Tematy Niebezpieczne

Dr Dariusz Ratajczak

 

 
Spis Tresci:



 ciag dalszy - czesc druga


- ALKAZAR 1936 (z dziejów hiszpanskiej wojny domowej) *
- WIELKIE PICIE *
- WSPÓLNE KORZENIE *
- PINOCHET- FASZYSTA CZY ZBAWCA *
- WOKÓL AKCJI LEGALIZACYJNEJ NARODOWYCH SIL ZBROJNYCH
NA EMIGRACJI *
- KONFLIKT W IRLANDII PÓLNOCNEJ *
- ANTYKOMUNIZM A WSPÓLCZESNOSC 59
- POLECATS* 62


 

ALKAZAR 1936 (z dziejów hiszpanskiej wojny domowej)     

Rebelia wojskowa w lipcu 1936 roku w Hiszpanii, skierowana przeciwko wladzom republikanskim zakonczyla sie tylko czesciowym powodzeniem. Kilka dni po jej wybuchu mozna juz bylo wyznaczyc linie oddzielajaca obszary, gdzie wojskowi zwyciezyli, od tych, gdzie wladze republikanskie nie daly sie zaskoczyc. Generalnie, spiskowcom udalo sie opanowac pólnocno- zachodnia czesc kraju, wszelako bez uprzemyslowionych prowincji baskijskich (Vizcaya i Guipuzcoa) i Asturii. 

Na poludniu nacjonalisci kontrolowali pólnocna czesc Maroka, Wyspy Kanaryjskie, Baleary (z wyjatkiem Minorki). Jesli chodzi o kolonie hiszpanskie, to wypadki rozgrywaly sie tam z pewnym opóznieniem w stosunku do metropolii, ale ostatecznie Gwinea, Fernando Po, Ifini i Villa Cisneros- terytoria w zachodniej Afryce z dostepem do Atlantyku- zostaly opanowane przez nacjonalistów.

Oprócz tego wojskowi zdolali utrzymac swoje pozycje w enklawach otoczonych terytorium republikanskim. Na pólnocy kraju bylo to Oviedo, na poludniu, w Adaluzji: Sewilla, Kordoba, Granada oraz sasiadujace przez Ciesnine Gibraltarska z pólnocnym Marokiem terytorium miedzy Kadyksem a Algeciras. Nie te jednak miejsca przykuly uwage calej Hiszpanii w pierwszych miesiacach wojny domowej, a malenki, wrecz mikroskopijny punkt oporu nacjonalistów na wrogim terytorium- toledanski Alkazar. Jego obrona, noszaca znamiona prawdziwego bohaterstwa, stala sie symbolem dla wszystkich, przeciez licznych, zwolenników przewrotu.

W Toledo, starej stolicy Kastylii, rebelia nie udala sie. Wykorzystujac przewage liczebna, sily republikanskie zepchnely spiskowców dowodzonych przez pulkownika Jose Ituarte Moscardo na maly obszar obejmujacy Alkazar- pól fortece, pól palac - polozony na wzgórzu górujacym nad miastem i Tagiem (w Hiszpanii terminem Alkazar okresla sie warowna rezydencje reprezentacyjna wywodzaca sie z tradycji architektonicznych islamu). 

Ostatecznie Mascardo zabarykadowal sie w twierdzy wraz z 1300 ludzmi, wsród których byli czlonkowie Gwardii Cywilnej (800), oficerowie (100), falangisci i inni prawicowi bojówkarze (200) oraz kadeci z miejscowej Akademii Piechoty (190). Ponadto w Alkazarze przebywalo równiez 550 kobiet i 50 dzieci, a takze pewna ilosc zakladników, miedzy innymi cywilny gubernator z cala rodzina i lewicowi politycy. 

Pierwsza ”pokojowa” próbe poddania twierdzy przedsiewzial dowódca milicji republikanskiej w Toledo- Candido Cabello. W dniu 23.07.1936r. zatelefonowal on do plk Moscardo by zawiadomic go, ze jesli nie podda Alkazaru w ciagu” 10 minut, to jego syn- Luis, bedacy w niewoli republikanskiej, zostanie rozstrzelany. Zeby stwierdzic czy to prawda, przemówi do pana - dodal. 

Poproszony do telefonu Luis Moscardo wypowiedzial tylko jedno slowo: "Papa". "Co sie dzieje, mój chlopcze?" - zapytal ojciec. "Nic - odpowiedzial na razie zgodnie z prawda syn - oni mówia, ze zastrzela mnie, jesli Alkazar nie podda sie". "Jezeli to prawda - odrzekl pulkownik - powierz swoja dusze Bogu, krzyknij Viva Espana i umrzyj jak bohater. Zegnaj mój synu".

Luis Moscardo zostal rozstrzelany miesiac pózniej, a okrutny los nie oszczedzil i drugiego syna pulkownika, który zginal w Barcelonie. 

Przez caly sierpien obie strony, oblegajacy i oblegani, prowadzily zazarty pojedynek karabinowy, konczacy sie niezmiennie wygrana dobrze wyszkolonych, uzbrojonych (zapasy amunicji obroncy uzyskali z sasiedniej fabryki broni) a nade wszystko zdeterminowanych nacjonalistów. 

Republikanie mieli jednak przewaga psychologiczna nad przeciwnikiem. Ten bowiem byl calkowicie odciety juz nie tylko od zwartego obszaru pozostajacego pod kontrola zwolenników generala Franco, ale i jakichkolwiek informacji na temat wypadków rozgrywajacych sie w innych czesciach Hiszpanii. 

Obroncy mogli wiec obawiac sie, ze upragniona odsiecz nie nadejdzie. Z drugiej strony ludzie Moscardo uswiadamiali sobie, ze nie ma dla nich alternatywy- zreszta rozwscieczeni oporem milicjanci dawali im pewne wyobrazenie o ich losie po ewentualnym poddaniu twierdzy. Pomimo bezustannego ostrzalu i ciezkiej sytuacji zywnosciowej, obroncy zachowywali godny podkreslenia spokój. 

Dla podtrzymania ducha walki urzadzano uroczyste parady, a w podziemiach Alkazaru odpedzano czarne mysli ognistym” flamenco” z kastanietami. 17 sierpnia oblezony garnizon po raz pierwszy - wprawdzie w sposób posredni - nawiazal kontakt ze swiatem zewnetrznym. W tym dniu nad twierdza przelecial frankistowski samolot i zrzucil ulotki zawierajace slowa zachety do dalszej obrony, podpisane przez przywódców przewroty, Francisco ahamonde Franco i Emilio Mola.

Godzi sie w tym miejscu zauwazyc, ze na poczatku wojny domowej nacjonalisci posiadali smiesznie mala ilosc samolotów wojskowych- dla przykladu gen. Franco na poludniu kraju mial do dyspozycji 3 stare "Breguety", I "Fokkera", kilka hydroplanów, 2 "Dorniery", "Junkersa" i dwie male "Savoie". 

9 wrzesnia przez megafon umieszczony w poblizu twierdzy oblegajacy poinformowali obronców, ze major Vincente Rojo, byly profesor taktyki w Akademii Piechoty, pragnie odwiedzic Alkazar w celu przekazania propozycji rzadu republikanskiego. Poniewaz Rojo byl osobiscie znany plk. Moscardo, a takze innym oficerom pozostajacym w twierdzy, pozwolono mu wejsc. 

Obie strony na czas wizyty przerwaly oczywiscie ogien. Rojo, wyrazajac stanowisko wladz, zaproponowal poddanie Alkazaru, w zamian za co gwarantowal zycie i wolnosc kobietom i dzieciom pozostajacym w twierdzy. Mniej wesole wiesci mial do przekazania wojskowym - grozil im sad wojenny (w praktyce oznaczalo to rozstrzelanie). Moscardo odmówil, choc przy okazji zapytal majora, czy nie byloby mozliwe prowadzenie do Alkazaru ksiedza. Rojo przyrzekl przekazac te prosbe rzadowi i - po rozmowie z oficerami, bezskutecznie blagajacym go, by pozostal z nimi - opuscil broniony obszar.

Tymczasem w twierdzy zapasy zywnosci dramatycznie sie wyczerpywaly, co dla kazdego obroncy oznaczalo zmniejszenie dziennej racji chleba do 180 gramów. Nie zabraklo za to strawy duchowej, gdyz 11 wrzesnia, niemal po dwóch miesiacach oblezenia, do fortecy przybyl ksiadz Vazguez Camarasa, udzielajac obroncom, z braku mozliwosci indywidualnej spowiedzi, rozgrzeszenia ogólnego. 

Chwilowe odprezenie wiazane z przybyciem ksiedza wykorzystali niektórzy zolnierze do nawiazania slownego kontaktu z oblegajacymi. Republikanscy milicjanci- rzadki to wypadek w tej wojnie, która znaczyly raczej przyklady oblednego bestialstwa z obu stron, z przyznaniem wszelako niechlubnej palmy pierwszenstwa lewicy - odarowali obroncom papierosy i podjeli sie przekazac wiadomosci ich rodzicom. 

Po opuszczeniu twierdzy przez duchownego, republikanie podjeli kolejna próbe zlamania oporu nacjonalistów. Wiedzac, ze polozenie obronców jest bardzo ciezkie, po podlozeniu min pod dwie wieze Alkazaru, rozpoczeli 18 wrzesnia atak. Jedna z owych wiez rzeczywiscie zostala wysadzona w powietrze, co umozliwilo milicjantom wdarcie sie na dziedziniec, gdzie wywiesili czerwona flage. 

Na szczescie jednak dla obronców mina podlozona pod wieza pólnocno - wschodnia nie eksplodowala, niweczac tym samym ostateczny cel przedsiewziecia. 20 wrzesnia wieczorem- po wczesniejszej, nieudanej próbie podpalenia Alkazaru - do Toledo przybyl Francisco Largo Caballero (przywódca socjalistów hiszpanskich), domagajac sie zdobycia twierdzy w ciagu 24 godzin. Dzien pózniej ostateczne decyzje co do losów obronców zapadaja równiez po stronie nacjonalistycznej general Franco decyduje sie na odsiecz, nie majac zreszta poparcia w tym wzgledzie ze strony wszystkich swoich wspólpracowników.

23 wrzesnia wojska pod dowództwem generala Iglesiasa Vareli (poszczególnymi kolumnami dowodzili pulkownicy: Cabanillas i Barron y Ortiz) od pólnocy ruszyly z pomoca obroncom twierdzy. Ci drudzy byli zreszta znowu w powaznych opalach, gdyz oblegajacy podlozyli raz jeszcze mine pod ocalala wieze robili to na tyle skutecznie, ze ta 25 wrzesnia runela do Tagu. Twierdzy jednak nie zdobyto. 

Dzien pózniej sytuacja zaczela sie nieco wyjasniac, bo oto Varela przecial droge laczaca Toledo z Madrytem. Od tego momentu jedynym kierunkiem ucieczki dla powaznie juz zagrozonych republikanów bylo poludnie. 27 wrzesnia, w godzinach rannych, obroncy Alkazaru po raz pierwszy ujrzeli przyjacielskie wojska, gromadzace sie na pólnocnych, nieurodzajnych wzniesieniach. 

W poludnie Varela rozpoczal atak na Toledo, który w skutek zalamania sie niezdyscyplinowanej milicji republikanskiej zakonczyl sie pelnym sukcesem” opanowano takze fabryke broni. Varela wkroczyl do miasta 28 wrzesnia. Jego spotkanie z bohaterem Alkazaru, plk Moscardo, przebieglo w nietypowy sposób. Otóz pulkownik stwierdzil wobec generala, ze nie ma mu nic szczególnego do zakomunikowania, uzywajac przy tym zwrotu ”sin novedad” (nic nowego), który sluzyl 17-18 lipca 1936 roku za haslo wojskowym spiskowcom.

Byli obroncy tymczasem, po wyjsciu z twierdzy, oprócz docenienia waloru pomocy realnej ze strony przybylych wojsk, nie zapomnieli równiez o Tej, której ” ich zdaniem- zawdzieczali ocalenie. Nawiazujac do swego przebywania w czasie oblezenia w piwnicach twierdzy, wznosili modly ku czci ”Podziemnej Dziewicy, Naszej Pani Alkazaru.   "Katolik", nr 9, 03.03.91r.

 

 

WIELKIE  PICIE

  
Alkohol towarzyszyl Polakom od dawna. 

Genezy upijania sie w ”polskim stylu”, to znaczy na umór, do utraty przytomnosci, a nawet zycia, nalezy szukac w wieku XVIII. I od tego czasu ustala sie pewna prawidlowosc. Im gorzej w kraju, tym wiecej alkoholu. A ze w Polsce od co najmniej 250 dzieje sie-delikatnie mówiac- niezbyt dobrze, totez mocne trunki zjednuja sobie coraz to nowych admiratorów.


Panowanie królów saskich w Polsce jest jednym wielkim pasmem pijanstwa. Wino, piwo i gorzalka leja sie szerokim strumieniem do spragnionych gardel panów braci, mieszczan i chlopów. A wybór jest spory. Z win sprowadza sie droga malmazje z Balkanów i Grecji, muszkatel z prowincji tureckich (wino slodkie do ciast), alikant z Hiszpanii, kocyfal, a z Francji wspanialy pontak, burgund i szampan. 

Ten ostatni podawano zwykle na koniec uczty - ”na stempel”. Do tego dochodza wina domowej roboty, niezbyt cenione krajowe, tanie woloskie i wegierskie, wreszcie miody, laczace w sobie slodycz z niezbyt wyszukanym smakiem drozdzy piwnych. Piwo warza w Polsce glównie Niemcy. 

Mamy wiec lagodne leszczynskie, mocno pieniace sie "brzezinskie", "lowickie", co to ”chlopom geby krzywi, "wareckie", którym Warszawa sie zywi, "wielickie", które gardla slone swa wdzieczna trescia chlodzi, "jezuickie" we Lwowie, "bilgorajskie", "miedzyrzeckie", "gdanskie", "dubelbiry", "tylzyckie"- lagodne a mocne, wreszcie "grodziskie" w Poznaniu i Kaliszu, które z biegiem czasu wypiera w duzej mierze pozostale, a kto go w domu nie mial, uwazany byl za kutwe badz mizeraka. 

Oprócz tego sprowadzano zlocisty trunek z Czech, Anglii (slynne butelkowane portery) i ze Slaska. 

Czterech doroslych piwoszy potrafilo beczke piwa wypic w ciagu 2 godzin. Doszlo nawet do tego, ze piwo zastapilo wode, której przypisywano szkodliwe dzialanie. 

Jednak najbardziej lubianym trunkiem wsród Polaków byla wódka, zwana tez gorzalka. Wódka pojawila sie w Polsce dopiero w wieku XVI. Poczatkowo w zamoznych domach nie podawano jej, uwazajac za trunek posredni dobry dla Chamów” pracujacych w szlacheckich folwarkach. 

Nie trwalo to jednak dlugo. Najpopularniejsza byla zytniówka. Swych zwolenników mialy wódki przepalane (okolo 200 gatunków !!!), z których w zaleznosci od przyprawy, otrzymywano anyzówke, kminkówke, korzenna, nie mówiac o takich specjalach, jak watrobiana, "Panny Marii" czy "brat z siostra". 

Wybredni delektowali sie wódkami slodkimi: gozdzikówka, cytrynowa, cynamonka, persico z pestek brzoskwin i wisniakami. Szczególnym powazaniem cieszyla sie znana w calej Europie najdrozsza wódka gdanska- krambambula. Nie gardzono tez ratafia, goldwasserami, krupniczkiem. Wódke pito w olbrzymich ilosciach, glównie kwaterami na wyscigi do calkowitej utraty zmyslów. 

Czasem w czasie uczty zdarzalo sie, ze niezbyt tegi pijak, gdy mu ciagle do gardla gorzalke wlewano, nie wytrzymal i ”nagle gardlo puscilo i postrzelil jak z sikawki naprzeciw siebie znajdujaca sie osobe, czasem dame po twarzy i gorsie oblal tym pachnacym spirytusem, ale nikt sie tym nie gorszyl. 

Zdarzenie w smiech obracano. Miala Rzeczpospolita w tym czasie swych narodowych opojów, cieszacych sie powszechna estyma. Pierwszym byl Janusz, ksiaze Sanguszko z Litwy. Mial on tak mocna glowe, ze popiwszy sobie, kazal poprzegac karete i przejechawszy spory szmat drogi, wracal trzezwy, by pic dalej. Dorównywal mu kasztelan Borejko, zwany poboznym pijakiem, bo najczesciej pijal z duchownymi. Wszelako przebijal ich krajczy koronny Adam Malachowski. Ten nieposledni degenerat potrafil duszkiem wypic kilka pól garcowych kielichów, wypelnionych po brzegi trunkiem.

Dzielnie sekundowali im panowie poslowie zjezdzajacy na sejmiki. Parlamentarzysci, radzac nad waznymi dla panstwa sprawami, byli praktycznie caly czas na bani. Od rana pojono ich winem i wódka doprawiana piwem. Tak ululani brali udzial w debacie. Po skonczonej pracy do pólnocy dochlewali sie w arkuchniach, by wreszcie zasnac sprawiedliwym snem pod stolem, na ulicy, w rynsztoku. 

Pili wszyscy: chlopi, mieszczanie, szlachta, duchowienstwo. Nawet slynne z umiaru Polki ” po trosze sie gorzalka rozpijaly, na rozmaite jedze, dziwaczki, chimeryczki, nareszcie na pijaczki ogniste wychodzily”. Potem pito mniej. Przyzwyczajenie jednak pozostalo.

 I jest to chyba jedyna stala cecha w naszym narodowym charakterze. 

"Trybuna Opolska", nr 128, 13-15 sierpnia 1993

 

 

WSPÓLNE KORZENIE

    Komunizm i faszyzm - dwie ideologie stanowiace wyraz aberracji umyslowej milionów ludzi XX wieku- tylko pozornie calkowicie sie od siebie róznia. Tak naprawde wywodza sie z jednego, lewicowego pnia. Uderzajaca cecha wspólna komunizmu i faszyzmu jest totalistyczna koncepcja sprawowania wladzy. Ogólnie mozna ja strescic nastepujaco: jedna ideologia, jedna partia, wszechogarniajaca propaganda, rozbudowana tajna policja, jeden wódz (lub ”wodzus”), obozy koncentracyjne dla politycznych (ideologicznych) przeciwników, podobna symbolika.


Smiem twierdzic, ze ten totalizm jest wytworem wszystkich tych XIX- wiecznych ”inzynierów spolecznych” w rodzaju Karola Marksa, dla których nienawisc do starego swiata, chrzescijanstwa, czesto wlasnej rasy (cala ekonomiczna koncepcja Marksa zbudowana zostala na jego glebokim antysemityzmie, bardzo charakterystycznym dla pewnego typu zasymilowanych Zydów usilujacych zerwac nici laczace ich personalnie ze znienawidzona przeszloscia) stala sie odskocznia do próby uszczesliwienia na sile czesci ludzkosci.

Kwintesencja myslenia lewicowego jest wlasnie to pragnienie” pragnienie - dodajmy - realizowane przez ludzi, którzy zazwyczaj wymyslali teorie w zaciszu gabinetów, nie majac praktycznego zwiazku ze spoleczna rzeczywistoscia. 

Owo uszczesliwienie na sile bylo wspólna postawa dla komunistów i faszystów. 

Ich drogi, po pelnych wahania chwilach (np. Mussolini pierwotnie byl marksista, do roku 1914 redaktorem gazety socjalistycznej), rozeszly sie nastepnie w ten sposób, ze jedni (komunisci) przyjeli za norme supremacje kreslonej klasy spolecznej, drudzy zas podazyli w kierunku narodowo - rasistowskim. 

W obu przypadkach praktyczna konsekwencja byla eksterminacja "burzujów" (klasa niechciana), Zydów (rasa bezwartosciowa) i wszelkiego autoramentu elementów nie przystajacych do totalistycznego modelu panstwa. Oczywiscie w warunkach jak najbardziej rewolucyjnych, pozaprawnych, nieludzkich. 

Bylo to swoiste dziedzictwo rewolucji francuskiej (nie bez przyczyny pisze ja z malej litery” zasadniej chyba byloby uzywac terminu: rewolucja we Francji).Mamy wiec tutaj do czynienia z zaprogramowanym z zimna krwia i na niespotykana skale ludobójstwem. Faszyzm byl moze w tym wzgledzie (w teorii) bardziej - ze uzyje tego slowa - prostolinijny, komunizm zas antyhumanizm chowal za pieknie brzmiacymi formulkami. 

Efekt byl jednak ten sam: miliony istnien ludzkich zaglodzonych, powieszonych, rozstrzelanych, zamarznietych w niemieckich lagrach i sowieckich lagrach. Niemiecki nazizm, brat cokolwiek lagodniejszego, niemal do konca wojny nie szermujacego antysemickimi haslami faszyzmu wloskiego, padl pod ciosami armii wielkich mocarstw w roku 1945. 

Rzecz ciekawa - do konca wojny Niemcy nie sprzeciwiali sie tej oblednej machinie wystepku i zbrodni, jaka sprowadzila ich na skraj przepasci. Nie bylo mowy o jakims masowym ruchu kontrewolucyjnym (nazizm to ideologia na wskros rewolucyjna). Swiadczy to równiez, niestety, o swoistym ”uroku” totalistycznych koncepcji.

Pozostal sowiecki komunizm zdobywajacy nowe kraje, oddzialywujacy na cynicznych, latwowiernych, glupich lub moralnie zwichrowanych intelektualistów ksztaltujacych z czasem spoleczna percepcje tego obledu u nas - w Europie Srodkowej - i na Zachodzie. 

To moze wlasnie oni zadecydowali o tym, ze komunizm prze dlugi lata ( na wielu obszarach i wielu glowach do dnia dzisiejszego) zachowal w sensie ideologicznym swa zywotnosc. Bez wglebia sie bowiem w jego anty ludzka, totalitarna, noepoganska istote, stwierdzono: praktyka byla (chociaz nie zawsze i nie do konca), zalozenia natomiast - bynajmniej. 

Uwazam, ze w przypadku komunizmu, w przeciwienstwie do zdenazyfikowanego faszyzmu, mamy do czynienia z bledem zaniechania. Chodzi o to, ze w sposób jasny zlo nie zostalo nazwane zlem. 

Bo komunizm byl zlem - tak w teorii, jak i praktyce. Mordowal, deprawowal, ograniczal ludzi. W przypadku chociazby naszego kraju jest odpowiedzialny równiez za cywilizacyjne zapóznienie, które wlasnie teraz, kosztem godziwego zycia co najmniej 2 pokolen Polaków (a zycie ma sie jedno), bedziemy musieli nadrabiac. 

A jezeli ktos mi powie, ze komunizm to takze nowe szkoly, domy, fabryki, powszechne zatrudnienie - odpowiadam: Hitler zbudowal siec autostrad, zlikwidowal bezrobocie, organizowal tanie wczasy pracownicze. I umacnial nadodrzanskie waly!   "NTO", 19.12.1997

 

 

PINOCHET- FASZYSTA CZY ZBAWCA

    Gdy w 1973 roku sily zbrojne Republiki Chile obalily prezydenta tego kraju Salvadora Allende - swiat zwariowal. 

"Faszystowski pucz", "Rzez w Santiago" - krzyczaly naglówki lewicowych (i nie tylko) dzienników od Moskwy po wschodnie wybrzeze Stanów Zjednoczonych.Wscieklosc opinii publicznej skierowala sie przede wszystkim przeciwko spirytus movens zamachu, generalowi Augusto Pinochetowi. 

Niemal nikt nie zadal sobie trudu (wielu do dnia dzisiejszego) przestudiowania glównego motywu, który pobudzil general do dzialania. A byl on racjonalny: panstwo pod rzadami Allende stawalo sie "druga Kuba". Pod jednym przynajmniej wzgledem Chile bylo wyjatkiem wsród krajów Ameryki Lacinskiej. 

Przez 150 lat, od chwili uzyskania niepodleglosci, w republice obowiazywal demokratyczny model sprawowania wladzy. Nadrzednosc czynników cywilnych nad armia byla respektowana przez zainteresowane strony. Oficerowie - w tym i Pinochet, wojskowy intelektualista, specjalista od artylerii, logistyki, geopolityki, wykladowca Akademii Wojskowej w Santiago- nie mieli ambicji politycznych. Sytuacja ulegla zmianie, gdy 4 wrzesnia 1970 roku Allende glosami socjalistów, komunistów, radykalów i katolickiej lewicy zwyciezyl w wyborach prezydenckich. Co prawda, uzyskal tylko 36 proc. poparcie, ale glosy prawicy ulegly rozproszeniu.

Prezydent, czlowiek slaby, kryptokomunista, zaczal przeksztalcac kraj na modle kubanska. Nawiazywal serdeczne stosunki z panstwami socjalistycznymi, tolerowal przeplyw broni z Kuby dla lewicowych ekstremistów, przeprowadzil zabójcza dla gospodarki reforme rolna, znacjonalizowal przemysl i banki. W szybkim czasie Chile stanelo na progu bankructwa. 

Dramatycznie spadla produkcja, inflacja siegnela 300 proc. rocznie, przed pustymi sklepami ustawialy sie gigantyczne kolejki. Pinochet - od listopada 1972 r de facto dowódca wojsk ladowych - przez dlugi czas lojalnie stal u boku prezydenta. Poczucie legalizmu bylo u niego silniejsze od instynktowej niecheci do marksistowskich eksperymentów Allende.

 W czerwcu i sierpniu 1973r zdlawil nawet dwa antyprezydenckie spiski w wojsku. Impulsem do zmiany postawy generala stala sie uchwalona przez parlament deklaracja, w której wiekszosc poslów prawicowych (w marcu 1973 r. Lewica wyraznie przegrala wybory do ciala ustawodawczego) wyrazilo swoje niezadowolenie z powodu zalamania sie porzadku prawnokonstytucyjnego w panstwie i wezwalo wojsko do wyciagniecia odpowiednich konsekwencji. Niewatpliwie przydawalo to ewentualnemu zamachowi stanu znamion legalnosci. 

11 wrzesnia 1973r. Armia opuscila koszary. Allende, poinformowany wczesniej o opanowaniu przez marynarzy portu Valparaiso, schronil sie w palacu prezydenckim ”La Moneda” w Santiago.

Ukonstytuowana junta wojskowa z Pinochetem na czele zaproponowala mu wprawdzie swobody wyjazd z kraju, ale on wybral walke. Uzbrojony w karabin maszynowy - dar od serdecznego przyjaciela, Fidela Castro, zginal lub popelnil samobójstwo w ostrzeliwanym i ostatecznie zbombardowanym palacu. Wojskowi triumfowali i nie chodzilo tu bynajmniej tylko o techniczna strone operacji. 

W koncu opór w skali calego kraju byl raczej slaby. Wazniejsza wydawala sie aprobata dla dzialan armii ze strony wiekszosci narodu. Chilijczycy bowiem uznali - wbrew temu, co starala sie wmówic swiatu moskiewska propaganda - ze Pinochet uratowal kraj przed komunizmem. Podobnie uwazal zreszta sam general, który w jednym z wywiadów wyrazil taki oto poglad na temat niebezpieczenstwa knowan marksistów: "Rzeczywistosc wspólczesna pokazuje, ze marksizm jest nie tylko doktryna zepsuta. 

Dzisiaj ponadto jest on agresja na sluzbie imperializmu sowieckiego. Ta forma nowoczesnej agresji daje sposobnosc wojny niekonwencjonalnej, w której inwazja terytorium jest zastepowana przez próbe opanowania panstwa od wewnatrz". 

Prawda jest, ze po zamachu Pinochet twarda reka wymuszal posluch. Wielu ludzi musialo opuscic kraj, wielu sadzono w trybie doraznym, zapadaly wcale liczne wyroki smierci. Byly to jednak represje konwencjonalne, bez odcienia totalitarnego- faszystowskiego czy komunistycznego. Wszelkie dyskusje na ten temat general urywal krotko: "pierwszym obowiazkiem panstwa jest obrona samego siebie".

Zreszta w latach 80., gdy komunizm przestal byc zagrozeniem, rezim zlagodzil represje. W roku 1988 Pinochet w zwiazku z projektem przedluzenia swojej prezydentury, poddal sie demokratycznemu osadowi narodu. Uzyskal 43- procentowe poparcie (niezly rezultat jak na "faszyste", nieprawdaz?), ale wiekszosc, byc moze nieco zmeczona wojskowymi, powiedziala "nie". Dyktator podporzadkowal sie tej decyzji, chociaz wcale nie musial. Dwa lata pózniej Chile powrócilo do demokratyczno-parlamentarnej formy rzadów, w której jest miejsce zarówno dla lewicy, jak i Pinocheta.


Mysle, ze obiektywnie stary general moze czuc sie zadowolony z "dziela swojego zycia". 25 lat temu uratowal kraj przed dyktatura a la Castro. Jego liberalna polityka wolnorynkowa, wspieranaprzez Miltona Friedmana, spowodowala fantastyczny wzrost gospodarczy” Chile jest dzisiaj jednym z najbogatszych panstw Ameryki Lacinskiej. Takie sa fakty, natomiast gledzenie na temat nieludzkiej dyktatury ”potwora z Santiago” pozostawiam wlasciwym gremiom. Im to naprawde wychodzi najlepiej. 

"NTO", nr 32, 7-8 lutego 1998

 

 

 KONFLIKT W IRLANDII PÓLNOCNEJ     

Aby zrozumiec jeden z ostatnich klasycznych konfliktów etniczno religijnych w Europie Zachodniej, a takie podloze maja animozje miedzy protestantami i katolikami w Irlandii Pólnocnej, czyli w szesciu hrabstwach tworzacych Ulster (trzy pozostale prowincje tworzace ta historyczna kraine znajduja sie w granicach Eire- Republiki Irlandii), nalezy cofnac sie do odleglych dziejów wyznaczajacych poczatek trudnych relacji irlandzko - angielskich.

Normanowie, francuscy ksiazeta o skandynawskim rodowodzie (pobrzmiewajacym juz tylko w germanskich imionach), pojawili sie w Irlandii niewiele pózniej od zwycieskiej bitwy pod Hastings (1066), która dala poczatek ich rzadom w Anglii. 

Oczywiscie, jezeli uznamy, ze sto lat w historii znaczy owo "niewiele". Celtyccy mieszkancy wyspy, absolutnie nie mogacy miec wobec przybyszy jakichkolwiek kompleksów kulturowo- cywilizacyjnych, poddali ich procesowi asymilacyjnemu (wczesniej postapili w ten sam sposób z Wikingami), co zaowocowalo calym szeregiem rodów normanskich czujacych i myslacych po irlandzku.

Wlasciwy, angielski podbój wyspy, noszacy znamiona akcji zorganizowanej, a nawet ludobójczej, rozpoczal sie w polowie wieku XVII wraz z przybyciem na Zielona Wyspe protestanckich wojsk lorda Cromwella. Najezdzcy, gardzacy i nienawidzacy katolickich Irlandczyków, zepchneli ich na nieurodzajne obszary rabstw Connaught i Clare, a sami rozdzielili miedzy siebie 26 z 32 hrabstw. 

Dla Irlandczyków, przyrównywanych do dzikusów, czy zwierzat w ludzkiej skórze, mieli tylko jedna propozycje: "Do Connaught albo do piekla". Jednoczesnie rozpoczeto akcje kolonizacyjna. Do najblizszego brzegom Brytanii Ulaidh (celtycka nazwa Ulsteru) ciagnely rzesze Szkotów i Anglików - prezbiterian i anglikanów. Po pewnym czasie pólnocna czesc wyspy zmienila swe etniczno - religijne oblicze. Katolicy znalezli sie w mniejszosci. 

Wiek XIX w historii Irlandii, polaczonej zreszta u jego poczatku unia realna z Londynem, stal pod znakiem dwóch zjawisk, które znaczaco wplynely na losy jej katolickich mieszkanców. Pierwszym byl glód wywolany zaraza ziemniaczana, a sztucznie podtrzymywany przez Anglików. 

Dla miliona oznaczal on smierc, a dla kilku milionów (glównie katolików) emigracje do Ameryki Pólnocnej. 

Oblicza sie, ze obecnie w USA zyje okolo 40 milionów ludzi o irlandzkich korzeniach. Irlandczycy w Stanach zajmuja posrednie miejsce miedzy angielsko-skandynawsko-niemiecko-holenderskimi "WASPAMI" (W.A.S.P.), a glównie katolickimi (w tym polskimi) P.I.G.S. (jakby nie patrzec, skrót ten sklada sie w angielski odpowiednik naszej swini). 

Irlandzkie lobby w Ameryce to sila znaczaca, porównywalna z zydami i nadal interesujaca sie starym krajem. To nie tylko klan Kennedych, ale i mocne usytuowanie w silach porzadkowych (policja!), ludzie kultury, swiat filmu (jeden z najlepszych aktorów amerykanskich sredniego pokolenia, cokolwiek wprawdzie zwichrowany - Mickey Rourke, swego czasu sponsorowal Irlandzka Armie Republikanska).

Drugie zjawisko to wzmagajaca sie walka Irlandczyków o swoje prawa, autonomie wewnetrzna ("Home Rule") i zwiazane z tym odrodzenie celtyckie. Jej finalem stalo sie nieudane Powstanie Wielkanocne (1916) i wreszcie faktyczne uzyskanie niepodleglosci w roku 1921. 

Niepodlegla Irlandia ograniczona zostala do terenów zamieszkalych przez katolików. Ulster wola protestanckiej wiekszosci pozostal przy Wielkiej Brytanii, uzyskujac zreszta autonomie z wlasnym rzadem i parlamentem (Stormont). Co ciekawe, protestanci tak naprawde wcale nie zyczyli sobie zadnych referencji w Zjednoczonym Królestwie. 

Oni naprawde sa bardziej brytyjscy niz mieszkancy Londynu czy Manchesteru (nie powiem tego o liverpoolczykach - w duzej czesci Irlandczykach). Udowadniali to nie jeden raz na polach bitew, sluzac w najlepszych, ochotniczych jednostkach brytyjskich (pobór powszechny w latach wojny ich nie obejmowal). Autonomia posluzyla jednak protestantom do niemal calkowitego wyrzucenia na margines zycia politycznego i ekonomicznego mniejszosci katolickiej. Nie bylo to zreszta trudne. 

W Ulsterze mialo dluga, 300 - letnia tradycje. Rzad i Stormont byly opanowane przez protestantów. W policji, slynnej Royal Ulster Constabulary, katolików niemal nie bylo (inna rzecz, ze sie do niej nigdy nie garneli). Biedota katolicka pozbawiona byla praw wyborczych- przyslugiwalo ono wlascicielom domów, glównym lokatorom mieszkan i ich zonom - glównie zwyczajowo bogatszym protestantom.

Poza tym w Irlandii Pólnocnej stosowano zasade wyznaczania okregów wyborczych w ten sposób, aby na danym terenie o wiekszosci katolickiej zmiescic w jednym okregu mozliwie wszystkich papistów, a pozostalym zapewnic przewage protestantów. W ten sposób w miejscowosci Derry 20 tysiecy katolików mialo 8 czlonków rady miejskiej, a 10 tysiecy protestantów - 16.


W II polowie lat 60 - tych w Ulsterze rodzi sie ruch na rzecz sprawiedliwosci spolecznej. Grupuje on sila rzeczy glównie dyskryminowanych katolików. Sa oni nastawieni pokojowo. Nie jest to zadna irredenta, a walka o prawa w ramach prawa. 5 pazdziernika 1968 roku w Derry (protestanci mówia: Londonderry) tlum zwiazkowców z Northern Ireland Civil Rights Association zostal spalowany przez protestancka policje. Wieczorem tego samego dnia mlodzi katolicy z dzielnicy Bogside wdarli sie na tereny zamieszkane przez protestantów. Na ulicy zbudowano barykady. Konflikt w Ulsterze wszedl w nowa, najostrzejsza faze.

Nastal czas demonów, wyzutych z czlowieczenstwa terrorystów. Uaktywnia sie Irlandzka Armia Republikanska, organizacja, która do tej pory prowadzila niemrawa dzialalnosc bojowa, a w ostatnim czasie ochraniala katolickie demonstracje- takze ta w Derry. 

IRA, podzielona na skrzydlo Oficjalne i Tymczasowe (pierwsze bylo marksistowskie i nie optowalo za terrorem), w konspiracji utrzymala dawna terminologie wojskowa. Stad podzial na brygady i bataliony. W rzeczywistosci byly to male grupy terrorystyczne nie pozbawione jednak spolecznego zaplecza. Trudno porównac IRA do takich organizacji jak np. Frakcja Czerwonej Armii, czy wloskie Czerwone Brygady. Te ostatnie cieszyly sie poparciem malych, lewicowych grupek intelektualistów, którzy zeszli na droge mordu. IRA wprawdzie tez mordowala, ale w specyficznej sytuacji Ulsteru stawala sie równiez obronca katolików przed atakami bojówek protestanckich. 

Stad jej ograniczone poparcie wsród spolecznosci katolickiej. Mówiac prosciej: przecietny Niemiec, czy Wloch zapewne bez wahania wydalby wladzom miejscowego terroryste, natomiast mieszkaniec katolickiego getta The Falls w Belfascie, nawet przeciwny metodom terrorystycznym, nie wydalby chlopaka z sasiedztwa, który wczesniej stracil brata, zabitego przez protestantów, pózniej wstapil do IRA, a dwie godziny temu wysadzil protestancki pub na równie protestanckiej Shankill Road.


Terrorystyczny festiwal trwal przez niemal 30 lat. IRA atakowala w Ulsterze, w Londynie (jeszcze w roku 1997), na kontynencie. Bojówki protestanckie operowaly w mateczniku. Wprowadzenie wojska brytyjskiego do Ulsteru, zawieszenie autonomii, nie uspokoilo sytuacji. Zolnierze brytyjscy, witani przez katolików biszkoptami i herbata (mieli ich bronic przed protestanckim terrorem), wkrótce sami zaczeli do nich strzelac.Jak to w zyciu: ktos nie wytrzymal, komus puscily nerwy. W powietrze wylatywali nawet mozni tego swiata- np. ostatni wicekról Indii, lord Mountbatten (ceniony na subkontynencie tak przez hindusów, jak i muzulmanów). Cudem smierci uniknela Margaret Thatcher (zamach w Brighton) i John Major (slynny zamach na londynskim Whitehall, gdy terrorysta wystrzelil "Stingera" w kierunku Downing Street w momencie narady rzadowej).

Rok 1998 przyniósl Ulsterowi pokój. Czy trwaly? Trudno powiedziec. Jestem umiarkowanym pesymista. Obie spolecznosci maja rózne, calkowicie przeciwstawne cele. Katolicy, którzy za 20 - 30 lat beda zapewne stanowic wiekszosc spoleczenstwa (poprawa warunków zycia, wieksza rozrodczosc, mniejsza emigracja do USA), na pewno upomna sie o prawo do zmiany przynaleznosci panstwowej Ulsteru. 

Dla protestantów takie rozwiazanie jest nie do przyjecia. Nagle bowiem stana sie mniejszoscia (z tendencja do dalszego zmniejszania sie) w 4 milionowym ”katolickim morzu”. Poza tym spolecznosci, które spiewaja inne piesni, mieszkaja w hermetycznych dzielnicach, chodza do innych pubów, moga szybko zapomniec o z trudem wynegocjowanym kompromisie. Wystarczy banalny zatarg, niewinna klótnia. Ulster jest wrazliwy, a nade wszystko zawziety. I dlugo pamieta.

 

 

 

ANTYKOMUNIZM A WSPÓLCZESNOSC     

 Mam dla bojowników antykomunizmu dobra i zla wiadomosc. 

Dobra polega na tym, ze komunizm jako idea, a ostatnio praktyczny model sprawowania wladzy - padl z kretesem. Nie ma juz najmniejszego sensu udowadnianie, ze Marks mylil sie, Lenin cierpial na zanik mózgu, a Stalin byl owocem afektu gruzinskiej pomywaczki do konia Przewalskiego. 

Oczywiscie mozna jeszcze prowadzic powazne badania naukowe, odkurzac stare i znajdowac nowe dokumenty komunistycznej barbarii, czy nie dawac spokoju obecnym piewcom demokracji z SLD. 

Obraz nie ulegnie jednak zasadniczej zmianie, a ewentualne nowe fakty kaza co najwyzej intensywniej spluwac na samo wspomnienie tej oblednej, wprowadzonej w zycie idei. Tyle pozytywy. 

Komunizm byl tylko mgnieniem historii - co prawda krwawym i nieludzkim. Byl i skonczyl sie, poniewaz jego rzeczywisci animatorzy i sponsorzy doszli do wniosku, ze walka z zespolem wartosci wyroslych z chrzescijanstwa musi przyjac forme wysublimowana, wieloplaszczyznowa, atrakcyjna dla nieuswiadomionych mas i pseudointeligenckiej elity. 

Walka z tym starym - nowym wrogiem, uzbrojonym w orez liberalizmu, pozornego braterstwa ludzi, wolnosci, która stanie sie niewola, przyzwolenia dla najnizszych ludzkich instynktów, dysponujacym pieniedzmi, mass-mediami i - niestety sporym poparciem spolecznym, rozgrywa sie od kilku lat i w naszym kraju. Kto tego nie uznaje, kto nie mysli wielowatkowo, a zasklepia sie w zmurszalej skorupie antykomunizmu, niczego nie rozumie, zyje w swiecie skansenu wypelnionym bolszewickimi jaczejkami, NKWD i rodzima bezpieka. 

Co gorsze, ta petryfikacja, totalne skamienienie moze z czasem doprowadzic do duchownego upadku, objawiajacego sie przyjeciem punktu widzenia wroga. Ten bowiem, widzac kompletny brak zagrozenia ze strony tradycyjnych, niereformowalnych antykomunistów, chetnie zagospodaruja ich we wlasnym obozie. Juz dzisiaj niektórzy z nich, nie wiem na ile zdaja sobie z tego sprawe, funkcjonuja tam na zasadzie listka figowego kryjacego rzeczywiste zamiary szeroko rozumianego ”stronnictwa postepu”. 

Na ile jestem zorientowany - dotyczy to glównie tych, którzy wczesniej antykomunizm umieli polaczyc z postawa obojetnosci lub ledwie skrywanej wrogosci do chrzescijanstwa (katolicyzmu) i instytucji Kosciola. 

Myslacy byly antykomunista musi przyjac, ze jego obecna walka z demoliberalnym Goliatem, noszaca charakter obronny, a z czasem, gdy pozwola na to wypracowane srodki - zaczepny (ofensywa ideowa, nowa kontrreformacja), winna wspierac sie na filarze bezwzglednej wiernosci nauce Chrystusa.

 Przyjecie takiej zasady, odpornej na swiat antywartosci, okresli szerokie pole zasadniczego konfliktu, obejmujacego m.in. pusty materializm, seksizm, sekciarstwo, globalizm, libertynski demo - liberalizm, koncepcje czlowieka "totalnie wyzwolonego" - czyli wszystko to, co oferuja ludzkosci deprawatorscy planisci ”New Word Order”. 

Poniekad wiec- po nieudanych eksperymentach z komunizmem i faszyzmem - wracamy do XVIII-wiecznego punktu wyjscia: 

My - albo oni” Chrzescijanstwo - albo neopoganizm” Bóg - Chrystus - albo szatan i podlegly mu zniewolony przez falszywe wyzwolenie czlowiek. 

Byloby dobrze, gdyby antykomunisci, o których uczciwosci jestem przekonany, dokonali podobnej oceny sytuacji. A spieszyc sie trzeba. Przeciwnik rozgrywa finalowa partie.

 

 

 

 POLECATS*

    Uwazam, ze zdecydowana wiekszosc polskich (krajowych) historyków zajmujacych sie najnowszymi dziejami Polski i swiata, przez dziesiatki lat wlewala w czytelnicze dusze zatruty jad propagandy i nieprawdy. 

Nie byli to ”Wallenrodowie” usilujacy przekazac podstawowy zrab informacji, a tylko przy okazji muszacy ”oddac co cesarskie - cesarzowi”, lecz zwykli koniunkturalisci, geszefciarze, pulpeciarze, wieksi i mniejsi klamcy odpowiedzialni na równi z komunistycznymi dygnitarzami za wykoslawienie polskiej swiadomosci historycznej: zeby nie powiedziec - prawie calkowita zatrate. 

Rok 1989 powinien byc dla nich ostatnim rokiem dzialalnosci na niwie historycznej” dotyczy to takze tych, którzy kilka lat wczesniej w tzw. drugim obiegu starali sie zatrzec poprzednia dzialalnosc. 

Powinni zamilknac, zapasc sie ze wstydu pod ziemie, wyparowac z uniwersytetów, a najlepiej sadzic ryz w Korei Pólnocnej. Albo przejsc w procesji ”auto da fe”, obowiazkowo z czapami hanby na glowach. 

Nic takiego nie nastapilo, no i nie nastapi. Te prostytutki obwieszone tytulami naukowymi przez mocodajnych sutenerów, utworzyli wlasny lupanar upstrzony w nowe piórka. ”Brazowo - nosi” (tak okresla sie ludzi podtykajacych ten wrazliwy organ pod wiadoma czesc ciala moznych tego swiata) - bez najmniejszego oporu, bez chrzakniecia, czy tylko bakniecia slowa: przepraszam, podazyli ku swiatlu prawdy. 

Nagle komunisci - koniunkturalisci (z mocnym akcentem na ostatnie slowo) przedzierzgneli sie w ideowych pilsudczyków, tropiciele wiadomego rewanzyzmu stali sie autorami ksiazek o pojednaniu polsko - niemieckim, a wszyscy, jak cierwne sepy, rzucili sie na polski antysemityzm. Na tym zawsze mozna zarobic, a przy okazji ukryc wlasne grzechy.

Ludzie ci naprawde niczym szczególnym nie róznia sie od  W. T. Kowalskich, czy Walichnowskich, którym zreszta nikt, za zycia i posmiertnie nie odebral tytulów. Przeciez to takie nieeleganckie. 

To chwasty zapatrzone we wlasne kariery, stado rozgadanych kelnerów, gotowych jednak na kazde skinienie nowego pana, osobnicy bez czci, wiary, moralnosci. 

Bez Boga i Ojczyzny.  Dobrzy Europejczycy. 

 

 

Polecat (ang. Tchórz). Euroazjatycki ssak drapiezny. Kiedy sie podnieca - smierdzi. Uwaga! Lowny

 

 

 

 

 

 

 

> > >  Kliknij -  Wróć do poczatku Strony- Do Gory  < < <

 

 

 

 

Zamknij to okno