|
http://www.raportnowaka.pl
Ludzie
PRL, działacze PZPR, wielu organizatorów pierwszej "Solidarności",
inicjatorzy, twórcy i uczestnicy "okrągłego stołu" unikają, jak diabeł
święconej wody ujawniania życiorysów... oraz bliższych informacji o
swojej roli, zarówno w PRL, jak i III RP.
Obawiają się bowiem, że gdyby społeczeństwo dowiedziało się prawdy o ich
przeszłości inaczej by się mogło zachować w czasie wyborów do parlamentu
i do innych obywatelskich reprezentacji. Toteż dobrze się stało, że
grupa opozycyjnych działaczy i publicystów próbuje przypomnieć prawdę o
ludziach, którzy, jak kameleony zmieniali swoje barwy polityczne,
ideologiczne, a nawet nazwiska.
Oczywiście taka działalność demaskatorska wymaga od ich inicjatorów,
charakteru, zasad moralnych, rzetelności, odpowiedzialności, uczciwości,
cywilnej odwagi. Ale nie wystarczy tylko przypominać i wypomnieć, że
ktoś w przeszłości należał do obozu rządzącego, był faworytem władz PRL,
partii. Trzeba również wskazać, z jakich korzystał przywilejów, jakie
czerpał on, i jego najbliżsi, z tego korzyści.
Dlaczego np.
Bronisław Geremek w okresie najgłębszego stalinizmu w Polsce
wyjeżdża na studia do Paryża, kto go tam wysłał, za jakie zasługi, jakie
pełnił tam funkcje i zajmował stanowiska; podobnie Karol
Modzelewski i inni beneficjanci ówczesnych władz. Nie można
pominąć życiorysów takich postaci, jak Stanisław Ciosek.
On sam przemilcza np. swoje rodzinne koligacje, zajmowane stanowisko
pierwszego sekretarza KW PZPR w Jeleniej Górze, milczy o nadużyciach i
przekrętach finansowych, jakich tam dokonywał.
Nie powinno się przemilczać ani tuszować roli i dywersyjnej działalność
Karola Modzelewskiego w "Solidarności", szkód, jakie
wyrządził tej organizacji i Polsce. Społeczeństwo wciąż nie zna
przeszłości wielu wpływowych do niedawna ludzi, którzy odpowiadają za to
, co się w Polsce stało: za miliony bezrobotnych, rozkradziony majątek
narodowy, za zubożenie Narodu, za krzywdy, za miliony głodnych dzieci,
za nędze byłych pracowników PGR-ów, za choroby, kalectwa i przedwczesną
śmierć setek tysięcy obywateli, za pozbawienie setek tysięcy starszych
ludzi, emerytów, rencistów wielodzietnych rodzin, mieszkań, za skazanie
młodych pokoleń Polaków na poszukiwanie chleba za granicą...
Młodsze pokolenie nie zawsze wie i rozumie, kto mu zgotował taki los.
Nie wie nic lub bardzo niewiele, że sprawcami ich nieszczęsnego losu są
członkowie partii wywodzący się z Unii Demokratycznej, przekształconej w
Unię Wolności, a ostatnio w Partię Demokratyczną, że znaczna cześć
dzisiejszych elit politycznych, gospodarczych, kulturalnych pochodzi z
rodzin dawnych stalinowskich władców Polski.
Warto, więc uświadomić
Polakom zasięg i skalę tego zjawiska. Dlatego pozwoliłem sobie
wykorzystać do tego celu gotowe, rzetelnie opracowane, znowu aktualne
materiały sprzed kilku lat Pawła Sergiejczuka i Jerzego Roberta Nowaka.
Jest bardzo smutne, że mimo istnienia od kilku lat tych demaskatorskich
dowodów osoby skompromitowane wciąż egzystują w życiu publicznym:
Leszek Balcerowicz, Barbara Labuda,
Władysław Frasyniuk, Lech Wałęsa,
Andrzej Olechowski, Hanna Gronkiewicz Walc,
Jan Krzysztof Bielecki, Paweł Piskorski,
Bronisław Geremek, Karol Modzelewski,
Adam Michnik, Jan Lityński i kilkaset
podobnych osób.
Poniżej cytujemy te materiały bez uzupełnień i bez komentarza
Dr Leszek Skonka
Pan Paweł Siergiejczuk dowodzi, że wielu potomków
bierutowsko-bermanowskiego establishmentu zasila dzisiaj, nie tylko
szeregi SLD, ale także tzw. postsolidarnościowe ugrupowania polityczne,
a przede wszystkim Unię Wolności, Platformę Obywatelską, Samoobronę.
Czołowy polityk lewicy, były wicepremier i marszałek Sejmu Marek
Borowski, jest synem Wiktora, przedwojennego działacza
Komunistycznej Partii Polski. Ojciec Borowskiego, który naprawdę nazywał
się Aron Berman, w roku 1944 był założycielem i
pierwszym redaktorem naczelnym "Życia Warszawy", a w latach 1951-1967 -
zastępca redaktora naczelnego "Trybuny Ludu". .(.) 1996 r.).
"Inny bliski współpracownik Kwaśniewskiego, szef Biura Bezpieczeństwa
Narodowego Marek Siwiec, również pochodzi z takiej
rodziny: Jego ojciec był wicedyrektorem tarnobrzeskiego kombinatu
siarkowego "Siarkopol", matka - prokuratorem (R. Szubstarski, Misjonarz
prezydenta, "Życie" z 26-27 października 1996 r.).
W prezydenckiej
Kancelarii został zatrudniony także znany (m.in. z publikacji na lamach
prasy prawicowej!) publicysta i poeta, Aleksander Rozenfield
(dziś minister Spraw Zagranicznych, przyp. L.Skonka), który w tekście
pt. Być Żydem w Polsce pisał: "Moi rodzice po to, by nie być obcymi
wymyślili, że bedą budować komunizm, to była właśnie ideologia, która
kazała wierzyć, ze ludzie są sobie równi, bez względu na kolor skory,
religie i status społeczny. Uwierzyli jeszcze przed wojna, ocalili życie
w sowieckiej Rosji i wrócili do Polski, nie rozumiejąc, że słowo
komunista będzie się właśnie w Polsce kojarzyć z Żydami"
("Najwyższy Czas!" Z 12 marca 1994 r.).
Od UB do UW
Ale nie tylko w pobliżu SLD i prezydenta Kwaśniewskiego znaleźli się
potomkowie "zasłużonych" komunistycznych rodzin. Wielu z nich znalazło
swoje miejsce w Unii Wolności, gdzie prym wiodą działacze, którzy
partyjne legitymacje nosili jeszcze za życia Bieruta - Bronisław
Geremek i Jacek Kuroń.
W takim towarzystwie bardzo dobrze czuje się np. poseł Jan
Lityński, którego rodzice byli komunistami jeszcze przed wojna;
ojciec zmarł w 1947 roku. (...) Lityński najwcześniej wkroczył do
historii. Jako sześciolatek na manifestacji 22 lipca 1952 roku podbiegł
do trybuny i wręczył Bierutowi kwiaty (A. Bikont, Siedmiu spośród
wybranych, "Magazyn Gazety Wyborczej" z 5 listopada 1993 r.).
Inni prominentni
członkowie UW posiadają podobne związki rodzinne: prezydent Warszawy
Marcin Święcicki jest zięciem PRL-owskiego
wicepremiera, członka KC PZPR w latach 1948-1981 Eugeniusza
Szyra, (sam Święciki był także w fazie końcowej sekretarzem KC
PZPR, przyp. L.Skonka) członkiem zaś, czołowy udecki ekonomista
Waldemar Kuczyński, przyznał się do tego, iż jego teściem był
Stefan Staszewski, I sekretarz Komitetu Warszawskiego
PZPR w roku 1956.
Zatrudniona przez
Święcickiego na stanowisku sekretarza gminy Warszawa-Centrum, żona posła
UW Henryka Wujca, Ludwika Wujec, jest córka
przedwojennej działaczki KPP Reginy Okrent, która w
latach 1946-1949 pracowała w Urzędzie Bezpieczeństwa w Łodzi.
Burmistrzem warszawskiego śródmieścia w latach 1990-1994 był Jan
Rutkiewicz, syn Wincentego, działacza komunistycznego, który
zginął w czasie wojny, i Marii, w latach 1948-1950 szefowej Kancelarii
Sekretariatu KC PZPR. Matka Jana Rutkiewicza po wojnie wyszła za mąż za
Artura Starewicza, który w latach 1949-1953 był
kierownikiem Wydziału Propagandy KC PZPR, a następnie sekretarzem CRZZ i
sekretarzem KC PZPR.
"Sami swoi" w Ministerstwie Spraw Zagranicznych
Również wśród pracowników sterowanego przez Geremka Ministerstwa Spraw
Zagranicznych znajdziemy ludzi o podobnych rodowodach. W latach 1995-96
wiceministrem w tym resorcie był Stefan Meller, którego
ojciec, Adam pracował w Informacji Wojskowej, a następnie, do roku 1968,
w dyplomacji (.).
Dyrektorem Departamentu
Studiów i Planowania MSZ jest Henryk Szlajfer, syn
Ignacego, oficera UB we Wrocławiu w latach 1947-1952, a następnie
cenzora w Głównym Urzędzie Kontroli Prasy, Publikacji i Widowisk.
Natomiast stanowisko
dyrektora Departamentu Promocji i Informacji MSZ zajmowała do niedawna
Małgorzata Lavergne, córka znanego działacza
komunistycznego, pierwszego szefa Głównego Zarządu Politycznego LWP,
gen. Wiktora Grosza, który jeszcze przed wojna nosił
nazwisko Izaak Medres.
Stanowiąca finansowe zaplecze udecji Fundacja Stefana Batorego to
również strefa wpływów potomków stalinowskiego aparatu. Jej prezesem
jest Aleksander Smolar, członek władz Unii Wolności,
syn Grzegorza, który do roku 1968 był redaktorem naczelnym
"Folks-Sztyme", organu popieranego przez władze PRL Towarzystwa
Społeczno-Kulturalnego Żydów w Polsce. Matka Smolara pracowała w KC
PZPR.
Sekretarzem Fundacji
był do niedawna Józef Chajn, którego ojciec, Leon, był
w latach 1945-1949 wiceministrem sprawiedliwości, a do roku 1961
sprawował kontrole nad "sojuszniczym" Stronnictwem Demokratycznym.
Korzenie Ruchu Stu
Ludzi o bierutowsko-bermanowskiej genealogii znajdziemy także na
prawicy. Poseł z ramienia Akcji Wyborczej "Solidarność", prezes
liberalnego Ruchu Stu, Czesław Bielecki, tak mówił o
swoich rodzicach: Wyrastałem w rodzinie zasymilowanej inteligencji
żydowskiej. Ojciec, z wykształcenia matematyk, był dyrektorem generalnym
w Ministerstwie Oświaty w latach pięćdziesiątych. Wyleciał z tego
stanowiska razem z Władysławem Bieńkowskim, gdy Gomułka "zwijał"
Październik. Matka była urzędniczka w Głównym Urzędzie Statystycznym,
zajmowała się demografia. Rodzice komunizowali jeszcze przed wojna (E.
Boniecka, Bliżej polityków, Toruń 1996).
Towarzystwo z "Wyborczej"
Terenem, na którym szczególnie mocno usadowiło się drugie pokolenie
stalinowskich rodzin, jest prasa. Szefem największej w Polsce gazety
jest przecież Adam Michnik, syn przedwojennego
komunisty Ozjasza Szechtera i autorki zakłamanych
podręczników do historii, Heleny Michnik, a także brat
ubeckiego "sędziego", Stefana Michnika.
Redaktora naczelnego
"Gazety Wyborczej" wspiera jego zastępczyni, Helena Łuczywo,
córka innego KPP-owca, a po wojnie kierownika wydziału w KC PZPR,
Ferdynanda Chabera.
Drugim zastępcą
Michnika był do niedawna dziś prowadzący "Rozmowy Dnia" w programie
Warszawskiego Ośrodka Telewizyjnego (WOT) Ernest Skalski,
syn Jerzego Wilkera-Skalskiego i Zofii
Nimen-Skalskiej, przedwojennych komunistów, którzy później
pracowali w Komendzie Wojewódzkiej MO w Krakowie. Jerzy Urban napisał o
nim: Pochodzenie Skalskiego z rodziców-aparatczykow - zgodnie z
dominującą regułą - musiało go zaprowadzić w końcu do opozycji (J.
Urban, Alfabet Urbana, Warszawa 1990).
Czołowym publicysta "GW" jest Konstanty Gebert,
podpisujący swoje teksty jako Dawid Warszawski, a od
niedawna także redaktor naczelny żydowskiego miesięcznika "Midrasz".
Ojciec Geberta, Bolesław, był po wojnie ambasadorem PRL w Turcji, a
matka, Krystyna Poznanska-Gebert, w latach 1944-1945
organizowała Wojewódzki Urząd Bezpieczeństwa Publicznego w Rzeszowie.
Dziennikarze czerwoni od pokoleń
Redaktorem naczelnym zlikwidowanego niedawno "Sztandaru Młodych" był
Michał Komar, który jest jednocześnie prezesem Unii
Wydawców Prasy. Jest on synem Wacława Komara, dowódcy z
czerwonej Hiszpanii "dąbrowszczaków", a następnie PRL-owskiego generała,
i Marii Komar, która działalność komunistyczną
rozpoczęła również przed wojna, jeszcze pod nazwiskiem Rywa
Cukierman.
Wydawca i szef tygodnika "Nie", Jerzy Urban, również
może się pochwalić podobnym pochodzeniem. Jego ojciec, co prawda
zaczynał karierę polityczna i dziennikarską w przedwojennej PPS, jednak
zaraz po wojnie włączył się w działalność PKWN, był również członkiem
kierowanej przez Bieruta Krajowej Rady Narodowej.
Wieloletni kolega
Urbana z "Polityki", obecnie ambasador Polski w Chile, Daniel
Passent, był wychowywany przez wuja, przedwojennego komunistę,
generała Jakuba Prawina, po wojnie wiceprezesa NBP i
wojewodę olsztyńskiego.
Z kolei dziennikarzem "Tygodnika Solidarność" jest Antoni
Zambrowski, syn Romana, jednego z czołowych stalinowców,
członka Biura Politycznego KC PPR i PZPR w latach 1944-1963.
Szefem polskiego
oddziału agencji Reutera jest natomiast Michal Broniatowski,
którego ojciec, pułkownik Mieczysław Broniatowski, od
roku 1945 był dyrektorem Centralnej Szkoły Ministerstwa Bezpieczeństwa
Publicznego w Lodzi, a następnie dyrektorem Departamentu
Społeczno-Administracyjnego MSW.
W kulturze - jak za Bieruta
Również w dziedzinie kultury można zauważyć silna pozycje dzieci dawnych
rządców Polski. Bardzo modnym wśród studeckiej inteligencji
kwartalnikiem "Zeszyty Literackie" kieruje Barbara
Toruńczyk, córka Henryka, działacza komunistycznego jeszcze
sprzed wojny, i Romany, do 1968 roku pracującej w Zakładzie Historii
Partii przy KC PZPR.
Inny publicysta i poeta o tej samej orientacji ideowej, Tomasz
Jastrun, jest synem Mieczysława, znanego poety, po wojnie
redaktora marksistowskiego tygodnika "Kuźnica", który z partii wystąpił
w 1957 roku, a wiec zaraz po zakończeniu okresu stalinowskiego.
Mieszkający obecnie w Australii (ale publikujący w "Gazecie Wyborczej")
poeta i pieśniarz, niegdyś "bard opozycji", Jacek Kaczmarski,
tak mówił o swojej rodzinie: Mój dziadek był przed wojna zaangażowanym
komunistą, po wojnie zaś komunistycznym dygnitarzem. (...) Wierzył w
dziejowa misję partii itd. Po wojnie znalazł się wiec w kręgach władzy,
byl ambasadorem w Kambodży, pełnił jakieś dyplomatyczne funkcje w
Szwajcarii, potem pracował w ministerstwie oświaty. Z partii wystąpił w
1981 roku. Jego żona, czyli moja babcia (...) pochodziła z rodziny
żydowskiej, co jak przypuszczam, nie pozostało bez wpływu na zesłanie
mojego dziadka do ministerstwa oświaty po 1968 roku (wywiad pt. Chce
konfrontacji, "Tygodnik Solidarność" z 4 maja 1990 r.).
Filmowe imperium
Wśród najgłośniejszych reżyserów filmowych znajdziemy dzisiaj
Janusza Zaorskiego, byłego prezesa Radiokomitetu i
przewodniczącego Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, którego ojciec w
pierwszym okresie PRL-u był dyrektorem generalnym w Ministerstwie
Finansów, a następnie wiceministrem kultury i sztuki odpowiedzialnym za
film. Bratem Janusza Zaorskiego jest znany aktor, Andrzej
Zaorski.
Inne znane rodzeństwo filmowe to Agnieszka Holland i
Magdalena Lazarkiewicz, dwie reżyserki, których ojcem
był Henryk Holland, przedwojenny komunista, w czasie
wojny ochotnik w Armii Czerwonej, później redaktor naczelny "Walki
Młodych" i dziennikarz "Trybuny Ludu". W tej ostatniej gazecie, organie
KC PZPR, w okresie stalinowskim pracowała również matka Marcela
Lozinskiego, reżysera znanego z proudeckich sympatii. Inny
reżyser, Andrzej Titkow, jest synem Walentego, byłego I
sekretarza KW PZPR w Warszawie.
Genealogie profesorów
Podobne rodowody posiada wielu znanych ludzi nauki. Profesor historii
średniowiecznej, a zarazem były senator OKP i działacz Unii Pracy, Karol
Modzelewski, pochodzi z rodziny przedwojennych komunistów, zaś jego
ojczymem był czołowy stalinowiec, minister spraw zagranicznych w latach
1947-1951, Zygmunt Modzelewski.
Inny historyk, profesor
Instytutu Historii PAN, Jerzy W. Borejsza, jest synem
zmarłego w roku 1952 komunistycznego dyktatora w dziedzinie kultury,
Jerzego Borejszy, który przed wojną nazywał się
Beniamin Goldberg.
Profesorem politologii
na filii Uniwersytetu Warszawskiego w Białymstoku, a zarazem redaktorem
naczelnym Wydawnictwa Naukowego PWN, jest Jan Kofman,
syn Jozefa, sekretarza i członka Prezydium CRZZ do roku 1968.
Paweł Siergiejczyk na zakończenie cytowanych przykładów kończy
stwierdzeniem, że chciał pokazać, w jakim stopniu obecne elity naszego
kraju wywodzą się z elit, które kilkadziesiąt lat temu, w
najciemniejszym okresie stalinizmu, rządziły Polska ".
I stawia retoryczne
pytanie: "Czy tak duża ilość ludzi o podobnych rodowodach w
polskiej polityce, prasie, kulturze i nauce, to tylko zwykły przypadek,
czy raczej planowe promowanie ludzi z "czerwonej arystokracji"?"
dr Leszek Skonka
|
| z
pełnym poszanowaniem i respektem dla autorów, wydawców i praw
autorskich, w dzisiejszych czasach powszechnego przemilczania i fałszowania
historii i faktów historycznych, uważamy za szczególnie ważną
powinność i obowiązek rozpowszechniania informacji, celem
edukacji i uświadamiania, oraz bezpardonowej walki z owymi
przemilczeniami i fałszami. |
|
wersje internetową
przygotowała, opracowała i fotografiami opatrzyła Polonica.net
Polski Związek
Patriotyczny
Katolicko-Narodowy Ruch Oporu
kontrjudaizacji i kontrdepolonizacji
O.R.K.A.N.
|