|
Żydowskie dzieje i religia prof. Izrael Szahak
|
|||||
|
Zamiarem ninijeszej książki jest poruszenie środowisk żydowskich poprzez uświadomienie im błędów, jakie popełniali i popełniają w stosunku do nie-żydów. Wiele z nich, jak twierdzi autor, ma swoje źródło w żydowskiej religii – i to jest jej głównym tematem tej książki. Gdyby napisał ją Polak, natychmiast okrzyknięto by go antysemitą czy żydo-żercą.
ŻYDZI I GOJE – XXX WIEKÓW HISTORII
Gdzieś pod koniec lat 50, późniejsze bożyszcze tego świata John F.Kennedy, z zamiłowania historyk, opowiedział mi o tym, jako to w 1948 roku, w środku wyścigu do fotela prezydenckiego, niejaki Harry S. Truman został nagle opuszczony przez prawie wszystkich swoich sojuszników i właśnie wtedy w przedziale jego kampanijnego pociągu pojawiła się grupka amerykańskich syjonistów, z walizeczką zawierającą, bagatela, 2 miliony dolarów. Zdarzenie to wyjaśnia dlaczego po wyborze Trumana Stany Zjednoczone tak szybko uznały Państwo Izrael. Ponieważ ani Kennedy, ani ja nie byliśmy (w przeciwieństwie do jego ojca czy mojego dziadka) antysemitami, uznaliśmy tę historię za kolejną zabawną anegdotę o Trumanie i korupcji wśród amerykańskich polityków. Można sobie jedynie wyobrazić protesty społeczne pro-teksty i kategoryczne „nie” Kongresu, gdyby do czegoś takiego doszło. Tymczasem mniejszość wyznaniowa, stanowiąca niespełna 2 procent populacji kraju, przy entuzjastycznym poparciu mediów, kupiła bądź zastraszyła siedemdziesięciu senatorów (wymagana jest większość dwóch trzecich głosów, by obalić mało skądinąd prawdopodobne prezydenckie weto). Choć szczerze mówiąc, ani ZSRR ani komunizm regionowi temu nigdy specjalnie nie zagrażał. Doszło natomiast do tego, że przyjaźni dotąd Ameryce Arabowie stali się naszymi wrogami. Mało tego, na skutek dezinformacji na temat tego, co dzieje się na Bliskim Wschodzie, głównymi ofiarami tych wszystkich kłamliwych sloganów – na równi z amerykańskim podatnikiem – stali się amerykańscy żydzi, nieustannie szantażowani przez tej rangi zawodowych terrorystów, jak Begin czy Szamir. Na domiar złego, amerykańscy intelektualiści żydowskiego pochodzenia, poza paroma zaszczytnymi wyjątkami, opuścili szeregi liberałów, żeby wdać się w kilka nieudanych sojuszy z (antysemicką zresztą) prawicą chrześcijańską i przemysłowym kompleksem zbliżonym do Pentagonu. W tym momencie amerykańska lewica uległa rozbiciu, a ci z nas, którzy krytykowali naszych niegdysiejszych żydowskich sprzymierzeńców za ich nierozważny oportunizm, zostali natychmiast ochrzczeni rytualnym epitetem „antysemity”, bądź „nienawidzącego się żyda”. Czytam Szahaka od lat. Stara się on satyrycznym okiem spojrzeć na zamęt, w jaki popada religia, która próbuje zracjonalizować to, co z natury rzeczy jest irracjonalne. Posiada przy tym wyjątkową umiejętność wyławiania sprzeczności znajdujących się w tekstach. Fragment poświęcony przepojonemu nienawiścią do gojów doktorze Majmonidesie to prawdziwa uczta dla czytelnika. Nietrudno zrozumieć, dlaczego władze Izraela ubolewają nad działalnością Szahaka. Cóż jednak mogą począć z emerytowanym profesorem chemii, który urodził się w 1932 roku w Warszawie, a swoje dzieciństwo spędził w obozie koncentracyjnym w Belsen. Z wielką erudycją i poczuciem humoru sprzeciwia się totalitarnym deformacjom judaizmu. Podobnie jak inny wybitny uczony, Thomas Paine, Szahak ukazuje nam, co nas czeka w przyszłości, jak również długą historię, którą mamy za sobą; i z takiej perspektywy próbuje dowieść swoich racji. Ci, którzy uważnie go wysłuchają, staną się z pewnością mądrzejsi, a kto wie – może i lepsi. Jest on jednym z ostatnich, o ile nie ostatnim z wielkich proroków. Gore Vidal
Piszę tu tylko to, co uważam za prawdę, ponieważ kłamstwa Greków są tak liczne, i w mojej opinii śmieszne.
(Hekatajos z Miletu w relacji Herodota) Zamiast zwyczajnie opisać to wszystko w prasie, poprosiłem o spotkanie z przedstawicielami jerozolimskiego Sądu Rabinackiego, składającego się z rabinów mianowanych przez Państwo Izrael. Spytałem ich, czy takie postępowanie jest zgodne z zasadami religii żydowskiej. W odpowiedzi usłyszałem, że ów żyd, odmawiając dostępu do telefonu, zachował się nie tylko pobożnie, ale i prawidłowo. Na poparcie swego werdyktu sędziowie odesłali mnie do zredagowanego współcześnie i uznawanego za miarodajne kompendium praw talmudycznych. Zrelacjonowałem ten incydent na łamach głównego dziennika ukazującego się w języku hebrajskim, „Haaretz”, wywołując swoją publikacją swoisty skandal prasowy. Dodano do tego bardzo „świątobliwy” wywód, z którego wynikało, że gdyby konsekwencją odmowy było narażenie żydów na niebezpieczeństwo, wówczas profanacja szabatu (właśnie z uwagi na dobro żydów) byłaby dozwolona. Czyniąc te uwagi nie próbuję pomniejszyć znaczenia innych czynników – politycznych czy strategicznych – mających także wpływ na postępowanie władz izraelskich. Staram się jedynie podkreślić, że kierunki współczesnej polityki Izraela wyznaczane są przez wzajemne oddziaływanie czynników pragmatycznych (uzasadnionych czy nieuzasadnionych, moralnych czy niemoralnych w mojej opinii) i ideologii. Im mniej się o tych sprawach mówi, im bardziej ideologia pozostaje w cieniu, tym silniejszy jest jej wpływ na izraelską politykę. Wszelkie formy rasizmu, dyskryminacji czy ksenofobii stają się groźniejsze i skuteczniejsze, kiedy traktowane są przez społeczeństwo pobłażliwe, jako coś normalnego. Dzieje się tak zwłaszcza wówczas, gdy zabroniona zostaje – czy to formalnie, czy za milczącym przyzwoleniem – otwarta dyskusja. Jeśli rasizm, dyskryminacja czy ksenofobia skierowane przeciwko ludziom wyznania niemojżeszowego mają swe źródła w religii, nie różnią się one niczym od swego przeciwieństwa – antysemityzmu wynikającego z pobudek religijnych. O ile dużo się dzisiaj dyskutuje na ten ostatni temat, o tyle istnienie żydowskiego rasizmu, nietolerancji wobec gojów pomija się – zwłaszcza poza terytorium Izraela – niemal całkowitym milczeniem.
Bez rozważenia dominującego wśród żydów nastawienia do nie-żydów niemożliwe jest zrozumienie istoty „państwa żydowskiego”, jak oficjalnie Izrael sam się określa. Nieporozumienie, w wyniku którego Izrael powszechnie uchodzi za wzór demokracji (pominąwszy nawet reżym na terytoriach okupowanych), jest skutkiem ignorowania faktu, co termin „państwo żydowskie” oznacza w odniesieniu do zamieszkującej go ludności nieżydowskiej. Moim zdaniem, Izrael jako „państwo żydowskie” stanowi zagrożenie nie tylko dla samego siebie i swoich mieszkańców, lecz także dla wszystkich żydów oraz ludności zamieszkującej Bliski Wschód i inne regiony. Uważam też, że takie samo zagrożenie jak „żydowski” Izrael stanowią inne państwa czy wspólnoty Bliskiego Wschodu, określające się mianem „arabskich” czy „islamskich”. W myśl tego prawa nie zezwala się na kandydowanie do Knesetu żadnej partii czy ugrupowaniu politycznemu, którego program kwestionuje „żydowskość” Państwa Izrael bądź wyraża zamiar zmiany tego prawa na drodze demokratycznej. Osobiście sprzeciwiam się takiej zasadzie konstytucyjnej, albowiem prawnym skutkiem tego stanu rzeczy jest to, że w państwie, którego jestem obywatelem, nie mogę należeć do partii, której zasady ideowe podzielam i która miałaby prawo wziąć udział w wyborach do Knesetu. Niebezpieczeństwo z tego płynące nie ogranicza się wyłącznie do spraw wewnętrznych. Zacznijmy więc od obowiązującej w tym kraju definicji terminu „żydowski”, ilustruje ona bowiem podstawową różnicę między Izraelem jako „państwem żydowskim” a większością pozostałych państw świata. Zgodnie z oficjalną definicją Izrael jest państwem „należącym” tylko i wyłącznie (bez względu na miejsce zamieszkania) do osób określanych przez władze izraelskie jako „żydzi”. Z drugiej strony Izrael „nie należy” do obywateli nieżydowskiego pochodzenia, których, i to w sposób oficjalny, uznaje się za osoby niższej kategorii. W praktyce oznacza to, że gdyby członkowie jakiegoś plemienia peruwiańskiego zdecydowali się przejść na judaizm, uzyskawszy tym samym status „żydów”, staliby się automatycznie obywatelami izraelskimi i mogliby dzięki temu korzystać z 70 procent terytorium Zachodniego Brzegu (a także 92 procent terytorium należącego do Państwa Izrael), ziem oficjalnie przeznaczonych wyłącznie dla żydów. Wszystkim nie-żydom (i to nie tylko Palestyńczykom) zabrania się korzystania z tych terytoriów. (Zakaz ten dotyczy także obywateli izraelskich pochodzenia arabskiego, i to nawet tych, którzy dosłużyli się wysokich stopni wojskowych w armii izraelskiej). Na Zachodnim Brzegu, w pobliżu Nablusu, na obszarze niedostępnym dla gojów, osiedlani zostali żydzi, którzy dopiero co przeszli na judaizm. Rząd izraelski podejmuje ogromne ryzyko, włącznie z ryzykiem wybuchu konfliktu zbrojnego, po to, żeby osiedla takie, zamieszkiwane wyłącznie przez osoby określane mianem „żydów” (a nie, jak to się kłamliwie głosi w mediach, przez „Izraelczyków”) podporządkować jedynie jurysdykcji „żydowskiej”. Podejrzewam, że żydzi amerykańscy czy brytyjscy poczytaliby za akt antysemityzmu nazwanie Stanów Zjednoczonych czy Zjednoczonego Królestwa „państwami chrześcijańskimi”, należącymi wyłącznie do obywateli określanych oficjalnie mianem „chrześcijan”. W konsekwencji obowiązywania takiej doktryny żydzi, którzy przeszliby na chrześcijaństwo, stawaliby się pełnoprawnymi obywatelami poprzez sam fakt chrztu. Korzyści płynące ze zmiany wyznania znane są żydom szczególnie dobrze z ich własnej historii. W czasach, gdy państwa chrześcijańskie czy muzułmańskie odmawiały innowiercom – w tym również żydom – praw obywatelskich, dyskryminacja ustawała z chwilą przejścia na obowiązującą oficjalnie religię państwową. W państwie izraelskim jest podobnie: w momencie przejścia na judaizm nie-żyd przestaje być dyskryminowany, gdyż odtąd uważa się go za żyda. Widać więc, że ten sam rodzaj ekskluzywizmu, który znakomita część żydowskiej diaspory uważa za przejaw zwykłego antysemityzmu, gdy dotyczy żydów, traktowany jest jako coś normalnego, ponieważ dotyczy żydów. Sprzeciwianie się zarówno antysemityzmowi, jak i żydowskiemu szowinizmowi uważane jest przez większość żydów za „nienawiść do siebie”. Jest to moim zdaniem termin absurdalny. Znaczenie określenia „żydowski” i jego pochodnych w kontekście polityki państwa izraelskiego nabiera podobnej wagi i wymowy, co znaczenia określenia „islamski” w odniesieniu do Iranu czy „komunistyczny” w stosunku do byłego ZSRR. Jednakże znaczenie słowa „żydowski” w jego potocznym użyciu nie jest wcale aż tak precyzyjne i klarowne ani w hebrajskim, anie w tłumaczeniu na inne języki, stąd konieczność wprowadzenia definicji oficjalnej. Definicja ta stosowana jest przez żydowskich ortodoksów. Zarówno Talmud, jak i późniejsze prawo rabiniczne dopuszczają również sytuację, w której goj przechodząc na judaizm może stać się żydem (podobnie jak może się nim stać – tyle że w inny „sposób” – nieżydowski niewolnik przechodząc na własność żyda) pod warunkiem, że nastąpiło to w zgodzie z obowiązującymi zasadami, a zmiana wyznania odbyła się pod nadzorem rabina. „Obowiązujące zasady” to w przypadku kobiety przechodzącej na judaizm „oczyszczająca kąpiel” nagiej kandydatki odbywająca się pod nadzorem trzech rabinów. O rytuale tym, dobrze znanym większości czytelników prasy hebrajskiej, rzadko kiedy mówi się czy pisze w anglojęzycznych mediach. Mam nadzieję, że niniejsza książka stanie się początkiem procesu objaśniania pewnych zjawisk i nadrabiania zaległości w tej dziedzinie. Dyskryminacja, jeśli chodzi o prawo do zamieszkania, wynika z faktu, iż 92 procent terytorium Izraela znajduje się w rękach państwa i jest administrowane przez Izraelskie Władze Ziemskie w oparciu o wytyczne Żydowskiego Funduszu Narodowego, organizacji afiliowanej przy Światowej Organizacji Syjonistycznej. Uchwalone przez ŻFN przepisy odmawiają prawa do zamieszkania, otwarcia firmy, a często prawa do pracy wszystkim nie-żydom tylko dlatego, że nie są żydami, podczas gdy żydom wolno zamieszkiwać, otwierać firmy i pracować w dowolnym miejscu na obszarze Izraela. Gdyby w jakimś państwie prawo dyskryminowało w podobny sposób żydów, okrzyczano by je natychmiast, całkiem zresztą słusznie, antysemickim i domagano się w licznych protestach jego zmiany. Kiedy jednak problem dotyczy Izraela i dyskryminującej „ideologii żydowskiej”, albo się go zbywa milczeniem, albo uczenie usprawiedliwia, rzadko kiedy ujawniając prawdę. Od czasu do czasu władze Izraela, przykładowo Ministerstwo Rolnictwa, wszczynają kampanię walki z plagą „podnajmowania należących do żydów i zlokalizowanych na terenach państwowych [tj., na ziemi należącej do Państwa Izrael] gospodarstw sadowniczych, wskutek czego sady uprawiane są przez robotników arabskich”. Nie ma znaczenia, że robotnicy ci są obywatelami izraelskimi. Izrael zabrania również żydom osiedlonym na terenach państwowych poddzierżawiania choćby skrawka swojej ziemi Arabom, nawet na krótki czas; ci, którzy tego zakazu nie respektują, podlegają z reguły wysokim karom grzywny. Nie ma jednak prawa zakazującego nie-żydom dzierżawienia ziemi żydom. W moim przypadku oznacza to, iż z tytułu bycia żydem mam prawo wydzierżawić sad od innego żyda, zaś nie-żyd, nawet jeśli jest obywatelem lub stałym rezydentem Izraela, takiego prawa nie posiada. Na karcie widnieje narodowość posiadacza, a więc: żyd, Arab, Druz, każdy, tylko nie Izraelczyk. Próba wymuszenia na Ministerstwie Spraw Wewnętrznych zmiany tego zapisu, by w miejsce „narodowości” wpisywać Izraelczykom na kartach: obywatelstwo „izraelskie” czy nawet „izraelsko-żydowskie” nie powiodła się. Osoby zainteresowane taką zmianą otrzymały z tegoż ministerstwa pismo z adnotacją: „postanowiono, iż nie będzie się uznawać narodowości izraelskiej”. Pismo nie precyzuje, kto tak postanowił i kiedy.
Izrael propaguje wśród swoich żydowskich obywateli opartą na zasadzie swoistej odrębności czy eksluzywizmu ideologię Ziemi Odzyskanej. Zasadniczym jej celem jest ograniczenie do minimum nieżydowskiej populacji Izraela. Ideologię tę wpaja się żydowskim uczniom w tamtejszych szkołach. Naucza się więc dzieci, że ideologia ta odnosi się do całego Państwa Izrael, które wraz z terenami zdobytymi po roku 1967 określa się mianem Ziemi Izraela. Zgodnie z nią ziemię „odzyskaną” stanowią terytoria, które z rąk nieżydowskich przeszły na własność żydów. Mogą one stanowić własność prywatną albo należeć do państwa lub do Żydowskiego Funduszu Narodowego. Ziemia znajdująca się nadal w rękach nieżydowskich określana jest jako: „nie odzyskana”. Tak więc jeśli żyd, który popełnił najstraszniejszą ze zbrodni, nabędzie kawałek ziemi od najbardziej prawego goja, wówczas ziemia ta, będąca dotychczas „nie odzyskaną”, staje się na mocy owej transakcji ziemią „odzyskaną”. Logiczną konsekwencją takiego stanu rzeczy jest wysiedlenie, zwane delikatnie „przesiedleniem”, wszystkich nie-żydów z terenów, które muszą zostać odzyskane. Dlatego utopią jest ziemia w całości „odzyskana”; żadna jej piędź nie jest posiadana ani uprawiana przez nie-żyda. Liderzy ruchu syjonistycznego wykładają tę wyjątkowo odpychającą ideologię w sposób prosty i klarowny. Walter Laquer, zagorzały syjonista, w swej Historii syjonizmu (1) opowiada, jak to jeden z jego duchownych przodków, zmarły w 1919 roku A.D. Gordon, „sprzeciwiał się przemocy, zaś samoobronę dopuszczał tylko w skrajnych przypadkach. Zarówno on, jak i jego przyjaciele pragnęli, aby każde drzewko, każdy krzew rosnący na żydowskiej ziemi zasadzone zostały rękami żydowskich pionierów”. Oznaczało to, iż ludzie ci chcieli się pozbyć wszystkich „obcych”, tak by ziemia ta stała się ziemią „odzyskaną” przez żydów. Wprawdzie współcześni następcy Gordona stosują dziś więcej przemocy, niż on sam zalecał, to jednak zasada „odzyskiwania” ziemi i jej konsekwencje pozostały bez zmian. Trudno się potem dziwić, że chłopcy z kibuców uznawani są za najbardziej promilitarnie nastawioną część społeczeństwa izraelskiego. Pod określeniem „judaizacja Galilei” rozumiemy cały system bodźców finansowych, motywujących żydów do osiedlania się w Galilei. (Ciekawy jestem reakcji amerykańskich żydów, w wypadku gdyby tak ktoś w Stanach Zjednoczonych zechciał przeforsować plan „chrystianizacji Nowego Jorku”, albo chociażby Brooklynu.) Tymczasem „Odzyskiwanie Ziemi” ogranicza się nie tylko do terytorialnej „judaizacji”. Na całym obszarze Izraela Żydowski Fundusz Narodowy, wspierany energicznie przez izraelskie agencje rządowe (szczególnie przez tajną policję), wydaje ogromne sumy państwowych pieniędzy na „odzyskiwanie” każdego kawałka ziemi, jaki nie-żyd jest tylko gotów sprzedać, a także niedopuszczanie do tego, by jakikolwiek żyd sprzedał swą ziemię gojowi. To ostatnie osiąga się poprzez oferowanie wyższej ceny.
Największym zagrożeniem, na jakie Izrael jako „państwo żydowskie” naraża zarówno swoich własnych mieszkańców, jak i ich żydowskich i nieżydowskich sąsiadów, jest jego ideologicznie umotywowana ekspansja terytorialna oraz seria wojen, które były jej nieuniknionym skutkiem. Im więcej Izraelczyków staje się żydami albo, jak to ktoś powiedział po hebrajsku, im więcej obywateli Izraela „powraca do judaizmu” (proces powrotu trwa, a rozpoczął się w 1967 roku), tym bardziej izraelska polityka zdominowana jest przez żydowską ideologię, a względy racjonalne schodzą na coraz dalszy plan. Użyte przeze mnie określenie „racjonalny” nie odnosi się wcale do moralnej oceny polityki Izraela ani też do rzekomych potrzeb związanych z obronnością czy bezpieczeństwem państwa – a tym bardziej do rzekomej doktryny „przetrwania Izraela”. Określenia tego używam wyłącznie w odniesieniu do izraelskiej polityki imperialnej, której podstawą są domniemane interesy samego państwa. Jakkolwiek polityka ta sama w sobie jest niemoralna i beznadziejnie głupia, to opieranie się w polityce na „ideologii żydowskiej” uważam za coś jeszcze gorszego. Argumenty ideologiczne na rzecz polityki izraelskiej odwołują się zwykle do realigii żydowskiej, zaś w przypadku żydów niewierzących do „historycznych praw żydów”, które również wywodzą się z wiary i w związku z tym posiadają charakter dogmatyczny. Temu właśnie zawdzięczać można moją wczesną przemianę z wielbiciela Ben Guriona w jego zagorzałego przeciwnika. W 1956 roku skwapliwie poparłem wszystkie polityczne i militarne argumenty Ben Guriona za rozpoczęciem tzw., wojny o Suez. I popierałem je dopóty Ben Gurion, w trzecim dniu wojny, (pomimo swego ateizmu i głoszonego publicznie lekceważenia dla przykazań wiary mojżeszowej) oświadczył w Knesecie, że jej prawdziwym powodem jest „odbudowa królestwa Dawida i Salomona” w jego biblijnych granicach. W chwili gdy Ben Gurion wypowiedział te słowa, większość członków parlamentu wstała i spontanicznie odśpiewała hymn izraelski. O ile mi wiadomo, żaden żydowski polityk nie wyparł się nigdy idei Ben Guriona, lansującego pogląd, że dążeniem polityki izraelskiej musi być (w granicach rozważnego pragmatyzmu) przywrócenie państwu żydowskiemu granic biblijnych. Istotnie, analiza izraelskiej strategii i zasad bieżącej polityki zagranicznej, wyrażonych w języku hebrajskim, wskazuje dość jasno, że to właśnie „ideologia żydowska”, bardziej niż jakikolwiek inny czynnik, wyznacza politykę współczesnego Izraela. Ignorowanie wpływu judaizmu na politykę izraelską, jak to się w rzeczywistości zdarza, a także lekceważenie samej „ideologii żydowskiej”, sprawia, iż zasady tej polityki są niezrozumiałe dla cudzoziemców, których wiedza na temat wiary mojżeszowej ogranicza się do powierzchownej znajomości tekstów jej apologetów. Pozwolę sobie tutaj zilustrować na współczesnym przykładzie zasadniczą różnicę między izraelskim ekspansjonizmem terytorialnym (imperializmem) w wydaniu świeckim a zasadami „ideologii żydowskiej”. Ta ostatnia głosi, że ziemie należące w zamierzchłej przeszłości do któregoś z władców żydowskich albo obiecane żydom przez Boga, czy to w Biblii, czy też – co jest nawet ważniejsze z politycznego punktu widzenia – wedle rabinicznej interpretacji Pisma Św., i Talmudu powinny należeć do Izraela, ponieważ są częścią państwa żydowskiego. Bez wątpienia wielu żydowskich „golębi” uważa, że proces podboju należy odłożyć na później, do czasu gdy Izrael stanie się silniejszy niż jest obecnie, albo liczy na to, że kiedyś w przyszłości nastąpi „podbój pokojowy”, to znaczy uda się „nakłonić” narody arabskie lub ich przywódców, aby sporne terytoria przekazali żydom w zamian za korzyści gwarantowane im przez państwo żydowskie. W obiegu krąży wiele różniących się między sobą wersji „biblijnych granic Ziemi Izraela”, które władze rabiniczne interpretują jako granice wyznaczające obszar państwa żydowskiego. Rzecz jasna, nieboszczyk Kahane i jego uczniowie, jak również tak wpływowe organizacje, jak Gusz Emunim, nie tylko pragną, by Izrael dokonał podboju spornych terytoriów, lecz uważają go wręcz za nakaz boski, który musi się powieść, gdyż odbywać się będzie z Bożą pomocą. Faktem jest, że w opinii czołowych przedstawicieli duchowieństwa odmowa podjęcia przez Izrael „świętej wojny”, czy, jeszcze gorzej, oddanie Synaju Egiptowi, jest zbiorowym grzechem, za który naród został słusznie przez Boga ukarany. Jeden z najbardziej wpływowych rabinów Gusz Emunim, rabin żydowskich osiedli w Kirayat Arba i w Hebronie, Dov Lior, utrzymywał uparcie, iż fiasko podboju Libanu w wojnie 1982-85 roku było zasłużoną karą boską, wymierzoną żydom za „oddanie Egiptowi części Ziemi Izraela, a mianowicie Synaju”. Chociaż – jak z góry zastrzegłem – posłużyłem się najbardziej skrajnym przykładem „biblijnych” granic Ziemi Izraela, te właśnie granice „państwa żydowskiego” są w kręgach religijno-nacjonalistycznych uważane za naturalne. Istnieją jednak bardziej umiarkowane wersje „granic biblijnych”, zwane niekiedy „granicami historycznymi”. W tym miejscu trzeba koniecznie zaznaczyć, że zarówno w samym Izraelu, jak i wśród diaspory żydowskiej – z nielicznymi wyjątkami ugrupowań, które sprzeciwiają się samej idei państwa żydowskiego – zasadność koncepcji „granic biblijnych” bądź „historycznych” jako wyznacznika granic Izraela nie jest przez nikogo kwestionowana. Przeciwnie, wszelkie obiekcje dotyczące wyegzekwowania tych granic siłą są natury czysto pragmatycznej. Można więc twierdzić, że Izrael jest jeszcze zbyt słaby, by podbić wszystkie ziemie „należące” do żydów, albo że w wojnie na taką skalę straty po stronie żydowskiej (a nie po stronie arabskiej!) nie równoważyłby korzyści wynikających z podbicia tych ziem. W każdym razie żadnemu ortodoksyjnemu wyznawcy judaizmu nie wolno kwestionować „żydowskości” terytorium – bez względu na przebieg granic – należącego do Ziemi Izraela. W maju 1993 roku, podczas zjazdu Likudu, Ariel Szaron zaproponował, by koncepcję „granic biblijnych” przyjąć jako oficjalną płaszczyznę polityczną tego bloku. Wniosek ten – zarówno w ramach Likudu, jak i poza nim – spotkał się z niewielkimi zastrzeżeniami, i to wyłącznie o charakterze pragmatycznym. Nikomu nie przyszło nawet do głowy spytać Szarono, a którędy przebiegają te „biblijne granice”, których tak się domaga. Pamiętajmy, że dla tych, którzy określają się mianem „leninistów” historia toczy się zgodnie z zasadami wytyczonymi przez Marksa i Lenina. Przekonanie to jest nie tylko dogmatyczne, lecz dodatkowo wyklucza jakąkolwiek dyskusję; innymi słowy: jest niepodważalne. Takie podejście uniemożliwia otwartą wymianę opinii, stając się automatycznie pożywką dla totalitarnego sposobu myślenia. Można więc powiedzieć, że zarówno żydzi izraelscy, jak i żyjący „po żydowsku” przedstawiciele diaspory oraz członkowie organizacji czysto żydowskich mają, podobnie jak leniniści, silne inklinacje totalitarne. Oto co Gazit powiedział: Dlatego właśnie Izrael zamierza przeciwdziałać przemianom zachodzącym poza jego granicami. Przemiany te nie będą pod żadnym pozorem tolerowane, a w razie ich zaistnienia Izrael zmuszony będzie do użycia siły militarnej, która je powstrzyma bądź stłumi. Ziemia Odzyskana jest próbą uniknięcia takiego haraczu. Nie muszę dodawać, że sprzeciwiam się zarówno korzeniom, jak i odnogom tej nieideologicznej polityki Izraela, jakże klarowne i bez ogródek wyłożonej przez Gazita. Uważam przy tym, że uprawianie polityki opartej na „ideologii żydowskiej”, takiej jak polityka Ben Guriona czy Szarona, niesie ze sobą znacznie większe niebezpieczeństwo niz to wynikające z uprawiania jedynie polityki imperialnej, nawet z gruntu przestępczej. Skutki prowadzenia przez inne reżymy ideologicznie zorientowanej polityki tylko to potwierdzają. Istnienie w polityce Izraela istotnego składnika opartego na „ideologii żydowskiej” czyni jej analizę wręcz nakazem politycznym. Ideologia ta opiera się bowiem na stosunku „klasycznego judaizmu” do ludności nieżydowskiej, i to jest jednym z głównych tematów niniejszej książki. Nastawienie to z konieczności – w sposób mniej lub bardziej świadomy – wpływa na postępowanie wielu żydów. Naszym zadaniem będzie więc analiza judaizmu historycznego w jego prawdziwym kształcie. Wpływ „ideologii żydowskiej” na żydów jest tym większy, im mniej otwarcie się na ten temat dyskutuje. Mamy nadzieję, że taka nieskrępowana dyskusja pozwoli czytelnikowi ocenić szowinizm żydowski i pogardę żydów dla gojów (co postaramy się udokumentować poniżej) równie sprawiedliwe i krytycznie, jak ocenia się zachowanie wymierzone przeciwko żydom: antysemityzm, szowinizm i inne formy ksenofobii. Zakładamy, że najskuteczniejszą bronią przeciwko antysemityzmowi jest ukazanie go w pełnym świetle, w tym również jego źródeł i korzeni. To samo odnosi się do żydowskiego szowinizmu i fanatyzmu religijnego; bez ujawniania tych zjawisk walka z nimi nie będzie możliwa. Jest to szczególnie aktualne dzisiaj, kiedy w przeciwieństwie do tego, co działo się pięćdziesiąt czy sześćdziesiąt lat temu, polityczne wpływy żydowskiego szowinizmu i fanatyzmu religijnego są znacznie silniejsze niż zasięg oddziaływania współczesnego antysemityzmu. Jest jeszcze jedna ważna sprawa. Osobiście uważam, że walkę z antysemityzmem należy prowadzić równolegle z walką przeciwko żydowskiemu szowinizmowi.
Dopóki takie stanowisko nie stanie się powszechne, zagrożenie wywołane izraelską polityką opartą na „ideologii żydowskiej” przewyższać będzie zagrożenie spowodowane polityką zdominowaną przez czynniki czysto strategiczne. Różnicę pomiędzy tymi dwoma rodzajami polityki znakomicie ilustruje esej Hugha Trevor-Ropera zatytułowany „Sir Thomas More a utopia”(3), w której nazywa te podejścia odpowiednio: platońskim i machiavellicznym: Wykorzystanie koncepcji Platona do analizy polityki izraela opartej na „ideologii żydowskiej” nie powinno wydawać się czymś osobiliwym. Dostrzegło to już wielu uczonych, z których najważniejszy, Mojżesz Hadas, utrzymywał, że fundamentem „klasycznego judaizmu”, to znczy judaizmu ustanowionego przez znawców Talmudu, są myśli Platona, a szczególnie platońską koncepcją Sparty (4). Zdaniem Hadasa, zasadniczą cechą przyswojonego przez judaizm jeszcze w okresie machebejskim (142-63 r., p.n.e.) platońskiego systemu politycznego jest zasada, iż „każde ludzkie zachowanie winno być podporządkowane przymusowi religijnemu, którego interpretacja zależy od ludzi sprawujących władzę”. Tradycyjny judaizm i jego dwaj sukcesorzy: religijna ortodoksja oraz syjonizm są zaciekłymi wrogami budowania Izraela w oparciu o koncepcję państwa otwartego. Może się ono stać przypominającym getto społeczeństwem szczelnie zamkniętym, taką żydowską Spartą, opierającą swą egzystencję na pracy arabskich helotów, na swoich wpływach na polityczny establishment USA oraz na groźbie użycia siły nuklearnej; albo też może dążyć do tego, by stać się społeczeństwem otwartym. Ten drugi wybór wymaga rzetelnej analizy żydowskiej historii, przyznania się do istnienia żydowskiego szowinizmu i poczucia elitarności oraz zweryfikowania sposobu odnoszenia się żydów do gojów.
Pierwszą trudnością, jaką napotyka pisanie na ten temat, jest pojęcie „żyd”, które w ciągu ostatnich 150 lat używane było w dwóch odmiennych znaczeniach. Aby to zrozumieć, trzeba się cofnąć wyobraźnią do roku 1780. wtedy to powszechnie obowiązujące znaczenie słowa „żyd” pokrywało się zasadniczo z tym, co sami żydzi rozumieli pod pojęciem własnej tożsamości. Tożsamość ta miała w dużej mierze charakter religijny, przy czym przykazania wiary rządziły najdrobniejszymi sprawami codziennego życia, we wszystkich jego aspektach, tak społecznych, jak i prywatnych, dotyczącymi zarówno relacji pomiędzy żydami, jak i ich w stosunku do gojów. Żydowi, dosłownie, nie wolno było w domu goja wypić nawet szklanki wody. Od Jemenu po Nowy Jork obowiązywały identyczne zasady postępowania wobec nie-żydów. Niezależnie od tego, jak opisywano by żydów w 1780 roku – a nie mam zamiaru wdawać się tutaj w metafizyczne rozważania na temat takich pojęć, jak „naród” i „lud” (1) – nie ulega kwestii, że prawie wszystkie ówczesne wspólnoty żydowskie odseparowane były od społeczności nieżydowskich, pośród których żyły. Nie tylko że praktyki te były dozwolone, ale wręcz popierane przez władze państwowe, zarówno w krajach chrześcijańskich, jak i muzułmańskich, które prócz tego, że zainteresowane były utrzymaniem praworządności, miały z tego niekiedy dodatkowe korzyści finansowe. Przykładowo, w archiwalnych dokumentach hiszpańskich, pochodzących z XIII i XIV wieku, znaleźć można szczegółowe zapisy rozporządzeń wydawanych przez Najpobożniejszych Katolickich Królów Kastylii i Aragonii, a nakazujących nie mnie pobożnym urzędnikom państwowym, by pomagali rabinom w zmuszaniu żydów do obchodzenia szabatu. Dlaczego? Ponieważ ilekroć sąd rabiniacki skazał jakiegoś żyda za naruszanie świętego szabatu, tyle rabin musiał przekazać królowi dziewięć dziesiątych wymierzonej grzesznikowi kary – był to niezmiernie skuteczny i zyskowny układ. Podobnie, można zacytować responsę (odpowiedź) napisaną na krótko przed rokiem 1832 przez sławnego rabina Mosze Sofera z Pressburga (dziś Bratysława) w ówczesnym Królestwie Węgier, wchodzącym w skład cesarstwa austriackiego, adresowaną do samego Wiednia, gdzie żydzi uzyskali już stosunkowo duży zakres praw osobistych (2). Rabin biada nad tym, że odkąd kongragacja żydowska w Wiedniu pozbawiona została prawa karania występków, żydzi stracili gorliwość religijną i stali się rozwięźli. Dodaje też, że: „Tu, w Pressburgu, gdyby jakiś żydowski kramarz ośmielił się otworzyć swój sklepik w czasie świąt mniejszych, natychmiast wysłałbym policjanta, aby go uwięził”. W okresie poprzedzającym powstanie nowoczesnych państw najważniejszą oznaką społecznej obecności żydów był następujący fakt: zarówno przestrzeganie praw religijnych judaizmu, jak i wpajanie ich poprzez naukę odbywało się pod przymusem fizycznym, od którego można się było uwolnić jedynie przechodząc na religię panującą, co było niekiedy równoznaczne z totalnym odrzuceniem przez społeczeństwo, i choćby już z tego powodu było niepraktyczne; wyjątek stanowiły okresy tzw., przesileń religijnych (3). Ta forma wyzwolenia miała mieć w przyszłości bardzo ponure konsekwencje. Dokładnie tak jak w przypadku Niemiec (genialnie opisanym przez A.J.P. Taylora), gdzie łatwo było „skojarzyć” przyczynę reakcji z patriotyzmem. Ponieważ wolności obywatelskie i równość wobec prawa zostały przyniesione do Niemiec przez siły zbrojne rewolucji francuskiej i wojska Napoleona, kojarzono je z czymś nieniemieckim. Analogia do żydów nasuwa się tu sama, szczególnie w Izraelu, gdzie łatwo było zmontować skuteczny atak na symbole i ideały humanistyczne oraz na praworządność (nie wspominając o demokracji) jako coś „nieżydowskiego”, czy wręcz „antyżydowskiego” – co zresztą w sensie historycznym jest prawdą – coś, co wprawdzie może być wykorzystane w interesie żydów, lecz traci sens, z chwilą gdy obraca się przeciwko temu interesowi, na przykład, gdy na zasady te powołują się Arabowie. Prowadziło to z kolei – podobnie jak w Niemczech i reszcie Mitteleuropa – do tworzenia zniekształconej, sentymentalnej i skrajnie romantycznej historografii, z której usuwało się wszystkie niewygodne fakty. Stąd w opasłych tomach napisanych przez Hannach Arendt, czy to poświęconych totalitaryzmowi, czy żydom (4), trudno się doszukać najdrobniejszej nawet wzmianki o tym, jak naprawdę wyglądała społeczność żydowska w osiemnastowiecznych Niemczech; nie ma słowa o paleniu książek, prześladowaniu pisarzy, dysputach o magicznych właściwościach amuletów, o zakazach uczenia się najbardziej nawet elementarnych spraw nieżydowskich, takich jak nauka poprawnego języka niemieckiego czy wręcz pisanie przy użyciu liter alfabetu łacińskiego (5). Także w licznych publikacjach na temat „historii żydów” wydawanych w języku angielskim nie sposób znaleźć elementarnych faktów dotyczących nastawienia mistycyzmu żydowskiego (jakże niegdyś modnego) do gojów. Nie ma słowa o tym, że gojów uważano za „diabelskie nasienie” oraz że owe nieliczne wśród nie-żydów niediabelskie wyjątki (to znaczy ci goje, którzy przeszli na judaizm) są w rzeczywistości „żydowskimi duszami” zabłąkanymi w czasie, gdy Szatan zbeszcześcił Świętą Panią (Szechina albo Matronit, boski pierwiastek żeński; kabała podaje, iż była siostrą i żoną młodszego Boga) w jej niebiańskiej siedzibie. Wybitni uczeni, tacy jak choćby Gerszom Szolem, użyczali swego autorytetu systemowi kłamstw i przeinaczeń we wszelkich „drażliwych” kwestiach; im lepiej były one znane, tym bardziej zwodniczych i oszukańczych argumentów używano. Rosyjski cal Mikołaj I, zagorzały antysemita, wydał wiele praw i rozporządzeń wymierzonych przeciw zamieszkującym jego państwo żydom. Równocześnie jednak umacniał w Rosji poszanowanie dla „praworządności” – nie tylko poprzez wspomaganie tajnej policji, lecz również zwykłej policji i żandarmerii – w konsekwencji czego zabicie żyda z wyroku rabina było bardzo trudne, podczas gdy w Polsce przed rokiem 1795 czyn taki należał do dziecinnie prostych. „Oficjalna” historia żydów potępia cara Mikołaja I za wszystko, co czynił. Przykładowo, w końcu lat 30-tych ubiegłego stulecia Święty Rabin, zwany cadykiem, z małego miasteczka na Ukrainie rozkazał stracić heretyka przez wrzucenie go do wrzącej wody w miejscowej łaźni. Współczesne źródła żydowskie ze zdumieniem i przerażeniem donoszą, że „nie pomogła nawet łapówka”; nie tylko wykonawcy wyroku, lecz i sam cadyk zostali surowo ukarani. W Austrii, w okresie poprzedzającym Wiosnę Ludów, reżym Metternicha był nie tylko skrajnie reakcyjny, lecz ponadto żydom wyjątkowo nieprzyjazny, mimo to nie zezwalano na otrucie nawet najbardziej liberalnego rabina. W 1848 roku, kiedy reżym nieco osłabł, pierwszą rzeczą, jaką po chwilowym odzyskaniu wolności uczynili liderzy społeczności żydowskiej Lwowa (wówczas Lemberg), było otrucie „liberalizującego” rabina miejskiego, którego niewielka grupka nieortodoksyjnych żydów sprowadziła wcześniej z Niemiec. Nawiasem mówiąc, jego największą herezją było propagowanie i wykonywanie dopiero co wymyślonej ceremonii bar micwy.
Z tych względów pojęcie „żyd” nabrało w ciągu ostatnich 150 lat dwuznaczności. Wywołało ono wśród pewnych ludzi, zwłaszcza w krajach anglojęzycznych, spore zamieszanie, gdyż uważali oni, iż żydzi, których spotykali na co dzień, są reprezentatywni dla całego narodu żydowskiego. W krajach Europy Wschodniej, a także w świecie arabskim żydzi zostali wyzwoleni z tyranii własnej religii i własnej gminy przez siły zewnętrzne, często zbyt późno i w zbyt niesprzyjających warunkach, by mogli sobie te zmiany autentycznie przyswoić. Na ogół jednak, szczególnie na terenie Izraela, przetrwała dawana koncepcja społeczna i stara ideologia – zwłaszcza w odniesieniu do ludności pochodzenia nieżydowskiego. Posługiwano się również tą samą starą, z gruntu fałszywą historią. Dotyczy to także tych żydów, którzy przyłączyli się do ruchów „postępowych” bądź lewicowych. Analiza działalności partii radykalnych, socjalistycznych i komunistycznych dostarcza licznych przykładów żydowskich kryptoszowinistów i kryptorasistów, którzy do tych partii wstąpili wyłącznie po to, by bronić interesu żydów, bądź – jak to ma miejsce w Izraelu – by dyskryminować gojów. Wystarczy sprawdzić, jak wielu socjalistów żydowskiego pochodzenia próbowało pisać o kibucach, nie zadając sobie najmniejszego trudu, aby ujawnić, iż są to instytucje rasistowskie, wykluczające ze swych szeregów nieżydowskich obywateli Izraela, co by jedynie potwierdziło, że zjawisko, o którym mówimy, ma charakter powszechny.
(7). Należy podkreślić, że cała ta rzekoma „charakterystyka żydowska” – pod którą rozumiemy cechy przypisywane żydom przez tak zwanych zachodnich intelektualistów – jest charakterystyką współczesną, zupełnie nieznaną w dawnych czasach, i pojawiła się z chwilą, gdy totalitarne gminy żydowskie zaczęły tracić na znaczeniu. Weźmy dla przykładu słynne żydowskie poczucie humoru. W literaturze hebrajskiej w czasach poprzedzających dziewiętnaste stulecie poczucie humoru nie tylko należało do rzadkości (a jeśli już występowało, to wyłącznie w pewnych okresach i krajach, w których wyższe sfery żydowskie były stosunkowo niezależne od rabinicznego jarzma, jak choćby we Włoszech od XIV do XVII wieku, czy też w muzułmańskiej Hiszpanii), ale humor i żarty były wręcz przez żydowską religię kategorycznie zakazane. Wyjątek stanowiły dowcipy...ośmieszające inne religie. Satyryczne spojrzenie na rabinów czy innych przywódców religijnych jest tradycji judaistycznej – w przeciwieństwie do chrześcijaństwa łacińskiego – niemal całkowicie obce. Podobnie jak w Sparcie nie było komedii, tak i nie tworzyli ich żydzi, z identycznych powodów(8). Zmysł krytycznego rozumowania, tak rzekomo typowy dla żydów, przed rokiem 1780 praktycznie nie istniał. Niczego się tak nie bano, niczego tak nie tępiono, jak najskromniejszych nawet innowacji czy najbardziej niewinnego krytycyzmu, które były surowo zabronione. Świat, który stworzyli sobie żydzi, popadł w najskrajniejsze przesądy, fanatyzm i ignorancję; był to świat, w którym autor przedmowy do wydanej po raz pierwszy w języku hebrajskim (opublikowanej w Rosji w 1803 roku) książki o geografii uskarżał się, że wielu wybitnych rabinów wciąż neguje istnienie kontynentu amerykańskiego, twierdząc, że jest to „niemożliwe”. Pomiędzy takim światem a tym, co Zachód nazywa cechami „typowo żydowskimi” – prócz zbieżności w nazwie – nie ma nic wspólnego.
Można historycznie dowieść, iż społeczeństwa zamknięte nie są zainteresowane opisywaniem samych siebie. Trudno się temu dziwić. Przecież każdy opis wymaga chociażby w części analizy krytycznej, a co za tym idzie, zachęca do wygłaszania „opinii zakazanych”. Im bardziej społeczeństwo jest otwarte, tym bardziej zainteresowane jest refleksją – najpierw opisową, później krytyczną – nad tym, jak funkcjonuje obecnie, a później nad własną przeszłością. Co się jednak dzieje, gdy grupa intelektualistów pragnie, aby otwarte już do pewnego stopnia społeczeństwo powróciło do swego dawnego stanu totalitarnego „zamknięcia?”. Wtedy właśnie filozofia, nauka, historia, a zwłaszcza socjologia – do niedawna jeszcze narzędzia postępu – stają się najskuteczniejszym orężem „intelektualnej zdrady”. Zniekształcane są i wypaczane po to, by służyć oszustwu, a z czasem całkowitej degeneracji. Klasyczny judaizm (10) nie jest zainteresowany opisywaniem i objaśnieniem samego siebie członkom własnej społeczności, bez względu na to, czy jest to społeczność wykształcona (w studiach talmudycznych) czy nie (11). Warto podkreślić, że w żydowskich pracach historycznych, nawet tych pisanych stylem najbardziej beznamiętnym i kronikarskim, nie sposób znaleźć żadnej wzmianki dotyczącej okresu od Józefa Flawiusza (koniec I wieku n.e.,) aż do epoki Renesansu, kiedy to na krótko – we Włoszech i paru innych krajach, gdzie żydzi podlegali wpływom włoskim – nastąpiło pod tym względem swego rodzaju ożywienie (12). Ciekawe, że rabini obawiali się nie tyle historii powszechnej, co właśnie żydowskiej, zaś pierwszą nowoczesną książką historyczną w języku hebrajskim (opublikowaną w szesnastym stuleciu) była „Historia królów francuskich i osmańskich”. Po niej dopiero pojawiło się kilka prac historycznych, w których pisano o prześladowaniu żydów. Pierwsza prawdziwie historyczna książka o żydach (13) (mówiąca jedynie o czasach starożytnych) została natychmiast po jej opublikowaniu wycofana z obiegu i zakazana przez najwyższe autorytety rabiniczne. Ukazała się ona powtórnie dopiero w XIX wieku. Wschodnioeuropejskie władze rabiniczne wydały specjalne rozporządzenie zakazujące studiowania jakichkolwiek prac nie związanych z Talmudem, nawet jeśli nie zawierały one niczego, co mogłoby spowodować nałożenie na nie klątwy. Powód? Zajmują czas potrzebny bądź na studiowanie Talmudu, bądź na zarabianie pieniędzy; tego ostatniego wymagało ze względu na konieczność łożenia na szkoły talmudyczne. Pozostawiono jedną lukę, a mianowicie czas, który nawet pobożny żyd spędza z konieczności w...ustronnym miejscu. Studiowanie świętych pism w wychodku było zakazane, więc jeśli ktoś już bardzo chciał, mógł w tym czasie czytać książki historyczne, pod warunkiem, że były napisane po hebrajsku i dotyczyły tematyki całkowicie świeckiej, a zatem odnosiły się wyłącznie do spraw nieżydowskich. (Można sobie tylko wyobrazić, że ta niewielka grupka ówczesnych żydów, których – niewątpliwie pod wpływem Szatana – zainteresowały dzieje królów francuskich, aby nie podpaść sąsiadom, musiała uskarżać się na nieustanne zatwardzenia...) Skutkiem takiego stanu rzeczy jeszcze dwieście lat temu olbrzymia większość żydów żyła w całkowitej ciemnocie, nie tylko nie wiedząc o istnieniu Ameryki, ale nie znając nawet własnej historii czy teraźniejszości; i w niczym im to nie przeszkadzało.
Była wszakże jedna dziedzina, wobec której nie wolno było żydom pozostawać obojętnymi – chodzi o pisma, w których chrześcijanie atakowali wersety Talmudu i literatury talmudycznej o charakterze antychrześcijańskim, albo ogólniej, wymierzone przeciwko gojom. Warto nadmienić, że kwestie te pojawiły się w dziejach stosunków żydowsko-chrześcijańskich stosunkowo późno, bo dopiero w XIII stuleciu. (Wcześniej autorzy chrześcijańscy atakowali judaizm, posługując się bądź argumentami biblijnymi, bądź bardziej ogólnymi, i to tak, jakby byli kompletnymi ignorantami, jeśli chodzi o Talmud). Kampania chrześcijan przeciw Talmudowi została prawdopodobnie wszczęta z chwilą przejścia na chrześcijaństwo części żydów oczytanych w Talmudzie i prawdziwie zafascynowanych filozofią chrześcijańską, zwłaszcza jej arystotelesowskim (a więc uniwersalnym) charakterem
(14). Przykładowo, nie szczędząc obelżywych insynuacji dotyczących życia seksualnego Jezusa, Talmud stwierdza ponadto, iż Jezus będzie za karę gotować się w piekle zanurzony w ekstrementach – takie stwierdzenie znalazło się w Talmudzie z pewnością nie po to, by pozyskać dlań sympatię pobożnych chrześcijan. Albo inny ustęp, w którym nakazuje się żydom, by palili – koniecznie w miejscu publicznym – każdy egzemplarz Nowego Testamentu, jaki wpadnie im w ręce. (Nakaz ten jest nie tylko aktualny, ale nadal praktykowany; i tak, 23 marca 1980 roku spalono w Jerozolimie, ceremonialnie i publicznie pod auspicjami Jad Le’achim, żydowskiej organizacji religijnej, subsydiowanej przez izraelskie Ministerstwo d/s Wyznań, setki egzemplarzy Nowego Testamentu). W każdym razie, silny i dobrze przygotowany atak na judaizm talmudyczny rozpoczął się w Europie już w XIII wieku. W 1480 roku, za panowania papieża Sykstusa IV, opublikowano „Editio Princeps” do kompletnego Kodeksu Prawa Talmudycznego oraz „Miszne Tora Majmonidesa” – księgi, w której roiło się nie tylko od obraźliwych napaści na innowierców, lecz także od napastliwych ataków wymierzonych przeciw chrześcijaństwu i samemu Jezusowi (za każdym razem po użyciu imienia Jezus autor dodawał: „Niechaj sczeźnie imię tego niegodziwca”). Warto może nadmienić, że papież Sykstus IV był człowiekiem nadzwyczaj aktywnym politycznie, mającym nieprzerwalnie pilne potrzeby finansowe. (Kilka lat wcześniej opublikowano w Rzymie jedyne „pełne” wydanie „Złotego osła” pióra Apulejusza, zawierające ostre ataki na chrześcijaństwo.) Aleksander VI Borgia był pod tym względem również niezwykle liberalny. Nawet w owej epoce, ale także i wcześniej, istniały kraje, w których od czasu do czasu wybuchały fale antytalmudycznych prześladowań. Jednakże bardziej konsekwentna i zakrojona na szerszą skalę napaść pojawiła się wraz z nadejściem reformacji i kontrreformacji, które wymusiły na chrześcijańskich uczonych większą uczciwość intelektualną, jak również lepszą znajomość hebrajskiego. Począwszy od wieku XVI, w niektórych krajach cała literatura talmudyczna, włącznie z samym Talmudem, podlegała chrześcijańskiej cenzurze. W Rosji trwało to aż do 1917 roku. Niektórzy cenzorzy, jak na przykład w Holandii, byli dość liberalni, inni znowu zawzięci i srodzy; obraźliwe wersety musiały być usuwane bądź modyfikowane. Wszystkie współczesne studia nad judaizmem, a szczególnie te dokonywane przez żydów, wywodzą się z tamtego konfliktu, i do dziś dnia noszą wyraźnie jego ślady: kłamstwo, apologetyczne bądź napastliwe polemiki, obojętność, a czasem wręcz wrogość wobec dążenia do prawdy. Prawie wszystkie tzw., żydowskie studia nad judaizmem, od tamtego okresu aż po dzień dzisiejszy są polemikami z wrogiem zewnętrznym, a nie rozważaniami nad wewnętrzną naturą samego zjawiska. Jednakże prędzej czy później pojawiły się próby zrozumienia własnych adwersarzy religijnych czy narodowych, a wraz z nimi tendencje do poddawania wnikliwej krytyce pewnych ważnych aspektów własnej historii; oba te kierunki istniały równocześnie. Historiografia – jak to zgrabnie określił Pieter Geyl – powinna być „niekończącym się sporem”, a nie ciągiem wojen i konfliktów. Prawdziwą jest tylko historiografia aspirująca do poprawności i prawdy; staje się ona dzięki temu potężnym instrumentem humanizmu i samokształcenia. Z tego właśnie powodu współczesne reżymy totalitarne przepisują historię bądź karzą swoich historyków (16). Totalitarną historię pisze się niejako na zamówienie totalitarnego społeczeństwa, bo tworzenie historii totalitarnej nie odbywa się pod przymusem wywieranym z góry, lecz przeciwnie, pod presją dołu, która jest o wiele bardziej skuteczna. Coś takiego stało się właśnie z historią żydowską. Jej totalitarność stanowi dla nas podstawową przeszkodę.
Jakich mechanizmów (prócz łapówek) używali żydzi do odpierania ataków na Talmud i pozostałą literaturę religijną? Można tu wymienić szereg metod, z których każda rodzi poważne konsekwencje odbijające się na aktualnej polityce Izraela. Być może częste posługiwanie się analogiami do ruchów „beginistycznych” czy „syjonistycznych” jest dla kogoś nużące, jednak uważnemu, znającemu realia Bliskiego Wschodu czytelnikowi takie skojarzenia cisną się na myśl same. Pierwszy mechanizm, który chciałbym omówić, nazwijmy: „potajemny bunt i jawne posłuszeństwo”. Jak już zaznaczyłem, presja zewnętrzna była tak ogromna, iż wersety Talmudu, które otwarcie atakowały chrześcijaństwo bądź nie-żydów (17), musiały być albo usunięte, albo zmienione. A oto co w takiej sytuacji uczyniono: niektóre, te najbardziej obraźliwe fragmenty zostały rzeczywiście fizycznie usunięte z wszystkich pism publikowanych w Europie począwszy od połowy wieku XVI. W innych ustępach znajdujące się oryginalnych manuskryptach i starodrukach, a także w wydaniach publikowanych w krajach muzułmańskich wyrażenia takie jak: „innowierca”, „nie-żyd”, „obcy” (goy, eino yehudi, nokhri) – zostały zastąpione takimi słowami jak: „bałwochwalca”, „poganin” czy nawet Kananejczyk lub Samarytanin. Użycie tych określeń mogło być od biedy usprawiedliwione, jednakże żydowscy czytelnicy dobrze wiedzieli, że są to jedynie eufemizmy oryginalych pojęć. W miarę jak nasilały się ataki, obrona stawała się coraz bardziej wyszukana, co prowadziło niejednokrotnie do tragicznych skutków. W pewnych okresach rosyjskiego caratu cenzura się zaostrzała i domyśliwszy się prawdziwego znaczenia terminów zastępczych zakazywała ich używania również. W tej sytuacji władze rabiniczne zastępowały drażliwe słowa innymi, jak np: „Arab” czy „muzułmanin” (w języku hebrajskim słowo Yishma’eli oddaje oba znaczenia) albo niekiedy „Egipcjanin”, spodziewając się, i słusznie, że carski cenzor nie dopatrzy się w nich niczego zdrożnego. Równocześnie w formie manuskryptu krążyły w obiegu wykazy „Talmudycznych przeoczeń”, w których wyjaśniano prawdziwe znaczenie nowych pojęć i wskazywano wszystkie „przeoczenia”. Strona tytułowa każdego tomu literatury talmudycznej poprzedzona była oświadczeniem, w którym zastrzegano uroczyście, czasem wręcz pod przysięgą, że wszelkie obraźliwe epitety znajdujące się w piśmie skierowane są wyłącznie przeciwko „bałwochwalcom” starożytnym bądź wymarłym już plemionom Kananejczyków, w żadnym jednak wypadku nie są one wymierzone przeciwko „ludziom, których ziemię teraz zamieszkujemy”. Wkrótce po podbiciu Indii przez Brytyjczyków rabini wpadli na przebiegły pomysł i zaczęli głosić, iż wszelakie określenia odbierane jako obraźliwe używane są wyłącznie w odniesieniu do Hindusów. Za chłopców do bicia służyli także niekiedy australijscy aborygenci. (W związku z ogromnymi kosztami, jakich wymaga druk nowych wydań, znaczną część literatury talmudycznej, jak również sam Talmud przedrukowywuje się ze starych edycji. Z tego właśnie powodu wydano w Izraelu popularną, a więc tanią wersję „Talmudycznych przeoczeń”, zatytułowaną „Hesronot Szas”). W ten sposób można bez skrępowania czytać – a żydowskie dzieci są tego uczone w szkołach – wersety
(18), w których nakazuje się by każdy żyd przechodząc obok cmentarza, na którym znajdują się groby żydów, wypowiadał słowa błogosławieństwa, przeklinając równocześnie od najgorszych
(19) matki spoczywających na cmentarzu nie-żydów. W starych wydaniach przekleństwo było pominięte, albo zastępowano je jakimś synonimem określenia „nie-żyd”. W nowej izraelskiej edycji pod redakcją rabina Adina Steinsalza (do której dołączono objaśnienie po hebrajsku i przypisy do aramejskiej części tekstu, aby szkolni uczniowie nie mieli żadnych wątpliwości) przywrócono niedwuznaczne pojęcia „goj” i „obcy”. (Nie da się tego postępowania wytłumaczyć wyłącznie reakcją na antysemityzm i prześladowania żydów; są to nikomu niepotrzebne akty barbarzyństwa, popełniane przez jednych ludzi wobec innych. Pobożny żyd, który przyjechał po raz pierwszy, powiedzmy, do Australii, przechodząc, dajmy na to, obok cmentarza dla aborygentów musi – gdyż jest to jego obowiązkiem wobec Boga – przekląć matki pochowanych tam ludzi). Bez uświadomienia sobie tych ważnych faktów społecznych wszyscy stajemy się współwinnymi oszustwa i współsprawcami procesu zatruwania umysłów, tak obecnego, jak i przyszłych pokoleń, biorąc na siebie wszystkie tego konsekwencje.
Współcześni uczeni judaiści nie tylko te oszustwa kontynuują, lecz na dodatek przy użyciu wypróbowanych metod rabinicznych "udoskonalają", zarówno gdy chodzi o ich zuchwałość, jak i stopień zakłamania. Pominę tutaj różne historyczne wywody na temat antysemityzmu, jako nie warte poważnych rozważań, podam zaś trzy przykłady szczegółowe i jeden ogólny współcześnie dokonywanych oszustw. W 1962 roku opublikowana została część wspomnianego uprzednio kodeksu Majmonidesa, nazywana Księgą Wiedzy. Zawiera ona podstawowe zasady żydowskiej wiary i praktyki. W tłumaczeniu angielskiem tekst ten został nieco zmiękczony i brzmi następująco: "Obowiązkiem jest poczynić wszelkie możliwe kroki, aby ich zniszczyć". Dalej tekst hebrajski podaje listę tych, których należy rozumieć pod pojęciem "niewiernych", a którzy mają zostać wytępieni: "Jezus z Nazaretu i jego uczniowie, oraz Tzadoq i Baitos
(21), wraz ze swoimi uczniami, niechaj imię tych niegodziwców zniknie z powierzchni ziemi". W angielskim przekładzie na stronie obok nie ma w ogóle tego zdania. Co więcej, pomimo iż książka ta cieszy się w kręgach uczonych z krajów anglojęzycznych znaczną popularnością, i żaden z nich, o ile mi wiadomo, nie zaprotestował przeciwko temu jawnemu fałszerstwu. Tak się niefortunnie składa, że Majmonides nie tylko miał niechętny stosunek do chrześcijan i nie-żydów, lecz był także rasistą występującym przeciwko Czarnym pod koniec swego „Przewonika” w jednym z głównych jego rozdziałów (część III, rozdział 51) Majmonides opisuje, jak to poszczególne ludy i narody mogą uzyskać (bądź nie) prawdziwe błogosławieństwo Boże. Pośród tych, którzy nie zasługują na taki zaszczyt, są: Nie wiem, czy to na drodze konsultacji, czy z czyjejś indywidualnej inicjatywy, znaleziono "idealne" rozwiązanie: w popularnym tłumaczeniu Przewodnika dokonanym przez Friedlandera, które po raz pierwszy ukazało się w 1925 roku i od tego czasu było wielokrotnie wznawiane, także w wydaniach kieszonkowych, hebrajskie słowo oznaczające Murzynów zostało
zwyczajnie "zangielszczone" i po transliteracji wygląda ono tak: Słowo to dla osób nie posługujących się hebrajskim, jak również dla tych, którym rabini nie udzielili specjalnego "ustnego" objaśnienia
(22) nie znaczy nic. Przez te wszystkie lata Można więc dojść do logicznego wniosku, że albo popierający Martina Luthera Kinga rabini byli rasistami i popierali go taktycznie, w "żydowskim interesie" (pragnąc, aby amerykańscy Murzyni udzielili z kolei poparcia żydom i Izraelowi), albo byli zdeklarowanymi hipokrytami, na poły schizofrenikami, zdolnymi do błyskawicznego przechodzenia ze stanu wściekłej nienawiści rasowej do stanu głębokiego zaangażowania w walkę z rasizmem - tam i z powrotem, tam i z powrotem... Trzeci przykład pochodzi ze znacznie mniej uczonej - i z tego właśnie powodu szalenie popularnej - pracy Leo Rostena „Radości jidysz”, Napisana z sercem, opublikowana po raz pierwszy w USA w 1968 roku, miała od tego czasu wiele wznowień, w tym kilka w wydawnictwie Penguin. Jest to rodzaj słownika języka jidysz, zawierającego słowa często używane przez żydów, a nawet nie-żydów w krajach anglojęzycznych. Każde hasło opatrzone jest szczegółową definicją, mniej lub bardziej zabawną anegdotą ilustrującą jego użycie, a także etymolgogią wyjaśniającą, z jakiego języka dane słowo przedostało się do jidysz oraz co w tym oryginalnym języku oznacza „nieżydowskiego chłopca lub młodego mężczyznę”. W miejscu, gdzie powinna być podana jego eytmologia, napisano tajemnoczo „pochodzenia hebrajskiego”, bez podania oryginalnej pisowni i znaczenia w tym języku. Jednakże pod słowem sziksa – żeński odpowiednik szajgec – autor podaje oryginalne słowo z hebrajskiego szekec oraz jego pierwotne hebrajskie znaczenie: „skaza, plama”. Jest to obrzydliwe kłamstwo, wie o tym każdy mówiący po hebrajsku. Współczesny słownik hebrajsko-angielski Megiddo, opublikowany w Izraelu, definiuje znaczenie słowa szekec prawidłowo, jako „brudne zwierzę; ohydna kreatura, paskudztwo (prawidłowa wymowa: szajgec), łajdak, kanalia, niegrzeczny smarkacz; młodociany goj”. A zatem w jaki sposób ruch ten odnosi się do gojów? Jako przykład posłużmy się tu fundamentalną księgą ruchu Habbad, jednego z najważniejszych odłamów chasydyzmu, zatytułowaną Hatanja. Według tej księgi wszyscy nie-żydzi są stworami na wskroś szatańskimi, "w których nie ma nic dobrego". Nawet embrion żyda różni się jakościowo od embrionu goja. Samo istnienie nie-żydów nie ma najmniejszego sensu, podczas gdy wszystko, co zostało stworzone na Ziemi, ma służyć wyłącznie dobru żydów. Księga ta rozeszła się w ogromnym nakładzie, a zawarte w niej poglądy są nadal propagowane w licznych rozprawach spadkobiercy "Ftihrera z Habbadu", tak zwanego rabina z Lubawicza, M.M. Schneurssohna, który ze swej nowojorskiej kwatery przewodzi tej potężnej Światowej organizacji. Poglądy te szerzone są wśród społeczeństwa Izraela, głównie poprzez system szkolnictwa i wojsko. (Zdaniem Szulamita Aloni, członka Knesetu, propaganda Habbadu nasilila się szczególnie w marcu 1978 roku, w okresie poprzedzającym izraelską inwazję na Liban. Jej celem było nakłonienie izraelskich lekarzy i pielęgniarek, by nie udzielali pomocy medycznej rannym nie-żydom. To przypominające czasy nazizmu zalecenie dotyczylo nie tylko Arabów czy Palestyńczyków, lecz wszystkich nie-żydów, czyli goyim.) Gorącym zwolennikiem Habbadu był eks-prezydent Izraela Szazar, który podobnie jak wielu innych czołowych polityków amerykańskich oraz izraelskich (pod wodzą premiera Begina) otwarcie i z zapałem ruch ten popierał. Dzieje się tak pomimo wyjątkowej niepopularności rabina z Lubawicza, którego w Izraelu mocno krytykuje się m.in. za to, że odmawia kategorycznie przyjazdu do Ziemi Świętej, nawet na krótko, pozostając z jakichś tajemniczych i "mesjanistycznych" powodów w Nowym Jorku, gdzie znany jest powszechnie ze swego antymurzyńskiego nastawienia. Otwarte poparcie dla Habbadu ze strony wielu czołowych postaci politycznych zawdzięczać należy - pomimo tych pragmatycznych trudności -obłudzie i zakłamaniu niemal wszystkich autorów prac na temat chasydyzmu i jego odłamu Habbad,
zwłaszcza zaś tych, którzy pisali bądź piszą w języku angielskim. Przemilczają oni jaskrawe dowody ze starych tekstów chasydzkich, a także wynikające zeń ich współczesne implikacje polityczne. Rzuca się to w oczy nawet przypadkowemu czytelnikowi izraelskiej prasy hebrajskojęzycznej, na której łamach wspomniany rabin i inni przywódcy chasydzcy publikują nieustannie przepojone nienawiścią nawoływania do krucjaty przeciwko Arabom. Zbrodnia fałszerstwa jest tym większa z uwagi na fakt, iż Buberowska pochwała chasydyzmu opublikowana została po raz pierwszy w Niemczech w okresie narastania niemieckiego nacjonalizmu i dochodzenia nazistów do władzy. Buber z jednej strony ostentacyjnie krytykował nazizm, z drugiej zaś sam gloryfikował ruch wyznający i nauczający podobnej doktryny - równie wrogiej wobec nie-żydów jak ideologia nazistowska wobec żydów. Można się spierać, czy w związku z tym, że siedemdziesiąt albo pięćdziesiąt lat temu chasydzcy żydzi byli ofiarami, powinno im się wybaczac te "niewinne kłamstewka". Myśląc o tysiącach rannych, którzy zmarli tylko dlatego, że sanitariuszki izraelskiej armii - właśnie pod wpływem propagandy chasydzkiej -odmówiły ich ratowania, pamiętajmy, że brzemię tej śmierci leży także na barkach Martina Bubera. Muszę podkreślić, że w swych pochwałach pod adresem chasydyzmu nie miał Buber pośród żydowskich uczonych sobie równego, zwłaszcza wśród autorów piszących po hebrajsku (albo niegdyś w jidysz) czy nawet w innych językach europejskich, tyle że dla odbiorców żydowskich. Był taki okres, kiedy w interesie samych żydów chasydyzm dość mocno, i to w sposób uzasadniony, krytykowano. Krytyka ta dotyczyła głównie mizoginizmu (bardziej nawet skrajnego niż u ortodoksyjnych żydów), folgowaniu sobie w używaniu alkoholu, fanatycznego wręcz kultu "Świętych rabinów", cadyków, którzy od swych zwolenników wyciągali pieniądze, ich chorobliwej przesądności, a także paru i innych brzydkich cech. Jednakże kłamliwy i sentymentalny romantyzm Bubera trafił na wyjątkowo podatny grunt,zwłaszcza w USA i Izraelu, ponieważ współgrał z nutą totalitarnego podziwu dla "wszystkiego, co prawdziwie żydowskie", a także dlatego, że pewne koła lewicowe, na które Buber miał ogromny wpływ, przyswoiły sobie jego punkt widzenia. Wszyscy wydawali się przyzwoitymi, łagodnymi ludźmi, którzy nawet propagując ludobójstwo, rasizm czy wysiedlanie całych narodów, sprawiali
przy tym wrażenie istot niezdolnych do skrzywdzenia muchy; dlatego właśnie skutki ich działalności są tak dotkliwe. Większości z nas najgorszy totalitaryzm kojarzy się z przymusem fizycznym. Wniosek ten wypływa poniekaąd z lektury książki Orwella Rok 1984, w której przedstawiony jest własnie taki system. Moim zdaniem jest to pogląd ze wszechmiar chybiony. Rację zaś ma Izaak Asimov, w którego powieściach science-fiction najgorszą formą opresji jest (zawsze) przymus wewnętrzny, psychiczny. Ta forma opresji jest dla natury ludzkiej najbardziej niebezpieczna. Jej istota polega na tym, ze pochodzi ona niejako "z zewnątrz", spoza grupy, przez co może być jeszcze bardziej szkodliwa. Bardzo wielu nie-żydów (w tym również chrześcijańscy duchowni i ludzie świeccy, a także marksiści z rozmaitych ugrupowań) utrzymuje, iż jednym ze sposobów "odpokutowania" za prześladowanie żydów jest nie tylko przemilczanie popełnianego przez nich zła, ale co więcej, uczestniczenie w owych "niewinnych kłamstewkach". Stąd jakiekolwiek protesty przeciwko dyskryminacji Palestyńczyków bądź wskazywanie na te fragmenty żydowskiej religii czy przeszłości, które są sprzeczne z "przyjętą wersją", spotykają się z brutalnymi oskarżeniami o antysemityzm (zaś w przypadku żydów - o "nienawiść do samych siebie"). Oskarżycielami, i to znacznie bardziej zaciekłymi, nie są tym razem żydzi, lecz ich nieżydowscy przyjaciele. To właśnie dzięki istnieniu tych grup, szczególnie w USA (a także w innych krajach anglojęzycznych), oraz dzięki ich ogromnym wpływom udaje się rabinom i innym uczonym żydowskim propagować kłamstwa judaizmu nie tylko bez najmniejszego sprzeciwu, lecz wręcz z ich pomocą i przyzwoleniem. Wielu dotychczasowych zdeklarowanych przeciwników stalinizmu znalazlo sobie nowego "idola", jakim jest żydowski rasizm i fanatyzm religijny; popierają go z większą żarliwością i zakłamaniem niż zwolennicy stalinizmu popierali niegdyś system totalitarny w ZSRR. Jakkolwiek zjawisko ślepego, iście "stalinowskiego" poparcia dla wszelkiego zła, byle tylko było ono pochodzenia żydowskiego, zaczęło znacznie przybierać na sile od 1945 roku, a więc od momentu ujawnienia całej prawdy o eksterminacji żydów, nie znaczy to jednak, że wtedy właśnie powstało. Przeciwnie, ma ono swoją długą historię, sięgającą czasów tworzenia się kręgów socjaldemokracji. Przyjacielem Marksa z okresu młodości był niejaki Mojżesz Hess, jeden z czołowych socjalistów niemieckich, człowiek powszechnie znany i szanowany, podający się otwarcie za żydowskiego rasistę. Opublikowane w 1858 roku jego rozważania o "czystej rasie żydowskiej" znakomicie przystają do podobnych bredni na temat "czystej rasy aryjskiej". Jednakże walczący z niemieckim rasizmem niemieccy socjaliści, gdy chodziło o rasizm żydowski, nabierali wody w usta. W 1944 roku, w czasie najgorętszych zmagań z Hitlerem, brytyjska Partia Pracy opracowała plan wysiedlenia Palestyńczyków z Palestyny, podobny do tego, który wcześniej (około 1941 roku), tyle że w odniesieniu do żydów, stworzył Hitler. Plan ten przyjęty został pod naciskiem żydowskich członków kierownictwa Partii Pracy, z których wielu z taką "kumoterską" gorliwością popierało interesy izraelskie, że blednie przy nich
fanatyczne, równie "kumoterskie" poparcie, jakiego niektórzy konserwatyści udzielali swego czasu rasistowskiemu reżymowi Iana Smitha. Nie ma tu miejsca na omawianie wszystkich konsekwencji politycznych takiego stanu rzeczy, co nie znaczy, że nie należy o nich mówić; w naszych zmaganiach z rasizmem i religijnym fanatyzmem żydowskim największym wrogiem są nie tylko żydowscy rasiści (i ci, którzy go stosują), lecz również ci nie-żydzi, których określa się w pewnych kręgach - moim zdaniem zupełnie zresztą bezpodstawnie - "postępowcami".
Ten rozdział poświęcimy bardziej szczegółowemu opisowi struktur teologiczno-prawnych judaizmu (1). Najpierw jednak spróbujmy rozwiać przynajmniej niektóre z licznych błędnych pojęć związanych z judaizmem, jakie pojawiają się we wszystkich niemal obcojęzycznych pracach na ten temat (to znaczy napisanych nie po hebrajsku), zwłaszcza gdy chodzi o modne ostatnio terminy, takie jak „tradycja judeochrześcijańska” czy „wspólne wartości religii monoteistycznych”. Ze względu na szczupłość miejsca ograniczymy się do szczegółowego opisu jednego z najczęściej spotykanych przeinaczeń: że religia żydowska jest, i zawsze była, monoteistyczna. Ten ahistoryczny pogląd jest błędny, o czym wiedzą dziś bibliści; dowodzi tego również uważana lektura Starego Testamentu. Większość ksiąg Starego Testamentu potwierdza istnienie „innych bogów” i ich mocy, lecz Jahwe (Jehowa), który jest spośród nich najpotężniejszy
(2), zakazuje ludziom czczenia ich
(3) z zazdrości o swych rywali. Dopiero pod koniec Biblii, w późniejszych księgach prorockich, zaprzecza się istnieniu wszystkich innych bogów, prócz Jahwe
(4). Upadek monoteizmu nastąpił niemal równocześnie z rozpowszechnieniem się mistycyzmu żydowskiego (kabała), który rozwinął się w XII i XIII wieku, a pod koniec wieku XVI opanował niemal wszystkie ważniejsze ośrodki judaizmu. Żydowskie Oświecenie, które wyrosło na kryzysie klasycznego judaizmu, próbowało ten mistycyzm usilnie zwalczać, mimo to jeszcze dziś ma on dominujący wpływ na żydowską ortodoksję, szczególnie zaś na rabinów (5). Na przykład ruch Gusz Emunim jest w dużym stopniu inspirowany przez idee kabalistyczne. Pomijając zbędne detale można ten system opisać następująco. Najpierw Praprzyczyna wyemanowała z siebie albo porodziła boga płci męskiej, zwanego „Mądrością” bądź „Ojcem”, potem zaś boginię zwaną „Wiedza” albo „Matka”. Ze związku tych dwojga bóstw przyszła na świat para niemowląt: Syn, znany także pod imionami „Mała twarz” lub „Święty Błogosławiony”; oraz Córka, zwana także „Pani” (albo z łacińska Matronit), Szechina, „Królowa” itp. Te dwa młode bóstwa powinny się połączyć, lecz stoją temu na przeszkodzie machinacje Szatana, który w tym systemie jest postacią niezwykle ważną i niezależną. Praprzyczyna podjęła się dzieła Stworzenia, by umożliwić tym dwojgu połączenie, jednakże z powodu Upadku są oni jeszcze bardziej rozdzieleni. Nie dość tego, Szatanowi udaje się zbliżyć do boskiej Córki, a nawet dokonać na niej gwałtu (czy to faktycznego czy pozornego – opinie na ten temat się różnią). Żydzi zostali stworzeni właśnie po to, by scalić to, co zostało rozbite przez Adama i Ewę. Osiągnięto to u stóp góry Synaj, gdzie męski bóg Syn, wcielony w Mojżesza, połączył się bogiem Szechiną. Na nieszczęście, grzech popełniony przez Złotego Cielca spowodował ponownie rozłączenie się bóstw. Naród żydowski okazał jednak skruchę i sytuacja uległa pewnej poprawie, żydzi wierzą, iż każde zdarzenie biblijne związane z ich narodem ma jakiś związek z połączeniem lub rozłączeniem się boskiej pary. Podbicie Palestyny przez żydów i odebranie jej Kananejczykom oraz zbudowanie Pierwszej i Drugiej Świątyni przyczyniło się do złączenia bóstw, zaś zburzenie Świątyń i wypędzenie żydów z Ziemi Świętej są zewnętrznymi oznakami nie tylko „rozpadu”, ale i rzeczywistego prostytuowania się boskiej pary: Córka wpada w szpony Szatana, zaś Syn – zamiast własnej żony – zaciąga do swego łoża dziwki, w które wciela się diabeł. Obowiązkiem każdego wierzącego żyda jest doprowadzenie, poprzez modlitwę i życie religijne, do ponownego złączenia się w sensie seksualnym boskiej pary; bóstwa męskiego i żeńskiego (6). Z tego więc powodu większość rytualnych modłów, które pobożny żyd musi odprawiać po wielokroć każdego dnia, poprzedzana jest kabalistyczną formułą: „W imię (seksualnego) połączenia się (7) Świętego Błogosławionego i Jego Szechiny...” Poranna modlitwa żydów jest nawet ułożona tak, by sprzyjać temu seksualnemu zespoleniu, choćby tylko na jakiś czas. Dalsze słowa modlitwy w mistyczny sposób nawiązują do kolejnych stadiów owego połączenia; oto zbliża się bogini w towarzystwie swej służebnicy, potem bóg obejmuje ją za szyję i pieści jej piersi; ostatecznie, jak się domyślamy, dochodzi do miłosnego zbliżenia. W interpretacji kabalistów celem innych modlitw czy aktów religijnych jest wprowadzanie w błąd różnych aniołów (wyobrażanych jako bóstwa niższej rangi, posiadające pewną niezależność) lub przebłaganie Szatana. W czasie modlitwy porannej niektóre wersety wypowiada się w języku aramejskim (a nie w znacznie popularniejszym, hebrajskim)(8). A że nie są to istoty o wysokiej inteligencji (kabaliści są z pewnością o wiele sprytniejsi), otwierają wrota i w tym momencie wszystkie modlitwy, także te wypowiadane w języku hebrajskim, przedostają się do niebios. Kabaliści wierzą, iż niektóre z ofiar spalonych w Świątyni przeznaczone były dla Szatana. Przykładowo, w czasie siedmiodniowego święta Sukot(9) siedemdziesiąt wołów ofiarowano przypuszczalnie Szatanowi jako władcy wszystkich gojów (10), tak aby miał zajęcie w ósmy dzień i nie przeszkadzał w składaniu ofiar Wszechmocnemu. Takich przykładów można podać więcej. Poczynimy teraz kilka uwag, które pomogą nam lepiej zrozumieć judaizm, zarówno z jego okresu klasycznego, jak i w jego współczesnej postaci, w jakiej jest obecny w praktyce syjonizmu. Po drugie, prawdziwą naturę judaizmu ukazuje to, z jaką łatwością system ten został przyjęty. Wiara i przekonania (z wyjątkiem przekonań nacjonalistycznych) odgrywają w tradycyjnym judaizmie niezmiernie małą rolę. Ważniejszy jest sam rytuał niż jego znaczenie czy związane z nim wierzenie. Stąd w czasach, gdy zdecydowana mniejszość religijnych żydów odrzucała kabałę (co ma zresztą miejsce i dzisiaj), nieliczni żydzi odprawiali rytuały w przekonaniu, iż w ten sposób czczą Boga, a równocześnie inni odprawiali te same rytuały, tyle że w intencji przebłagania Szatana. Dopóki rytuały te były indentyczne, obie grupy (mimo iż wcale nie musiały pałać do siebie sympatią) mogły się modlić razem i pozostawać członkami tej samej gminy. To samo odnosi się do wszystkich świętych formuł jusaizmu. Jeśli tylko forma, czyli „sposób działania”, pozostaje nietknięta, znaczenie w najlepszym razie jest na drugim planie. Weźmy przykładowo najświętszą – najprawdopodobniej – formułę judaizmu: „Wysłuchaj nas, Izraelu, Pan jest naszym Bogiem, i Pan jest jeden”, wygłaszaną przez pobożnych żydów wielokrotnie każdego dnia. W dzisiejszych czasach nadaje się jej dwa sprzeczne ze sobą znaczenia. Może bowiem oznaczać, że Pan istotnie jest jeden, ale może również oznaczać, iż dzięki należytemu wypowiedzeniu formuły osiągnięto pewien etap połączenia, jedności bóstw, męskiego i żeńskiego. Jednakże gdy formuła ta jest wygłaszana przez przedstawicieli kongragacji reformowanej w innym języku niż hebrajski, wywołuje to gniew ortodoksyjnych rabinów, i to bez względu na to, czy wierzą w tę jedność, czy w boskie zespolenie seksualne. Na koniec podkreślić należy, iż wszystko to, co powyżej powiedzieliśmy, stanowi we współczesnym Izraelu (jak i innych skupiskach żydowskich) bardzo poważny problem. Ogromne znaczenie nadawane samym tylko formułom (takim jak „Prawo Jeruzalem”); idee i motywacje Gusz Emunim; zapiekła nienawiść żywiona do nie-żydów zamieszkujących dziś Palestynę; fatalistyczne podejście do wszelkich arabskich prób pokojowych – zarówno te, jak i inne cechy współczesnego syjonizmu, które niepokoją tak wielu ludzi mających fałszywe wyobrażenie o judaizmie klasycznym stają się bardziej zrozumiałe, dopiero gdy ukazane są na szerszym tle religijnym i mistycznym. Muszę jednak przestrzec przed popadaniem w skrajność i próbami interpretowania polityki syjonistycznej w kontekscie tego właśnie tła. W różnych okresach religia i mistycyzm nie zawsze wywierały na politykę jednakowo silny wpływ. Ben Gurion po mistrzowsku potrafił nimi manipulować, by osiągnąć określony cel. Za Bergina zaś większy wpływ na teraźniejszość miała przeszłość. Znaczenie przeszłości ignorować nie wolno; tylko wtedy, gdy znamy tradycję, możemy pokonać jej niewidzialną siłę.
Na kolejnym przykładzie pokażemy, że to, co większość tzw., dobrze zorientowanych ludzi myśli, że wie na temat judaizmu, jest z reguły bardzo nieprecyzyjne, chyba że znają oni dobrze język hebrajski. Wszystkie omawiane dotąd urywki znaleźć można albo w tekstach oryginalnych, albo, przynjamniej niektóre z nich, we współcześnie publikowanych książkach napisanych po hebrajsku z myślą o wyrobionym czytelniku. Na próżno by ich szukać w wydaniach angielskojęzycznych, nawet gdy pominięcie tych społecznie istotych faktów zupełnie wypacza obraz. Panuje jeszcze jedno blędne przekonanie dotyczące judaizmu, szczególnie rozpowszechnione wsród chrześcijan bądź ludzi znajdujących się pod silnym wpływem chrześcijańskiej tradycji i kultury. Chodzi o pogląd, według którego judaizm jest „regligią biblijną”; innymi słowe, że w judaizmie Stary Testament zajmuje takie samo centralne miejsce jako źródło prawa, jak dla protestantyzmu czy katolicyzmu Pismo Święte. I znowu ma to związek z kwestią interpretacji. O ile w sprawach wiary istnieje duża dowolność, o tyle w kwestii „prawnej” interpretacji świętych tekstów jest odwrotnie. Interpretacja ta jest ściśle ustalona, i to nie przez samą Biblię (12), lecz raczej przez Talmud. Wiele, a być może większość tekstów biblijnych, zalecających określone praktyki religijne i obowiązki, odczytywanych jest przez tradycyjny judaizm i współczesną ortodoksję zupełnie inaczej (czy wręcz odwrotnie), niż je rozumieją chrześcijanie czy inni uważni czytelnicy Starego Testamentu, którzy trakują tekst dosłownie. Podobny podział występuje we współczesnym Izraelu: z jednej strony mamy tu do czynienia z osobami kształconymi w żydowskich szkołach religijnych, z drugiej zaś z ludźmi, którzy zdobywali wiedzę w hebrajskich szkołach świeckich, gdzie uczy się właśnie „normalnego” rozumienia Starego Testamentu. Aby tę ważną kwestię właściwie wyjaśnić, posłużmy się przykładami. Zauważmy także, że wszystkie te zmiany znaczeniowe – oceniając to z etycznego punktu widzenia – nie zawsze idą w tym samym kierunku. Apologeci judaizmu twierdzą, że, zapoczątkowana przez faryzeuszy, a ustalona w Talmudzie interpretacja Biblii jest zawsze bardziej liberalna niż jej tekst w sensie dosłownym. Jednakże niektóre z podanych poniżej przykładów dowodzą, że w pewnych wypadkach stwierdzenie to jest dalekie od prawdy. 1. Zacznijmy od samego Dekalogu. Jego ósme przykazanie „Nie będziesz kradł” (Księga Wyjścia 20,15) rozumiane jest jako zakaz „kradzieży” (porwania) osoby narodowości żydowskiej. Powodem takiej interpretacji jest to, iż według Talmudu wszystkie uczynki zakazane przez Dekalog są grzechami głównymi. Kradzież cudzej własności takim grzechem nie jest (natomiast porwanie nie-żyda przez żyda jest przez Talmud dopuszczone) – stąd więc taka właśnie interpretacja. Inne, praktycznie identyczne zdanie „Nie będziecie kraść (Księga Kapłańska 19,11) rozumiane jest, o dziwo dosłownie. 2. Słynne zdanie: „Oko za oko, ząb za ząb” (Księga Wyjścia 21,24) interpretowane jest jako „oko-pieniądz za oko....”, to znaczy: lepiej zapłacić karę, niż mścić się fizycznie. 3. A oto inny przykład nagminnego przekręcania znaczenia słów. Biblijny tekst wyraźnie ostrzega przed naśladowaniem zbiorowości w niesłusznej sprawie. „Nie łącz się z wielkim tłumem, aby wyrządzić zło. A zeznając w sądzie nie stawaj po stronie tłumu, aby przychylić wyrok”. (Księga Wyjścia 23,2). 4. Zdanie: „I nie będziesz gotował koźlęcia w mleku jego matki” (Księga Wyjścia 23,19) zinterpretowano jako zakaz mieszania jakiegokolwiek mięsa z mlekiem lub produktami mlecznymi. Ponieważ werset ten został powtórzony z Pięcioksięgu jeszcze w dwóch innych miejscach, odebrano go jako potrójny zakaz zabraniający żydom: (i) jedzenia takiej mieszanki, (ii) przyrządzania jej w jakimkolwiek celu i (iii) korzystania z niej w jakikolwiek inny sposób. (13). 5. W licznych przypadkach pojęciom takim jak „bliźni”, „przybysz” czy nawet „człowiek” nadaje się wyłącznie znaczenie szowinistyczne. Słynne: „Kochaj bliźniego swego(14) jak siebie samego” rozumiane jest przez judaizm klasyczny (i współczesną ortodoksję) jako nazkaz kochania swego bliźniego żyda, a nie żadnego innego. Podobne sformułowanie: „Nie będziesz szerzył oszczerstw między krewnymi, nie będziesz czyhał na życie bliźniego” (Księga Kapłańska 19,16) oznacza, że należy przyjść na pomoc, gdy życie innego żyda jest w niebezpieczeństwie. * Wielkoduszny nakaz oddania zbiorów z własnego pola i winnicy „ubogim i przybyszom”: „Nie będziesz ogałacał winnicy i nie będziesz zbierał tego, co spadło na zimię w winnicy. Zostawisz to dla ubogich i dla przybysza” (Ibid. 19,10) interpretowane jest jako odnoszące się wyłącznie do biednych żydów i tych, ludzi, którzy przeszli na judaizm. Prawa dotyczące traktowania zwłok zaczynają się od słów: „Podobnie będzie przez siedem dni nieczysty, kto w otwartym polu dotknie zabitego mieczem, zmarłego, kości ludzkich albo grobu”. Jednakże słowa te odnoszą się wyłącznie do zmarłego żyda, co znaczy, że tylk ciało żyda jest zarówno „nieczyste” jak i święte. (Księga Liczb 19,16). Opierając się na tej interpretacji, pobożni żydzi mają magiczny wręcz stosunek do żydowskich zwłok i żydowskich cmentarzy, i zarazem skrajnie lekceważący do cmentarzy i zwłok nieżydowskich. Stąd na terenie Izraela uległo kompletnemu zniszczeniu setki cmentarzy muzułmańskich (w jednym przypadku tylko dlatego, że potrzebna była parcela pod budowę telawiwskiego „Hiltona”). A trzeba było słyszeć lamenty, gdy decyzją władz jordańskich zniszczono cmentarz żydowski na Górze Oliwnej. Podobnych przykładów jest zbyt wiele, żeby je tu wszystkie przytaczać. Niektóre nieludzkie konsekwencje takich interpretacji omówione zostaną w rodziale V. 6. I na koniec rozważmy jeden z najpiękniejszych ustępów z ksiąg prorockich, a mianowicie potępienie przez proroka Izajasza hipokryzji i czczego rytuału oraz nawoływanie do zwykłej przyzwoitości. Oto fragment tego ustępu: „Gdy wyciągniesz ręce odwrócę od was me oczy. Choćbyście nawet mnożli modlitwy, ja nie wysłucham. Ręce wasze pełne są krwi.” (Księga Izajasza 1,15). Ponieważ żydowscy kapłani błogosławiąc ludzi „wyciągają ręce”, werset ten oznacza, że kapłan, który popełnił zbrodnię uznany jest za niegodnego udzielania błogosławieństw (nawet jeśli okazuje skruchę), ponieważ „ręce jego pełne są krwi”. Potwierdza to na każdym kroku codzienne doświadczenie, zwłaszcza po 1967 roku. Wielu nieortodoksyjnych żydów izraelskich (i nie tylko izraelskich), których wiedza religijna nie jest zbyt gruntowna, starało się zawstydzić ortodoksyjnych Izraelczyków (jak również przedstawicieli prawicy, będącej pod ich silnym wpływem religijnym) za ich nieludzki wręcz stosunek do Palestyńczyków, cytując im wersety z Pisma Świętego w ich normalnym, dosłownym znaczeniu. Okazywało się jednak, że na ortodoksów taka argumentacja nie miała najmniejszego wpływu; po prostu nie rozumieli oni, co się do nich mówi, ponieważ dla nich tekst biblijny oznaczał zupełnie co innego. Skoro takie rozbieżności panują w samym Izraelu, gdzie ludzie znają hebrajski i mogą z łatwością uzyskać potrzebne im informacje u źródła, można sobie wyobrazić, jak wiele musi być w tej kwestii nieporozumień za granicą, na przykład wśród ludzi wychowanych w tradycji chrześcijańskiej. W istocie, im więcej czytają oni Biblię, tym mniej wiedzą na temat ortodoksyjnych wyznawców
judaizmu. Dla tych ostatnich bowiem Stary Testament jest zbiorem niezmiennych i Świętych formuł, które recytuje się niejako mechanicznie; zaś ich sens i znaczenie ustalane są gdzie indziej.
Trzeba pamiętać, że zarówno w judaizmie klasycznym, jak i we współczesnej ortodoksji ostatecznym autorytetem, jeśli chodzi o praktyki religijne (tzn. określającym ich podstawę prawną), jest Talmud, albo dokładniej, tak zwany Talmud Babiloński; wszystkie inne dzieła literatury talmudycznej (włącznie z tzw. Talmudem Jerozolimskim czy Palestyńskim) pełnią jedynie rolę uzupełnijącą. Nie jesteśmy w stanie zająć się tu Talmudem i literaturą talmudyczną szczegółowo, ograniczymy się więc do kilku podstawowych tez niezbędnych dla dalszej dyskusji. Zasadniczo, Talmud składa się z dwóch części. Pierwszą zwaną Miszną, stanowi uporządkowany zbiór prawa, podzielony na sześć działów, z których każdy dzieli się z kolei na spisane po hebrajsku traktaty. Zredagowany został w Palestynie ok. 200 roku po Chrystusie, w oparciu o bogaty (głównie ustny) materiał źródłowy, zebrany w ciągu dwustu poprzedzających lat. Część druga, o wiele ważniejsza, zwana Gemarą, składa się z licznych komentarzy i objaśnień do Miszny. Istnieją dwa tworzone prawie równolegle zbiory Gemary, jeden powstały w Mezopotamii (Babilonia) w latach 200- 50 n.e., drugi zaś w Palestynie pomiędzy rokiem 200 i nie później niż przed rokiem 500. Talmud Babiloński (na który składają się Miszna i Gemara mezopotamska) jest znacznie od Palestyńskiego obszerniejszy, stąd uważany jest za rozstrzygający i autorytatywny. Talmud Jerozolimski (albo Palestyński) posiada jako wykładnia prawa znacznie niższy status; plasuje się go na równi z kompilacjami zwanymi potocznie "literaturą talmudyczną", składającymi się z tekstów, które decyzją redaktorów Talmudu nie znalazły się w żadnym z dwóch głównych wydań. W przeciwieństwie do Miszny, reszta Talmudu, jak również literatura talmudyczna spisane są po części w języku hebrajskim i po części w aramejskim, który w Talmudzie Babilońskim Otóż nagle, bez żadnego konkretnego powodu, rozważania prawne mogą zostać przerwane przez Hagadę ("opowieść"). Jest to rodzaj narracji składającej się z przypowieści, legend i anegdot z życia rabinów lub zwykłych ludzi, o postaciach biblijnych, aniołach, demonach, czarownicach i o innych "cudach”
(15). Te fragmenty narracyjne, jakkolwiek mające ogromny wpływ na judaizm, traktowane były zawsze (nawet przez sam Talmud) jako drugorzędne. Dla judaizmu klasycznego znacznie ważniejsze były wersety Talmudu dyskutujące kwestie prawne, szczególnie zaś rozważania dotyczące tzw., spraw problematycznych. Prawny system Talmudu uważany jest za wszechstronny, sztywny i autorytatywny. Wprawdzie można by go w nieskończoność rozwijać i ulepszać, lecz tylko pod warunkiem nienaruszania bazy dogmatycznej. Omawia on bardzo szczegółowo każdy aspekt żydowskiego życia, zarówno indywidualnego, jak i zbiorowego, a także kwestie odpowiedzialności i kary za wszelkie możliwe grzechy i złamanie obowiązujących reguł. Podstawowe reguły przedstawione są w sposób dogmatyczny i nie mogą być podawane w wątpliwość. Można jedynie dyskutować, i robi się to na każdym kroku, o sposobach przestrzegania reguł oraz ich odniesieniu do praktyki. Zatrzymajmy się na moment na kilku przykładach. W czasie szabatu "nie wolno wykonywać żadnej pracy". Przy czym na pojęcie "praca" składa się -ni mniej, ni więcej - 39 różnych rodzajów zajęć. Kryterium, według którego jakaś czynność znalazła się (bądź nie) na liście, nie ma nic wspólnego z wysiłkiem wkładanym w jej wykonanie; kryterium to jest stricte dogmatyczne. Jedną z takich zabronionych czynności jest pisanie. Rodzą się więc pytania: Od ilu znaków zaczyna się grzech "pisania podczas szabatu"? (Odpowiedź: Od dwóch!) Czy ciężar grzechu zależy od tego, którą ręką piszemy? (Odpowiedź:
Nie). Aby jednak zakaz pisania nie został naruszony, a zatem żeby ktoś nie popełnił grzechu, istnieje "dodatkowy" zakaz dotykania w czasie szabatu przyborów do pisania. Coś, co zostało raz ustalone, pozostaje takim na zawsze, nawet jeśli zakrawa to na absurd. Tertulian, jeden z pierwszych ojców Kościoła, napisał był: " Wierzę w to, ponieważ jest to absurdalne". Zdanie to służyć może za motto większości reguł talmudycznych, z tym, że zamiast słowa "wierzę" należy wstawić: "praktykuję". Następny przykład jeszcze lepiej ilustruje osiągnięty przez ten system poziom absurdu. Jedną z podstawowych prac zabronionych w szabat są żniwa. Przez analogię zakaz ten został rozciągnięty również na "łamanie gałęzi drzew". Prostą tego konsekwencją jest zakaz jazdy wierzchem na koniu (lub na jakimkolwiek innym zwierzęciu), bo potencjalny jeździec narażony jest na pokusę "złamania gałęzi", żeby poganiać nią rumaka. Na nic zdają się tłumaczenia, że przecież produkuje się dzisiaj gotowe baty czy szpicruty albo że można jechać wierzchem w okolicach całkowicie pozbawionych drzew. Coś, co raz zostało zakazane, pozostaje zakazane na zawsze. Jedno, co wolno, to zakaz rozszerzyć bądź uczynić jeszcze bardziej rygorystycznym. W czasach współczesnych zbroniono jazdy motocyklem podczas szabatu - przez analogię do jazdy konnej. Ostatni z przykładów ilustruje, w jaki sposób można tych samych metod używać do analizy przypadków czysto teoretycznych, nie mających żadnego praktycznego zastosowania. W okresie istnienia Świątyni, Arcykapłan mógł poślubić wyłącznie dziewicę. Mimo że niemal w całym okresie talmudycznym ani Świątynia, ani Arcykapłan już nie istnieli, Talmud wdaje się w długie, zawiłe (i cokolwiek dziwaczne) rozważania nad precyzyjną definicją tego, jaka dziewica może zostać żoną Arcykapłana". Czy kobieta, która straciła błonę dziewiczą w wypadku, nadal jest dziewicą? Czy znaczenie ma fakt, że wypadek nastąpił przed osiągnięciem przez nią wieku trzech lat czy później? Co Między okresem talmudycznym (zakończonym mniej więcej około roku 500) a okresem judaizmu klasycznego (który datuje się gdzieś od roku 800) istnieją dwie zasadnicze różnice. Talmud zakreśla obszar geograficzny, do którego się ogranicza, natomiast przedstawiona w nim żydowska wspólnota to społeczeństwo "W pełni rozwinięte", którego podstawą jest rolnictwo. (Chodzi więc o obszar Mezopotamii i Palestyny.) Mimo iż w czasach, o których mowa, żydzi żyli także na terytorium cesarstwa rzymskiego oraz na terenach cesarstwa sasanidzkiego (Persja) z Talmudu wynika całkiem jasno, że powstawał on –przez prawie pół tysiąca lat - na stosunkowo niewielkim obszarze. Żaden uczony spoza Mezopotamii i Palestyny nie brał udziału w opracowywaniu tesktu, a tekst z kolei nie odzwierciedla stosunków społecznych, jakie istniały poza tymi dwoma obszarami. Bardzo mało wiemy na temat warunków społecznych i religijnych panujących w okresie trzystu lat, pomiędzy rokiem 500 a 800. Jednakże po roku 800, gdy pojawia się więcej szczegółowych informacji historycznych, widać, że dwie wspomniane wyżej cechy uległy "odwróceniu". Talmud Babiloński (a w mniejszym stopniu także literaturę talmudyczną) uznano za autorytatywny, dzięki czemu był przedmiotem badań we wszystkich wspólnotach żydowskich. We wspomnianym okresie społeczeństwo żydowskie przeszło głęboką przemianę, jednakże nie objęła ona warstw chlopskich.
Jak już wspomnieliśmy, system talmudyczny jest systemem szalenie dogmatycznym i nie zezwala na jakiekolwiek rozluznienie reguł, nawet w sytuacji, gdy trzymanie się ich w zmienionych warunkach czy okolicznościach prowadzi do absurdu. W odniesieniu do tekstów Talmudu - a w przeciwieństwie do Biblii - obowiązuje dosłowne ich rozumienie i nikt nie ma prawa do jakiejkolwiek interpretacji. Jednakże w okresie judaizmu klasycznego pewne reguły stały się dla klas rządzących - rabinów i ludzi zamożnych - nie do zniesienia. Właśnie w interesie tych klas obmyślono metodę oszustwa, polegającą z jednej strony na trzymaniu się litery prawa, z drugiej zaś pogwałcaniu jego ducha i intencji. Tak oto powstał oparty na hipokryzji system dyspens (heterim), który stał się moim zdaniem główną przyczyną dewaluacji wiary mojżeszowej w jej wydaniu klasycznym. (Drugą przyczyną utraty przez nią znaczenia był żydowski mistycyzm, chociaż wywierał wpływ znacznie krócej.) I znowu, dla lepszego zilustrowania, jak ten system działał, posłużmy się przykładami. (Większość znawców Talmudu uważa wręcz za
obowiązek religijny ściągnięcie jak najwyższych odsetek od goja.) Nie ulega wątpliwości, że prawo to zostało przykrojone do potrzeb wieśniaków i rzemieślników bądź małych społeczności żydowskich, zarabiających na pożyczaniu pieniędzy nie-żydom. Jednakże w szesnastowiecznej Europie Wschodniej (szczególnie w Polsce) sytuacja była inna. Społeczność żydowska była bowiem liczna i w wielu miastach stanowiła większość. Chłopi, zmuszeni do graniczącej z niewolnictwem pańszczyzny, nie mieli potrzeby pożyczania pieniędzy, zaś udzielanie pożyczek możnym było przywilejem tylko nielicznych bogatych żydów. Toteż większości żydów pozostawało robienie interesów między sobą. Tak więc w praktyce wystarczy jedynie spisany w języku aramejskim i niezrozumiały dla większości ludzi tekst dyspensy umieścić na ścianie pomieszczenia, w którym transakcja się odbywa (kopię tego tekstu wywieszone są we wszystkich oddziałach banków izraelskich), albo nawet powiesic go sobie na piersi, by udzielanie oprocentowanych pożyczek pomiędzy żydami było procederem całkowicie legalnym i niewinnym.
Jednakże w latach osiemdziesiątych XIX wieku. po założeniu na terenie Palestyny pierwszych kolonii żydowskich, rok szabatowy spędzał żydom sen z powiek. Solidaryzujący się z osadnikami rabini wymyślili więc sposób na obejście tego prawa, który ich następcy z religijnych partii syjonistycznych doprowadzili do perfekcji, przez co stał się w Izraelu obowiązującą praktyką. Odbywa się to następująco: tuż przed nadejściem roku szabatowego izraelski minister spraw wewnętrznych wręcza głównemu rabinowi dokument, który czyni go prawowitym właścicielem wszystkich ziem w Izraelu, tak państwowych, jak i prywatnych. Zaopatrzony w ów dokument główny rabin udaje się do pewnego nie-żyda i za określoną kwotę sprzedaje mu całe
terytorium Izraela (po 1967 roku również terytoria okupowane). - Transakcję tę powtarza się co siedem lat, korzystając z usług tego samego "nabywcy".
3. Dojenie krów podczas szabatu. Zakaz dojenia wprowadzono w okresie posttalmudycznym w rezultacie wspomnianego jw zaostrzenia zasad religijnych, ów zakaz mógł być zostać wśród diaspory z łatwością utrzymany, gdyż żydzi posiadający własne krowy byli zazwyczaj na tyle bogaci, że utrzymywali nieżydowskich służących, którzy (korzystając z jednego z opisanych poniżej wybiegów) mogli na ich polecenie krowy wydoić. Pierwsi żydowscy koloniści w Palestynie zatrudniali do dojenia, i nie tylko, Arabów, jednakże z czasem, pod naciskiem kół syjonistycznych, domagających się aby wszelkie prace wykonywali sami żydzi, pojawiła się konieczność wprowadzenia (miało to istotne Syjoniści uważali, iż zakaz ten może zostać uchylony, o ile mleko z udoju nie jest białe, lecz, na przykład, zabarwione na niebiesko. Szabatowe niebieskie mleko wykorzystywane jest wyłącznie do produkcji serów, zresztą barwnik i tak zostaje wypłukany, przedostając się do serwatki. Niesyjonistyczni rabini wymyślili znacznie subtelniejszą metodę (widziałem to na własne oczy, przebywając w religijnym kibucu w 1952 roku). Odkryli mianowicie stary przepis zezwalający na wydojenie krowy w czasie szabatu w tym jedynie celu, by ulżyć cierpieniu zwierzęcia, którego wymiona nabrzmiałe są od mleka. Mogło się to odbywać pod jednym rygorystycznym warunkiem: że mleko spłynie na ziemię i w nią wsiąknie. (W całej literaturze talmudycznej nie zabrania się wykonywać takiej czynności.) Następnie udaje się do synagogi na modły. W tym czasie do obory przychodzi jego przyjaciel, którego jedyną intencją jest "ulżyć cierpieniu zwierzęcia" i pozwolić mleku rozlać się na ziemię. Jeśli jednak, jakimś dziwnym trafem, pod wymionami krowy znajduje się cebrzyk, czyż ma on obowiązek go stamtąd usunąć? Oczywiście, że nie ma. Co zatem robi? Zwyczajnie nie zwraca uwagi na cebrzyk, spełnia swój miłosierny uczynek wobec zwierzęcia i idzie do synagogi. W końcu do obory przychodzi trzeci pobożny żyd, zaprzyjaźniony z tamtymi dwoma. Ku swemu ogromnemu zaskoczeniu "odkrywa" cebrzyk pełen mleka. Co robi? Bierze cebrzyk, umieszcza go w lodówce i podąża za swymi towarzyszami do synagogi. Teraz wszyscy są w porządku, nie ma też potrzeby wydawania pieniędzy na niebieski barwnik.
4. Uprawy mieszane. Podobnie przebiegłej dyspensy udzielili syjonistyczni rabini w odniesieniu do zakazu (znajdującego się w Księdze Kapłańskiej 19,19) siania dwóch różnych gatunków ziarna na tej samej ziemi. Tymczasem współczesna agronomia dowiodła, iż uprawa mieszana (zwłaszcza w przypadku pasz) przynosi doskonałe plony. Rabini wymyślili więc dyspensę polegającą na tym, że jeden rolnik sieje wzdłuż pola jeden rodzaj ziarna, później zaś, tego samego dnia, jego towarzysz, niby o tym nie wiedząc, sieje w poprzek pola inny rodzaj ziarna. Ponieważ jednak metoda ta wydawała się zbyt pracochłonna, udoskonalono ją więc: jeden z rolników usypuje kupką ziaren jednego rodzaju i ostrożnie przykrywa ją workiem lub kawałkiem deski. Następnie na worek lub deskę kładzie kupkę innych nasion. W tym momencie zjawia się drugi rolnik, który na oczach świadków żąda zwrotu pożyczonej od niego deski bądź worka, po czym wyciąga je tak, że oba rodzaje ziaren ulegają zmieszaniu. Wtedy zjawia się trzeci rolnik, któremu mówią: " Weź to ziarno i zasiej nim pole", on zaś posłusznie wykonuje polecenie (18).
Jednakże w warunkach europejskich przestrzeganie tego obyczaju stalo się z czasem trudne nie tylko dla żydowskich rodzin z klasy średniej, ale i dla kupców zbożowych. Wymyślono więc dyspensę, która polegała na fikcyjnej sprzedaży substancji fermentujących gojowi w okresie poprzedzającym Święta i automatycznym odkupieniu ich od niego tuż po zakończeniu Pesachu. Obowiązywal przy tym warunek, że "zakazane" substancje będą podczas Świaąt zamknięte na klucz. W Izraelu tą fikcyjną transakcję znacznie usprawniono. Religijny żyd "sprzedaje" zakazane substancje swojemu rabinowi, ten z kolei sprzedaje je rabinowi głównemu, który następnie sprzedaje je gojowi, a dzięki "specjalnej" dyspensie transakcja ta obejmuje także substancje fermentujące będące własnością żydów niepraktykujących.
Stało się to szczególnie aktualne w czasach współczesnych, lecz skutki zmian technologicznych odczuwane były na długo przedtem. Zakaz mielenia w szabat był dla żydowskiego chłopa czy rzemieślnika, dajmy na to w II stuleciu, w Palestynie, sprawą, mało istotną" ponieważ używał on ręcznego młynka do celów domowych. Co innego dla dzierżawców młynów wodnych czy wiatraków, gdyż w Europie Wschodniej żydzi często parali się tym zajęciem. Nawet tak proste i, zdawałoby się, oczywiste ludzkie pragnienie wypicia szklanki gorącej herbaty w sobotnie popołudnie urastało do rangi problemu, gdy się posiadało samowar używany do parzenia herbaty w zwykłe dni tygodnia. To tylko dwa z ogromnej liczby przykładów tzw. "problemów związanych z przestrzeganiem szabatu". Nie ulega kwestii, ze społeczności składającej się wyłącznie z żydów ortodoksyjnych większości tych problemów nie udałoby się rozwiązać, przynajmniej przez ostatnich osiem czy dziesięć stuleci, bez pomocy gojów. Tym bardziej nie udałoby się ich rozwiązać we współczesnym "państwie żydowskim", gdzie wiele usług komunalnych, takich jak doprowadzenie wody, gazu czy elektryczności, podpada pod kategorię czynności zakazanych w szabat. Klasyczna wiara mojżeszowa nie przetrwałaby nawet jednego tygodnia bez korzystania z pracy nie-żydów. Pamiętajmy jednak, że zatrudnianie gojów do wykonywania tych wszystkich sobotnich prac bez specjalnego "pozwolenia" byłoby ogromnie trudne, albowiem Talmud zabrania żydom zlecania gojom prac, których im samym wykonywać nie wolno(19).
Opiszę tu dwie z całej gamy typowych dyspens, stosowanych w celu ominięcia wspomnianych zakazów. Pierwszą z nich jest metoda "aluzji", opierająca się na logice kazuistycznej, zgodnie z którą grzeszne żądanie przestaje być grzesznym, o ile zostało wypowiedziane w sposób aluzyjny, przebiegły. Obowiązuje zasada, iż aluzja musi być "cienka". Zawoalowana, a jedynie w sprawach najwyższej wagi można się wyrazić jaśniej. Przykładowo, w popularnej obecnie broszurze na temat przestrzegania nakazów religijnych, przeznaczonej dla armii izraelskiej uczy się żołnierzy, jak mają rozmawiać z Arabami zatrudnionymi w wojsku w charakterze szabesgojów. W szczególnych przypadkach, gdy na przykład zrobiło się zimno i konieczne jest rozpalenie ognia, albo gdy trzeba zapalić światło, aby móc odprawiać modły, żołnierz izraelski może użyć aluzji "przejrzystej" i powiedzieć Arabowi: "Zimno (albo ciemno) tutaj". W normalnych warunkach należy jednak posłużyć się aluzją "cienką", na przykład: “Byłoby przyjemniej, gdyby to miejsce ogrzać”
(20). Metoda aluzji jest szczególnie odrażająca i upokarzająca wówczas, gdy stosuje się ją wobec tych gojów, którzy z racji swego ubóstwa lub niższej pozycji społecznej znajdują się na łasce i niełasce swych żydowskich pracodawców. Nieżydowski służący (albo pracownik armii izraelskiej), który nie nauczy się odczytywania "cienkich" aluzji jako poleceń, zostaje bezlitośnie Druga metoda dotyczy sytuacji, gdy goj nie jest zobowiązany do wykonania jakiejś "sobotniej" czynności czy usługi, którą w miarę potrzeby można by mu "aluzyjnie', zlecić, lecz ma określony zakres obowiązków, nie wymagających stałego nadzoru ze strony żydowskiego pracodawcy. Zgodnie z tą dyspensą – zwaną hawla, czyli "dołączeniem" szabatu do pozostałych dni tygodnia - goj najmowany jest do pracy na "cały tydzień" (albo i rok) bez wspominania w kontrakcie o szabacie. W rzeczywistości zaś pracę wykonuje wyłącznie w szabat (często stosowano tą metodę w przeszłości, zatrudniając gojów do gaszenia świec w synagodze po modlitwie odprawionej w przeddzień szabatu (żeby się niepotrzebnie nie wypalały). A oto inne przykłady z dzisiejszego Izraela: regulowanie dostaw wody lub nadzorowanie zbiorników wodnych w
soboty(21). Najlepszym przykładem są tutaj ludzie pełniący niejako z urzędu rozmaite święte obowiązki: rabin albo uczony w Talmudzie, którzy wygłaszają kazania lub nauczają wiernych w czasie szabatu, kantor, który śpiewa wyłącznie w soboty bądź inne dni świąteczne (kiedy to zakaz pobierania wynagrodzenia również obowiązuje), pomocnik rabina i inni spełniający podobne posługi. W czasach talmudycznych, a w niektórych krajach jeszcze przez wiele następnych wieków wszystkie te prace wykonywało się bezpłatnie. Później jednak, gdy tego rodzaju posługi stały się normalnymi, płatnymi profesjami, korzystano z dyspensy "dołączonego" szabatu, zatrudniając osoby wykonujące te czynności na okres "miesiąca" bądz "roku". Problem komplikował się szczególnie w odniesieniu do rabinów i nauczycieli Talmudu, albowiem Talmud wyraźnie zabrania im pobierania pieniędzy za odprawianie modłów, nauczanie czy studiowanie świętych pism, nawet w powszednie dni tygodnia(22). W ich przypadku konieczna więc była dodatkowa dyspensa. Zgodnie z nią, zarobki "świętych mężów" nie były naprawdę zarobkami, lecz tylko "rekompensatą za bezczynność" (dmei batala). W ten sposób płaca za pracę wykonywaną faktycznie tylko w szabat w tajemniczy sposób
Na specjalne podkreślenie zasługują dwie cechy wymienionych tu praktyk. Główną, dominującą cechą systemu dyspens i judaizmu klasycznego, który się na nich opiera, jest podstęp - chodzi o oszukanie Boga, o ile wobec tej dającej się tak łatwo oszukać rabinom (uważającym się za sprytniejszych od Niego) istoty można użyć tak wzniosłego określenia. Trudno sobie wyobrazić większy kontrast między Bogiem w ujęciu biblijnym (zwłaszcza proroków
większych Starego Testamentu), a Bogiem w ujęciu judaizmu klasycznego. Ten ostatni bardziej podobny jest do rzymskiego Jowisza, okpiwanego przez wyznawców, albo bożków opisanych
przez Frazera w Złotej gałęzi. (To samo można zaobserwować w innych religiach, przeżywających ostatnio odrodzenie.) Modlitwą uznawaną przez żydów za najświętszą, odmawianą w najbardziej uroczysty sposób, i to nawet przez tych, którzy na co dzień się Bogu nie narzucają, jest Kol Nidrei. Modlitwa ta, odmawiana w wigilię święta Jom Kipur, jest w istocie absurdalną i wyjątkowo przebiegłą dyspensą, unieważniającą z góry wszystkie osobiste ślubowania, jakie zostaną złożone Bogu w nadchodzącym roku(23). Albo weźmy dla przykładu inną osobistą modlitwę, Kadisz, odmawianą przez synów w Widać więc, że powszechnemu uznaniu dla przesądu religijnego niekoniecznie towarzyszy respekt dla bardziej wzniosłych treści zawartych w świętych tekstach. I właśnie ta kombinacja hipokryzji i chęci osiągnięcia zysku zdominowała z czasem judaizm klasyczny. W Izraelu, gdzie proces ten wciąż trwa, pomimo prania mózgów poprzez system edukacji i oficjalną propagandę, zjawisko to jest przez zwykłych ludzi ledwie dostrzegane. Religijne elity kraju - rabini i partie religijne - a przez skojarzenie z nimi, do pewnego stopnia Jednym z zasadniczych powodów owego braku sympatii jest właśnie ich obłuda i sprzedajność. Rzecz jasna, opinii publicznej (ze względu na jej subiektywizm) z analizą socjologiczną utożsamiać nie można, jednakże w tym konkretnym przypadku nie ulega kwestii, że żydowskie sfery religijne mają silną tendencję do krętactwa i przekupstwa, co jest wynikiem demoralizującego wpływu ortodoksyjnej religii żydowskiej. W rozdziale IV zobaczymy, jak dominujący w judaizmie klasyczym motyw zysku sprzężony jest z żydowską strukturą społeczną, oraz jak odbierany był przez społeczności, wśród których żydzi żyli przed wiekami. Tutaj chciałbym jedynie zaznaczyć, że motyw zysku nie jest obecny w całej historii judaizmu. Fakt ten zaciemniony został przez platoński chaos, poszukujący metafizycznej, ponadczasowej "istoty" judaizmu. (Syjoniści popierali ten chaos, ponieważ odwoływał się do “historycznych praw" wywiedzionych ahistorycznie z Pisma Świętego). Stąd więc apologetycy judaizmu twierdzą, i nie bez racji, że Biblia jest wobec motywu zysku nastawiona krytycznie, podczas gdy Talmud zachowuje neutralnosc. Stało się tak z powodu odmiennych warunków społecznych, w jakich oba te teksty powstawały. Talmud powstawał w dwóch ściśle określonych miejscach, w okresie, gdy żydzi tworzyli społeczeństwo opierające się na rolnictwie i składające się w przeważającej części z chłopów. Różniło się ono zasadniczo od społeczeństwa z czasów judaizmu klasycznego. Wbrew mojej głębokiej niechęci do marksizmu zarówno jako filozofii, jak i teorii społecznej, muszę przyznać, iż Marks miał rację, charakteryzując w dwóch swoich artykułach judaizm jako system zdominowany przez chęć zysku, przy czym charakterystyka ta ograniczała się do judaizmu klasycznego, który w okresie młodości Marksa wszedł już w stadium rozpadu. Wprawdzie swoją tezę Marks postawił arbitralnie i ahistorycznie, i w dodatku wcale jej nie udowodnił, a do konkluzji doszedł na drodze intuicyjnej, to jednak ten intuicyjny pogląd - przy pewnych ograniczeniach historycznych - był w tym przypadku słuszny.
ZNACZENIE HISTORII cNonsensowny sam w sobie zamiar dokonania społecznej czy mistycznej interpretacji żydostwa lub judaizmu „jako całości” pochłonął jak dotąd masę papieru. Nie jest to możliwe, gdyż zarówno żydowska struktura społeczna, jak i struktura ideowa judaizmu zmieniły się na przestrzeni wieków zasaniczo. Można wyróżnić cztery główne fazy tych zmian:
Pomińmy dla wygody okres „braku informacji” i zacznijmy nasze rozważania od dwóch wieków, pomiędzy rokiem 1000 i 1200, gdyż dysponujemy sporą liczbą faktów, pochodzących zarówno ze źródeł zewnętrznych, jak i wewnętrznych, na temat wszystkich ważniejszych ośrodków żydowskich, na wschodzie i na zachodzie. Judaizm klasyczny, zapoczątkowany właśnie w tamtych wiekach, przeszedł od tego czasu niewiele zmian, i dzisiaj (pod postacią ortodoksji) wywiera wciąż ogronym wpływ. Jakie są charakterystyczne cechy judaizmu klasycznego i jakie czynniki społeczne odróżniają go od wcześniejszych faz judaizmu?
W mojej opinii można wymienić trzy takie główne cechy. 1. Społeczeństwo, w którym wyrósł judaizm klasyczny, nie miało warstwy chłopskiej, i tym właśnie różni się ono od wcześniejszych wspólnot żydowskich, zamieszkujących dwa wspomniane ośrodki: Palestynę i Mezopotamię. Obecnie trudno nam zrozumieć, jakie ten fakt miał implikacje. Wyobraźmy sobie jednak, czym była pańszczyzna; ogromne różnice w poziomie wykształcenia pomiędzy wsią (gdzie panował powszechny analfabetyzm) a miastem; każda, nawet najdrobniejsza mniejszość, cieszyła się nieporównanie większą wolnością niż chłopi – gdy weźmiemy to pod uwagę, zrozumiemy, że pomimo wszystkich prześladowań, którym żydzi byli poddawani, w latach tworzenia się judaizmu klasycznego stanowili oni integralną część klasy uprzywilejowanej. Historiografia żydowska dotycząca tamtego okresu, a zwłaszcza angielskojęzyczna, jest o tyle myląca, że skupia się przede wszystkim na nędzy i dyskryminacji żydów. To prawda, zarówno nędzy, jak i prześladowań nie brakowało jednakże najbiedniejszy nawet żydowski rzemieślnik, kramarz, ekonom czy skromny pisarczyk byli w znacznie korzystniejszej sytuacji, niż chłop pańszczyźniany. Taka sytuacja istniała zwłaszcza w tych krajach europejskich, w których pańszczyzna przetrwała (w ostrzejszej bądź łagodniejszej formie) do wieku XIX: w Prusach, Austrii (włącznie z Węgrami) i na ziemiach polskich pod zaborem rosyjskim. Należy też podkreślić, że w okresie poprzedzającym wielką migrację żydowską (czyli gdzieś około roku 1880) ogromna większość żydów zamieszkiwała wspomniane kraje, zaś podstawową ich funkcją społeczną było – pośrednio – gnębienie chłopów w imieniu szlachty i korony. To podejście do chłopstwa wcale się tak bardzo dzisiaj nie zmieniło; szczególnie ostro uwidoczniło się ono w rasistowskiej wręcz postawie radzieckich dysydentów żydowskiego pochodzenia wobec ludu rosyjskiego; dowodzi go także pomijanie całkowitym milczeniem tematu chłopstwa przez wielu socjalistów żydowskich, włącznie z Izaakiem Deutscherem. Cała ta rasistowska propaganda, dowodząca rzekomej wyższości intelektualnej i moralnej żydów (a brylują w niej żydowscy socjaliści), idzie w parze z brakiem wrażliwości na cierpienie tych ogromnych mas społecznych, które przez ostatnie tysiąclecie były szczególnie ciemiężone – chłopów.
Później zobaczymy, że ci sami żydowscy lekarze, którym zabrania się ratowania życia zwykłym gojom w czasie szabatu, gdy chodzi o leczenie magnatów czy władców dokonują wręcz medycznych cudów; co po części wyjaśnia, dlaczego królowie, szlachta, czy nawet biskupi i papieże zatrudniali często żydowskich lekarzy. Nie tylko zresztą lekarzy. Żydowscy komornicy (zwłaszcza we wschodniej Europie), celnicy czy poborcy podatkowi pełnili swoje obowiązki w służbie króla czy barona z taką gorliwością, na jaką mogłoby się zdobyć tylko niewielu chrześcijan. Dziedziczna godność żydowskiego Patriarchy (zasiadającego w Tyberii, na terenie Palestyny) uznawana była za jedną z najwyższych godności w hierarchii państwowej. Patriarcha zaś za najwyższego zwierzchnika wszystkich żydów zamieszkujących cesarstwo (10). Jako oficjalny przedstawiciel Rzymu, Patriarcha uważany był za vir illustris, równego rangą konsulom, głównym dowódcom wojskowym cesarstwa oraz członkom Świętego Konsystorza; przewyższali go jedynie członkowie rodziny cesaarskiej. W rzeczywistości Znakomity Partriarcha (jak go tytułują dekrety cesarskie) przewyższał rangą takich rzymskich namiestników, jak choćby gubernator Palestyny, cesarz Teodozjusz I Wielki, pobożny i ortodoksyjny chrześcijanin, który stracił swój urząd za obrazę Patriarchy. Jednakże ich wpływ na społeczności żydowskie był różny, w zależności od ich liczebności. Wszędzie tam, gdzie była ona niewielka, zróżnicowanie społeczne wewnątrz nie również było małe; składała się wówczas przeważnie z elity bogaczy i klasy średniej, z której większość stanowili ludzie posidający dobre wykształcenie rabiniczno-talmudyczne. Jednakże w krajach, gdzie populacja żydów była duża i pojawiała się liczna warstwa biedaków, ujawniał się opisany powyżej mechanizm podziału; mamy tu więc klasę rabinów, która w sojuszu z klasą bogaczy ciemiężyła – tak w interesie własnym, jak i w interesie państwa, czyli korony i szlachty – żydowską biedotę. O specyfice polskiego żydostwa napiszemy szerzej w następnych rozdziałach. Tutaj chciałbym tylko zaznaczyć, że na skutek istnienia w Polsce bardzo licznej społeczności żydowskiej zarysował się głęboki podział pomiędzy żydowską klasą wyższą (rabinami i bogaczami) a masami żydowskimi; rozłam ten, powstały w wieku XVIII, trwał przez całe stulecie XIX. Dopóki gmina żydowska miała władzę nad swymi członkami, dopóty wszelkie próby rewolty wywoływanej przez biedotę, która dźwigała główny ciężar wysokich podatków, gaszone były w zarodku przez połączone siły aparatu przymusu żydowskiej „samowładzy” i przymusu religijnego. Z wyżej wymienionych powodów przez cały okres judaizmu klasycznego (jak również w czasach nowożytnych) rabini byli najbardziej lojalnymi, żeby nie powiedzieć najżarliwszymi poplecznikami panujących reżymów; im bardziej radykalny był reżym, tym większym się cieszył poparciem rabinów.
Najbujniej judaizm klasyczny rozkwitał pod reżymami silnymi, z reguły oderwanymi od większości klas społecznych. W takich właśnie systemach żydzi pełnili jedną z funkcji typowych dla klasy średniej, tyle że w formie wyłącznie służebnej. Z tego powodu spotykali się nie tylko z opozycją ze strony chłopstwa (opozycja ta, za wyjątkiem nielicznych buntów ludowych, nie miała większego znaczenia), lecz co ważniejsze, ze strony nieżydowskiej klasy średniej (której znaczenie w Europie rosło) oraz plebejskiej części duchowieństwa i szlachty. Natomiast w krajach, w których anarchię feudalną udało się ukrócić, zaś szlachta weszła z królem (i przynajmniej częścią mieszczaństwa) w układ o charakterze narodowym czy quasinarodowym i dopuszczona została do rządzenia krajem, pozycja żydów ulegała osłabieniu. Ten ogólny schemat istniejący zarówno w krajach muzułmańskich jak i chrześcijańskich najlepiej ilustrują poniższe przykłady.
Najlepszym przykładem funkcjonowania tego schematu jest Anglia, gdyż okres pierwszego osadnictwa żydowskiego w tym kraju był stosunkowo krótki i zbiegł się w czasie z procesem kształtowania się angielskiej narodowej monarchii feudalnej. Żydzi zostali sprowadzeni do Anglii przez Wilhelma Zdobywcę, jako część mówiącej po francusku normandzkiej klasy rządzącej, zaś ich głównym zadaniem miało być udzielanie pożyczek tym możnowładcom, duchownym i świeckim, którzy nie byli w stanie płacić swych feudalnych należności (w Anglii były one bardzo rygorystycznie egzekwowane, ze stanowczością niespotykaną w owych czasach w innych monarchiach europejskich). Największym protektorem żydów był król Henryk II, Magna Charta Libertatum zapoczątkowała zaś ich upadek, który trwał przez cały konflikt baronów z Henrykiem III. Chwilowe rozwiązanie konfliktu przez Edwarda I, a także utworzenie parlamentu, unormowanie i uregulowanie podatków, zbiegło się w czasie z wypędzeniem żydów z Anglii. Pogorszenie się pozycji żydów rozpoczyna się z nastaniem Filipa II Wspaniałego, twórcy sojuszu politycznego i militarnego korony z rosnącym na znaczeniu ruchem „komun” mieszczańskich, zaś całkowity upadek ma miejsce za Filipa IV Przystojnego, który jako pierwszy zwołał Stany Generalne całej Francji, by zdobyć w ten sposób poparcie narodu przeciwko papieżowi. Ostatecznie wypędzenie żydów z Francji wiąże się z ustanowieniem prawa korony do nakładania podatków oraz „unarodowieniem” się monarchii. W innych krajach Europy zamieszkanych w owym czasie przez żydów było podobnie. Odkładając przykłady chrześcijańskiej Hiszpanii i Polski na później, gdyż wymagają one osobnego omówienia, zwróćmy uwagę, że we Włoszech, gdzie wiele miast posiadało republikański system rządów, dostrzec można podobną prawidłowość. Żydzi prosperowali szczególnie w państewkach papieskich, w bliźniaczych królestwach feudalnych Sycylii i Neapolu (zanim ich stamtąd na rozkaz Hiszpanów około roku 1500 nie wypędzono) oraz feudalnych enklawach Piemontu. W dużych, rozwiniętych i niezależnych miastach takich jak Florencja żydów było niewielu, nie pełnili też żadnej wyjątkowej roli społecznej.
Ten sam ogólny schemat odnosi się także do krajów muzułmańskich, z tą różnicą, że nie istniało tam praktycznie zjawisko wypędzanią żydów, jakko sprzeczne z prawem islamskim. (Średniowieczne katolickie prawo kanoniczne do wypędzania nie zachęcało, ale też go nie zakazywało). Najlepszym przykładem jest tu muzułmańska Hiszpania, gdzie prawdziwie złota epoka żydowska (epoka rozkwitu hebrajskiej poezji, gramatyki, filozofii etc.) rozpoczyna się dokładnie z chwilą upadku hiszpańskiego kalifatu. Umajjadów, po śmierci sprawującego de facto władzę, al-Mansura, w 1002 roku, i ustanowieniu licznych ta’ifa (rozdrobnionych królestw), rządzonych wyłącznie w oparciu o przemoc. Dojście do władzy sławnego dowódcy i premiera królestwa Grenady, Samuela Wodza (Szmu’el Hannagid, zmarł w roku 1056), będącego zarazem jednym z najwybitniejszych poetów hebrajskich wszech czasów, możliwe było dzięki temu, że królestwo, któremu służył, było tyranią nielicznej grupki wojowników hebrajskich nad arabskojęzycznymi poddanymi. Podobna sytuacja miała miejsce w innych arabsko-hiszpańskich ta’ifa. Pozycja żydów podupadła nieco za panowania dynastii Almorawidów (1061-1147), a stała się zagrożona z nastaniem silnych i cieszących się poparciem ludu rządów dynastii Almohadów (od roku 1147), gdy na skutek prześladowań żydzi zmuszeni byli emigrować do hiszpańskich królestw chrześcijańskich, gdzie władza królewska była wciąż słaba. Przychylność Saladyna dla żydów, początkowo w Egipcie, później w innych częściach rozprzestrzeniającego się imperium, podyktowana była nie tylko jego osobistą tolerancją, miłosierdziem i głęboką mądrością polityczną, lecz w równym stopniu tym, że doszedł on do władzy jako zbuntowany przywódca przybyłych do Egiptu na wezwanie Fatymidów najemników, zdetronizowawszy następnie dynastię, której nie tylko on, lecz także jego ojciec i wuj przedtem służyli. Jak powszechnie wiadomo, reżym Osmanów – przynajmniej początkowo – opierał się na niemal kompletnym pozbawieniu Turków (nie mówiąc już o innych muzułmanach) władzy politycznej oraz wpływu na najważniejszą formację w armii, oddziały janczarów, cała bowiem władza polityczna i militarna znajdowała się w rękach sułtańskich brańców, urodzonych w krajach chrześcijańskich, porwanych w dzieciństwie i kształconych w specjalnych szkołach. Do końca wieku XVI żaden urodzony na wolności Turek nie mógł zostać janczarem ani sprawować jakiejkolwiek ważniejszej funkcji rządowej. W takim systemie rola żydów była podobna do roli janczarów. Stąd najlepszą pozycję zajmowali oni wtedy, gdy u władzy znajdował się reżym oderwany politycznie od ludu, którym rządził. Z chwilą dojścia do władzy Turków (jak również innych muzułmanów, na przykład Albańczyków) pozycja żydów w imperium ottomańskim uległa osłabieniu. Ale nie tak bardzo, jako że reżym osmański nadal opierał się na samowoli władców i pozbawiony był charakteru narodowego. Po pierwsze, zbytnio generalizują, sprowadzając poważne kwestie polityczne i historyczne do sloganów. Przyjmując, że położenie żydów w krajach islamu było „zazwyczaj” dużo lepsze niż w krajach chrześcijańskich, należy dosbie zadać istotne pytanie: Pod jakim reżymem żyło się żydom lepiej, a pod jakim gorzej? Widzieliśmy już, dokąd taka analiza prowadzi. Przykładowo, żydowskim „kapłanom” (przypuszczalnie potomkom starożytnych kapłanów, którzy służyli w Świątyni) nie wolno było się było żenić nie tylko z prostytutkami (12), lecz i kobietami rozwiedzionymi. Ten drugi zakaz (który zawsze wywoływał problemy) był naruszany w okresie anarchii za panowania ostatnich Fatymidów (około 1130-80) przez „kapłanów”, którzy wbrew religijnemu prawu brali ślub z żydowskimi rozwódkami przed sądem islamskim (uprawnionym do udzielania ślubów również nie-muzułmanom). Ustanowiona przez Saladyna po jego dojściu do władzy szczególna tolerancja „wobec żydów” zaowocowała wydaniem przez Majmonidesa sądom rabiniackim w Egipcie nakazu pojmania grzeszników, którzy zawarli takie małżeństwa, i chłostania ich tak długo, aż „zgodzą się” ze swymi żonami rozwieść (13). Podobnie było w imperium ottomańskim, gdzie władza sądów rabiniackich była nie tylko ogromna, ale i szczególnie dokuczliwa. Z tego właśnie powodu posługiwanie się argumentem o położeniu żydów w dawnych krajach muzułmańskich we współczesnym kontekście jest zupełnie nie na miejscu.
Omówienie sytuacji w dwóch krajach – chrześcijańskiej Hiszpanii (14) (czy raczej na Półwyspie Iberyjskim, bo Portugalię również w ten obszar włączam) oraz w przedrozbiorowej Polsce – gdzie położenie społeczności żydowskiej i wewnętrzny rozwój judaizmu klasycznego zasługują na szczególną uwagę, pozostawiłem na koniec. W żadnym innym państwie – aż do wieku XIX – nie osiągnęli żydzi tak wysokiej pozycji politycznej, jak właśnie w chrześcijańskiej Hiszpanii (wyjątek stanowić mogą jedynie niektóre ta’ifa oraz imperium fatymidzkie). Wielu żydów dostąpiło zaszczytu pełnienia funkcji Wielkiego Skarbnika królów Kastylii, tyli też regionalnymi i głównymi poborcami podatkowymi, dyplomatami (reprezentującymi króla przed sądami zagranicznymi, tak w chrześcijańskimi, jak i islamskimi, nawet poza Hiszpanią), byli dworzanami, doradcami władców i arystokracji. W żadnym innym kraju, za wyjątkiem Polski, nie zdobyła gmina żydowska tak ogromnej władzy prawnej nad swoimi członkami, i nie wykorzystywała jej w takim stopniu, i to publicznie, włącznie z prawem do skazywania na śmierć, jak właśnie w Hiszpanii. Począwszy od XI wieku, wychłostanie na śmierć karaity (członka heretyckiej sekty żydowskiej) nie było w Kastylii niczym wyjątkowym. Żydówkom, które ośmieliły się współżyć z gojami, obcinano nosy; rabini tłumaczyli, że w ten sposób kobieta straci urodę, co zniechęci do niej jej nieżydowskiego kochanka. Osobnikom, którzy mieli czelność krytykować sądy rabiniackie, obcinano ręce. Niewierni małżonkowie skazywani byli na więzienie, otrzymując przedtem dotkliwą chłostę. Jeśli podczas żydowskich dysput religijnych uznano kogoś za heretyka, tracił język. Wystarczy taki przykład: zarówno feudalny bezrząd, jak i żydowskie wpływy polityczne osiągnęły swoje apogeum za panowania Pedro (Piotra) I, ochrzczonego jakże adekwatnym przydomkiem – Okrutny. Osiedla żydowskie Toledo, Burgos i wielu innych miast służyły praktycznie jako garnizony króla w czasie jego wieloletniej wojny domowej, toczonej przeciwko przyrodniemu bratu, Henrykowi hr. Trastamara, który po zwycięstwie przybrał imie Henryka II (1369-79)(15). Ten sam Pedro I nadał żydom kastylijskim prawo ustanowienia w całym kraju inkwizycji wymierzonej przeciwko żydowskim odszczepieńcom religijnym – miało to miejce na sto lat przed powołaniem do życia osławionej katolickiej Świętej Inkwizycji. Podobnie jak w innych krajach europejskich, w miarę narastania wokół monarchii panującej świadomości narodowej (proces ten rozpoczął kulminację za panowania Izabeli I Katolickiej i Ferdynanda II Katolickiego) pozycja żydów traciła na znaczeniu, później zaś, pod naporem sił ludowych, doszło w końcu do ich wypędzenia z Hiszpanii. W obronie żydów stawali na ogół tylko przedstawiciele szlachty i wyższego duchowieństwa. Plebejska część Kościoła, głównie zakony żebracze, które siłą rzeczy trzymały się bliżej mas, były wobec żydów nastawione nieprzyjaźnie. Zdecydowanymi wrogami żydów byli Torquemanda i kardynał Ksymens, wielcy reformatorzy ówczesnego Kościoła hiszpańskiego, którym udało się uwolnić go w dużej mierze od korupcji i uniezależnić od arystokracji feudalnej, na rzecz większego podporządkowania monarchii.
|
|||||
|