Prawda o Marcu 1968 roku

 

 

...tzw. "Wydarzenia Marcowe"

 

 

Marian Kałuski




Mija kolejna rocznica tzw. Marca 1968. Jednak wydarzenie to dla etnicznych Polaków nie ma żadnego znaczenia. I się nie mylimy w jego ocenie.

Chociaż pewne kręgi starają się nam wmówić, że było to wielkie wydarzenie w dziejach Polski, to prawda jest taka, że takowym wydarzeniem nie było. Bowiem w wydarzeniach Marca 1968 brały udział tylko nieliczne osoby (głównie zresztą pochodzenia żydowskiego) i pod względem politycznym nic się w Polsce nie zmieniło. Gomułka pozostawał u władzy jeszcze prawie 3 lata, a komunistyczne rządy w Polsce przetrwały aż do 1989 roku. Poza tym nie wywarły one większego wpływu na postawę społeczeństwa wobec reżymu, która była niezmiennie wroga od 1945 roku.

Marzec 1968 nie miał także żadnego wpływu na polski Sierpień 1980, czyli na powstanie Solidarności, która w dużym stopniu przyczyniła się do upadku komunizmu w Polsce.

Tak, Marzec 1968 w dziejach narodu polskiego był niczym. W każdym bądź razie daleko mu do doniosłości wielu dziesiątek innych wydarzeń w historii Polski i narodu polskiego.

Była to mało znacząca rewolta wewnątrz Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej, a konkretnie walka o władzę w tej partii między etnicznymi Polakami, a odsuwanymi powoli od władzy komunistami żydowskimi, którzy posiadali przemożne wpływy w Polsce stalinowskiej – z woli Stalina i przy wsparciu sowieckich bagnetów.

Wątpię, aby Marzec 1968 mógł być uznany za duże wydarzenie także w dziejach polskich Żydów. Byłoby takim, gdyby z Polski naprawdę wyrzucono Żydów, tak jak ich wyrzucono przed wiekami z Anglii, Hiszpanii, Francji czy Niemiec. Co najwyżej jest on znaczącym wydarzeniem w historii żydowskich komunistów w Polsce.

Nikt Żydów nie wyrzucał z Polski w 1968 roku. Po prostu komunistom żydowskim, którzy przegrali walkę o władzę w PZPR z polskimi komunistami, dano okazję wyjazdu z Polski. Nie wiadomo dokładnie ilu ich wyjechało, ale przyjmuje się że od 12 do 20 tys. osób.


Wyjechali głównie młodzi Żydzi, w tym prawie 1000 studentów wyższych uczelni polskich.

Wyjechało także 18 wysokiej rangi dygnitarzy partyjnych, aż 729 innych wyższych urzędników partyjnych i rządowych (w tym jeden minister – Fryderyk Topolski, kilku wiceministów, szereg dyrektorów departamentów ministerialnych), 28 dyplomatów, 176 UB-owców, 55 oficerów (politycznych) Ludowego Wojska Polskiego, 28 sędziów, ponad 200 dziennikarzy prasowych (w tym 15 redaktorów naczelnych) i 61 redaktorów i wyższych urzędników komunistycznego radia i telewizji.


Niejeden z tych żydowskich komunistów, ubeków i oficerów w każdym państwie prawa nie otrzymałby prawa wyjazdu z kraju, a tylko stanął by przed sądem za popełnione zbrodnie na narodzie polskim. Chyba nikt z patriotów polskich nie opłakiwał czy nie opłakuje ich wyjazdu z Polski! Np. wyjazdu Heleny Wolińskiej, która w 1953 roku brała udział w zamordowaniu gen. Emila Fieldorfa czy brata Adama Michnika Stefana – także  stalinowskiego prokuratora, którego ręce są zbroczone w polskiej krwi. Dzisiaj o ekstradycję Wolińskiej z Anglii stara się polski wymiar sprawiedliwości.

Czy Polacy mieli i mają płakać, że wyjechało z Polski setki stalinistów – agentów Kremla i izraelskiego Mosadu (Victor Ostrovsky „By way of deception” London 1991) i np. aż 261 dziennikarzy żydowskich, którzy byli na usługach propagandy PZPR i rządu komunistycznego? Wszak z tego okresu pochodził antykomunistyczny slogan: „Prasa kłamie!”

Jest niezgodne z prawdą także twierdzenie, że po Marcu 1968 wyjechał z Polski kwiat nauki, kultury i literatury „polskiej”. Zdecydowana większość z tych ludzi to były miernoty. Potwierdza to fakt, że tylko nieliczni z tych ludzi zrobili karierę w Izraelu czy na Zachodzie. Czy kwiatem literatury „polskiej” byli pisarze i poeci socrealistyczni piszący utwory i wiersze na cześć Stalina?

Powtarzam, Żydów w przygniatającej większości nikt nie wypędzał z Polski w 1968 roku.

Ci ludzie wyjeżdżali dobrowolnie, gdyż albo:

1) czuli się skrzywdzeni przez partię (PZPR),

2) bali się, że któregoś dnia mogą stanąć przed sądem za popełnione zbrodnie na narodzie polskim,

3) nie czuli się Polakami,

4) chcieli po prostu wyjechać na Zachód, wierząc, że czeka ich tam lepsze życie (i to był bodajże najważniejszy powód dla większości wyjeżdżających z Polski Żydów, w przygniatającej większości ludzi w 30. i 40-kach).

Że nikt Żydów z Polski nie wyrzucał dlatego, że byli Żydami potwierdza i to, że w Polsce pozostało ich jeszcze wiele tysięcy, jak np. setki czołowych komunistów żydowskich, jak również i UB-owców. Ostatecznie, gdzie zmarli np. Jakub Berman, Hilary Minc, Roman Zambrowski, bandyci Romkowski czy Różański?

Tak, w PRL po Marcu 1968. Przecież w Polsce mieszkał aż do 1992 roku stalinowski ludobójca Salomon Morel, który uciekł do Izraela dopiero jak w wolnej Polsce groziło mu aresztowanie. A jeśli PRL opuścili wszyscy Żydzi, jak głosi żydowska antypolska propaganda, to skąd się wzięli w Polsce po 1968 roku np. Adam Michnik, Jerzy Urban, Bronisław Geremek i setki innych znanych dzisiaj Żydów polskich?

Wszak po 1968 roku były w Polsce nadal organizacje i pisma żydowskie oraz działał Państwowy Teatr Żydowski w Warszawie, a wielu Żydów zajmowało nadal różnego rodzaju wysokie stanowiska; np. Jerzy Urban był 1981-89 ministrem propagandy za gen. Jaruzelskiego. Mówienie więc o Polsce bez Żydów i o „polskim antysemityzmie w Polsce bez Żydów” to nie tylko kłamstwo, ale i potwarz!

Marzec 1968 to celowo zakłamane po dziś dzień wydarzenie z dziejów PRL. Antypolsko nastawieni Żydzi na całym świecie wykorzystali dobrowolny wyjazd polskich Żydów do walki z narodem polskim - jako rzekomy objaw polskiego antysemityzmu. I to nie komunistów polskich tylko całego narodu polskiego, który z walkami frakcyjnymi w łonie PZPR nie miał nic wspólnego. Ta wyjątkowo podła kampania antypolska dużo zaszkodziła  Polsce i Polakom w świecie.

I tutaj mam rewelacyjne wprost wiadomości, w ogóle nieznane przez Polaków. Otóż według „Encyclopaedia Britannica. 1969 Book of the Year” po zdławieniu Praskiej Wiosny 1968 szereg czołowych działaczy żydowskich było zmuszonych uciekać z Czechosłowacji, jak np. Eduard Goldstuecker i Frantisek Kriegel. Natomiast „Encyclopaedia Britannica. 1971 Book of the Year” podała, że po 1968 r. w wyniku antysyjonistycznej propagandy wyjechało z Czechosłowacji ponad 5000 Żydów. Z kolei wychodzący w Melbourne dziennik „Herald Sun” („List fears” 19.7.1995) podał wiadomość, że czechosłowacka bezpieka po 1968 roku przekazała zagranicznym organizacjom antysyjonistycznym obszerną listę czeskich Żydów, narażając ich tym samym na osobiste niebezpieczeństwo. Są to duże grzechy Czechosłowacji i Czechów wobec Żydów.

A teraz pytanie: kto słyszał czy czytał o oskarżaniu Czechów o antysemityzm przez Żydów? Nikt! Natomiast, jak już wspomniałem, z Polaków – całego narodu polskiego (co jest zwykłym rasizmem!) zrobiono zwyrodniałych antysemitów.

Dlatego Marzec 1968 nie jest czarną plamą w historii Polski i Polaków, a tylko czarną plamą w historii żydowskiego antypolonizmu. Tak kłamliwych i niemoralnych jest wiele innych żydowskich oskarżeń Polaków o antysemityzm.



Od redakcji: Autor jest dziennikarzem i pisarzem od kilku dziesięcioleci mieszkającym w Australii.

 




Według Jerzego Poksińskiego (Pomarcowa emigracja, 1991)

z Polski wyjechało w latach 1968-69 11.185 Żydów, w tym m.in. 18 wysokich rangą działaczy partyjnych i 729 aparatczyków partyjnych, w tym były minister (Fryderyk Topolski), kilku byłych wiceministrów; 28 dyplomatów i pracowników MSZ; 176 pracowników Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i byłego Urzędu Bezpieczeństwa (UB); 55 oficerów (głównie politycznych) Ludowego Wojska Polskiego; 200 dziennikarzy, w tym 15 redaktorów naczelnych; 61 dziennikarzy i wysokich urzędników Polskiego Radia i telewizji; 26 ludzi, w tym reżyserzy filmowi, związanych z Kinem Polskim; 25 profesorów, 27 docentów i 217 innych akademików wyższych uczelni; 4 profesorów, 13 docentów i 258 innych pracowników instytutów naukowych, jak np. PAN; 91 artystów; 9 pisarzy; 364 doktorów i 944 studentów wyższych uczelni.

Z 9 pisarzy żydowskich, którzy wówczas wyjechali, żaden, nie był znany.

Juliusz Katz-Suchy (1912-1971) został profesorem, nie mając nawet doktoratu.



(Słownik biograficzny działaczy polskiego ruchu robotniczego, t. 3, Warszawa 1992).




Przez cały okres PRL aż do marca 1968 roku nie wolno było rozpowszechniać informacji krytycznie oceniających rolę lobby żydowskiego w PRL, nie wolno było, nawet po Październiku 1956, pisać czy mówić o tym, kto kierował aparatem terroru w PRL itd. Wolno było pisać o szowinizmie niemieckim, ukraińskim, amerykańskim, francuskim a zwłaszcza polskim. Nie wolno było pisnąć nawet o szowinizmie żydowskim. Ta blokada trwała czterdzieści pięć lat PRL z krótką przerwą w marcu 1968. W tym sensie marzec 1968 roku był wydarzeniem ważnym. To w marcu 1968 roku uczyniono jedyną w historii PRL próbę zrównania praw Żydów i Polaków.


Jerzy Brochocki "Rewolta marcowa. Narodziny, życie i śmierć PRL" Str. 368 z ilustr., opr. miękka fol., Wydawnictwo ROTA




 


 



Mity marcowe 1968


Mija 37 rocznica WYDARZEŃ MARCOWYCH. Na ich temat opublikowano kilkadziesiąt książek i prac. Większość w duchu zgodnym z "politycznie poprawną" oceną Wydarzeń, jako zrywu studentów pod przywództwem jedynego, słusznie działającego ośrodka politycznego, dowodzonego przez Adama Michnika.

Jest kilka prac czysto chronologicznych, opierających się na źródłach prasowych, są też relacje uczestników, ale nikt ?nie dotarł? do prostej prawdy o prowokacji przygotowanej przez członka BP PZPR, szefa MSW gen. Mieczysława Moczara, prowokacji skierowanej przeciwko I sek. PZPR Władysławowi Gomułce i jego ekipie.

W 1967 w porywie szczeniackiej głupoty przeniosłem się z Wydziału Historii UW, na Wydział Filozofii, i nowo tam utworzony Instytut Nauk Politycznych. Już na pierwszym wykładzie u dr Szackiej zdrętwiałem, gdy w przerwie osiemnastoletnie szczeniaki zaczęły do siebie mówić per "towarzyszu"  (dopiero potem przeszli między sobą na "ty").

Wśród 120 studentów, ja wraz z Andrzejem Dąbkowskim (synem "kułaka" spod Czerwieńska), i trzecim chłopakiem Włodkiem Mizerką z Targówka(?), tworzyliśmy matecznik "reakcji". Do stycznia 1968 nic nie wskazywało na nadchodzący kryzys polityczny. Życie toczyło się siermiężnie, a o "zdjęciu" Dziadów z afisza itd., dowiadywaliśmy się z Wolnej Europy. Dopiero po feriach świątecznych aktyw ZMS i kadra z PZPR, zaczęli roznosić ulotki uświadamiające studentów "kto to są Komandosi" i ich szef Adam Michnik.

Naiwnie zapytałem nijakiego Matejewskiego (bratanka zastępcy Moczara), ilu jest tych "komandosów", czego oni chcą ? wywołało to odwrócenie się na pięcie. W pierwszych dniach marca, w gablotkach pojawiły się odezwy ZMS przestrzegające przed komandosami Michnika. 4 marca z UW zostali relegowani Michnik i Szlejfer.

6 marca w gablotkach i pod pulpitami ławek leżały ulotki wzywające do bojkotu wiecu wyznaczonego na 8 marca. To z tych zawiadomień roznoszonych przez aktyw PZPR i ZMS, całe UW dowiedziało się o terminie wiecu. 8 marca w południe, wraz z Dąbkowskim pobiegliśmy na skwer przed BUwem (starym).

Z tonu i ostrości propagandy antywiecowej spodziewaliśmy się wielotysięcznego tłumu, a tu w prawym, bliższym Krakowskiego Przedmieścia, rogu skwerku, między cisami (rosną do dzisiaj) stało około 40 osób, a w oddaleniu od nich około 100.

?Komandosi? trzymani "na barana" przez kolegów odczytali protest w sprawie relegowania Michnika, parę zdań o Dziadach, o Konstytucji PRL, a po 10 minutach zapanował kompletna konsternacja i cisza. Wtedy Baśka Toruńczyk, ówczesna dziewczyna Michnika, odczytał apel ponownie, i potem po raz trzeci przeczytano ten sam tekst. Próbowano skandować jakieś hasła, ale nikt ich nie podchwycił, i wiec praktycznie upadł.

Z lewej strony skweru stała w "formacji trójkąta" grupa aktywu ZMS i ZSP pod przewodem starosty naszego, pierwszego roku INP Heńka Szafira ( czasami drukuje korespondencje z Jerozolimy w Newsweeku), który (bez megafonu) usiłował polemizować z komandosami. W tej grupie też nie było entuzjazmu, i po zaledwie 30 minutach wiec umierał śmiercią naturalną, a studenci zaczynali rozchodzić się do swoich zajęć.

I tak by się skończyły słynne WYDARZENIA MARCOWE ?68, gdyby w tym momencie na teren UW, od strony Krakowskiego, nie zaczęły wbiegać grupy cywilów, milicjantów, i nie wjeżdżać obdrapane autobusy z aktywem PZPR i ORMO ? można ich było poznać po jesionkach w jodełkę i koszmarnych, welurowych kapeluszach. To oni wywołali zajścia, odpychając wszystkich wychodzący studentów od bramy, i tłukąc każdego, kto usiłował opuścić skwerek.

Siłą rzeczy zostaliśmy zagnani pod rektorat w Pałacu Kazimierzowskim, gdzie prorektor ?komuch? Rybicki wyszedł na balkon z łańcuchem na piersiach, i wzywał do rozejścia się, co było oczywiście niemożliwe, ponieważ wszystkie boczne uliczki UW były zablokowane przez ORMO i tajniaków.

Dopiero teraz wydarzenia marcowe stawały się wydarzeniami. Nie były to w jakiejkolwiek mierze rozruchy w obronie Michnika i komandosów, tylko spontaniczny odruch samoobrony napadniętych studentów, który to odruch następnego dnia przerodził się w wystąpienia antykomunistyczne skierowane przeciwka władzy PRL.

Starannie przygotowana prowokacja szefa MSW gen. Moczara i jego ludzi takich jak dr Walichnowski, gen. Korczyński, ambasador Ptasiński, v-min. Matejewski, Kazimierz Kąkola itd., zaczynała nabierać rozmachu.

Studenci zgromadzeni przed zamkniętą bramą UW zaczęli wycofywać się Krakowskim Przedmieściem i Nowym Światem napierani przez oddziały milicji. (Wróciłem przez wydział geografii do budynku filozofii ze zdartym gardłem ? nie mogłem zupełnie mówić od wrzeszczenia, jak i oddychać, od zmasowanego ataku gazowego).



Spontaniczny pochód studentów, około 1.000 osób idący Krakowskim Przedmieściem, MO mogła bez wysiłku rozbić i skierować w Świętokrzyską, mogła rozbić przy Wareckiej, i przy Foksal, ale Moczar celowo dopuścił pochód aż na skrzyżowanie Nowego Światu i Jerozolimskich, pod same okna KC, by tam dopiero na oczach Gomułki, rozpędzić demonstrantów i popakować ich do bud milicyjnych.

Moczar doniósł też Gomułce treść rzekomo wznoszonych haseł : "Precz z Gomułką"  "Zambrowski do biura!" - co było tanim wymysłem.

9 marca brałem z kolegami udział w wiecu, w auli Politechnik Warszawskiej. To już był prawdziwy wiec, manifestacja narodowa i antykomunistyczna (nikt nie wspominał nawet o Michniku i "komandosach").

Po wiecu, gdy kolos Polibudy już się "rozbujał", wyszliśmy w pochodzie skierowanym pod MSW na Rakowieckiej (budynki były wtedy nie ogrodzone - a od strony pustego Pola Mokotowskiego można było tam wejść bez problemu). Czoło pochodu w równych rzędach zaczęło maszerować Polną, wznosząc hasła "Gestapo, gestapo", "Pachoły!" itd.

W przypadku tego pochodu, milicja i SB zadziałały w pełni profesjonalnie ? szedłem w około 12 rzędzie, gdy nadbiegły dwa odziały ZOMO z tarczami i pałami, i zaatakowały czoło pochodu z obu stron, od Mokotowskiej i od Wawelskiej, rozbijając go na wysokości 15-go rzędu!

Pochód został zawrócony ku Politechnice ( zaczął się strajk okupacyjny PW), a odcięte czoło pochodu został pognane aż do Placu na Rozdroży. Biegliśmy po błocie i gruzie dzisiejszego wykopu Trasy Łazienkowskiej.

W wieżowcach, po lewej stronie Placu na Rozdrożu, ludzie pochowali nas po mieszkaniach i częstowali herbatą. Atmosfera była jak w czasie okupacyjnej łapanki ? pełna solidarność społeczna skierowana przeciw okupantowi!

Zabłocony i z rozciętym uchem (dostałem kamieniem, przeznaczonym dla ZOMOwców) dotarłem koło 13:00 na wydział. Rozgorączkowany pobiegłem na piętro gdzie natknąłem się na naradzające się resztki "komandosów" - gdy relacjonowałem wypadki na Politechnice, nagle zrozumiałem, że te wymuskane siksy w zachodnich ciuchach i ich kolesie jeżdżący trymphfami, biorą mnie za "użytecznego idiotę".

I tak IM już zostało - zawsze uważali się za jedynych godnych i powołanych do rządzenia Polską - tak było na Uniwerku - potem w KOR-ze, przy Okrągłym Stole, w UD, UW i dzisiaj w PD. Mając dzisiejszy zasób wiedzy, z przerażeniem stwierdzam, że moczarowskie ulotki opisujące ich jako "polityczny odłam bananowej młodzieży", których tatusiowi odpadli w wewnątrzpartyjnej walce między "natolińczykami" a "puławianami", nie wiele mija się z prawdą.




Faktycznie były to w 90% dzieci odsuniętych z PZPR "funków" pochodzenia żydowskiego, bo w PPR-PZPR antysemityzm był podstawowym orężem walki o stołki. Od dziecka byli wychowani w realiach właścicieli Polski Ludowej, a gdy im to zabrano, zaczęli walczyć o rewizję linii PZPR, o prawo do utraconego, komunistycznego raju ? gdzie latami, jako wybrańcy mieli według zasady "każdemu według potrzeb". Dzisiaj grupa ta wraz z  klientelą liczy 600 - 800 osób i uważa, że ma dalej niezbywalne prawo do rządzenia 38 milionowym narodem!)

Rozruchy były dalej rozdmuchiwane przez SB - zatrzymywano w okolicach UW wszystkich studentów, zabierano legitymacje, pałowano bez przyczyny, rozpowszechniano nekrologi rzekom zabitych studentek!

Machina prowokacji szła pełną parą - TV i Słowo Powszechne, Kurier Polski szalały ? Bolesław Piasecki odreagowywał wszystkie upokorzenia prywatne i polityczne, jakich doznał z "rąk" ppłk. Luny Bristigier. Pouczał "Trybunę Ludu" i KC PZPR jak rozprawić się z syjonistami (ówczesny synonim Żydów). Nagonka antysemicka została rozpętana jak za najlepszych czasów carskiej Ochrany.

W Audytorium Maximum odbyły się trzy wiece studenckie, to po prostu były spontaniczne wystąpienia powstańcze młodzieży polskiej, skierowane przeciw komunie, PRL-wi, i pachołkom ZSRR !

Około 19 marca do ciasnego umysłu Gomułki dotarło, że prowokacja jest skierowana przeciw niemu, i jego rodzinie. Kampanię zaczęto wyciszać.

Efektem wydarzeń była emigracja około 20 tys. Żydów - niedobitków ocalałych z Zagłady, pacyfikacja "przedwojennej resztówki" inteligencji polskiej - śmierć Zawieyskiego, i wkrótce też Pawła Jasienicy.

Złamanie karier życiowych kilkuset zdolnych studentów w całej Polsce, usunięcie do listopada 68 z PZPR około 230 tys. (!) ludzi ? (a więc wszystkich niewygodnych, i nie wykazujących entuzjazmu dla antysemickich czystek - przyjęto natomiast do partii około 4 tys. aktywistów marcowych), czystka w wojsku dokonana przez gen. Jaruzelskiego (dzisiejszego przyjaciela Michnika), oraz podkopanie autorytetu Gomułki, którego odsunięto wraz z ekipą w grudniu 1970 roku.

Nowa ekipa Gierka, przy wsparciu Moskwy, ostatecznie zablokowała starania grupy Moczara o przejęcie władzy. W 1971 podczas oficjalnej wizyty Gierka w Pradze Czeskiej, Moczar w "swoim" starym Olsztynie, po raz ostatni usiłował zaistnieć jako kandydat na genseka, zaalarmowany Gierek przerwał wizytę i po przylocie do Olsztyna rozgonił wojewódzką konferencje partyjną z Moczarem włącznie.

Wkrótce potem ambasador gen. Korczyński popełnił samobójstwo w Algierze, a v-min MSW Mytejewski został skazany na 6,5 roku więzienia za organizowanie "czarnej kasy" SB.

Gdyby gen. Moczar nie miał pretekstu do rozpętania wydarzeń marcowych w 1968 roku, to być może protest robotniczy z grudnia 1970 wsparty zostałby przez masowe wystąpienia studenckie. Struktury PRL odczułyby to znacznie boleśniej, a ustępstwa nowej ekipy musiałyby być znacznie większe, niż te wprowadzone przez Gierka.

Z ludzi "przyzwoitych" pragnę tu poza Zawieyskim, Kisielem, Jasienicą, przypomnieć też szefa MSZ Adama Rapackiego, który do przedstawionej mu listy Żydów jakich powinien zwolnić, dopisał na końcu swoje nazwisko i opuścił MSZ na zawsze (objął je po nim przedwojenny endek na usługach PZPR, niejaki Winiewicz)

Przeciwstawne postawy z Uniwersytetu Warszawskiego: to moje wspomnienie Audytorium Maximum, a przed nim, siwiuteńki jak gołąbek, kruchy profesor Stanisław Herbst rozłożonymi rękoma odgradza studentów od napierających tajniaków, a z drugie strony przypadek szczupłego, długowłosego chłopaczka - Stanisław Cioska, który w kilka miesięcy potem, w nagrodę za "aktywność" w gnojeniu studentów został przewodniczącym Rady Naczelnej ZSP, z przynależnym kierowcą i wielką limuzyną, z której przez 37 lat nigdy nie wysiadł (dzisiaj jest doradcą prezydenta).

Kto poza tow. Cioskiem i marcowym aktywem PZPR (dzisiaj w SLD), odcina jeszcze kupony od wydarzeń marcowych ?

No oczywiście środowisko "Agory" i ludzie Michnika - od Aleksandra Smolara - szefa Fundacji Batorego i Eugeniusz Smolara włodarza Polskiego Radia począwszy, aż po Baśkę Toruńczyk, która poprzez "Zeszyty Litarckie" wydawane przez "Agorę" sprawuje rząd dusz w polskiej literaturze i kulturze.

Za trzy lata, w roku 2008 będziemy obchodzić 40 rocznicę zawłaszczonych przez UD-UW-PD Wydarzeń Marcowych - mam nadzieję, że obudzą się wszyscy zwykli Polacy, ówcześni studenci i wykładowcy, uczestnicy antykomunistycznych wydarzeń marca 1968, i swoim masowym odzewem zepchną na margines oficjałki "Gazety Wyborczej" i środowiska "Agory".

Najwyższy czas dać świadectwo prawdzie..



Remigiusz Włast-Matuszak


zrodlo: http://prawica.net/index.php?q=node/2791

 

 

 

Marzec 1968

W relacjach o wydarzeniach tą datą określanych jest wciąż tyle sprzeczności, że chyba nikt rozsądny nie podejmie tematu: „jak to było naprawdę”, łatwiej – asekurować się propozycją: „napiszą o tym, czego się tu zrozumieć nie da”. Hasłem wywoławczym ówczesnej „ruchawki” było – zdaje się – zdjęcie przez cenzurę przedstawienia „Dziadów” w reżyserii Kazimierza Dejmka, co wywołało protest studentów i ich masowe demonstracje.

Na antysowiecki wydźwięk przedstawienia oburzony był Gomułka, a zdjął je „z afisza” cenzor Ozjasz Szechter, ojciec Adama Michnika. W walce o władzę, jaka wtedy wrzała na szczytach partyjnych Gomułka należał, jak mówiono, do frakcji „Chamów”, a Szechter do frakcji „Żydów”. Toteż Adam Michnik wraz z osławionym likwidatorem ZHP, Jackiem Kuroniem uczestniczyli w manifestacji studentów warszawskich, nad którą rozbrzmiewały okrzyki: „Zambrowski do władzy!”.

W rozgrywki te ogół studentów w Polsce nie był wtajemniczony. W zdjęciu „Dziadów” studenci widzieli zamach na swobodę wypowiedzi artystycznej, protestowali więc przeciwko niemu, a przy okazji – przeciwko zamordyzmowi władzy. A tej łatwo było zmanipulować młodzież przeciwko żydom, bowiem wielu z nich zajmowało wysokie stanowiska w partii, administracji, a zwłaszcza w kulturze, a Gomułka, pod hasłem walki z syjonizmem umiał fakt ten wykorzystać. Łatwo mu to poszło w Łodzi, bo tak się złożyło, że w wielu instytucjach kulturowych rz?dziły osoby - nie narażając się „poprawności politycznej” – „pochodzenia żydowskiego”. Trzęsła kulturą w Łodzi dziennikarka partyjnego „Głosu Robotniczego” Grabowska, co jej przychodziło tym łatwiej, że miastem rządziła prządka Tatarkówna, a zarządcę instytucji kulturowych miała w prymitywnym towarzyszu „Hierciu” Rejniaku. Redaktorem naczelnym „Głosu” była p. Wojskowska (przyjechała do Polski ze wschodu z wojskiem, więc przybrała takie nazwisko; zasłynęła z tego, że bardzo lubiła książkę Hemingwaya pt. „Kogo bije dzwon”). Redaktorem „Dziennika Łódzkiego” był Januszewski, czyli Stajan, czyli jeszcze jako? – w zależności od pełnionej funkcji. Dyrektorem RSW Prasa był Basisty, Wydawnictwa Łodzkieg - Postołow, główną cenzorszą – Lorberowa i td. Dziennikarze byli różni, a zupełnie niezależnie od różnic w pochodzeniu - wśród jednych i drugich zdarzali się porządni ludzie, a zdarzali się i kanalie.

W następstwie opisanej sytuacji politycznej niektóre z tych osób wyjechały z Polski. A niektóre nie uważały się za męczenników, przeciwnie – uważały się za Polaków i nie wyjechały. A co najbardziej zbulwersowało środowisko dziennikarskie w Łodzi, to fakt, że Polskę opuściła dziennikarka gazety partyjnej „Głosu Robotniczego”, pieszczoszka Komitetu Łódzkiego partii, Grabowska. W Monachium z miejsca trafiła do Radia Wolna Europa, w roku 1989 wróciła stamt?d „in odore sanctitatis” czyli niemal święta, i na łamach „Wprost” oświadczyła: „Wyjechałam, by mówić na Zachodzie głośno, co to jest komunizm".


autor: Jerzy Urbankiewicz
 








Przypadki marcowe


Marzec 1968 to jeden z najbardziej zmitologizowanych epizodów PRL Marzec 1968 r. jest dla jednych przykładem walki o wolność, inni uznają, że chodziło o naprawę socjalizmu, jeszcze inni postrzegają go przez pryzmat antysemityzmu. Wielu uważa, że chodziło o brutalną walkę o władzę wewnątrz PZPR. W 1968 r. splotły się z sobą protesty studentów i intelektualistów, nastąpiła kulminacja "antysyjonistycznej" kampanii propagandowej i towarzyszące jej czystki w aparacie władzy. Ta niejednorodność Marca sprzyja tworzeniu i rozpowszechnianiu marcowych mitów i legend.



Dziady w hołdzie rewolucji październikowej

Bezpośrednim impulsem Marca '68 była sprawa zdjęcia ze sceny Teatru Narodowego "Dziadów" Adama Mickiewicza w reżyserii Kazimierza Dejmka. Utrwaliło się przekonanie, że przedstawienie to było kolejnym epizodem w dziejach polskiej walki o niepodległość. Tymczasem sztukę wystawiono dla uczczenia 50. rocznicy wybuchu wielkiej socjalistycznej rewolucji październikowej, zaś sam reżyser był wówczas członkiem PZPR.

Dla uratowania spektaklu w grudniu zgodził się na daleko idące zmiany. Pod wpływem sugestii Wydziału Kultury KC PZPR całkowicie zmienił zakończenie sztuki.

Apelując w lutym 1968 r. o wznowienie wystawiania "Dziadów", deklarował: "Jako materialista przesunąłem chrystianizm i mistycyzm autora ze sfery dewocyjnej na grunt ludowej obrzędowości, akcentując rewolucyjność i patriotyczność utworu"



Autor: Łukasz Kamiński


 

 
*  *  *

 

z pełnym poszanowaniem i respektem dla autorów, wydawców i praw autorskich, w dzisiejszych czasach powszechnego przemilczania i fałszowania historii i faktów historycznych, uważamy za szczególnie ważną powinność i obowiązek rozpowszechniania informacji, celem edukacji i uświadamiania, oraz bezpardonowej walki z owymi przemilczeniami i fałszami.

 

wyszukała, zestawiła, przygotowała, opracowała i fotografiami opatrzyła  Polonica.net

 

Polski Związek Patriotyczny

 

Katolicko-Narodowy Ruch Oporu  kontrjudaizacji i kontrdepolonizacji

 

O.R.K.A.N.

 

 

 

> > >  Kliknij -  Wróć do góry - do początku strony  < < <

 

 

 

Zamknij to okno