|
Według: „Polski Słownik Biograficzny”
Tom V, zesz. 3.
Ignacy Chrzanowski i Władysław Konopczyński
Dmowski Roman (1864 - 1939), pisarz
polityczny, mąż stanu, delegat polski na konferencję paryską r. 1919 i
sygnatariusz traktatu wersalskiego, urodził się 9 VIII we wsi Kamionek
(dawniej Kamion), przylegającej do Pragi pod Warszawą. Po ojcu,
Walentym, pochodził z drobnej szlachty podlaskiej, po matce, Józefie z
Lenarskich, z drobnej szlachty mazowieckiej (która jednak już w w. XVIII
utraciła szlachectwo, a to z powodu, że, osiadłszy w Warszawie, jęła się
garbarstwa). Ojciec był robotnikiem brukarskim, a z czasem drobnym
przedsiębiorcą brukarskim na Pradze; zajmował się nadto rybactwem jako
dzierżawca jezior skaryszewskiego i gocławskiego; z czasem dorobił się
domu na Pradze; umarł w r. 1884, pozostawiając pięcioro dzieci (dwoje
umarło za życia ojca). Roman był trzecim z kolei synem; w pierwszych
latach życia bardzo chorowity, doszedł do zdrowia, bawiąc się po całych
dniach z dziećmi w piaskach nad łachą wiślaną. W piątym roku życia
nauczył się sam czytać, lecz ojciec, dbały o jego zdrowie, wydzierał mu
książki i wypędzał go z domu na świeże powietrze. W r. 1871 oddał go do
szkółki elementarnej na Pradze (gdzie uczono jeszcze po polsku), a w rok
później do już zrusyfikowanej warszawskiej trzyklasowej szkoły
miejskiej. Po jej ukończeniu, w r. 1875, Roman zdał egzamin do pierwszej
klasy gimnazjum III w Warszawie, w którym znaczną większość nauczycieli
stanowili jeszcze Polacy, a wśród nich autor „Mownictwa polskiego” Piotr
Skrzypiński, autor „Teorii poezji” Antoni Bądzkiewicz, dwaj słynni
później językoznawcy: Lucjan Malinowski i Hieronim Łopaciński, matematyk
Aleksander Thieme.
W pierwszych latach szkolnych Dmowski nie grzeszył pilnością: pomimo
wielkich zdolności, w drugiej, trzeciej i czwartej klasie siedział po
dwa lata. Lecz nastąpił zwrot, pod niemałym wpływem ojca, który nie
tracił nadziei, że „Roman jeszcze niejedno zrobi dla Polski”. Jakoż w
klasach wyższych wziął się do pracy: przykładał się nade wszystko do
historii, łaciny i języka polskiego; znajdował czas i na korepetycje i
na lekturę pozaszkolną: pochłaniał „Prawdę” i „Przegląd Tygodniowy”,
dzieła Buckle’a, Drapera i Spencera oraz „Historię narodu polskiego”
Teodora Morawskiego. W klasie piątej założył ze swym kolegą, Władysławem
Korotyńskim, tajne kółko uczniowskie pod nazwą „Strażnica”, ponieważ
głównym jego zadaniem było strzec ducha polskiego przed rusyfikacją, a
to za pomocą nauki języka polskiego, historii, geografii i literatury
polskiej. Kółko pracowało pod przewodnictwem Dmowskiego; co niedziela
odbywały się zebrania, na których członkowie czytywali swe referaty,
nade wszystko z dziedziny historii Polski porozbiorowej i poezji
romantycznej. Kiedy już w klasie ósmej jeden z członków, Żyd, zaczął
głosić doktryny socjalistyczne, Dmowski zwalczał je na posiedzeniu w
referacie pod tytułem O stronnictwach politycznych i o stosunku do nich
młodzieży szkolnej; myślą przewodnią było, że się młodzież szkolna nie
powinna zajmować polityką, chyba że jej przedmiotem będzie walka z
rusyfikacją.
We wrześniu r. 1886 wstąpił Dmowski, na wydział fizyczno - matematyczny
Uniwersytetu Warszawskiego (na sekcję nauk przyrodniczych). Pociągały go
nade wszystko biologia i zoologia, które studiował pod kierunkiem
niezmiernie mu życzliwego profesora Augusta Wrześniowskiego. Po czterech
latach zdał egzamina ostateczne z postępem przeważnie celującym, a po
złożeniu rozprawy pt. Przyczynek do morfologii wymoczków włoskowatych
(cilia) otrzymał „uczony stopień kandydata nauk przyrodniczych” (w
uniwersytetach rosyjskich odpowiadający stopniowi doktora w
uniwersytetach niemieckich i austriackich); data dyplomu: 10 maja
(starego stylu) 1891. Po polsku ukazała się ta rozprawa w tym samym
jeszcze roku, w tomie XI „Pamiętnika Fizjograficznego” pt. Studia nad
wymoczkami. O kilku wymoczkach z rzędu „Holotricha”, spotykanych w
nalewkach siana.
W latach uniwersyteckich Dmowski, jak w ogóle ówczesna młodzież
akademicka w Warszawie, rozczytywał się w dziełach przyrodniczych
Darwina i socjologicznych Spencera, Lubbocka, Morgana, Giraud-Teulona,
które się w przekładach polskich wówczas ukazywały. Nie pociągały go
natomiast modne u nas podówczas dzieła filozoficzne w duchu
materialistycznym i pozytywistycznym: materializm pozostawał w
sprzeczności z towarzyszącą mu od młodości do grobu wiarą w potęgę
ducha; a na pozytywizm już jako student uniwersytetu, nie zaś dopiero
jako autor Listów Warszawskich (w „Przeglądzie Wszechpolskim”), patrzył
nie bez krytycyzmu, zarzucając jego polskim krzewicielom pasożytnictwo
na cudzej myśli wskutek braku własnej. A i popularne wówczas hasła
„pracy organicznej” budziły w nim przez jednostronność swoją poważne
zastrzeżenia, które później znajdą tak mocny wyraz w tychże Listach;
nigdy nie wierzył, żeby gromadzenie bogactw i w ogóle kultura materialna
mogły być głównym zadaniem pracy społeczeństwa, pozbawionego
niepodległości i tracącego - po powstaniu 1863 r. - wiarę w jej
odzyskanie. On jej nigdy nie tracił i już w uniwersytecie walczył z
apolitycznością oraz z krzewiącym się wśród pewnych odłamów młodzieży
socjalizmem międzynarodowym. Terenem tej walki był tzw. Zet, tj. Związek
Młodzieży Polskiej, organizacja założona (z ramienia Ligi Polskiej, na
której czele stał T. T. Jeż) we wszystkich uniwersytetach krajowych i
zagranicznych, gdzie się tylko młodzież polska kształciła. W Warszawie
zorganizował ten Związek Zygmunt Balicki w końcu stycznia r. 1887.
Dmowski wstąpił do pierwszego grona „braci”, wkrótce objął główne
kierownictwo i rozpoczął walkę z socjalistami, która skończyła się
wystąpieniem jedenastu socjalistów ze Związku. Tym sposobem uniemożliwił
kompromisy pomiędzy prądem narodowym a socjalistyczno -
kosmopolitycznym. Przyświecał Związkowi ideał odzyskania niepodległego
państwa; za jeden z głównych środków do tego celu Dmowski poczytywał
uświadamianie odrębności narodowej najszerszym warstwom ludowym oraz
krzewienie wiedzy o narodowej przeszłości. Kiedy Związek uchwalił
opracowanie popularnej historii Polski, on podjął się tego zadania i
czytywał na posiedzeniach poszczególne rozdziały swej rozpoczętej, ale
nie ukończonej pracy, budząc wśród słuchaczy wielkie uznanie dla
jasności i samodzielności myśli i dla talentu pisarskiego.
Oprócz Zetu było w uniwersytecie inne jeszcze stowarzyszenie (na pół
tajne) - Koło Delegatów, składające się z przedstawicieli tych kół
regionalnych, w które się zrzeszali studenci, wychowani w różnych
gimnazjach Królestwa Polskiego. I w tym także Kole wrzała pomiędzy
socjalistami a narodowcami walka, która stała się bardzo ostra w marcu
r. 1890, kiedy to studenci uniwersytetów rosyjskich z właściwym sobie
radykalizmem chcieli wciągnąć kolegów warszawskich do rozruchów
antyrządowych. Na próżno socjaliści popierali tę akcję; Dmowski, będąc
zawsze śmiertelnym wrogiem solidaryzowania się młodzieży polskiej z
rosyjską, unicestwił ich zamiary zręcznymi manewrami na posiedzeniach
Koła Delegatów i Zetu.
W tymże roku 1890 rozpoczął Dmowski działalność literacką - nowelą o
uliczniku warszawskim (ogłoszoną w „Kurierze Lwowskim”): obok artykułów
przyrodniczych we „Wszechświecie” ogłaszał artykuły polityczne i krytyki
literackie w „Głosie”, redagowanym przez Józefa Potockiego (Mariana
Bohusza) przy udziale J. L. Popławskiego. Ten ostatni stał się odtąd i
był do samej śmierci (1908) najserdeczniejszym ze wszystkich licznych
przyjaciół Dmowskiego, który go nieraz nazywał swoim nauczycielem, mając
na myśli jego pracę nad oświatą ludu i jego pogląd, że o przyszłym
państwie polskim mowy być nie może bez odzyskania ziem zachodnich i bez
dostępu do morza. Najmocniejszym zaś wyrazem ówczesnej działalności
politycznej Dmowskiego było zorganizowanie pierwszej wielkiej po
powstaniu 1863 r. manifestacji ulicznej w Warszawie w setną rocznicę 3
maja pod postacią pochodu młodzieży akademickiej od ruin kaplicy w
Ogrodzie Botanicznym do Katedry św. Jana.
Późną jesienią tegoż roku Dmowski wyruszył do Paryża przez Szwajcarię. W
Genewie odbył naradę z Zygmuntem Balickim i Władysławem Jabłonowskim w
sprawie zamierzonej reformy Ligi Polskiej. W końcu listopada stanął w
Paryżu; nie wiedział długo, czy się poświęcić nauce biologii i
habilitować w Uniwersytecie Jagiellońskim, do czego zachęcał go August
Wrześniowski, czy też polityce i publicystyce, jak mu to radził Balicki.
Decyzję przyspieszył rząd rosyjski: podczas powrotnej podróży (przez
Genewę, gdzie znowu odbyła się rozmowa z Balickim o potrzebie reformy
Ligi Polskiej), aresztowano Dmowski na stacji Granica, przewieziono pod
strażą do Warszawy i osadzono w Cytadeli (w pierwszych dniach sierpnia
r. 1892) jako oskarżonego o udział we wspomnianej manifestacji.
Więzienie trwało pięć miesięcy; wypuszczono go 2 I 1893, ale nie na
wolność: kazano mu czekać na wyrok w Warszawie pod dozorem policyjnym,
który jednak nie przeszkodził mu do rozwinięcia bardzo żywej
działalności. Teraz to dopiero (w kwietniu) na posiedzeniu zwołanych do
Warszawy członków Ligi Polskiej, mianowicie byłych „braci” Zetu,
rozwiązano z inicjatywy Dmowskiego i Popławskiego Ligę Polską jako
organizację, która nic nie robi dla osiągnięcia głównego celu (tj. dla
odbudowania państwa polskiego) i zawiązano nową organizację - Ligę
Narodową. (Po latach dopiero, jak to widać z przedmowy do czwartego
wydania Myśli nowoczesnego Polaka 1933, uświadomił sobie Dmowski, że,
rozwiązując Ligę Polską, walczył z konspiracją masońską). Na czele nowej
organizacji stanął Komitet Centralny i rządził poszczególnymi
dzielnicami przez Komitety Krajowe. Na czele Komitetu Centralnego stanął
Dmowski, ale kierował nim tylko przez siedem miesięcy: w listopadzie
zapadł wyrok, skazujący go na wygnanie z „Kraju Nadwiślańskiego”.
Dmowski osiadł w Mitawie i tutaj to obmyślił plan zamierzonego
miesięcznika politycznego, który by krzewił we wszystkich trzech
zaborach ideologię Ligi Narodowej. Zamiar ten wykonał: uzyskawszy
pozwolenie na trzydniowy pobyt w Warszawie, przemknął się stąd za
granicę i osiadł we Lwowie (w lutym 1895). I oto już 14 VII tegoż roku
ukazał się podpisany przez Romana Dmowskiego jako redaktora zeszyt
pierwszy miesięcznika „Przegląd Wszechpolski”. Od nowego roku
współredaktorem był Popławski, któremu po opuszczeniu Cytadeli udało się
zbiec z Warszawy do Lwowa. W tymże roku ukazało się w osobnej odbitce
głębokie studium Dmowskiego Młodzież polska w zaborze rosyjskim. Nadto
wydawał Dmowski w Krakowie wraz z Popławskim jednoarkuszowy miesięcznik
pt. „Polak” dla ludu wiejskiego i robotników miejskich, a w Opolu
„Pochodnię” (tajny miesięczny biuletyn Ligi Narodowej). Wszystkie te
czasopisma niejednokrotnie sam przemycał do Królestwa. W 1atach 1898 -
1900 wyjeżdżał trzykrotnie na czas dłuższy do Francji i Anglii. Z Anglii
w październiku r. 1899 wyjechał do Brazylii południowej, gdzie się
zaznajomił z Arturem Gruszeckim; przez kilka miesięcy badał kolonizację
polską i angielską. Owocem tej podróży jest część pierwsza studium
Wychodztwo i osadnictwo (Lw. 1900, część druga nie wyszła). Podróże te
odegrały bardzo ważną rolę w umysłowości Dmowskiego: doszedł do
przekonania, że żaden inny naród nie wytworzył tak doskonałej harmonii,
jak Anglicy, pomiędzy pracą nad postępem kultury duchowej a tworzeniem
samoistnych norm życia politycznego, pełnego siły i konsekwencji, i
budową potęgi politycznej, obejmującej wszystkie części świata sferą
własnych interesów.
Po powrocie do kraju Dmowski przeniósł redagowany podczas jego
nieobecności przez Popławskiego „Przegląd Wszechpolski” do Krakowa (od
początku r. 1901), gdzie się też sam osiedlił. Popławski pozostał we
Lwowie. Chociaż tym sposobem ich wspólna praca redakcyjna trwała nie
więcej niż dwa lata (1896 - 7), jednak myśl przewodnia pisma przez całe
jego dziesięciolecie (1895 - 1905) była - zarówno w swojej istocie, jak
w jej szczegółowym rozwijaniu i uzasadnianiu - owocem wspólnej pracy
myśli dwóch doskonale zgranych z sobą myślowo i uczuciowo przyjaciół, do
tego stopnia, że artykuły Dmowskiego, o ile nie były podpisane jego
nazwiskiem, czytelnicy brali nieraz za artykuły Popławskiego.
Przewodnią
myślą pisma było zwalczać apolityczność społeczeństwa wszystkich trzech
zaborów i wskazywać mu drogę do odzyskania niepodległości i budowy
nowego państwa polskiego. „Jedność i samoistność polityczna narodu
polskiego” i „odradzanie sił politycznych narodu przez postęp
kulturalny, uświadomienie narodowe i uobywatelnienie warstw ludowych” -
oto naczelne hasła, które przyświecały „Przeglądowi”; ich rozwinięciem i
uzasadnieniem były ogłoszone na jego łamach „Programy Stronnictwa
Demokratyczno – Narodowego” - dla zaboru rosyjskiego w r. 1897, dla
austriackiego i pruskiego w r. 1902. W r. 1903 ukazał się program dla
zaboru rosyjskiego w drugim wydaniu, znacznie rozszerzonym i poprawionym
po długiej dyskusji na zjeździe Ligi Narodowej w Krakowie; jest to tak
zwany program październikowy, pierwszy po r. 1863/4 szczegółowy, głęboko
przemyślany program polityki Polski porozbiorowej; jeśli nie ma w nim
wyraźnego sformułowania głównego celu, stało się to na żądanie głównego
autora - Dmowskiego, który na zjeździe krakowskim pozostał w
mniejszości, twierdząc, że z chwilą, kiedy niepodległość stała się celem
realnej polityki obozu narodowo - demokratycznego, przestając być
oderwaną ideą, ogłoszenie jej jako celu może być często przeszkodą w
pracy nad jej realizacją, dając rządom państw rozbiorowych podstawy
nawet do wyroków sądowych. Przeparł tedy Dmowski w Programie ujęcie
głównego celu w słowach: „wydobycie ze swego narodu jak największych
sił” i „wyrobienie w nim zdolności i cnót politycznych, niezbędnych do
zapewnienia sobie lepszej przyszłości w wyższych formach samoistnego
bytu politycznego”. Ten cel główny przyświecał wszystkim w ogóle jego
artykułom w „Przeglądzie Wszechpolskim”, zarówno tym, w których poddawał
krytyce poglądy cudze (socjalistów, pozytywistów, „ugodowców”
warszawskich, konserwatystów galicyjskich, Żydów), jak tym, w których
wypowiadał poglądy własne. W krytyce ostry, często bezwzględny i
nieubłagany, nigdy nie cofający się przed nazywaniem rzeczy po imieniu,
ale jednocześnie bezstronny (czego wymownie dowodzi artykuł z r. 1903
pt. Historia szlachetnego socjalisty (Józefa Piłsudskiego) i
wcześniejsza o lat dziesięć broszura pt. Nasz patriotyzm), jest Dmowski
w artykułach programowych politykiem trzeźwym, przewidującym, doskonale
się orientującym w rzeczywistości i w granicach możliwości życiowych,
zdającym sobie jasno sprawę z ustawicznej zmienności warunków życiowych
w ogóle, a politycznych w szczególności.
Na samo czoło tych artykułów
wybijają się będące pierwszym w literaturze europejskiej programem
nacjonalizmu Myśli nowoczesnego Polaka, drukowane w przeważnej części w
roczniku 1902 i wydane z uzupełnieniami osobno w r. 1903 (wyd. 2. w r.
1904, 3. w r. 1907, 4. w r. 1933). Ich myślą przewodnią, jak wskazuje
sam tytuł, jest postulat unowocześnienia polskiego charakteru narodowego
jako niezbędnego warunku potęgi nie odzyskanego jeszcze, ale już zdaniem
Dmowskiego, zbliżającego się szybkimi krokami niepodległego państwa,
jako owocu nie zbrojnego powstania narodu, tylko jego organizacji
politycznej oraz zmiany stosunków politycznych w Europie dzięki
nadciągającej burzy wojennej. Myśl ta pozostaje w najściślejszym związku
z poglądem, że się charakter narodu rozwija i zmienia. „Polska upadła
nie dlatego, że się jako naród zestarzała, ale dlatego, że się wykoleiła
w rozwoju”, mianowicie w pędzie ogółu szlacheckiego do wolności
osobistej. Do tej kardynalnej wady charakteru polskiego przybyły po
utracie niepodległości inne: zanik poczucia odpowiedzialności jednostki
wobec ogółu i bierność, 1), czyli propagowana przez różnych pozytywistów
i postępowców „abstynencja polityczna, to dobrowolne kalectwo, i to
największe bodaj, jakiemu zbiorowa dusza narodu może być poddana”, a
dalej - fałszywy, doktrynerski humanitaryzm, prowadzący do zaniku
instynktów narodowych, i „sentymentalny patriotyzm”, łamiący ręce nad
rozpiętą na krzyżu Polską, a wpojony w serca polskie przez wyrodniejący
z czasem romantyzm (zwłaszcza bierny mesjanizm). Walka z tymi i innymi
jeszcze wadami charakteru polskiego oraz walka z tymi szkodnikami,
którzy niszczą moralne i materialne siły narodu (z socjalistami,
ugodowcami i żydostwem) - oto obowiązek „nowoczesnego Polaka”.
Wiarę zaś
swoją w zmianę charakteru polskiego i, co za tym idzie, w trwałość
przyszłego niepodległego państwa polskiego oparł Dmowski nie tylko na
dobrej woli i patriotyzmie „warstw wyższych”, ale nade wszystko na
wzroście samodzielności i świadomości narodowej ludu, który, wolny od
wad dawnej szlachty, „traci stopniowo” swoją własną „przysłowiową
ociężałość”, „zadziwia częstokroć swą ruchliwością, przedsiębiorczością
i giętkością umysłową” i coraz większy bierze udział w życiu społecznym
i politycznym i w ogóle w organizacji narodu, bez której o niepodległym
państwie mowy być nie może: „Słowa Mickiewicza” (o polepszeniu dusz
indywidualnych) „wystarczyć nam dziś nie mogą: o ile polepszymy
organizację naszą i podniesiemy duszę narodu, polepszymy nasze prawa i
powiększymy granice”.
Ta myśl, wypowiedziana w artykule Anachronizm
polityczny („Przegląd Wszechpolski” 1904), przyświecała także Myślom
nowoczesnego Polaka oraz całej w ogóle pracy politycznej ich autora,
zwłaszcza od czasu, kiedy w lecie r. 1896 na zjeździe Rady Głównej Ligi
Narodowej wybrano go członkiem jej Komitetu Centralnego (oprócz
Dmowskiego zostali wybrani: Popławski, Balicki, Raczkowski i
Waligórski). Ten to Komitet rządził Ligą przez lat jedenaście i powołał
do życia szereg organizacji, które pracowały nad uświadomieniem
patriotycznym i politycznym społeczeństwa we wszystkich trzech zaborach
(Stronnictwo Demokratyczno - Narodowe, Towarzystwo Oświaty Narodowej,
Narodowy Związek Robotniczy).
Kiedy w lutym r. 1904 wybuchła wojna rosyjsko-japońska, Dmowski należał
do szeregu tych niewielu polityków, którzy byli pewni, że Rosja poniesie
klęskę i że wskutek niej nastąpi zwrot w rosyjskiej polityce
wewnętrznej. Dowiedziawszy się, że Polska Partia Socjalistyczna zamierza
wywołać powstanie w Królestwie (czy też, jak twierdzi Stanisław
Wojciechowski, utworzyć w Japonii legion polski), Dmowski w przekonaniu,
że urzeczywistnienie tych zamiarów nie tylko by nie przyniosło żadnego
pożytku sprawie narodowej, ale byłoby dla niej zgubne, postanowił - z
ramienia Ligi Narodowej - pojechać do Japonii, aby przekonać rząd
tamtejszy, że wszelkie próby w tym kierunku Polskę bardzo by drogo
kosztowały, a Japonii nic by nie przyniosły. Pozorując tę podróż
zamiarem zwiedzenia wystawy w St. Louis, wyruszył w końcu marca r. 1904
- przez Londyn, Atlantyk, Stany Zjednoczone, Chicago, Kanadę i północny
Ocean Spokojny - do Japonii. W Tokio stanął 15 V, to znaczy na niespełna
dwa miesiące przed przybyciem wysłańców PPS (Piłsudskiego i
Filipowicza). Ten pierwszy swój czyn polskiej polityki zewnętrznej
urzeczywistnił w całej pełni: korzystając z listów polecających, które
otrzymał był od jednego z członków dyplomacji japońskiej w Europie,
rozesłał najwybitniejszym osobistościom politycznym w Japonii swoje dwa
napisane po angielsku obszerne memoriały o partiach politycznych w Rosji
i o znaczeniu sprawy polskiej w polityce wszystkich trzech mocarstw
rozbiorowych; memoriały te skłoniły rząd japoński i naczelne dowództwo
armii do odmówienia aprobaty polityce, uplanowanej przez PPS.
Lecz nie jedyny to owoc podróży Dmowskiego do Japonii. Wyruszając w
drogę, nie przeczuwał, jak sam wyznaje, że „jedna wycieczka na Wschód
Daleki więcej” mu „powie, niż najwięksi myśliciele dzisiejszej Europy”.
Dopiero w Japonii, odnoszącej, dzięki niesłychanemu poświęceniu swych
obywateli, zwycięstwo po zwycięstwie, uświadomił sobie w całej pełni te
prawdę, że (jak pisze w artykule Ex oriente lux w „Przegl. Wszechp.”
1904) losy narodu „zawisły przede wszystkim od tych zasobów, które
spoczywają w głębi dusz jego członków i które tworzą zbiorową duszę
narodu”, to znaczy od sił nie materialnych, lecz moralnych, mianowicie
od poczucia związku moralnego jednostki z narodem, z całą jego
przeszłością, teraźniejszością i przyszłością i, co za tym idzie, od
poczucia odpowiedzialności jednostki za losy całego narodu, co więcej,
odpowiedzialności pokoleń żyjących za losy pokoleń przyszłych i od
całkowitego poświęcenia się jednostki i całych pokoleń dla dobra narodu.
I to właśnie głębokie, ostateczne uświadomienie sobie w Japonii tej
prawdy nazwał Dmowski przełomem w swoich pojęciach o człowieku i
narodzie.
Opuścił Japonię 22 VII i tą samą drogą, którą przyjechał, wrócił do
kraju. Po drodze napisał szereg artykułów o jeńcach polskich z armii
rosyjskiej, których odwiedzał podczas swego pobytu w Japonii; artykuły
te ukazały się w redagowanym przez Zygmunta Wasilewskiego „Słowie
Polskim”. Po powrocie do kraju zlikwidował niebawem „Przegląd
Wszechpolski”, opuścił Kraków i przyjechał do Warszawy, gdzie bawił od 3
III do 10 VIII 1905. Po krótkim pobycie w swoim ulubionym Kosowie
Huculskim (w lecznicy dra Tarnawskiego) wyjechał do Francji, po czym (25
IX) wrócił jeszcze do Krakowa; lecz po ogłoszeniu konstytucji w Rosji
osiadł (już pod własnym nazwiskiem) na stałe w Warszawie (dokąd przybył
29 X). Brał udział we wspaniałym pochodzie warszawskim, zorganizowanym
przez Ligę Narodową dn. 5 Xl 1905, a nazajutrz był obecny i przemawiał
na wiecu narodowo - demokratycznym (w Resursie Obywatelskiej). Wkrótce
potem wyjechał z deputacją do Petersburga. Po drodze deputacją
dowiedziała się, że rząd ogłosił w Królestwie stan wojenny, wobec czego,
po trzydniowych naradach w Petersburgu, postanowiła większością głosów
zaniechać zamiaru domagania się od premiera Wittego konstytuanty dla
Królestwa i wracać do Warszawy. Dmowski jednak, (który był i tym razem w
mniejszości), kiedy mu zaproponowano, żeby nieoficjalnie do Wittego
poszedł, zgodził się bez wahania. Na pytanie Wittego, jak sprawić, żeby
w Królestwie zapanował spokój, odpowiedział dosłownie: „oddać władzę w
ręce Polaków” i poddał ostrej krytyce rządy rosyjskie w Polsce. Po
odpowiedzi jednak Wittego (który się w swych pamiętnikach wyraził, że z
Polaków jeden jedyny Dmowski powiedział mu coś sensownego) doszedł do
wniosku, że jeszcze nie czas na polskie rządy, i wrócił do Warszawy.
Korzystając z chwilowego zniesienia stanu wojennego (3 XII), Liga
Narodowa zorganizowała w Warszawie (pierwszy od istnienia Polski) zjazd
włościan z Królestwa (17 XII w Filharmonii). Przewodniczył Dmowski.
Powzięte przez włościan uchwały, stwierdzające ich dążenia do
niepodległego państwa, były (podobnie jak ich walka o język polski w
gminie) w znacznej części owocem kilkuletniej pracy Dmowskiego nad
uświadamianiem ludu (niemałą rolę odegrały tu jego słynne artykuły w
„Polaku” pt. Gawędy sąsiedzkie).
Lecz, na ogół biorąc, pobyt w Warszawie był jedną z najcięższych chwil w
jego życiu; musiał stanąć na czele walki nie tylko z rządem rosyjskim,
ale z anarchią rewolucyjną i z tymi członkami własnego stronnictwa,
którzy się przed nią uginali. Dziennikiem Stronnictwa Demokratyczno
-Narodowego był „Goniec” pod redakcją Bolesława Koskowskiego. Kiedy
lewica rewolucyjna uchwaliła w Warszawie jednodniowy strajk prasy jako
protest przeciwko zarządzeniom władz rosyjskich, Koskowski postanowił
poddać się tej uchwale. Dmowski jako przedstawiciel wydawców pozwolić na
to nie chciał, wobec czego Koskowski ustąpił z redakcji, a objął ją
Ludwik Włodek (w połowie grudnia 1905). Kiedy władze rosyjskie zawiesiły
„Gońca” (dn. 1. I. 1906), zaczęła się ukazywać „Czytelnia dla
Wszystkich”, a po jej zamknięciu „Praca Polska”. W grudniu r. 1905 objął
Dmowski redakcję przejętej od Adama Krasińskiego „Gazety Polskiej” (po
zamordowaniu jej redaktora, Jana Gadomskiego, przez nieznanych sprawców)
i przystąpił do jej zreformowania (wprowadziwszy do redakcji oddanych
sobie przyjaciół: Popławskiego, Balickiego, Sadzewicza, Stanisława
Kozickiego, Wasiutyńskiego, Wł. Jabłonowskiego, M. Niklewicza). Ze
stanowiska redaktora ustąpił dopiero w lutym r. 1907.
Nierównie cięższa była walka z rewolucjonistami; prowadził ją Dmowski z
właściwą sobie energią, nie cofając się przed realizowaniem hasła:
„gwałt niech się gwałtem odciska”, to znaczy organizując bojówki
narodowe przeciwko bojówkom rewolucyjno - socjalistycznym, mordującym
nie tylko policjantów rosyjskich, ale i polskich robotników narodowych.
Kiedy (2 VIII 1906) działacz narodowo - robotniczy Walenty Baranowski
padł pod kulami dziewięciu socjalistów, nazajutrz nastąpił krwawy odwet
ze strony robotników narodowych.
Powoli ruch rewolucyjny w Królestwie słabnął; toteż po ogłoszeniu
konstytucji o Dumie prawie wszystkie mandaty poselskie (z wyjątkiem
dwóch Litwinów z guberni suwalskiej) zdobyli narodowi demokraci. Dmowski
nie kandydował, jako niedawno dopiero osiadły w Warszawie. Z
działalności Koła Polskiego w Dumie nie był zadowolony dlatego nade
wszystko, że nie miało odwagi przeciwstawić się jasno i wyraźnie
zamierzonej przez kadetów rosyjskich reformie agrarnej i wywłaszczeniu,
osiągając tylko wyłączenie Królestwa z ustawy o wywłaszczeniu wielkiej
własności. Do drugiej dopiero Dumy (pierwszą rozpędzono już 10 VII 1906)
został wybrany posłem z Warszawy (27 II 1907). Zaczęła się w jego życiu
politycznym nowa epoka.
Ig. Ch.
Wobec drugiej Dumy (5 III—16 VI), wybrany prezesem Koła Polskiego, miał
sytuację utrudnioną jako okrzyczany już reakcjonista, gdy w Izbie
socjaliści i inni skrajni radykali przelicytowywali nawet kadetów. Miał
teraz pod swą batutą także paru realistów i postępowców, więc tym
bardziej zdyscyplinował swój zastęp 34 posłów z Kongresówki, a i na
kolegów z Litwy i Rusi wywierał wpływ poważny. Koło zgłosiło projekt
autonomii Królestwa, jakkolwiek Dmowski w osiągnięcie tego celu nie
wierzył, i już prędzej spodziewał się wywalczyć niepodległość i to na
terenie międzynarodowym w razie wojny powszechnej i pogromu Prus.
Dyskredytowany przez wielu w kraju, ale słuchany z uwagą przez Rosjan,
starał się działać jak „minister spraw zagranicznych” nieistniejącego
państwa polskiego. Koło Polskie przez usta Henryka Konica, a w myśl
dyrektywy Dmowskiego, oświadczyło (29 IV), że mu zależy na sile obronnej
państwa przeciw sąsiedniemu mocarstwu, i głosowało za rekrutem. Rząd
Stołypina nie mógł ścierpieć tego, że głosy polskie stanowią języczek u
wagi między rosyjskimi partiami, i po rozwiązaniu Dumy odpłacił za to
pamiętne głosowanie zmniejszeniem reprezentacji Kongresówki do 11
mandatów; gnębił dalej Polaków stanem wojennym, zamknął Polską Macierz
Szkolną, główny teren pracy narodowych demokratów, przystąpił do
wyodrębnienia Chełmszczyzny celem forsownego jej ruszczenia (rzekomo na
wypadek zaprowadzenia instytucji samorządowych w Królestwie).
Społeczeństwo oczekiwało od Dmowskiego gorących protestów, wielkich
gestów; on, wybrany powtórnie (29 X), tłumaczył wyborcom, że odtąd
będzie nie tyle posłem, co delegatem narodu polskiego; rządowi okazywał
chłodną pogardę jako „azjatyckiemu” (tak go określił publicznie jeszcze
w drugiej Dumie 30 V). W rzeczywistości zakładał wtedy dźwignię sprawy
polskiej w Europie zachodniej i w Słowiańszczyźnie. W obliczu nowych
perspektyw wojennych (kryzys z powodu aneksji Bośni) ogłasza traktat
Niemcy, Rosja i kwestia polska, gdzie poucza czytelnika, także i
cudzoziemskiego (bo dzieło przetłumaczono na języki: rosyjski, francuski
i fiński), że interes Polski każe jej stanąć w przyszłej wojnie po
stronie Rosji przeciw Niemcom. Książka zrobiła wrażenie. Zaczęto
rozumieć w Europie, że Polska jest czynnikiem międzynarodowym; tym zaś
Rosjanom, którzy tego nie chcieli uznać, rzucił Dmowski na stół atut
słowiański. Niedawno przedtem narodowa demokracja z jego aprobatą
udaremniła projekty wystawy słowiańskiej oraz zjazdu historyków i
filologów słowiańskich, nie dopuściła (1906) sokołów polskich do udziału
w zlocie wszechsłowiańskim w Pradze: obawiano się bowiem roztapiania w
Słowiańszczyźnie polskiej samowiedzy narodowej. Teraz Dmowski pierwszy
zachęcił wodza młodoczechów, dra K. Kramarza, by z kilkunastu innymi
działaczami przyjechał do Petersburga omawiać program „neosłowiański”.
„Sprawa słowiańska jest naszą bez warunków i bez zastrzeżeń”, oświadczył
Dmowski delegatom i Rosjanom. Zdumienie ogarnęło nawet wielu narodowych
demokratów, a wzmogło się ono, gdy Dmowski na zjeździe praskim 12 - 18
VII głosował za mdłą rezolucją, proponowaną przez Rosjan, mówiącą tylko
o pojednaniu, o równouprawnieniu i swobodnym rozwoju kulturalnych i
narodowych odrębności. Wtajemniczonym, tj. członkom Ligi, wyjaśniał
Dmowski, że neoslawizm zbliża „nas do odegrania należnej roli na arenie
międzynarodowej”. „Przeniesienie dyskusji nad kwestią polsko - rosyjską
na grunt słowiański zmusza Rosjan do traktowania z nami jako z równym
sobie narodem i jako z narodem całym bez względu na podziały państwowe,
z drugiej zaś strony ludy słowiańskie, których opinię antypolska
polityka Rosji do niedawna wyzyskiwała na swoją korzyść, stawia w obozie
naszych moralnych sojuszników”. Nic też dziwnego, że podrażniła ta gra
Stołypina: przyspieszył on sprawę chełmską (projekt wniesiony do Dumy w
połowie r. 1909), gdy jednocześnie „neosłowianin” hr. Bobrinski
zapuszczał macki w Galicji Wschodniej. Na drugi zjazd neosłowiański w
Petersburgu (1909) towarzyszyli Dmowskiemu już tylko dwaj realiści, L.
Straszewicz i hr. Olizar. Delegaci złożyli oświadczenie, że
„proklamowana na zjeździe praskim idea słowiańska nie uległa dalszemu
rozwojowi, ale przekręcone postanowienia zjazdu posłużyły za poparcie
działań, skierowanych na szkodę sprawy słowiańskiej”. Na trzeci zjazd w
Sofii już Dmowski nie pojechał (1910).
W kraju stronnictwo dalej darzyło zaufaniem swego wodza, ale wśród
działaczy warszawskich od r. 1905 szerzył się ferment. Przodował w nim
Wł. Studnicki, sekundował w krytyce J. Kucharzewski. Z Zurychu ogłosił
Z. Miłkowski (1908) list otwarty z protestem przeciw zasilaniu
narodowych demokratów przez Skarb Narodowy w Rapperswylu. Już w styczniu
r. 1908 trzej młodzi narodowi demokraci z Galicji, St. Stroński, E.
Dubanowicz i B. Bator, atakowali na zjeździe Ligi w Warszawie pomysły
neosłowiańskie Dmowskiego oraz kompromisowe obroty St. Grabskiego w
Galicji wobec tzw. polskich demokratów, po czym wystąpili z organizacji;
od początku r. 1909 Stroński i koledzy utworzyli samodzielną grupę
„Rzeczypospolitej”, bo tak się nazywał ich organ, zwalczający zresztą
głównie namiestnika Bobrzyńskiego i Rusinów. W Warszawie oderwała się od
stronnictwa „fronda” (Z. Makowiecki, Al. Zawadzki, T. Grużewski), która
w dawnym organie narodowo - demokratycznym, „Gońcu Porannym”, atakowała
Dmowskiego za neoslawizm i „ugodowość” (1909). „Pan Roman” bronił się w
„Gazecie Polskiej” i w redagowanym przez Z. Balickiego „Przeglądzie
Narodowym”. Kiedy wyjechał na dłuższy wypoczynek do Hiszpanii (Malaga,
pocz. 1909), ataki przybrały na sile. Dmowski złożył mandat (8 II), aby
lepiej pilnować Warszawy, i tam w Komitecie Centralnym Ligi stoczył
pierwszy bój o orientację. On i Balicki reprezentowali tam kierunek
antyniemiecki, St. Bukowiecki i St. Grabski - austrofilski; nie mogąc
dojść do żadnego rozwiązania, wszyscy członkowie K. C. złożyli swe
mandaty w ręce J. Hłaski (z Wilna) i M. Seydy (z Poznania), którzy
rekonstrukcję K. C. powierzyli Dmowskiemu i Balickiemu. Już wtedy
Dmowski oświadczał się za likwidacją strajku szkolnego, gdyż widział w
nim szkodliwe jątrzenie stosunku do Rosji; 15 VII 1910 demonstracyjnie
wystąpił z Paderewskim na obchodzie grunwaldzkim w Krakowie, a w rok
potem, nie oglądając się na Ligę, odwołał strajk szkolny jako ruch
bezcelowy i nawet szkodliwy, bo rozdwajający młodzież z ujmą dla jej
warstw uboższych. Wówczas po burzliwych obradach na zjeździe Ligi w
Warszawie 29 VI 1911 wystąpili z niej ostatecznie Bukowiecki, Gustaw
Simon, Antoni Ponikowski i inni działacze (tzw. secesja), którzy podczas
wojny okażą skłonności austrofilskie, „aktywistyczne”; ci założyli
„Tygodnik Polski” i jakiś czas współdziałali z „Rzeczpospolitą”.
Odejście kilkudziesięciu współpracowników byłoby zresztą dla Dmowskiego
niczym w porównaniu z utratą wpływu na szereg roczników młodszego
pokolenia, które, wychowane częściowo w szkole polskiej, wkraczało
właśnie około r. 1912 na widownię.
Przed wyborami do Dumy 15 X 1912 secesja utworzyła w stolicy blok z
realistów, postępowców i ludzi różnych przekonań, aby przeprowadzić
obiór na posła Jana Kucharzewskiego, który potępiał taktykę Dmowskiego
wobec Rosji. Ponieważ w tych dniach przytaczano oświadczenie Żydów: „w
żadnym razie nie Dmowski” - ten odpowiedział: „właśnie Dmowski”, lecz
przepadł we własnym okręgu jako elektor. Dmowski otrzymał głosów mniej
niż Kucharzewski, ale posłem został socjalista Jagiełło, mocno poparty
przez żydów. Dmowski chwycił ten moment, aby unaocznić Polakom ich
upośledzenie gospodarcze, zagrzać ich do bojkotu handlu i rzemiosła
żydowskiego, a pośrednio zarazem odgrodzić ich od „powstańczych”
sugestii publicystyki lewicowej. Służyła tym celom popularna „Gazeta
Poranna dwa grosze” pod redakcją Antoniego Sadzewicza.
Wielu mniemało, że Dmowski dla bojkotu zapomina o dalekich celach Ligi;
on jednak przy wyjazdach za granicę pilnie szukał kontaktu z
publicystyką Zachodu; m.in. przez Paderewskiego wszedł w stosunki z
lordem Northcliffem, innymi drogami - z pisarzami francuskimi. Zachęcał
konserwatystów galicyjskich, by użyli do takiej propagandy swoich
stosunków, a gdy mu odmówiono, ogłosił mocną rozprawę polemiczną pt.
Upadek myśli konserwatywnej w Polsce (1914), gdzie wykazywał bezideowość
i uległość wobec obcych wpływów młodszego pokolenia „stańczyków”.
Jednocześnie zaś, śledząc dojrzewający kryzys wojenny, na zjazdach Ligi
w Krakowie i Lwowie i na trójzaborowej konferencji w Pieniakach u T.
Cieńskiego (1912), potem na zjazdach ligowych w Berlinie (1913) i
Wiedniu (kwiecień 1914) wykładał, czym byłoby dla Polski zwycięstwo
państw germańskich i jaką wartość miałoby zjednoczenie zaborów.
Kontrakcja ta osłabiła rozmach tzw. Komisji Tymczasowej skonfederowanych
Stronnictw Niepodległościowych, tudzież popieraną przez sztab austriacki
agitację strzelców.
Bliski wybuch wojny przepowiadał Dmowski Francuzom w Paryżu w maju r.
1914; mobilizacja zastała go w Niemczech, którędy wracał ze Szwajcarii ł
Francji. Zrazu zaniepokoił się mocno, że moment ten przyszedł
przedwcześnie, bo Polacy, niedokształceni w polityce, mogliby go
zmarnować. Przytrzymany pod Frankfurtem nad Odrą, odstawiony do
Szczecina, wnet jednak niebacznie wypuszczony do Szwecji, przybył 12
VIII 1914 przez Finlandię do Petersburga, gdzie mu zaraz pokazano
projekt manifestu w. ks. Mikołaja do Polaków. Jakkolwiek projekt mówił
tylko o autonomii, a tekst ostateczny nawet o samorządzie, Dmowski nie
odrzucił go w niepłonnej nadziei, że obiecane zjednoczenie Polski stanie
się podstawą późniejszej niepodległości. Zaraz też w rosyjskim urzędzie
spraw zagranicznych przyłożył ręki do wyznaczania przyszłej zachodniej
granicy Polski, która według planu Dmowskiego miałaby ogarniać Prusy
Zachodnie i Wschodnie, Poznańskie, Śląsk Górny i nawet części Śląska
średniego. Stanąwszy w Warszawie, do spółki z Balickim i innymi
wystosował pierwszą odpowiedź na manifest; aby tym łatwiej dojść do
porozumienia ze stronnictwem polityki realnej, przystał na przewodnictwo
Z. Wielopolskiego w utworzonym 25 XI Komitecie Narodowym Polskim.
Rychło na tej drodze spiętrzyły się trudności. Rząd carski rusyfikował
zdobytą Galicję wschodnią, Rosja odrzucała pomysły Dmowskiego i
Balickiego co do tworzenia osobnej polskiej siły zbrojnej przeciw
Niemcom, biurokracja okazywała chęć wykręcenia się od zobowiązań
wielkoksiążęcych, z Krakowa szła propaganda N. K. N. pod hasłem
niepodległości a w oparciu o Austrię. Dmowski, cały pochłonięty ideą
zjednoczenia, obawiał się przedwczesnego i jednostronnego precyzowania
„samorządu”, więc słysząc o rosyjskich przygotowaniach w tym kierunku,
poprzestał na delikatnym zaznaczeniu za pośrednictwem Wielopolskiego, że
Polacy patrzą na tę rzecz inaczej. W końcu maja udał się do Petersburga,
by nie wpaść po raz drugi w ręce Niemców. Wziął udział w przykrych i
jałowych dyskusjach rosyjsko - polskiej „narady” dwunastu (czerwiec,
lipiec r. 1915). Nie podnosił głosu ani nie spierał się o mniejsze
ustępstwa, byle doprowadzić do pogromu Niemiec i wydarcia im ziem
zachodnich.
W tych samych chwilach, gdy Warszawa upajała się zacieraniem śladów
rosyjskiego panowania, a wysunięci na jej powierzchnię aktywiści po
części dawni towarzysze Dmowskiego z Ligi, szli na koncepcję
państwowości pod egidą Wiednia i Berlina, Dmowski utwierdził się w
przekonaniu, że już nie pora targować się o autonomię, bo Rosja o
własnych siłach nad Wisłę nie wróci i nie ona, lecz demokracje zachodnie
rozstrzygną wojnę na dobro Polski niepodległej. Wzywali go do Szwajcarii
M. Seyda, realista (dawny wróg) Erazm Piltz i inni przeciwnicy Niemiec.
Zostawił więc przyjaciołom pertraktacje z Rosjanami oraz redakcję
czasopisma „Sprawa Polska” w Petersburgu, a sam w towarzystwie
Konstantego Platera za paszportem, wydanym przez władze wojskowe bez
wiedzy rosyjskich ministrów, puścił się w objazd głównych stolic
europejskich: Londynu, Paryża i Rzymu. W Watykanie zastał silne wpływy
niemieckie (rozmowa z kard. Gasparrim), Paryż wciąż jeszcze jak
najoględniej liczył się z zamiarami sojuszników Rosjan. Wybrał więc
Dmowski Londyn jako ten punkt, skąd sprawę polską ruszyć będzie można
najswobodniej.
Plan działania omówił z Seydą i kolegami, pracującymi dokoła Centralnej
Ajencji Polskiej w Lozannie, na tajnych naradach w Solurze i Caux (28 -
31 XII 1915), następnie w Lozannie (luty 1916). Przejazdem w Paryżu 18 I
złożył ambasadorowi rosyjskiemu Izwolskiemu memoriał wykazujący, że dla
dobra własnego i dla wspólnej sprawy koalicyjnej Rosja powinna ogłosić
niepodległość Polski; po czym ruszył zdobywać Anglię dla swej polityki.
Ciężka to była praca, bo Anglicy spraw polskich nie doceniali, czynniki
lewicowe, zgrupowane przy Lloyd George’u, Dmowskiemu nie ufały, a właśni
rodacy tzw. aktywistycznego kierunku usiłowali go dyskredytować. W
niezliczonych dyskusjach, jakie przeprowadził z brytyjskimi politykami,
uczonymi, dziennikarzami, dowodził z żelazną logiką i płomiennym
entuzjazmem, że odbudowanie wielkiej Polski będzie aktem sprawiedliwości
i dobrodziejstwem dla świata. Wysłuchawszy jego wykładów, profesorowie w
Cambridge ofiarowali mu w sierpniu r. 1916 honorowy doktorat filozofii.
W Szwajcarii tymczasem, nawet w otoczeniu zaprzyjaźnionego z Dmowskim
Sienkiewicza, ścierały się jego wpływy z propagandą aktywistów
krakowskich i warszawskich, Jan Kucharzewski działał „w imię jedności”,
ale skłaniał się coraz wyraźniej na stronę państw centralnych, a Szymon
Askenazy cenzurował surowo (w „Uwagach”) grzechy i błędy polityczne
Dmowskiego. Główny wróg zresztą groził spoza rosyjskiego frontu, gdzie
czynniki germanofilskie z ministrem Stuermerem i Rasputinem na czele
dążyły do osobnej pacyfikacji rosyjsko - niemieckiej, równoznacznej z
nowym rozbiorem Polski. Zdaniem Dmowskiego, na zastraszenie tych
czynników, a zarazem wydobycie z Polski rekruta, obliczona była
proklamacja dwóch cesarzy 5 XI 1916 o utworzeniu z ziem zaboru
rosyjskiego „samodzielnego” królestwa. Dmowski przenikał daleko
sięgające apetyty aneksjonistów niemieckich, więc natychmiast zjawił się
w Lozannie, aby przeciwstawić temu deklarację polityków prokoalicyjnych,
odrzucającą tamten dar i obstającą przy zjednoczeniu wszystkich ziem
polskich. Po paru miesiącach mógł już odetchnąć swobodniej. Większość
społeczeństwa wytrwała przy nim, a demokracja amerykańska ręką Wilsona,
głównie pod wpływem Ignacego Paderewskiego, umieściła w swym programie
główny cel Dmowskiego, Polskę zjednoczoną i niepodległą z dostępem do
morza. Na zjeździe lozańskim 26 I do 2 II 1917 na podstawie referatu
Dmowskiego sformułowano ścisłe wytyczne dla kół prokoalicyjnych pod
dwiema okupacjami i przygotowano utworzenie reprezentacji narodowej na
Zachodzie, złożonej z mężów zaufania wszystkich zaborów. Ostatecznie
rozwiązał ręce Dmowskiemu wybuch rewolucji rosyjskiej. Dn. 25 III,
wyzyskując ten wstrząs, ustnie i piśmiennie doradzał on Balfourowi, by
Anglia skłoniła nowy rząd rosyjski (Milukowa) do wydania razem z całą
Ententą deklaracji o odbudowaniu Polski zjednoczonej i niepodległej.
Zabiegi te skutku nie odniosły. Deklaracja rosyjskiego Rządu
Tymczasowego wyszła 30 III staraniem A. Lednickiego i P. Milukowa bez
wyraźnej sugestii Anglii.
O ów zbiorowy akt koalicji Dmowski zabiegał przez kilkanaście następnych
miesięcy. W czerwcu zjechał do Paryża na ważne narady w sprawie armii
polskiej; w związku z tym chciał powołać komitet, który by, czerpiąc
powagę z antyniemieckich kół krajowych, reprezentował Polskę na
Zachodzie i rozporządzał przyszłą armią. Na nowym zjeździe w Lozannie (9
- 15 VIII) ustanowiono Komitet Narodowy Polski z siedzibą w Paryżu;
Dmowski, wybrany jednomyślnie prezesem, przeniósł się nad Sekwanę,
pozostawiając na swym miejscu w Londynie Władysława Sobańskiego.
Bezpośrednio przed tym wręczył jadącemu do Ameryki Balfourowi podstawowy
memoriał pt. Problems of Central and Eastern Europe, którego paręset
egzemplarzy, drukowanych jako manuskrypt, rozesłał też innym politykom
anglosaskim. Oprócz stworzenia Polski mocarstwowej uzasadniał tam autor
konieczność rozbicia Austro - Węgier jako terenu ekspansji niemieckiej w
kierunku Bosforu i Bagdadu.
Doznając przeszkód ze strony Lloyd George’a (o którego zawisłości od
Żydów raz niedyskretnie wspomniał), wyzbywał się Dmowski dawnej
predylekcji do Anglii; mógł wprawdzie sobie ułatwić robotę, wstępując do
masonerii (do czego go kuszono raz we Francji, dwukrotnie w Anglii i raz
później, z ofertą wielkich sukcesów osobistych w Ameryce); ale uważał,
że mu nie wolno uzależniać się od żadnych obcych czynników. Działał więc
głównie na gabinet francuski, a tędy dopiero na Londyn, Rzym i
Waszyngton. W grudniu r. 1917 jego próba wyjednania wiadomej deklaracji
rozbiła się o opór Lloyd George’a; odmówił wtedy ułożenia projektu
pomniejszającego polskie aspiracje. Choć wszędzie szachowany przez tzw.
czynniki demokratyczne, zdołał udaremnić w Londynie akcję Aleksandra
Lednickiego, który chciał sprawę polską prowadzić przez urzędników,
związanych z rosyjskimi poselstwami, aby następnie całą tę dyplomację
oddać pod rozkazy kreowanej przez Niemców w Warszawie Rady Regencyjnej.
Dmowski oczywiście owej Rady nad sobą nie uznał, ale jednocześnie, mimo
krytycznej sytuacji finansowej Komitetu, przeciwny był zaciąganiu
pożyczki u aliantów, póki ci nie przyjmą polskiego programu. Do
przyśpieszenia enuncjacji programowej nie dał się nakłonić, aby nie
wiązać sobie rąk ani nie szkodzić układom o granice wschodnie, jakie ze
zwycięskimi wtedy Niemcami prowadzić mieli politycy warszawscy.
Pierwszy raz wyłożył swe poglądy 7 I 1918 w na pół naukowym komitecie
Leona Bourgeois. W lutym r. 1918 wręczył ministrom francuskim opracowaną
przez siebie mapę rewindykacji polskich; około tegoż czasu zawarto
ściślejszą konwencję wojskową z Francją i ułożono się o pożyczkę na
rachunek przyszłego państwa polskiego. Dmowski objechał obozy tworzącego
się wojska w Aleçon, Maners, Le Mans i generalny w Sille Le Guillaume.
Dn. 3 VI doczekał się pamiętnej deklaracji wersalskiej, a 22 VI na
polach Sault w Szampanii wręczył czterem pułkom błękitnych żołnierzy
polskich sztandary, ufundowane przez miasta: Paryż, Nancy, Belfort i
Verdun. Zacieśnił współdziałanie z Czechami i ułożył deklarację
antyaustriacką, z którą na kongres mniejszości narodowych Austro -
Węgier w Rzymie udała się delegacja Komitetu pod przewodnictwem Mariana
Seydy. Tak szczerze pragnął zupełnego wyzwolenia Czech i południowych
Słowian, że wymawiał aliantom, iż czynią dla nich za mało. Pomagał i
Rumunom do narodowego zjednoczenia kosztem Węgier; opracowywał z
kolegami w Komitecie kwestię litewską, którą pierwotnie myślał załatwić
w formie autonomii Kowieńszczyzny pod zwierzchnictwem Polski.
Już po przełomie na froncie zachodnim doszło go zaproszenie do Ameryki
od Paderewskiego i od organizacji polskich prokoalicyjnych, które
prowadziły walkę z tzw. Komitetem Obrony Narodowej o orientacji
„centralnej”. Wyjechał w początkach sierpnia, konferował z leaderem
Żydów amerykańskich Louisem Marshallem, lecz ani jemu ani Paderewskiemu
nie dał się skłonić do potępienia bojkotu, ani do uzupełnienia Komitetu
Narodowego Polakiem wyznania mojżeszowego. Wystąpił razem z Paderewskim
na sejmie wychodźstwa w Detroit, był parę razy u Wilsona, któremu
wręczył 8 X memoriał programowy z przewidzianą autonomią dla Litwy
etnograficznej.

Roman Dmowski i Ignacy Paderewski w Paryżu 1918 r.
Gdy stanął z powrotem w Paryżu 19 XI, było już po zawieszeniu broni i po
objęciu władzy w Warszawie przez Piłsudskiego z J. Moraczewskim jako
premierem. Naczelnik Państwa zapraszał go listownie do porozumienia
ponad partiami, co jednak w ówczesnych warunkach mogło chyba nastąpić za
cenę przyjęcia programu federacyjnego na wschodzie, tudzież poddania
całej Polski pod rządy skupiających się koło Belwederu radykałów.
Dmowski rządu nie łaknął ani się nie sprzeciwiał porozumieniu z lewicą,
które Komitet w jego nieobecności, pod wpływem głównie Stanisława
Grabskiego, uznał był za pożądane. Zamiast odpisywać na ów list
Piłsudskiego, zgodził się (po pertraktacjach) przyjąć do Komitetu 10
ludzi zaufania Naczelnika Państwa. Ale nie myślał Dmowski wypuszczać z
rąk polskiej polityki zagranicznej: wszak do jej prowadzenia miał mandat
od organizacji, reprezentujących przeważną część społeczeństwa. Również
armii błękitnej nie chciał wysyłać do kraju inaczej, jak przez Gdańsk,
dla faktycznego opanowania nie wyzwolonego jeszcze Pomorza; wobec
życzliwego stanowiska Francji spodziewał się i chciał to uczynić zaraz,
błagającym zaś o odsiecz aliancką wysłańcom Lwowa odpowiadał, że Polacy
muszą sami uporać się z Ukraińcami, jeżeli nie chcą, by im koalicja
zakwestionowała Galicję wschodnią.
Interwencja Paderewskiego tudzież zwycięstwo wyborcze przeciwników
lewicy umożliwiły kompromis. Dmowski pozostał pierwszym delegatem na
konferencję, a Komitet kooptował ludzi zaufania Piłsudskiego (którzy
mieli pracować nad jego likwidacją). Dn. 29 I prezes, wezwany nagle
przez Jerzego Clemenceau na posiedzenie Rady Dziesięciu, rozwinął w
improwizowanym świetnym 5-godzinnym exposé całość polskich rewindykacji
(sam je przekładał zaraz na angielski, bo nie ufał obcym tłumaczom). Dn.
23 II szczegółowo uzasadnił przed Komitetem Narodowym Polskim swoją
koncepcję granic; dn. 28 II podał notę o granicy zachodniej, a 3 III o
wschodniej; w przeddzień miał bardzo ostre starcie z Kazimierzem
Dłuskim, mężem zaufania Piłsudskiego a zastępcą Paderewskiego, o sprawę
Galicji wschodniej, której wysłańcy Naczelnika Państwa nie decydowali
się wcielić w całości do Polski, dążąc do federacji z Ukrainą.
Pod koniec marca główny bój z Niemcami zdawał się wygrany, alianci
uznali słuszność rewindykacji Gdańska i Górnego Śląska, można było mówić
o pozyskaniu części Prus Wschodnich. Odtąd jednak Lloyd George,
wzmocniwszy swe stanowisko w Anglii, prowadzi kontrofensywę korzystną
dla Niemiec, odsuwa od Rady fachowców, ministrów spraw zagranicznych,
cofa decyzję o Gdańsku, wymusza przeprowadzenie na Śląsku plebiscytu,
nie dopuszczając nawet Dmowskiego do bezpośredniej z sobą dyskusji. Z
Czechami pękła zgoda po ich zdradzieckim napadzie na Cieszyn, a nie
naprawiło jej zawieszenie broni, narzucone Dmowskiemu 3 II przez
Clemenceau. Z wiosną zjechał do Paryża i objął pierwsze skrzypce, jako
premier, Paderewski, który z Lloyd Georgem, Wilsonem i radykałami umiał
mówić gładziej, ale w stosunku do wschodu podzielał federacyjne
koncepcje Piłsudskiego. Dmowskie zeszedł chwilowo na drugi plan; bez
silnego przekonania musiał wtedy przesiadywać w komisji do spraw Ligi
Narodów, gdzie odczuwał swoją słabą kompetencję jako nie - prawnik. Dn.
28 VI w zwierciadlanej sali Wersalu Paderewski i Dmowski kładli podpisy
pod traktatem wersalskim, przywracającym Polskę na mapie Europy. Chwila
była nad wyraz podniosła i przejmująca, ale mąciła ją konieczność
podpisania tegoż dnia traktatu o mniejszościach. Najbliższe zaś tygodnie
przyniosły ciężką walkę z Lloyd Georgem o Galicję wschodnią. Trzeba było
całej tężyzny ducha Dmowskiego, aby wytrzymać groźby angielskich
delegatów i odrzucić niebezpieczne żądanie rozejmu z Ukraińcami. Dn. 10
IX Dmowski podpisał traktat koalicji z Austrią w Saint Germain (bez
decyzji o Galicji wschodniej), w tychże dniach umowę z Czechami o
plebiscycie w Cieszyńskim. Dalsze decyzje Rady Najwyższej: o przyznaniu
Polsce Galicji wschodniej na lat 25, 21 XI, oraz prowizorycznej granicy
z Rosją (linia Curzona, 2 XII) napawały Dmowskiego troską: przewidywał
zbrojną reakcję ocalonych przez idealistę Wilsona i Lloyd George’a
Niemiec, mógł się jednak pocieszać świadomością, że rozpocząwszy swą
akcję jako dyplomata bez państwa - mimo przeszkód, jakich doznawał przez
kilka lat od własnych rodaków, dokonał rzeczy nadzwyczajnych.
Borykanie się z Lloyd Georgem i jego poplecznikami nadwątliło organizm
Dmowskiego. Przeszedłszy w Paryżu zapalenie płuc, szukał pokrzepienia w
Algierze. W połowie maja r. 1920 ujrzał ojczyznę wolną, ale zakłóconą
walkami stronnictw o konstytucję i reformę rolną, a uwikłaną w wyprawę
kijowską. Dmowski wraz z całym swym obozem (tzw. wówczas Związkiem
Ludowo - Narodowym), któremu przewodniczyli w sejmie Stanisław Głąbiński
i Stanisław Grabski, był tej wyprawie przeciwny; pierwszy też krok po
powrocie skierował do Belwederu. Trzy dni minęły, nim uzyskał
posłuchanie u Naczelnika Państwa; usłyszał tam (24 V) wymówkę, czemu nie
żądał w Paryżu utworzenia obok Polski państwa ukraińskiego; wyniósł z
dłuższej rozprawy przekonanie, że Piłsudski z nim o polityce traktować
nie chce. W krytycznym lipcu r. 1920, kiedy bolszewicy wkraczali do
Kongresówki, Dmowski jako członek Rady Obrony Państwa, wymawiał
Piłsudskiemu likwidację armii Hallera i inne stawiał zarzuty, ale pod
naciskiem kolegów zgodził się go prosić, by cofnął wniesioną już
rezygnację z naczelnego dowództwa. Po zwycięstwie pod Warszawą linię
graniczną Dmowskiego na wschodzie realizowali z pewnymi uszczupleniami
J. Dąbski i Stanisław Grabski. Był wtedy Dmowski (nominalnie od stycznia
r. 1919) posłem stołecznym na sejm ustawodawczy, ale uważał, że w izbie
pełnej sprzecznych prądów nawet myśleć porządnie nie można, więc też na
jedno tylko przyszedł głosowanie; na układanie konstytucji nie wywarł
wpływu, a później do drugiego sejmu już nie zgodził się kandydować,
tylko z boku udzielał rad narodowcom. Ganiono go w okresie plebiscytu
śląskiego, że dopuścił do głosowania wychodźców ze Śląska, na czym
zyskali Niemcy. Plebiscyt na Mazurach przyniósł porażkę, połowa Śląska
Cieszyńskiego ze Spiszem i Orawą przepadły dla Polski wśród katastrofy
pokijowskiej. Za to w sprawie litewskiej głoszona przez Dmowskiego idea
wcielenia Wileńszczyzny zatriumfowała nad federalizmem tzw. kół
belwederskich. W drugim gabinecie Wincentego Witosa zbyt krótko
piastował Dmowski tekę ministra spraw zagranicznych (28 X - 15 XII
1923), by mógł rozwiązać problem gdański, który postawił był w radzie
Ligi Narodów poprzednik jego, Marian Seyda. Zresztą i w kraju i za
granicą czynniki radykalne podkopywały pracę ówczesnego rządu większości
polskiej; po zaburzeniach krakowskich 6 XI, wśród nieopanowanej
inflacji, wobec rozłamu w klubie ludowców, gabinet Witosa podał się do
dymisji.
Dmowski od r. 1923 spędzał lato przeważnie w Chludowie o kilka mil na
północ od Poznania, wśród wdzięcznych mu Wielkopolan w pałacyku z
parkiem, który sobie kupił po Niemcu emigrancie. Przyjmował tu
przyjaciół, dużo czytał, zwłaszcza o masonerii i o kulturach Wschodu,
pracował fizycznie w ogrodzie, pisywał do gazet. Za rządów Władysława
Sikorskiego otrzymał wielką wstęgę odrodzenia Polski, od Uniwersytetu
Poznańskiego mile przyjął doktorat honorowy filozofii (11 VI 1923),
podobnie jak później (6 XII 1927) od m. Poznania nagrodę literacką. O
innych odznaczeniach, hołdach, nagrodach od społeczeństwa nie chciał
słyszeć: jeszcze gdy bawił w Algierze (grudzień r. 1919), sprzeciwił się
utworzeniu Fundacji im. Romana Dmowskiego ze składek publicznych, z
której on pierwszy miałby korzystać jako dozgonny laureat; zamiast
takiej prywatnej siedziby proponował założyć internat wychowawczy i
podejmował się bezpłatnie nad nim czuwać. Na zaczepki prasowe nie
reagował, ale przeciw atakom na cały obóz i program narodowy (m.in. ze
strony Michała Bobrzyńskiego, „Wskrzeszenie Państwa Polskiego” t. I
1920, t. II 1925) wystąpił w szranki, ogłaszając w „Gazecie
Warszawskiej” i „Kurierze Poznańskim”, a następnie w książkowym wydaniu,
dzieło Polityka polska i odbudowanie państwa. Z niezrównaną siłą i
jasnością wykazywał tu ciągłość swej polityki od pierwocin do traktatu
wersalskiego, uzasadniał jej celowość, odsłaniał błędy przeciwników,
przez co i na przyszłość gruntował w swym obozie ogólną linię
postępowania.
Im dłużej przeciągała się walka narodowców z lewicą i kołami
belwederskimi, tym krytyczniej myślał Dmowski o istniejącym w Polsce
porządku parlamentarnym. Widział w całym świecie przewrót w ideach i
urządzeniach na tle bezpowrotnego zubożenia Europy, starał się wykryć
grę masonerii i żydostwa, więc szukał myślą zdrowego ustroju na
przyszłość dla Polski. Myśli swe wszczepiał przyjaciołom na zjazdach i
konferencjach. Zaledwo jednak udało się, odtworzyć w sejmie polską
programową większość parlamentarną, nastąpił zamach majowy. Dmowski
przeczuwał niebezpieczeństwo (dowodem pamiętny artykuł w „Gazecie
Warszawskiej” pt. Piasek w maszynie), ale jego stronnictwo, ufając
czujności ministra Stanisława Grabskiego, nie przewidziało bliskości
zamachu. Dmowski dowiedział się o nim w Paryżu, którędy jechał z Włoch
do Anglii. Zaraz wrócił do kraju, a pierwszym słowem, które w „Gazecie
Warszawskiej” rzucił roznamiętnionym politykom, było hasło: „Trzeba
myśleć o Polsce”.
Wnet zgłosiła się do Chludowa delegacja młodych narodowców, ofiarowując
Dmowskiemu swą pracę. Szło o nowe metody walki, bardziej prostolinijnej,
niż parlamentarna taktyka ówczesnego stronnictwa, a zarazem o nową
organizację. Młodzi i starsi zakrzątnęli się tak szybko, że już 4 XII
1926 mógł Dmowski inaugurować na zjeździe w Poznaniu nowy twór
polityczny, zwany Obozem Wielkiej Polski. Zostawiając parlamentarzystom
i stronnictwu prowadzenie polityki bieżącej, miał Obóz dążyć do
przekształcenia psychiki narodu, jego pojęć i charakteru w duchu
życiowych powojennych konieczności Polski jako mocarstwa; jego struktura
miała się oprzeć na autorytecie moralno - intelektualnym kierowników i
na karności członków. Wypracowaniem wytycznych zajmował się w radzie
Obozu sam Dmowski. Wydał on kolejno starannie obmyślane broszury,
zarówno własne (Zagadnienie rządu, Kościół, naród i państwo), jak i
innych autorów (Praworządność, Polityka finansowa, Polityka gospodarcza
i Polityka zagraniczna); ale przed ogłoszeniem następnej rozprawy, o
wojsku, publikacja została przerwana. Dmowski z początkiem r. 1927
objechał główne miasta Polski, przemawiając na zgromadzeniach do
wyznawców idei narodowej. Głównie apelował do młodych i sam się
deklarował młodym, zawsze gotowym do zerwania z dawnym demokratyzmem i
liberalizmem stronnictwa. Walka o ideologię O. W. P. była ciężka:
przeciwnicy, zorganizowani w Bezpartyjny Blok Współpracy z Rządem,
przeciwstawili mu środki administracyjne i pieniężne, jakich narodowcy
nie mieli i nie zwykli byli używać. W r. 1928 Dmowski przekształcił
Związek Ludowo-Narodowy w Stronnictwo Narodowe, już bez udziału
Stanisława Grabskiego, i zaaprobował taktykę niewiązania się z żadną
inną partią. Im cięższą klęskę stronnictwo poniosło w słynnych wyborach
w marcu, tym więcej nadziei pokładał Dmowski w swym Obozie, jego hasła i
myśli, rozwijane w książkach Świat powojenny i Polska (1931) oraz
Przewrót (1934), podbijały serca i umysły młodzieży akademickiej,
przenikały do warstw rzemieślniczych, robotniczych, włościańskich i
nawet, jak przed pół wiekiem, do szkół średnich, szerząc wszędzie zmysł
samoobrony gospodarczej przed Żydami oraz przywiązanie do katolickich
tradycji Polski. Tak odegrał się Dmowski za swą porażkę wśród młodych w
r. 1911.
Lecz i na terenie tej propagandy czekały go z zewnątrz ciosy: we
wrześniu r. 1930 zaufany jego współpracownik, Aleksander Dębski, został
wywieziony do Brześcia; jesienią r. 1932 Obóz zamknięto w zdobytych dla
Polski pracą Dmowskiego dzielnicach poznańskiej i pomorskiej tudzież w
województwie kieleckim, a w r. 1933 rozwiązano w całej Polsce. W lutym
r. 1934 powstała w stronnictwie Sekcja Młodych Stronnictwa Narodowego
pod przewodnictwem dra Tadeusza Bieleckiego; niektórzy z b. członków O.
W. P. zbyt gorączkowo przejęli się rolą odnowicieli narodu, ulegli
podszeptom z zewnątrz i odrywali się od stronnictwa, co im nie
przeszkadzało głosić od czasu do czasu wierności Dmowskiemu. Tak w ciągu
r. 1934 Obóz Narodowo - Radykalny pozbawił go wielu młodych sił w
stolicy. Aby zaradzić tym rozłamom, powściągnąć wybujałą żyłkę do
„wodzostwa” i uodpornić stronnictwo na wrogie wpływy w nowych warunkach
politycznych, Dmowski obmyślił dlań nową strukturę: kierować nim miał
jakby organ pośredni między Zarządem Głównym i Radą Naczelną, Komitet
Główny ze zmiennym każdorazowo przewodniczącym.
W powojennym okresie swej działalności Dmowski poza pracą organizacyjno
- propagandową, poza udziałem w niezliczonych posiedzeniach władz Obozu
i stronnictwa, dał impuls do dwóch aktów samoobrony polszczyzny przed
czynnikami obcymi. Niezmordowanie pchał swych zwolenników ku odżydzeniu
życia gospodarczego (bojkot, stragany) oraz kulturalnego (skuteczna
walka młodzieży o numerus clausus). W tym kierunku sięgnął swym wpływem
do Ameryki, gdzie działający za jego namową dziennikarz Dillon zachęcił
miliardera Forda do kampanii antyżydowskiej. Wystąpił też przeciw innej
sile, która go rozbrajała przed wojną światową, paraliżowała podczas
wojny, odepchnęła od władzy po wojnie - masonerii. Póki on i przyjaciele
pisali o masonach (w związku z krytyką powstań) tonem poważnej
publicystyki historycznej, przyjmowano ostrzeżenia nieufnie. Wówczas
Dmowski, wypróbowawszy swych sił pisarskich w powieści W połowie drogi
(z ideą przewodnią służby narodowej zamiast szukania kariery), ogłosił w
r. 1931 pod pseudonimem Kazimierza Wybranowskiego rewelacyjną powieść -
reportaż Dziedzictwo: dzieło to wyjaśniło tysiącom, jakimi metodami
działa „związek uczynnych grabarzy”, tj. wolnomularstwo. Trzeci podobny
utwór Dmowskiego, który miał być osnuty na kanwie mordu sarajewskiego,
pozostał fragmentem. Przedtem, w l. 1928/9 ukazały się w „Gazecie
Warszawskiej” fragmenty dzieła: Na granicy dwóch wieków. Również nie
dokończone, choć daleko posunięte, zostało dzieło historiozoficzne, w
które Dmowski włożył ostatnie swoje troski o Polskę i rozważania o
podstawach cywilizacji i postępu.
Dmowski nigdy, nawet w 1. 1904 - 8, kiedy tryskał na pozór energią i
uprawiał sporty, nie był tęgiego zdrowia, raczej nadrabiał siłą ducha.
Przejścia w Durnie i w Paryżu, represje wrogich czynników w Polsce
niepodległej, podcinały kolejno jego siły. Jeździł je ratować do Algieru
(grudzień 1931 do wiosny 1932, po której to kuracji miał pierwszy atak
na tle sklerotycznym), do Czarnieckiej Góry (1935), do Kosowa na
Huculszczyznę (1936 i 1937), lecz ani te wyjazdy, ani troskliwa opieka
najbliższych przyjaciół, Mieczysława i Marii z Lutosławskich
Niklewiczów, nie mogły odwrócić katastrofy. Na Komitecie Głównym w roku
1937 zaproponował skład zarządu Stronnictwa złożony z dziesięciu
członków. To był jego ostatni akt polityczny. Niegdyś pozytywista,
później skłonny raczej do wiary w obcowanie duchów i do kultu przodków,
teraz, zagłębiając się w rozmyślaniach, coraz mocniej przeświadczony o
wyższości ducha nad materią, zbliżał się powoli do integralnego
katolicyzmu, aż wreszcie na rok przed zgonem poddał się autorytetowi
Kościoła katolickiego i wrócił do praktyk religijnych. Od czerwca r.
1938 dogasał zwolna w Drozdowie pod Łomżą u rodziny Niklewiczów. Po
wigilii Bożego Narodzenia doznał nowego ataku; częściowo sparaliżowany,
leżąc dostał zapalenia płuc i w nocy na 2 I pożegnał się ze światem - po
katolicku.
Ponieważ pomysł pochowania zwłok w katedrze poznańskiej napotkał
nieprzezwyciężone trudności, wybrano na miejsce spoczynku Dmowskiego,
zgodnie z jego wolą, cmentarz najuboższych na Bródnie na peryferii
Pragi, gdzie spoczywają jego rodzice. Trumnę przewieziono na chłopskich
saniach do Łomży, stamtąd koleją pod eskortą sztandarową Stronnictwa
Narodowego do Warszawy - a towarzysze pracy ponieśli ją na swych barkach
do katedry św. Jana. Na nabożeństwie żałobnym 7 I podniosłą mowę
wygłosił ks. prałat Marceli Nowakowski. Olbrzymi pochód wśród ciszy i
smutku szedł siedem kilometrów od Zamku przez most Kierbedzia na Bródno.
Zamożne koła Warszawy przeważnie świeciły nieobecnością, ubogie,
zwłaszcza na Pradze, pogrążone były w żałobie. Obóz rządzący nie wziął
udziału w pogrzebie; nad grobem nie było mów, tylko się pochyliło tysiąc
sztandarów i proporców.
W pamięci osób, które go bliżej znały, pozostał Dmowski postacią o
niezwykłym uroku intelektualnym i towarzyskim: czarował dowcipem,
imponował wszechstronną, choć niesystematyczną wiedzą, pamięcią,
znajomością świata i języków. Serdeczny, gościnny, z natury wesoły i
niefrasobliwy, lubił, odkąd poznał Anglię, komfort, którego zresztą po
utracie Chludowa (w ręce zakonników, 1934) nie miał już gdzie zażywać.
Wśród pracy i walki wyładowywał gwałtowną energię: wówczas porywał,
łamał przeszkody, parł konsekwentnie i niewstrzymanie do celu. Zmienne
powiewy opinii lekceważył. Dla swoich mniej wyrozumiały, niż dla obcych,
słuchał odmiennych zdań, ale nie znosił, gdy go publicznie dezawuowano
lub dyskredytowano, toteż nieraz zrażał sobie umysły krytyczne, o
aspiracjach samodzielnych. Mówca sugestywny, silny, raczej klubowy niż
wiecowy, umiał organizować wyznawców tej samej idei, nie bardzo zaś
umiał się posługiwać ludźmi inaczej myślącymi. Polskę kochał wyłączną,
całopalną miłością, a im lepiej widział jej słabe strony, tym goręcej
życzył jej siły i wielkości. W polityce daleki od oportunizmu,
bezwzględny, zresztą bardziej brutalny na pokaz niż w rzeczywistości,
choć nie gustował w humanitarnych doktrynach i frazesach, praktykował
jednak etykę chrześcijańską, albo dokładniej: katolicką. Gwałt uczył
gwałtem odciskać, ale sam go nie wszczynał, a w Polsce odrodzonej
przestrzegał zasad i opozycji legalnej. Kłamać, oszukiwać, a zwłaszcza
intrygować nie umiał - w tym słabszy od wielu swych przeciwników. Jeżeli
karcił kogo za grzechy przeciw Polsce lub za złe obyczaje polityczne, to
tylko ostrym słowem lub piórem.
Władał zaś piórem świetnie, jak mało kto i z pisarzy politycznych po
Mochnackim. Jego styl staranny, klasycznie prosty, męski, nigdy nie
błyskotliwy ani kapryśny, wyrażał myśli dojrzałe, niejednokrotnie
drgające ciepłym uczuciem, ale trzymane w karbach logiki; tchnął ów styl
siłą przekonania, służył sprawie publicznej a nie sławie osobistej,
toteż przenikał do mózgów i sumień. Kulturę literacką miał Dmowski
szerszą niż filozoficzną, przestawał też chętnie z wybitnymi pisarzami:
Sienkiewiczem, Kasprowiczem, Reymontem, Weyssenhofem; nie zbliżył się
ani z radykalizującym Żeromskim ani z Wyspiańskim, na którego
„Wyzwolenie” przecież oddziałał swymi „Myślami” niewątpliwie. Z
cudzoziemców odwiedzał we Francji Maurrasa i Bainvilie’a, gościł w
Chludowie Chestertona, przyjaźnił się z Zofią Casanova - Lutosławską,
Corradiniego, (który go zaliczał do niewielu polityków „jasnowidzących”,
rozumiejąc przez to niezwykły jego dar przewidywania przyszłości) w
Rzymie (1926) gorąco namawiał do podjęcia akcji nacjonalistycznej na
całym świecie. Ocenili go obcy za życia zgodniej, niż Polacy, że
przytoczymy choćby zdania Anglika Dillona, Czecha Benesza, Rosjanina
Wittego, Niemców Reckego i Rotha. Po śmierci oddali mu w prasie hołd
przedstawiciele wszystkich kierunków. Pewnym jest to, że nie tylko
rozpalił w całej Polsce ogniska patriotyzmu, ale stworzył ideologię
narodową; że zorganizował politykę, która zaprowadziła Polskę w Wersalu
do stołu zwycięzców: że w ojczyźnie wskrzeszonej potężnie pchnął naprzód
sprawę oczyszczenia miast i wsi z pierwiastków żydowskich, całemu zaś
narodowi dał wskazania wychowawcze w duchu cywilizacji zarazem polskiej,
zachodnio - europejskiej i katolickiej.
Najważniejsze dzieła:
- Myśli nowoczesnego Polaka (1902)
- Niemcy, Rosja a sprawa polska (1908)
- Upadek myśli konserwatywnej w Polsce (1914)
- Polityka polska i odbudowanie państwa (1925)
Wstęp biograficzny do Pism Dmowskiego, pióra Ignacego Chrzanowskiego i
Stanisława Kozickiego (w druku); Petrycki J. R. D., W. 1920; Pamiątka
uroczystości wręcz. dypl. honor. R. Dmowskiemu, P. 1923; Dr
M(archlewski) B., R. D., P. 1920. - Wydawnictwa pośmiertne ku czci
Dmowskiego: R. D., P. 1939 (z obszerną bibliografią jego pism) Pamięci
Dmowskiego, W. 1939; Załuski J., RD., jego życie, prace i zasługi dla
ojczyzny, W. 1939, nakł. „Zorzy”. - Seyda Marian, Polska na przełomie
dziejów, 2 t., P. 1927, 1931; Bobrzyński Michał, Wskrzeszenie państwa
polskiego, 2 t., Kr. 1920, 1925; Askenazy Szymon, Uwagi, Fryburg ,1917,
toż z gruntu przerobione, W. 1924; Sobieski Wacław, Dzieje Polski, III,
wyd. 2, W. 1938; Feldman Wilhelm, Dzieje polskiej myśli politycznej, W.
1933; Pobóg-Malinowski Władysław, Narodowa demokracja 1887—1918, W.
1933; tenże wyd. Materiały do hist. Ligi Narodowej, „Niepodległość”
VII—X; Recke Walter, Die poln. Frage als Problem d. europ. Politik,
Berlin 1927; Roth, Die Entstehung d. poln. Staates, Berlin 1926; Maschke
E., R. D., „Osteuropa“ 1937 z. 10. - Do pisania właściwych pamiętników
Dmowski nie dał się nakłonić; pierwszorzędne wyznania i wspomnienia
zawiera dzieło o Polityce polskiej (1925); R. D., Przyczynki i
przemówienia, odb. z „Głosu”, P. 1934 (z bibliografią). - Studnicki
Władysław, Ludzie, idee, czyny, W. 1937; Wasilewski Zygmunt, Proces
Lednickiego, W. 1924, 373— 83 i n.; tenże, Na wschodnim posterunku.
Księga pielgrzymstwa 1915 - 18, W. 1919; Korwin-Milewski Hipolit,
Sześćdziesiąt lat wspomnień, P. 1930; Witte Sergiej, Wospominanja,
Berlin 1922; Milukow P., Aleks. Lednicki jako rzecznik
polsko-rosyjskiego porozumienia, „Przegląd Współcz.”, marzec 1939; Beneš
E. Světova valka a naše revoluce, Praha 1927, II; tenże, Problemy
slovanské politiky, „Slov. Přehled” 1926, s. 81; Pares B., My Russian
Memoirs, Londyn 1931; Dillon E. J., Konferencja pokojowa w Paryżu 1919,
przekł. M. L., W. 1921; Tommasini Fr., La risurrezione della Polonia,
Milano 1925, przekł. pol. W. 1928; Douglas James., W zaraniu dypl.
polskiej, „Niepodległość” V; Oberlaender L:, Współcz. ruchy
nacjonalistyczne i antysemityzm, „Mies. Żydowski” 1932, z. 7 i 8;
Świerzowicz J., Dmowski i Wyspiański, Szkice literackie, Grodzisk
Poznański 1936; Hrabyk K., Ideologia „Przegl. Wszechpolskiego”, P. 1937;
Surzycki Stefan, Z dziejów pamiętnego Zetu, Kr. 1930; Kiniorski Marian,
Z czterdziestu pięciu lat wspomnień o Romanie Dmowskim, W. 1939;
Offenberg J., Stan umysłów wśród młodź. akad. Un. Warsz. w 1. 1885—90,
W. 1929; Scriptor (Piltz), Nasza młodzież; tenże, Nasze stronnictwa
skrajne, Kr. 1903. Wspomnienia Józefa Hłaski druk. w „ Gazecie Warsz.”,
sierp. 1930, stycz. i wrzesień 1932; „Głos” Dwutygodnik pol. myśli
narodowej 1934, nr 13 - 15 (z bibliografią); Nowe szczegóły przynoszą
wspomnienia pośmiertne i artykuły: Wasilewski Zygmunt „Myśl Nar.”;
Jabłonowski Władysław tamże; Giertych Jędrzej i Głąbiński Stanisław
(„Słowo Nar.”); Załuski J., Niklewicz M. („Warsz. Dziennik Nar.”);
Pruszyński Ks. i Heydel A. („Wiad. Literackie”); Cynarski - Krzesławski
J. („Robotnik”); Grzymała - Siedlecki Adam („Kurier Warszawski”);
Mosdorf Jan („Prosto z Mostu”); osobny nr pamiątkowy tegoż pisma;
specjalny numer poświęcony Dmowskiemu „Polityki narodowej” 1939, zesz.
11. - Roczniki: „Przeglądu Wszechpolskiego”, „Przeglądu Narodowego”,
„Sprawy Polskiej”, „Słowa Polskiego”, „Gońca”, „Gazety Polskiej”,
„Gazety Warszawskiej”, „Rzeczypospolitej”. Stenogramy Dumy Państwowej;
Archiwum Ligi Narodowej w zbiorach rappers. B. Nar. w W. - Spuścizna
rękopiśmienna Dmowskiego pod opieką Mieczysława Niklewicza,
korespondencje dotąd rozproszone, archiwalia państwowe niedostępne.
Ignacy Chrzanowski i Władysław Konopczyński Polski Słownik Biograficzny
Tom V, zesz. 3
Ignacy Chrzanowski (1866 – 1940) – historyk literatury polskiej. Autor
słynnej Historii literatury niepodległej Polski. 1910 – 1931 prof.
Uniwersytetu Jagiellońskiego, w 1931 przeniesiony na emeryturę po
podpisaniu protestu w sprawie brzeskiej i działalności w Obozie Wielkiej
Polski. 1896 – członek Ligi Narodowej. Od 1936 profesor honorowy. Od
1906 członek PAU. Dr honoris causa Uniwersytetu Jagiellońskiego i
Uniwersytetu Poznańskiego. W 1939 aresztowany przez hitlerowców, zmarł w
obozie koncentracyjnym w Oranienburgu. Przedmiotem badań Chrzanowskiego
była problematyka ideowa literatury polskiej, w tym szczególnie funkcje
moralne i patriotyczne. Przyjaźnił się z Romanem Dmowskim, czego dowodzi
ich liczna korespondencja. Autor (wspólnie ze Stanisławem Kozickim)
pierwszej biografii Romana Dmowskiego, która została opublikowana
dopiero w książce Mariusza Kułakowskiego Roman Dmowski w świetle listów
i wspomnień t. I (Londyn 1968).
Władysław Konopczyński (1880 – 1952) – historyk, wydawca, polityk
narodowy. Od 1917 roku prof. Uniwersytetu Jagiellońskiego; 1922 -
członek PAU. W latach 1935 – 1949 redaktor Polskiego słownika
biograficznego. Głównym przedmiotem jego badań były dzieje polityczne i
ustrojowe Polski XVII i XVIII wieku. Jedną z jego najbardziej znanych
prac są Dzieje Polski nowożytnej (1936). Członek Ligi Narodowej od 1915
r. W 1939 wraz z innym profesorami UJ aresztowany i wywieziony do
Sachsenhausen. Poseł na Sejm w latach 1922 – 1927 z ramienia
Chrześcijańskiego Zjednoczenia Narodowego. Przeciwnik dyktatury
sanacyjnej. za postawę antykomunistyczną zdjęty z katedry w 1948.
|
| z
pełnym poszanowaniem i respektem dla autorów, wydawców i praw
autorskich, w dzisiejszych czasach powszechnego przemilczania i fałszowania
historii i faktów historycznych, uważamy za szczególnie ważną
powinność i obowiązek rozpowszechniania informacji, celem
edukacji i uświadamiania, oraz bezpardonowej walki z owymi
przemilczeniami i fałszami. |
|
wersje internetową
opracowala i przygotowala Polonica.net
Polski Związek
Patriotyczny
Katolicko-Narodowy Ruch Oporu
kontrjudaizacji i kontrdepolonizacji
O.R.K.A.N.
|