdominowanych przez jakąś
ideologię, wszystko jest polityczne (czyli właśnie ideologiczne). Najbardziej wyrazistym elementem ideologizacji życia społecznego jest przepotężna sekularyzacja, a więc skrupulatna eliminacja religii z każdej sfery życia publicznego. Ideologia stanowi ramy dla budowania światowej cywilizacji antychrześcijańskiej. Jej głównym nurtem jest SOCJALIZM. Posiada on wiele twarzy, nawet takie, które wzajemnie się zwalczają. Socjalizm komunistyczny na wschodzie, narodowy socjalizm w Niemczech i socjalizm liberalistyczny na zachodzie.
W 1920 roku (19.07-17.08) przyjęto podczas II Kongresu Międzynarodówki Komunistycznej manifest zredagowany przez Leona Trockiego (podpisany również przez Lenina, Zinowiewa i Bucharina). Znajdują się tam następujące sformułowania, które uwidaczniają docelowe plany rewolucji bolszewickiej: "Międzynarodówka Komunistyczna oświadcza, że problem Rosji Sowieckiej jest jej sprawą. Międzynarodowy proletariat nie schowa mieczy do pochew do czasu, kiedy Rosja Sowiecka nie stanie się ogniwem łączącym nas z sowiecką federacją republik całego świata"21. A zatem docelowo komunistom chodziło o utworzenie światowej
Republiki Sowieckiej, sama Rosja była natomiast dogodnym, bo wówczas najłatwiejszym do opanowania państwem, od którego miał się rozpocząć marsz ku władzy nad światem. Wstępem do tego światowego imperium miały być Stany Zjednoczone Europy22.
Tragicznym epizodem w dziejach XX-wiecznej Europy był narodowy socjalizm w wydaniu niemieckim. Oparty był na apoteozie rasy germańskiej pojętej jako rasa nadludzi, której jedne narody mają służyć, inne mają być w ogóle eksterminowane (sukcesywnie: Żydzi, Słowianie, Cyganie). Rasa germańska jako rasa panów miała zdobyć należną sobie władzę nad światem. Albert Speer, naczelny architekt III Rzeszy, wspomina: "Pewnego dnia, na początku lata 1939 roku, [Hitler] wskazał na orła Rzeszy, trzymającego w szponach insygnia władzy, który miał wznosić się nad kopulastą
budowlą na wysokości 290 metrów: "To tutaj zostanie zmienione. Tutaj orzeł nie powinien już stać nad swastyka, będzie panował nad kulą ziemską! Ukoronowaniem tej największej budowli świata musi być orzeł nad kulą ziemską"23. Te aspiracje Hitlera potwierdza Goebels, który w swoim dzienniku pod datą 8 maja 1943 pisał: "Fuhrer daje wyraz swej niewzruszonej pewności, że Rzesza opanuje kiedyś całą Europę. Będziemy musieli w rym celu stoczyć jeszcze bardzo wiele walk, ale doprowadzą one niewątpliwie do najwspanialszych sukcesów. Od tego momentu wytyczona jest praktycznie droga do
zdobycia panowania nad światem. Kto posiada Europę, ten zdobędzie przewodnictwo nad światem"24.
Upadł narodowy socjalizm, załamał się też socjalizm w wydaniu sowiecko-komunistycznym, ale nie skończył się liberalistyczny socjalizm. Socjaldemokraci w Europie i demokraci w Stanach Zjednoczonych Ameryki posiadają istotny wpływ na kierunek prowadzonej polityki, kształtując również zachodnią cywilizację. Aby wprowadzić masy w błąd zastosowano w Ameryce dość przebiegłe metody. Mówił o tym w roku 1948 Norman Thomas: "Naród amerykański nigdy nie przyjmie świadomie socjalizmu, ale pod nazwą liberalizmu przyjmie każdy fragment programu socjalistycznego, aż pewnego dnia Ameryka stanie się
narodem socjalistycznym, nie zdając sobie sprawy, jak to się stało"25.
Elity globalistyczne realizują plan syntetyzowania zachodniego kapitalizmu ze wschodnim komunizmem. Za eksperymentalny model służy Hongkong, który przeszedł w ręce komunistów, zachowując kapitalistyczny status ekonomiczny26. W Ameryce Północnej następuje proces nacjonalizacji wielu sektorów życia gospodarczego, natomiast ośrodki naukowe od wielu dziesiątków lat przeniknięte są wpływami lewicowych profesorów27.
Skąd bierze się "światowy rozmach" ideologii? W przypadku religii związane to było z perspektywą teologiczno-kosmiczną, która w ramach religii jest zrozumiała, albowiem religia wykracza "ponad" ziemię. Nie ma jednak transcendentnego Boga ideologii; co w takim razie umożliwia, a ponadto sankcjonuje działania ogólnoświatowe?
Możliwości działań w skali światowej płyną z rozwoju techniki. Coraz sprawniejsze środki komunikacji ułatwiające szybkie przemieszczanie się, jak też rozwój mediów umożliwiają myślenie, projektowanie a następnie działanie w skali globalnej. I właśnie ideologia rodzi się na gruncie nowożytnego obrazu świata połączonego z rozwojem nowożytnej techniki posiadającej wymiar globalny. To opanowywanie Ziemi i społeczności ludzkich Ziemię zamieszkujących jest oczywiście pewnym procesem, nie dokonuje się od razu, ale sukcesywnie. Rozwój techniki zdecydowanie wpłynął
na przyspieszenie tego procesu.
Powstaje szereg kwestii: z jakiej racji? kto? komu daje władzę, żeby on właśnie panował nad Ziemią? Problem ten w cywilizacjach sakralnych był rozwiązywany przez domniemane wybraństwo lub emanacjonizm (władca jest pośrednikiem między Bogiem i ludźmi). A jak jest w dzisiejszym zsekularyzowanym świecie? Dziś funkcję sankcjonowania władzy posiada DEMOS - LUD. Demos jest tym nowym bogiem, który daje władzę.
Jaki lud może dać władzę globalną? Gdy w starożytnej Grecji w Attyce prawa obywatelskie miało ok. 40 tyś. osób głosowanie (a raczej losowanie) było stosunkowo łatwe do przeprowadzenia, jeśli natomiast "lud" liczy kilka miliardów to bez wysoko rozwiniętej elektroniki głosowanie jest niemożliwe. Tylko elektronika może ludzkość w skali globalnej połączyć. Nie ma innej fizycznej ani technicznej możliwości zorganizowania milionów czy wręcz miliardów ludzi tak, aby zachowana została procedura wyborcza posiadająca przynajmniej znamiona demokracji. Dlatego przyszłość
globalizmu zależy od rozwoju elektroniki, która za pomocą komputerów połączonych ogólnoświatową siecią Inter- j netu pozwoli na wyrażanie "woli ludu".
Elektroniczny głos oddany będzie na kandydata wirtualnego. Jak nie można bowiem głosować w tak wielkiej skali bez pośrednictwa Internetu, tak też nie można poznać kandydatów inaczej niż poprzez j media, wśród których najszybciej i najszerzej dostępnym jest właśnie Internet. Elektroniczny elektorat będzie sankcjonował władzę elektronicznych kandydatów. Kto nie weźmie udziału w "wyborach", ten rezygnuje z wpływu na wynik wyborczy. A wynik jest "legalny".
Obowiązkowe szkolenie młodzieży w obsłudze komputera, w tym Interentu, ma na celu coraz szersze łączenie społeczeństwa w jedną i światową społeczność przyszłości. Eksperymentalne głosowania inter- netowe przeprowadza UNICEF w Kanadzie. Młodzi ludzie w wieku od 6 do 17 lat przekazują drogą internetową swoje zdanie na temat najważniejszych praw młodzieży (Rights of Youth); to z kolei służyć będzie za podstawę dla legalizacji takich praw jako demokratycznie zaproponowanych (wola ludu-młodzieży). Prawa takie przypuszczalnie naruszą podstawowe prawa rodziców do
wychowywania własnych dzieci. Legalną furtkę do sukcesywnego pozbawiania rodziców ich praw rodzicielskich otwiera art. 14 traktatu ONZ, w którym stwierdza się, że młodzież ma "prawo wolności myśli, sumienia i religii"; następnie art. 17, który stwierdza, że młodzież może otrzymywać jakiekolwiek informacje, a także że ma prawo do odpoczynku wedle własnego zdania (art. 31).
Rodzice nie będą więc mogli kształtować myśli, sumienia i wiary swoich dzieci, ponieważ zostało to uznane za prywatną sprawę młodych ludzi. Wzniosie brzmiące artykuły umożliwiają
demoralizowanie dzieci i młodzieży, a rodziców czynią bezbronnymi, tzn. pozbawionymi praw rodzicielskich28. Co więcej, poszerzanie przywilejów dzieci i młodzieży uzbraja młode pokolenie w prawo do denuncjowania własnych rodziców. Młodzi ludzie otrzymają prawa, które dodatkowo potwierdzą swoją wolą, nie zdając sobie sprawy ze skali zagrożenia i ostatecznych konsekwencji, jakie wynikają z demoralizacji czy uwikłania w sektę. Łatwy dostęp do Internetu powoduje, że rodzice nie są w stanie zapanować nad tym, z czym styka się ich dziecko, jakiej podlega manipulacji i jakim ulegnie moralnym zwyrodnieniom.
Internet jako pośrednik dla przepływu niekontrolowanych informacji i obrazów jest poza jakąkolwiek odpowiedzialnością, natomiast jako droga do wyrażania "woli ludu" czyni społeczeństwo wyborców pozbawionym ludzkiego oblicza.
A przecież ktoś rzeczywiście rządzi i ktoś rzeczywiście jest rządzony (wykorzystywany, sterowany, opodatkowany). Jednak nawarstwione obrazy (image) pozornej (wirtualnej) rzeczywistości zasłaniają prawdziwą rzeczywistość w skali globalnej w stopniu praktycznie niemożliwym do rozkodowania dla masowego odbiorcy i wyborcy. Globalny DEMOS - hołubiony przez polityków, dziennikarzy i finansistów - okazuje się najsłabszym, najbardziej bezbronnym i najbardziej zmanipulowanym ze wszystkich bogów. Jest po prostu - bałwanem.
Nie znamy dokładnie grup interesów, które na różne sposoby przecinają w poprzek granice państw, tworząc dla siebie przeolbrzymie fortuny. Nie wiemy, jakie mają przełożenia na sfery władzy, mediów, przedsiębiorców, prawników. Jakoś cicho o tym, ile zarabia np. Rotschild, jakie płaci podatki, jakie filie banków mu podlegają i czy czasem nie są one głównymi udziałowcami w najpoczytniejszej prasie, radio i telewizji, które z kolei pod pozorem pluralizmu (mediów) lansują tego, a nie innego kandydata na prezydenta i tę, a nie inną partię do parlamentu. A ten kandydat i ta partia ma swoje międzynarodowe powiązania
realizujące cele ponadpaństwowe (np. Międzynarodówka Socjalistyczna).
Globalizm w sposób nieomal nieskończony oddala wpływ jednostki na władzę, tworząc równocześnie niezwykle sugestywną iluzję współudziału we władzy. Globalizm sprzyja tworzeniu się światowej oligarchii, która w coraz większym stopniu uniezależnia się od państw, narodów i prawa; raczej podporządkowuje sobie państwa, rozbija narody i dyktuje prawo.
Poprzez wpływ na media i edukację globaliści zniewalają ludzi od wewnątrz, odbierając na dużą skalę umiejętność obiektywnego myślenia i międzyludzkiej komunikacji. W porównaniu z dawnymi imperiami i uzurpatorami władzy
nad światem globalizm jawi się jako pierwsze imperium, które nie tylko formalnie czy tytularnie, ale realnie posiadać będzie władzę nad światem, nad narodami i nad świadomością poszczególnych ludzi. Dopiero globalizm da to, do czego tak tęskni zwyrodniała władza: rząd dusz.
Globalizm leży na antypodach personalizmu i cywilizacji łacińskiej, do których musimy wracać. Zadanie to jest jednak niewyobrażalnie trudne. Globaliści opanowują na coraz większą skalę ośrodki wpływu gospodarczego, medialnego, edukacyjnego w poprzek państw, ponad narodami, sami stają się przezroczyści, niewidzialni. Trzeba jednak ogarniać skalę zagrożeń i rozumieć mechanizmy ich działania, broniąc się oddolnie, jak tylko jest to możliwe.
Globalizm to ultratotalitaryzm ukryty za fasadą demokracji pozbawionej zasad moralnych i opacznie pojętych praw człowieka.
1 F. Koneczny, Państwo i prawo w cywilizacji łacińskiej, Komorów 1997, s. 48-49.
2 "Pielgrzymowanie Aleksandra do wieszczbiarni Jowisza Ammona w Libii nadarzyło mu dotąd nieznane synostwa Jowiszowego dostojeństwo. Tam, gdy badał się o zabójców ojca swego, takową uczynny bożek dał odpowiedź: "Nie bluźnij Aleksandrze; synem człowieka nie jesteś." Jak się więc domyślać można, hojnie i wieszczbiarnię i wieszczbiarzów udarowawszy, wrócił bożkiem do domu." (Plutarch z Cheronei, Żywoty stawnych mężów, tłum. F. N. Golański, Kraków, b.d., s. 315).
3 Kwintus Kurcjusz Rufiis, Historia Aleksandra Wielkiego, Warszawa 1976, s. 70n.
4 Ta "retoryka" jest wykorzystywana przez większość imperializmów.
5 Jakże symboliczną wymowę ma gest, który opisuje Plutarch: "Jak szacował uczone dzieła, stąd znać, iż gdy mu przyniesiono nieskończonego szacunku skrzynkę, która się była znalazła w skarbach Dariusza, pytał się obecnych, co by sądzili być godnym, aby w nią włożyć? Różne różnych były zdania, on rzekł: "Włożę w nią Iliadę Homera." Jakoż tak uczynił i w tym ją zamknięciu miał zawsze przy sobie.", Żywoty..., dz. cyt., s. 314n.
6 Św. Augustyn, O państwie Bożym, tłum. W. Kornatowski, Warszawa 1977, t. l, s. 295n.
7 Charakterystyczne jest wezwanie skierowane do uczestników pielgrzymki z r. 632: "Kiedy miesiące święte się skończą, zabijajcie zwolenników wielobóstwa wszędzie, gdzie ich znajdziecie; chwytajcie ich; otaczajcie; zastawiajcie na nich wszelkie sidła." Cyt. za: Narodziny islamu, M. Gaudefroy-Demombynes, tłum. H. Olędzka, Warszawa 1988, s. 406n.
8 "Zwalczajcie na drodze Boga tych, którzy was zwalczają... I zabijajcie ich, gdziekolwiek ich spotkacie, i wypędzajcie ich, skąd oni was wypędzili..." (II, 189); ibid., s. 405.
9 "Jeżeli zostaniecie zabici na drodze Boga, czy umrzecie... zostaniecie zjednoczeni w Bogu", "I nie mówcie na tych, którzy zostali zabici na drodze Boga: <Umarli!> Przeciwnie, oni są żyjący! Lecz wy nie jesteście świadomi." (II, 154); ibid., s. 406.
10 Chociaż żydzi i chrześcijanie cieszyli się prawnym zabezpieczeniem, to jednak nie było to równouprawnienie; w "domie islamu" muzułmanie mieli być zwycięzcami. Z innego wyznania można było przejść na islam, ale za odejście od islamu groziła kara śmierci. Zob. A. Mez, Renesans islamu, tłum. J. Danecki, Warszawa 1980, s. 58n.
11 "Człowiek walczy dla łupu; człowiek walczy dla chwały; człowiek walczy, aby pokazać wyższość swojego męstwa; kim jest ten, który walczy na drodze Boga? Ten, który walczy, aby wychwalano słowo Boga, jest na drodze Boga." Narodziny..., dz. cyt, s. 405.
12 H.-W. Haussig, Historia kultury bizantyńskiej, tłum. T. Zabłudowski, Warszawa 1980,s.39.
13 ibid., s. 193.
14 ibid., s. 205.
15 Formuła królewska Karola Wielkiego brzmiała: " Carolus Magnus Paciflcus Imperator, Romanorum Gubernans Imperium", ibid., s. 210.
16 "Quia divina prwidente clementia urbis et orbis gubernacula tenemus", ibid., s. 211.
17ibid., s. 210-212.
18 S. Kałużyński, Dawni Mongołowie, Warszawa 1983, s. 211.
19 Po upadku Konstantynopola najpierw metropolita Moskwy Zozimus, a później mnich z Pskowa, Filoteusz ukazali carom religijno-polityczną wizję Moskwy jako trzeciego Rzymu, który ma panować nad całym światem. Zob. M. Reeves, W. Gould, Joachim of Fiore and the Myth ofthe Eternal Evangel in the Nimteenth Century, Oxford 1987.
20 Zob. F. Koneczny, Cywilizacja żydowska, Londyn 1974, t. 1-3. 40
21 D. Wołkogonow, Trocki, tłum. S. Głąbiński, Warszawa 1996, s. 219-220.
22 Artykuł napisany dla "Prawdy" nosił jakże znamienny tytuł: O aktualności hasła Stanów Zjednoczonych Europy, ibid., s. 227.
23 A. Speer, Wspomnienia, tłum. zbiór., Warszawa 1973, s. 224.
24 ibid., s. 226n.
25 D. L. Cuddy, The Road to Socialism and the New World Order, Highland City,
Florida 1998, s. i.
26 ibid., s. ii.
27 ibid., s. 5.
28 K. Toth, UNICEF's latest ploy, [w:] "Catholic Insight", 9, VII, November 1999, s. 11. Warto przypomnieć, że UNICEF powstał w roku 1947, aby pomóc dzieciom -ofiarom wojny. W ostatnich latach organizacja ta tak mocno włączyła się do działań przeciwko rodzinie i dzieciom, że spotkała się z oficjalną krytyką ze strony Watykanu. W roku 1990 podczas spotkania zarządu UNICEF'u w Nowym Jorku przedstawiciele niektórych państw europejskich żądali, aby UNICEF był propagatorem aborcji w krajach, w których prawo na aborcję nie zezwala.
Skarb kultury polskiej
Polska leży w Europie Środkowej. Jest państwem, które powstało ponad 1000 lat temu (966 r.). Polacy należą do plemion słowiańskich. W ciągu owego tysiąca lat społeczeństwo zamieszkujące Polskę wytworzyło swoisty typ kultury, który zawiera zarówno elementy lokalne i narodowe, jak również uniwersalne, ogólnoeuropejskie, a nawet światowe.
Interesować się (lub okazywać brak zainteresowania) można kulturą danego narodu z różnych powodów. Jedni zamknięci są we własnej kulturze i dlatego pozostałe narody ich nie interesują. Drudzy wręcz nimi pogardzają. Innym wystarcza w miejsce kultury narodowej kultura masowa. Jeszcze inni, znając własną kulturę, specjalizują się w poznawaniu niektórych kultur obcych. Są wreszcie tacy, którzy znając kulturę własną, ciekawi są bogactwa innych kultur w tym, na ile wzbogacić mogą ich kulturę. Sądzę osobiście, że każdy człowiek inteligentny, reprezentujący
pewien poziom wykształcenia i wychowania, powinien dzielić ten ostatni pogląd: wiem, kim jestem, ale chętnie dowiem się i skorzystam z tego, co dobre u innych.
Może najpierw kilka słów o tym, co to jest kultura i co to jest naród. Słowo "kultura" pochodzi z łaciny i oznacza uprawę. Początkowo była to uprawa ziemi (agri culturd), później zaczęto mówić metaforycznie o kulturze duszy (animi cultura, Cyceron). Kultura to było odpowiednie wychowanie człowieka (gr. paideid). Słowo "naród" (natio) pochodzi etymologicznie od słowa "rodzić" (nascere), niemniej znaczenie głębsze opiera się przede wszystkim na przynależności do jednej kultury. Naród to pewna wspólnota dziedzicząca i rozwijająca w ciągu pokoleń tę samą
kulturę. Kultura narodowa jest to więc materialny i duchowy dorobek (dziedzictwo) pewnej wspólnoty.
Gdy mówimy o skarbie kultury polskiej, to chodzi nam właśnie o to bogate dziedzictwo wypracowywane w ciągu pokoleń.
Na kulturę składają się 4 dziedziny: THEORIA, PRAXIS, POIESIS i RELIGIO.
THEORIA obejmuje naukę i edukację, PRAXIS zawiera etykę, ekonomikę i politykę, POIESIS dotyczy rzemiosła, sztuk pięknych i techniki, RELIGIO obejmuje wiarę. Stopień i kierunek rozwoju tych dziedzin kultury pozwala danej społeczności na szerszy i wyższy rozwój cywilizacyjny. Nie chodzi tu o ocenę różnych cywilizacji, która lepsza, a która gorsza, ale o to, co ma do zaoferowania człowiekowi w niej żyjącemu: czy pozwala mu na bogaty rozwój, czy też skazuje na wegetację albo prowadzi do niebezpiecznych schorzeń. Przecież od społeczności i cywilizacji w jakiej człowiek żyje, bardzo wiele zależy,
przede wszystkim to, kim będzie.
Skarb kultury polskiej, będącej efektem wysiłku wielu pokoleń i geniuszu wybrańców, jest skarbem dla Polaków, dla których ta kultura była najbliższa; ale był to również skarb dla pokrewnych narodów słowiańskich, które nie posiadały jeszcze tak wysokiej kultury; a wreszcie był to skarb dla pozostałych narodów europejskich, a zwłaszcza ich elit, które otwarte były na różnorodne przejawy kultury wyższej. Był to skarb, który poprzez niektóre dzieła nadawał ton i kierunek rozwoju cywilizacji.
Polska jako państwo i naród pojawia się na arenie dziejowej w drugiej połowie X wieku. Decydującym momentem jest tu chrzest Mieszka, pierwszego władcy Polski, dzięki czemu powstałe państwo uzyskuje uznany status polityczny w Europie, z drugiej zaś strony plemiona zamieszkujące Polskę zostają włączone do dziedzictwa kultury grecko-rzymsko-chrześcijańskiej. Chrzest posiada znaczenie nie tylko religijne (wiara), ale cywilizacyjne - włączenie Polski w krwioobieg starszej cywilizacji zachodniej. Obejmowało ono takie sfery, jak: oświatę, naukę, prawo, moralność, sztukę, obyczajowość.
Ukonstytuowanie się z różnych plemion słowiańskich jednego narodu polskiego dokonuje się poprzez asymilację cywilizacji łacińskiej. W tej cywilizacji poprzez twórcze jej przetrawienie w ciągu wieków przez mieszkańców ziem Polski, rodzi się swoista kultura polska.
Niektóre aspekty kultury polskiej
Choć nie zawsze każdy naród posiada odrębny język, bo są narody mówiące tym samym językiem (np. językiem angielskim lub hiszpańskim), albo z kolei jest jeden naród mówiący wieloma językami (Szwajcarzy) to w większości wypadków, przynajmniej genetycznie, język jest swoisty dla określonego narodu. Wielość języków w jednym narodzie mogła powstać poprzez polityczne zjednoczenie różnych narodów (Szwajcarzy), albo z kolei wielość narodów mówi jednym językiem wskutek ekspansji (kolonialnej) jednego narodu (Hiszpanie, Anglicy). Polacy posiadają własny język, jest to język polski.
Odnotował to z dumą jeden z pierwszych wielkich polskich poetów XVI w., pisząc: "A niechaj narodowie wżdy postronni znają,/ Iż Polacy nie gęsi, iż swój język mają." Znaczy to, że Polacy mówią nie w języku gęsim, nie gęgają, ale mówią po ludzku własnym językiem. Literacki język polski kształtował się przez kilka wieków w łonie łaciny. Wiadomo, że średniowieczna kulturalna Europa mówiła i pisała po łacinie.
W różnych pisanych dokumentach łacińskich pojawiają się sporadycznie słowa zapisane po polsku (najczęściej imiona i
nazwy miejscowości), aż w XIII wieku, a może na przełomie wieku XII i XIII wybucha przepiękna pieśń Bogurodzica, którą dawniej śpiewało rycerstwo, a dziś wykonywana jest przy bardzo szczególnych uroczystościach. W wieku XIV i XV pojawiają się rozliczne wiersze i pieśni, religijne i świeckie. Aż wreszcie w wieku XVI jaśnieje blask dwóch wielkich poetów polskich, Mikołaja Reja i Jana Kochanowskiego. Ten drugi, gruntownie wykształcony (pobierał nauki także na uniwersytetach zachodniej Europy), posiadający
biegłą znajomość łaciny i greki oraz zapewne kilku języków nowożytnych, tłumaczy dzieła obce na polski, pisze poezję łacińską, aż wreszcie odkrywa w sobie wartość pisania po polsku dla Polaków. Daje temu wyraz w przepięknej elegii do Piotra Myszkowskiego napisanej... jeszcze po łacinie:
Muzo, porzućmy brzegi Anienu śliczne...
Dawno mię zwą Karpatów szczyty niebotyczne...
Dawno już zwą mię góry rodzinnej krainy
w swoje rozkoszne groty i wdzięczne doliny
i każą abym śpiewał cudnej polskiej ziemi
przy lutni złotostrunnej rytmy ojczystemi
Zaśpiewam, jeśli Polszcze pieśnią zrobię sławę.
Niechże Łaski, druh mój, toczy boje krwawe,
Niech on Ojczyznę stroi w suty łup dobyty
z którymi nie masz zgody bijąc wraże Scyty.
W piórze i w Muz dobroci jest nadzieja moja.
To mój łup, to mój rydwan i oręż, i zbroja.
(III, 13, tłum. Julian Ejsmond)
Język Kochanowskiego w odróżnieniu od języka Reja był językiem bardziej wykształconym, stojącym na olśniewająco wysokim poziomie, gdy chodzi o zakres słownictwa i pojęć. Język ten wyznaczył kierunek rozwoju języka polskiego. W ówczesnej Europie Kochanowski zaliczany był do plejady najwybitniejszch poetów.
Mówiąc o języku polskim zwrócić musimy uwagę na wielkie dzieło dokonanych tłumaczeń z języków obcych. Przekłady pełnią wielką i wieloraką rolę w życiu każdego narodu. Pozwalają zapoznać się z dorobkiem innych narodów w wiekszej skali, dzieła obce dostępne w języku ojczystym są asymilowane w szerszym zakresie niż oryginał. Dla języka, który dopiero się formuje, tłumaczenia pełnią rolę kształtującą i twórczą. Trzeba nie lada wysiłku, aby słabiej rozwinięty język oddał treści zawarte w języku wyżej rozwiniętym,
zachowując względną autonomię. Język polski dzięki pracy tłumaczeniowej rozwijał się pod względem zarówno syntaktycznym, jak i konceptualnym. Stał się środkiem otwierającym szeroki dostęp do wielkiej kultury klasycznej. Pod tym względem wyprzedziliśmy wiele innych narodów słowiańskich, które sięgały do tłumaczeń polskich, jako bliższych i łatwiejszych do zrozumienia, niż oryginały. Tak rozwinięty język polski miał istotny wpływ na urabianie kultury i smaku narodów ościennych.
Jeden z wybitnych znawców kultury polskiej pisał: "Tak więc nie
ustawała kultura polska, europejska, w pochodzie zwycięskim. Już w XV wieku zaczynał Rusin zaspokajać swój głód duchowy u źródeł polskich; nie zważając na różnice wyznaniowe, na dogmaty przeciwne, tłumaczył sobie pisma budujące polskie, a za nimi w końcu i wcale niebudujące, na język własny. Zachowując język i pismo ruskie, pstrzył je przymie-szkami polskimi; wcześnie i rychło spotykamy się z coraz liczniejszymi polonizmami w języku urzędowym białoruskim ("litewskim") już w wieku XV; później przybiera to zjawisko rozmiary wręcz potworne; tekst bywa ruski, bo
formy i litery ruskie, ale myśl i wysłowienie są polskie; polszczyzna to pod zewnętrzną, narzuconą szatą ruską, co do ducha, treści, stylu, formy"1.I dalej: "Materyalna [kultura do Moskwy] szła drogą inną: wprost z Anglii i z Holandyi, z Francyi, a szczególniej z Niemiec trafiała do słobody moskiewskiej, lecz umysłowa z Polski na Litwę i Małą Ruś do samej Moskwy, na dwór carski i patryjarszy docierała. Tak powstała np. liczna, różnorodna literatura XVII w. moskiewska z tłumaczeń polskich"2.
Upadek niepodległości Polski z końcem XVIII w., gdy na oczach świata dokonano dziejowej zbrodni pozbawiając suwerenne państwo politycznego bytu, nie przerwał ciągłości kulturowej. Co więcej, jak zwrócił na to uwagę w ONZ papież Jan Paweł II, to kultura pozwoliła zachować nam suwerenność duchową. Ojciec św. mówił: Jestem synem narodu, który przetrwał najstraszliwsze doświadczenia dziejów, którego wielokrotnie sąsiedzi skazywali na śmierć - a pozostał przy życiu i pozostał sobą. Zachował własną tożsamość i zachował pośród
rozbiorów i okupacji własną suwerenność jako naród - nie biorąc za podstawę przetrwania jakichkolwiek innych środków fizycznej potęgi jak tylko własna kultura, która się okazała w tym przypadku potęgą większą od tamtych potęg"3. Dzięki tej suwerenności Polska po 123 latach niewoli odzyskała niepodległość polityczną. Otóż właśnie w okresie zaborów, w wieku XIX, zaświecili swym geniuszem literackim najwięksi po Kochanowskim poeci polscy:
Adam Mickiewicz, Juliusz Słowacki, Zygmunt Krasiński i Cyprian Kamil Norwid. Określono ich mianem narodowych wieszczów.
Po nich przyszli wielcy prozaicy: Henryk Sienkiewicz, Bolesław Prus, Władysław Reymont, Stefan Żeromski. Słowo polskie skupiło w sobie wszystkie wątki życia narodowego i państwowego. Znalazło uznanie w Europie i w świecie. Dowodem na to, niezliczone tłumaczenia i naśladownictwa, a wreszcie nagrody. W sumie zdobyliśmy za literaturę w języku polskim kilka Nagród Nobla (Henryk Sienkiewicz, Władysław Reymont i in.).
Język polski osiągnął taki pułap rozwoju, który pozwala na wyrażanie ducha narodu w sprawach wielkich i małych, w tym języku posiadamy własną literaturę we wszystkich gatunkach, na ten język przetłumaczony jest zasadniczy dorobek literatury światowej. Henryk Sienkiewicz nie wahał się nawet powiedzieć, że mowa polska to wyjątkowy dar Boga, dar, z którym tylko język grecki może się porównać. To jest ten wielki skarb Polaków, z którego w dalszym ciągu korzystają bratnie narody słowiańskie, rozumiejąc i czytając po polsku.
Skarbem narodu jest mądrość i wiedza oraz jej upowszechnianie. Nauka i edukacja.
Polska dzięki przyjęciu chrześcijaństwa otwiera się na szkolnictwo. Polska pogańska nie znała szkół. Stosunkowo szybko powstają szkoły parafialne. Aż wreszcie w roku 1364, a więc prawie sześć i pół wieku temu powstaje szkoła wyższa, Akademia Krakowska, wcześniej niż uniwersytety w Wiedniu, Lipsku, 300 lat (!) przed powołaniem uniwersytetu w Berlinie, a 400 lat przed uniwersytetem w Petersburgu. Ten polski uniwersytet ściągał już w XV w. rzesze studentów z całej Europy, w tym również z Italii. Zasłynął też wielkimi uczonymi tej miary co Kopernik i Paweł Włodkowic.
Królowie, Kazimierz Wielki, a później Władysław Jagiełło w akcie erekcyjnym tak pisali: "Niech więc tam będzie nauk przemożnych perła, aby wydawała męże dojrzałością rady znakomite, ozdobą cnót świetne i w różnych umiejętnościach biegłe. Niechaj otworzy się orzeźwiające źródło nauk, z którego pełności niech czerpią wszyscy, naukami napoić się pragnący".
Polska może też poszczycić się wspaniałą Komisją Edukacji Narodowej (1773). Było to pierwsze w Europie ministerstwo oświaty. Komisja ta, po rozwiązaniu w tymże samym roku przez papieża zakonu jezuitów zajmującego się edukacją, nie dopuściła do upadku oświaty i zmarnotrawienia dorobku Kościoła. Ale w odróżnieniu od Francji upaństwowiona edukacja nie została wykorzystana do walki z Kościołem i tradycją, nie stała się narzędziem ideologizacji młodzieży. Przeciwnie, wobec zagrożeń zaborczych, a później pod zaborami, szkoły Komisji Edukacji Narodowej,
umacniały świadomość narodową i kulturową Polaków.
Poseł (a później i znany pisarz) Julian Ursyn Niemcewicz tak zwracał się do króla: "Lud wolny, Najjaśniejszy Panie, oświeconym być powinien, inaczej wolności niewart. W samowładztwie, gdzie nie masz prawa, ale tylko rozkazy, gdzie nie ma innego podziału, tylko pan i niewolnicy, rządzący na ciemnotach gruntuje zasady nieograniczonej swej władzy, poniża zatem własne człowieka jestestwo, ścieśnia okręg jego wiadomości, przytłumia światło, człowieka tylko do bojaźni i posłuszeństwa sposobi, ani chce, żeby
umiał rozważać, bo gdyby rozważał, poprzestałby ślepo słuchać. Człowiek na wolnej zrodzony ziemi depcze kajdany, dusza jego, wolna więzów, śmiało się wznosi, bo zna swą godność, zna swą szlachetność; człowiek wolny, przeznaczony do wszystkiego, mogący sięgać po najpierwsze w kraju dostojeństwa, mogący wpływać we wszystkie części rządu, powinien przez wychowanie stać się godnym tych tak wysokich zaszczytów, bo losy Ojczyzny od niego zawisły; prawu tylko podległy - powinien być oświeconym, żeby stanowił zbawienne prawa, powinien być
cnotliwym, żeby stanowione szanował i pełnił"4. Czy ten tekst nie jest aktualny i dziś? Przecież kult demokracji, pozbawiony oparcia w rzetelnej edukacji, jest ukrytą formą zniewolenia. Równocześnie, człowiek nie może być odpowiedzialny za sprawy publiczne, jeśli nie jest odpowiednio wykształcony (kompetencja) i wychowany (odpowiedzialność).
Moralność obejmuje życie osobiste, rodzinne i polityczne. Etyka osobista zaowocowała u Polaków pewnymi bardzo charakterystycznymi cechami czy właściwie cnotami. Należą do nich: honor, ofiarność i szlachetność, gościnność oraz... grzeczność. O grzeczności nasz wielki poeta, Adam Mickiewicz, tak pisał:
"Grzeczność nie jest nauką łatwą ani małą. Niełatwą, bo nie na tym kończy się, jak nogą Zręcznie wierzgnąć, z uśmiechem witać lada kogo; Bo taka grzeczność modna, zda mi się kupiecka, Ale nie staropolska, ani też szlachecka. Grzeczność wszystkim należy, lecz każdemu inna; Bo nie jest bez grzeczności i miłość dziecinna, I wzgląd męża dla żony przy ludziach, i pana Dla sług swoich, a w każdej jest pewna odmiana.
Trzeba długo się uczyć, ażeby nie zbłądzić I każdemu powinna uczciwość wyrządzić." (Pan Tadeusz, I, 361 -371)
Życie rodzinne było specjalnością polską, która w czasie zaborów skupiła w sobie życie narodowe. Rodzina była gniazdem wychowywania następnych pokoleń, ale również miejscem tworzenia się narodu poprzez kulturę ojczystą i odpowiedzialność za państwo. Żyjący pod zaborami autor pisze: "Mawiano, że Polska stała jednostkami. Rzec by raczej można, że stała rodziną. [...] Najsurowszy nawet sędzia przeszłości przyznać musi, że rodzina polska spełniała ten wielki obowiązek, że była najsilniejszym fundamentem obywatelskim i narodowym i że w
najgorszych nawet czasach być nim nie przestała. Kiedy wszystko poszło w gruzy, na niej budowało się nowe życie, przechowała w sobie wiernie wszystko, co było warunkiem i rękojmią odrodzenia"5. Jaka szkoda, że dziś to życie domowe zamiera, rodzina się kurczy, a wszechpanującym intruzem stał się telewizor.
W życiu politycznym warto podkreślić kilka punktów. Polska była obok Anglii najstarszym państwem demokratycznym. Rozwój demokracji szlacheckiej rozpoczął się od połowy XV w., natomiast Konstytucja 3 Maja (1791) poszerza prawa na pozostałe stany, lud i mieszczaństwo. W tejże Konstytucji możemy przeczytać: "Zawarowawszy tym sposobem Dziedziców przy wszelkich pożytkach od Włościan im należących, a chcąc jak najskuteczniej zachęcić pomnożenie ludności krajowej, ogłaszamy wolność zupełną dla wszystkich ludzi, tak nowo przybywających, jako i tych, którzy by, pierwej z
Kraju oddaliwszy się, teraz do Ojczyzny powrócić chcieli, tak dalece: iż każdy Człowiek do Państw Rzeczypospolitej nowo z którejkolwiek strony przybyły, lub powracający, jak tylko stanie nogą na ziemi polskiej, wolnym jest zupełnie użyć przemysłu swego, jak i gdzie chce, wolny jest czynić umowy na osiadłość, robociznę lub czynsze, jak i do póki się umówi, wolny jest osiadać w mieście lub na wsiach, wolny jest mieszkać w Polszcze, lub do Kraju, do którego zechce, powrócić, uczyniwszy zadość obowiązkom, które dobrowolnie na siebie przyjął".
Polska była państwem
wielonarodowym (nie było nacjonalizmu). Rzeczpospolitą zamieszkiwali: Polacy, Litwini, Białorusini, Rusini, Żydzi, Niemcy, Łotysze, Tatarzy, Ormianie, Cyganie. Równoprawnych politycznie było kilka języków. Unikatowy jak na owe i dzisiejsze czasy był typ unii politycznej z Litwą, unii, która przetrwała ponad 300 lat, a którą zniszczyli obcy zaborcy. Gdy dziś różnego rodzaju traktaty i organizacje międzynarodowe zdominowane są przez język interesów i polityki, to na tym tle widzimy wyraźnie, że Unia Polski z Litwą miała głębszy wymiar cywilizacyjny. W traktacie pieczętującym Unię w Horodle z r.
1413 tak czytamy: "Miłość jedna nie działa marnie: promienna sama w sobie, gasi zawiści, osłabia urazy, daje wszystkim pokój, łączy rozdzielonych, podnosi upadłych, gładzi nierówności, prostuje krzywizny, wspiera każdego, nie obraża nikogo, i ktokolwiek się schroni pod jej skrzydła, znajdzie się bezpiecznym i nie ulęknie się niczyjej groźby, miłość tworzy prawa, rządzi królestwami, zakłada państwa, prowadzi do dobrego stanu Rzeczpospolitej, a kto nią wzgardzi, ten wszystko utraci..."6.
Polska w czasach swej wielkości broniła Europę przed nawałnicą turecką, była tzw. przedmurzem chrześcijaństwa, co oznaczało obronę świata cywilizowanego. Król Władysław III, licząc zaledwie 20 lat, na prośbę cesarza bizantyńskiego, Jana Paleologa, wyruszył, aby go bronić przed Turkami, ale zginął pod Warną w 1444 roku. Jan III Sobieski ocalił w roku 1684 Wiedeń. Podczas zaborów i wojen Polacy walczyli na wielu frontach świata, a przyświecało im hasło: "Za wolność naszą i waszą". Za wolność Ameryki walczył Kościuszko i Pułaski,
Anglii w czasie II wojny światowej bronili polscy lotnicy.
A wreszcie jako pierwszy, Paweł Włodkowic (XV w.), Polak, na Soborze w Konstancji uzasadniał, że każdy naród ma prawo do suwerenności, do jej łamania nie uprawnia żaden, nawet najwznioślejszy cel (choćby religijny).
Sztuka polska, poza wspomnianąjuż literaturą, zajaśniała również w architekturze, malarstwie, teatrze i muzyce. Muzyka Chopina zawierająca tyle elementów narodowych, a więc ludowych i szlacheckich, budzi podziw i jest komunikatywna nie tylko dla ludzi Zachodu, ale również należących do innych cywilizacji; zafascynowani są nią Japończycy i Chińczycy. Do światowego kanonu weszły polskie rytmy muzyczne, takie jak: polonez, mazur, krakowiak i oberek. W sztuce polskiej odbijała się polska dusza. Ignacy Jan Paderewski tak mówił: "Żaden z narodów na świecie nie może się poszczycić
takim jak nasz, bogactwem uczuć i nastrojów. Na harfę narodu naciągnęła ręka Boża strun bezmiar cichych i rzewnych, potężnych i głośnych. Mamy i miękkość kochania i dzielność czynu i liryzm szeroką płynący falą i siłę rycerską, waleczną; mamy i tęsknotę dziewiczą i męską rozwagę i smutek tragiczny starca i lekkomyślną młodzieńca wesołość. Może w tym tkwi czar nasz ujmujący, a może też to i wada wielka"7. Mamy wielkiej sławy malarzy, jak: Chełmoński, Matejko, Brandt, Kossakowie, których obrazy zdobią
galerie świata, również Ameryki, a których tematyka jest związana z Polską, jej przyrodą, ludźmi, dziejami.
Religią dominującą w Polsce było chrześcijaństwo, ale rozkwitały też na jej ziemiach praktyki innych wyznań. Związane to było z tyrn, że Rzeczpospolita była państwem wielu narodów i wielu cywilizacji. W Polsce nie było prześladowań religijnych, zwłaszcza zaś w tak krwawym okresie jak reformacja w Zachodniej Europie. Wspomniany już Paweł Włodkowic mówił: "Fides ex necessitate esse non debet -wiara nie może być z przymusu". Słynęliśmy z tolerancji, dlatego tak wielu przedstawicieli różnych wyznań uciekało przed prześladowaniami do Polski. Nasz król,
Zygmunt August (XVI w.), potrafił powiedzieć: Nie jestem królem ludzkich sumień. Już w XI wieku przybyli do Polski prześladowani w Niemczech Żydzi, którzy z biegiem czasu tworzyli w Polsce najliczniejszą społeczność żydowską w świecie, rządzącą się swoimi prawami, zachowującą swoje zwyczaje, swoją religię i swoje szkoły, w tym wyższe. Polskę określano nawet mianem paradisus ludaeorum (raj żydowski). W czasie II wojny tylko w Polsce obowiązywały przepisy, że za ukrywanie Żyda śmierć ponosi cała rodzina polska. Z tego tytułu zginęło ok. 3000 Polaków.
W tym kontekście rozpowszechniane dziś opinie o Polakach jako antysemitach są dalece nieprawdziwe i wysoce niesprawiedliwe.
Kultury narodowe są skarbem dla tych społeczności, w |