|
nota od redakcji
polonica.net:
Wojciech Jaruzelski
żadną miarą nie zasługuje na szacunek, całe życie był bandytą i zdrajcą
wysługującym się sowietom, zawsze reprezentowal interesy Moskwy,
interesy sowieckie, a nigdy polskie.
Od początku swej
"kariery" brał udział w krwawych zbrodniach dokonywanych przez tzw.
"Ludowe Wojsko Polskie" , KBW - Korpus Bezpieczeństwa Wewnętrznego, i UB
- Urząd Bezpieczenstwa, Armię Czerwoną i NKWD, na polskim
niepodleglosciowym i antykomunistycznym podziemiu zbrojnym, w
"utrwalaniu władzy ludowej", całe zycie był wiernym i lojalnym agentem
związku sowieckiego, był gorliwym agentem obcego - sowieckiego interesu,
był pachołkiem sowieckim, bliskim przyjacielem wszystkich kolejnych
przywódców i rządów sowieckich. Od 1946 roku agent NKWD pseudonim "Wolski".
Fragmenty książki Józefa
Szaniawskiego Reduta – Polska między historią a geopolityką
W nocy z 12 na 13 grudnia 1981 r. junta generałów Ludowego Wojska
Polskiego wypowiedziała wojnę własnemu narodowi w interesie imperialnych
planów Związku Sowieckiego oraz utrzymania kwestionowanej przez naród,
sprawowanej przez siebie władzy.
SZKIC DO PORTERTU DYKTATORA
Wprowadzając stan wojenny, przywódca komunistyczno–generalskiej WRON–y
generał Wojciech Jaruzelski w osławionym przemówieniu stwierdził
jednoznacznie, że jest on skierowany przeciwko „ekstremistom z
Solidarności”, chce bowiem w ten sposób uchronić kraj przed „wojną
domową”.
Kto z kim miał się bić w tej wojnie, skoro broń miała tylko jedna
strona, a druga była całkiem bezbronna? Tego już Jaruzelski nie
powiedział.
Jaruzelski w noc grudniową był faktycznym dyktatorem Polski – jako I
sekretarz KC partii komunistycznej, premier, minister obrony,
przewodniczący KOK i przewodniczący WRON. Wtedy, w 1981 r., generał nie
powoływał się na zagrożenie sowiecką interwencją. Teoria „mniejszego
zła” pojawiła się później, aby nasilić się w okresie ostatnich 4 lat.
Wprowadzając stan wojenny, miał rzekomo uchronić Polskę przed „większym
złem”, czyli zbrojną agresją dywizji Armii Czerwonej.
Tak zwane dokumenty Komisji Susłowa z 1981 r. całkowicie pogrążają
Jaruzelskiego i jego podwładnych. Te absolutnie wiarygodne dokumenty
historyczne były już wielokrotnie cytowane, przypomnijmy więc tylko
najważniejsze wypowiedzi sowieckich przywódców, członków Biura
Politycznego na Kremlu.
Andropow (szef KGB, sekretarz KC): "Nie możemy ryzykować.
Nie możemy, nie zamierzamy wprowadzać wojsk do Polski."
Gromyko (minister spraw zagranicznych): "Będziemy
musieli starać się przytłumić nastawienie Jaruzelskiego i innych
przywódców Polski co do wprowadzenia naszych wojsk. Żadnego wprowadzenia
wojsk do Polski być nie może. Przywrócenie porządku w Polsce jest sprawą
PZPR."
Susłow (nr 2 na Kremlu, sekretarz KC): "Niech polscy
towarzysze sami decydują, jakie działania mają podejmować."
Ustinow (minister obrony ZSRR): "Polskie Biuro Polityczne
jednogłośnie podjęło decyzję o wprowadzeniu stanu wojennego."
Rusakow (sekretarz KC, odpowiedzialny za sprawy międzynarodowe):
"Polscy towarzysze mają nadzieję na pomoc innych krajów z
wprowadzeniem sił zbrojnych na teren Polski."
Natomiast generał dywizji Władysław Pożoga, w grudniu 1981 r.
wiceminister spraw wewnętrznych i szef wywiadu PRL, potwierdził jeszcze
przed ujawnieniem dokumentów „Komisji Susłowa” fakt, iż Breżniew
zapewnił Kanię i Jaruzelskiego, że nie będzie zbrojnej interwencji Armii
Sowieckiej, ale domagał się od przywódców Polski Ludowej zdławienia
„Solidarności”. Pożoga pisze wprost, iż wywiad PRL (...) oceniał ruchy
wojsk radzieckich jako działania pozoracyjne. Oni naprawdę marnowali
niesamowite ilości paliwa, aby ładnie wyglądać na zdjęciach wykonywanych
przez amerykańskie satelity wywiadowcze. Mało kto jednak wie, że były to
te same jednostki wykonujące manewry demonstracyjne. Jaruzelski,
Kiszczak i Siwicki wiedzieli jednak o tym doskonale, bo otrzymywali
raporty od Pożogi.
Warto przytoczyć inne dowody wykazujące, że polscy generałowie
wykonywali rozkazy z Kremla w imię imperialnych strategicznych celów
ZSRS.
Najwybitniejszy na Zachodzie znawca historii Polski, brytyjski profesor
Norman Davies, pisze wprost, że (...) Jaruzelski już jako szef Głównego
Zarządu Politycznego Wojska Polskiego był CZŁOWIEKIEM KGB.
Profesor Davies stwierdza dalej: Gdy się weźmie pod uwagę panujący w
Polsce układ polityczny, pytanie o to, czy Jaruzelski działał z
inicjatywy własnej, czy też z inicjatywy Moskwy, staje się pytaniem
retorycznym. Gdyby Jaruzelski sam opracował plan działania, to i tak
jako lojalny komunista musiałby prosić radzieckich towarzyszy o zielone
światło. Gdyby zaś ten plan narodził się w Moskwie, generał musiałby
przyrzec posłuszeństwo.
Jaruzelski był oficerem w służbie imperium sowieckiego od młodości aż do
emerytury. Trzeba nazywać rzecz po imieniu. Element prorosyjski był
znacznie zawsze silniejszy niż Polacy chcą się przyznać. Zbyt mało było
okresów w historii Rosji, kiedy normalny, honorowy Polak mógł być z
czystym sumieniem lojalny wobec systemu rosyjskiego czy sowieckiego.
Jaruzelski to człowiek–maska, tyle że za maską nie ma twarzy tylko drugą
maskę. Zamach 1981 r. był wykonany mistrzowsko i bez większego przelewu
krwi. Jest bez wątpienia najlepszym zamachowcem XX wieku. Jest na liście
wielkich zamachowców, a nie bohaterów.
Wieloletni premier PRL Piotr Jaroszewicz, sam przecież
człowiek Kremla, tak pisał o dyktatorze stanu wojennego:
"Jaruzelski, zajmując się przez dziesiątki lat sprawami
bezpieczeństwa i wojska, mający wieloletnie powiązania z aparatem KGB,
był przekonany, że władza w państwie realnego socjalizmu opiera się na
aparacie policji, bezpieczeństwa i wojska."
Wspomniany już generał Pożoga opisuje, jak wyglądało to w 1982 r.
Szef WRON składał meldunki szefowi KGB na Polskę:
"Generał Jaruzelski przekazywał w mojej obecności ważne informacje
generałowi Pawłowowi, szefowi radzieckiej rezydentury KGB w Polsce.
Dotyczyły one walki z opozycją i klerem.
Zdumiała mnie agresywność wypowiedzi generała, brutalne traktowanie
politycznych przeciwników i hierarchii kościelnej. Przekazał
przedstawicielowi KGB nazwiska czołowych opozycjonistów, szczegółowo ich
scharakteryzował, podkreśliwszy słabe i mocne strony. Szeroko rozwodził
się o działalności poszczególnych osób, wskazując na ich
antyradzieckość.
Omówił nasze zamiary wobec opozycji, poinformował, jakie kompromitujące
materiały mamy o poszczególnych osobach. W podobny sposób przedstawiał
sprawy związane z Kościołem. Nawet dla mnie nie była to sympatyczna
informacja. Przedstawianie w tak czarnym świetle opozycji i Kościoła
wydawało mi się przesadzone, a nawet szkodliwe. Irytowała mnie
skrupulatność, z jaką generał Pawłow notował każde słowo."
Pułkownik Ryszard Kukliński (szef Oddziału Planowania
Obronno–Strategicznego w Sztabie Generalnym) jeden z najbliższych
współpracowników Jaruzelskiego wspomina: "W 1956 r. byłem doradcą
batalionu w 12. Dywizji Piechoty dowodzonej przez płk. Wojciecha
Jaruzelskiego. Marszałek Konstanty Rokossowski z wieloma swymi oficerami
opuścił już Polskę, ale pozostawił na kluczowym stanowisku szefa Sztabu
Generalnego sowieckiego generała Jerzego Bordziłowskiego.
Kiedy tylko
przeszedł na emeryturę i odwiedził Polskę, był już w mundurze sowieckim
i od razu przestał mówić po polsku. Jaruzelski był pierwszym polskim
generałem, który po nim objął stanowisko szefa sztabu, ale dla Sowietów
zrobił znacznie więcej niż Bordziłowski."
W stanie wojennym Jaruzelski osobiście wydał polecenie skazania
pułkownika Kuklińskiego na śmierć.
Był to jeden z
najbardziej haniebnych wyroków w całej historii Polski.
Polski sąd skazał na śmierć Polaka za przekazywanie USA tajemnic nie
Państwa Polskiego, ale obcego, wrogiego Polsce mocarstwa, tajemnic nie
polskich, tylko sowieckich. W dodatku te tajne strategiczne dokumenty
Armii Czerwonej pisane przecież były nie po polsku tylko po rosyjsku.
Dlatego rację ma wspomniany już profesor Norman Davies, że generał
Jaruzelski jest ostatnim człowiekiem na świecie, który ma dzisiaj prawo
sądzić Kuklińskiego.
Najlepszy znawca życiorysu Jaruzelskiego płk Lech Kowalski pisze, że
jeszcze w latach 40.: Jaruzelski cieszył się pełnym zaufaniem
Moskwy. (...) To Kreml metodycznie prowadził go po ścieżce, która
zawiodła go do dnia 13 grudnia 1981 r.
Z kamienną twarzą, z doskonałym samopoczuciem Jaruzelski twierdził
wielokrotnie, że Polska w całym bloku radzieckim stanowiła wyjątek,
mieliśmy większy zakres suwerenności niż inni. To prawda, ale zarazem
bardzo gorzka prawda.

W ramach tej suwerenności dowodzone przez Jaruzelskiego wojsko
dokonywało masakry bezbronnej ludności cywilnej w grudniu 1970 r. na
Wybrzeżu oraz w grudniu 1981 r. w stanie wojennym.
Wcześniej w ramach tej suwerenności ludowe Wojsko Polskie mordowało
bezbronnych ludzi na ulicach Poznania w 1956 r., a jeszcze wcześniej, w
latach 1944–1948 pacyfikowało resztki podziemia AK.
Wszystko to było dokonywane istotnie „suwerennie”, ale w imię
imperialnych interesów Kremla. Nigdzie poza PRL nie było takiej
„suwerenności”, tylko w PRL własne wojsko krwawo tłumiło za pomocą broni
maszynowej, czołgów, nawet helikopterów bojowych dążenia
niepodległościowe własnego narodu. Przypomnijmy:
Powstanie Węgrów w 1956 r. stłumiła interwencja Armii Sowieckiej. Praską
wiosnę w Czechosłowacji również zdławiły dywizje sowieckie (niestety z
udziałem LWP pod wodzą Jaruzelskiego). Powstanie w NRD w 1953 r. też
zdławiły czołgi sowieckie. W Polsce zbrojna interwencja sowiecka nigdy
nie była potrzebna. Wystarczała rodzima, własna komunistyczna targowica.
Jaruzelski przez całą dekadę był prawdopodobnie najbardziej zaufanym
człowiekiem KGB i GRU w PRL. Pisze o tym we wspomnieniach Piotr
Jaroszewicz – premier i generał dywizji, sam mający dobre układy w
Moskwie: Jaruzelskiego oficerowie (...) nie lubili za zbytnią uległość
wobec sojuszników radzieckich.
Istnieje w języku polskim słowo–idiom zrozumiałe tylko dla Polaków, nie
spotykane w żadnym innym języku. Tym wyjątkowym słowem jest „targowica”
i oznacza ono zdradę narodu i państwa, zdradę na rzecz jednego wroga –
Rosji carskiej lub Rosji sowieckiej.
W swym oświadczeniu przed sejmową Komisją Odpowiedzialności
Konstytucyjnej przewodniczący WRON stwierdził: W 1981 r. miała miejsce
insurekcja, powstanie narodowe. Ale czy jakiekolwiek powstanie mieści
się w granicach prawa?
W ten sposób generał Jaruzelski, być może podświadomie, ale osobiście
zaliczył siebie do nowej targowicy. Targowiczanie też powoływali się na
prawo, bowiem Konstytucja 3 Maja była sprzeczna z prawem, insurekcja
kościuszkowska także, natomiast konfederacja targowicka była jak
najbardziej legalna i oparta na obowiązującym wówczas prawie.
XVIII–wieczni targowiczanie głosili, że ratują Polskę, a w
rzeczywistości działali w imię imperialnych interesów Rosji. To była
targowicka wersja doktryny „mniejszego zła” głoszonej przez
Jaruzelskiego i jego popleczników. Komunistyczną targowicą było 45 lat
rządów właścicieli PRL, łącznie z ostatnią dekadą lat 80. Były to rządy
sprawowane w imperialnym interesie Kremla, a stan wojenny był tych
rządów zbrodniczą kulminacją.
Zbigniew Herbert pod pseudonimem „Patryk” napisał najlepszą
charakterystykę szefa WRON:
Jeśli u nas mówi się Generał, to wiadomo, że nie chodzi o Pożogę,
Moczara czy innych, ale o Wojciecha Jaruzelskiego. Jest więc on czymś w
rodzaju generała generałów, najrówniejszy z równych. W czasie stanu
wojennego powtarzano wiadomość, że naród pragnie mu dać buławę
marszałkowską, ale on jej przyjąć nie chce. Wpiszmy więc na listę jego
zalet pierwszą cnotę, tj. skromność. Istotnie, nikt nie widział go
pędzącego na koniu przez Krakowskie Przedmieście, głucho także o jego
fantazjach erotycznych czy alkoholowych. Generał przemawia poprawną,
trochę bezprawną polszczyzną, co przekreśla zarzut, że jest Rosjaninem w
polskim mundurze.
W czasie stanu wojennego, w gronie przyjaciół i znajomych rozgorzała
dyskusja, czy gen. Jaruzelski jest Polakiem, czy też sowieckim generałem
w polskim mundurze, jak twierdził prezydent Reagan. Zbliżała się
„Politzeistunde” i cierpliwy gospodarz, chcąc się nas najwidoczniej
pozbyć, rozstrzygnął kwestię, mówiąc: – „Cokolwiek panowie powiedzą,
jest on prawdziwym Słowianinem”.
Po dokonaniu kilku historycznych czynów, jak zdławienie
antykomunistycznego ruchu oporu po 1945 r., wykonanie rozkazu strzelania
do robotników na Wybrzeżu w 1970 r. czy wreszcie ów nieszczęsny stan
wojenny – nie wycofał się do Sulejówka, mieszka w Warszawie i ukazuje
się raz po raz w telewizji, żeby oszołomy pamiętały, że demontaż
komunizmu wcale się nie skończył, a tzw. elementy postkomunistyczne mają
wciąż swoją masę, twardość i duszący ciężar. Trudno, ale hokus–pokus z
wirującym okrągłym stolikiem czy inne zabiegi magiczne nie zmieniły tego
faktu.
Jak miś w okienku ukazuje się raz po raz Generał ubrany schludnie, w
czystej koszulinie i nie rzucającym się w oczy krawacie. Czasem
przyczesuje swoje rzadkie włosy grzebykiem wyjętym z kieszeni marynarki,
co trąci manierami małomiasteczkowych elegantów, ale dla mnie jest to
ujmujące. Twarz o rysach prostych, którą odrobinę szpeci niewdzięczny
rzekłbym zarys ust i częściowy zanik podbródka.
Nuta determinacji zabrzmiała w głosie Generała, gdy powiedział, że są
tacy, którzy żądają jego głowy, ale on jako oficer liniowy nie odczuwa
strachu.
Do wyżej wymienionych dodatnich cech charakteru Generała dodajmy męski
fatalizm.
Co do określenia „oficer liniowy”, mam poważne wątpliwości, ale nie
wypowiadam się w sposób zdecydowany, ponieważ jestem w trakcie zbierania
materiałów, a także rozszyfrowania całego dywanu baretek, w których być
może, znalazłoby się odznaczenie za „usmierienie polskawo miatieża”.
Generałowie, jak wszyscy ludzie, mogą być mądrzy albo głupi, szlachetni
albo nikczemni, brutalni lub łagodni. Sprawa stanu wojennego, jego tła
politycznego, a co najważniejsze, określenia odpowiedzialności, wikła
się coraz bardziej, a wyjaśnienia Generała i jego towarzyszy zaciemniają
obraz.
Czy nie lepiej, aby człowiek posiadający tyle zalet powiedział jasno i
wyraźnie – ja to zrobiłem i ja za to będę odpowiadał?
Na liście cnót Generała brak tylko jednej – odwagi. Jest to mankament
bolesny, dojmujący, poważny i trudno po prostu dać sobie z tym radę.
Bo przecież, mówiąc brutalnie, generał musi być odważny, za to mu płacą.
Herbert ma oczywiście rację. Odwaga cywilna generała ograniczała się
jedynie do przebrania się z munduru w cywilny garniturek. To wszystko.
Warto przypomnieć w tym miejscu wypowiedź gen. Jaruzelskiego o tym
oficerze Wojska Polskiego, któremu nawet najwięksi wrogowie nie
zarzucili braku odwagi:
Jeżeli przywróci się cześć, honor i uniewinni Kuklińskiego, to znaczy,
że to my nie mamy czci, honoru – i że to my jesteśmy winni.
Płk Ryszard Kukliński został uniewinniony i zrehabilitowany w majestacie
prawa w 1997 r. Minęły 4 lata. Generał Jaruzelski nie ma odwagi ani
wojskowej, ani tej zwykłej, cywilnej, aby samemu zgłosić się przed
oblicze wymiaru sprawiedliwości, aby zacytować siebie samego: Nie mam
honoru, nie mam czci, jestem winny...
Fragmenty książki Józefa
Szaniawskiego Reduta – Polska między historią a geopolityką.
Książka ukazała się w 20. rocznicę stanu wojennego nakładem wydawnictwa
EX LIBRIS, Warszawa, pl. Trzech Krzyży 16, tel. 628–31–07, 628–45–15.
NASZA POLSKA

Jaruzelski, Brezniew, Gromyko, ostatni z prawej Czernienko
Piętno Kaina
Zobaczyłem właśnie w telewizorze twarz generała Wojciecha Jaruzelskiego.
Wystąpił jako świadek na procesie milicjantów, co kiedyś zabijali
śląskich górników. Dawny komunistyczny dyktator, zarządzający Polską z
łaski Kremla, to dziś starszy pan w dobrze skrojonym garniturze. Nieźle
się trzyma, jak na swoje lata. I tylko trochę gniewny się zrobił – że
jego, starego człowieka, tak ciągają po sądach.
***
Kiedyś, gdy był na szczytach władzy, zdawał się być bardziej
wyrozumiały. Mówił do kamery stanowczo, ale łagodnie, z zatroskaną miną.
Żadnych tam pogróżek w stylu premiera Cyrankiewicza, o „odrąbywaniu rąk
prowokatorom” (Poznań 1956). Żadnych krwiożerczych majaczeń á la Zenon
Kliszko („Ład i porządek zostanie zaprowadzony, nawet jeśli zginie
trzystu robotników” – Gdańsk 1970).
Nie, ze wszystkich komunistycznych satrapów Jaruzelski potrafił
najładniej, najbardziej przekonująco uzasadnić, dlaczego władza po raz
kolejny zmuszona jest wykonać trudny, niewdzięczny, ale konieczny
obowiązek strzelania do Polaków.
***
Kiedy 13 grudnia 1981 r. Jaruzelski ogłosił stan wojenny, antykomuniści
urządzili szereg strajków i demonstracji. Generał wysłał przeciw nim
milicję i wojsko.
W Katowicach i Lubiniu milicjanci strzelali do ludzi, jak do bezpańskich
psów. W Warszawie podczas obchodów Konstytucji 3 Maja zakatowano na
śmierć trzy osoby, w tym 19-letnią Joasię Lenartowicz (1982); w
następnym roku w komisariacie na Jezuickiej zatłuczono jej rówieśnika,
maturzystę Grzegorza Przemyka. Potem komando esbeckich zbirów porwało i
zamęczyło ks. Jerzego Popiełuszkę… Dziś oblicza się, że za rządów
Jaruzelskiego (1981-1989) zamordowano co najmniej 103 osoby. Tyle
przypadków jest udokumentowanych.
***
Generał, jak mówię, robi się gniewny, gdy ktoś wypomni mu te „tragiczne
wydarzenia”. Właśnie, żadne tam zbrodnie, morderstwa – a „tragiczne
wydarzenia” (prawda, że lepiej brzmi?). Teraz wezwano go do katowickiego
sądu, gdzie od wielu lat ślimaczy się proces w sprawie „tragicznych
wydarzeń” w kopalni „Wujek”. Jaruzelski stawił się jako świadek. Ciekawa
skądinąd sytuacja, gdy sądzi się szeregowych podwykonawców, co pociągali
za spust, a człowiek, który im dał broń do ręki i wysłał do „akcji”,
jedynie świadkuje...
Jaruzelski wyjaśnia, że wszystkiemu winne są rykoszety. Milicjanci,
owszem, strzelali, ale przecież nie chcieli nikogo zabić, skądże znowu!
Celowali w ziemię lub w niebo, i tylko pociski zrykoszetowały (odbiły
się) od tej ziemi, i pewnie od tego nieba też, i pozabijały dziewięciu
górników, a raniły dwudziestu dwóch...
***
Samego generała sądzą (równie niemrawo) za dowodzenie wojskiem podczas
innych „tragicznych wydarzeń”, w grudniu 1970 r. Oficjalne dane mówią,
że na ulicach Gdańska, Gdyni, Szczecina i Elbląga padło wtedy 44
zabitych i 1164 rannych. Jaruzelski tłumaczy, że to też były rykoszety.
***
Kiedyś, w Nowej Hucie, w stanie wojennym, podczas rozpędzania
solidarnościowej demonstracji, kapitan Służby Bezpieczeństwa Andrzej
Augustyn strzelił w brzuch 20-letniemu Bogdanowi Włosikowi. Jaruzelski
postanowił spotkać się z rodzicami „tragicznie zmarłego” i złożyć im
kondolencje. Telewizyjny spiker, relacjonujący to zdarzenie, piał z
zachwytu nad rycerskością generała. Momochodem poinformował też, że
zaraz po wizycie u rodziców zabitego Bogdana, Wojciech Jaruzelski udał
się na spotkanie z milicjantami tłumiącymi antykomunistyczne
wystąpienia, i podziękował im „za dobrą służbę”...
Za dobrą służbę nagradzała też swe sługi Moskwa. Na piersiach
Jaruzelskiego jaśniały sowieckie medale, łącznie z najwyższym
wyróżnieniem - Orderem Lenina. A Polacy śpiewali:
Dał ci Czernienko Order Lenina,
Gdyś mu na Kremlu czołem bił,
A OD POLAKÓW MASZ ZNAK KAINA
I z takim piętnem będziesz żył.
“Wzrastanie” grudzień 2005
autor:
Andrzej Solak

na zdjęciu jako podporucznik, dowódca plutonu zwiadu
konnego 5 pp 2 DP.
kołnierzyk przy mundurze typowy dla żołnierzy KBW -
Korpus Bezpieczeństwa Wewnętrznego współpracujący z UB i podporządkowany NKWD
dla porównania zdjęcie poniżej: Warszawa
1947-05-25 Obchody drugiej rocznicy utworzenia KBW Korpusu
Bezpieczeństwa Wewnętrznego na placu przed sztabem korpusu w alei I
Armii Wojska Polskiego - dowódca KBW generał Konrad Świetlik dekoruje
oficerów Krzyżem Zasługi

Od jesieni 1945 r. do początków 1946 r. w interesie
sowieckim bierze udział w likwidacji polskiego niepodległościowego i
antykomunistycznego zbrojnego podziemia
na Ziemi Hrubieszowskiej.

Na zdjęciu grupa oficerów sztabu 5 pp. Od lewej: por.
Jaruzelski, kpt. Kotwicki, por. Pietrykowski, Hrubieszów 1946 r.
to oni, szwadrony KBW i UB we współpracy z
NKWD mordowali polskich bohaterów, oficerów i żołnierzy
niepodległościowego i antykomunistycznego podziemia zbrojnego AK, WiN,
NSZ, WiS, Nie, ROAK, aby później sowietyzować i komunizować Polskę.

czwarty od lewej por. Jaruzelski
Prezes
IPN Janusz Kurtyka w wypowiedzi dla TVP powiedział, że odnalezione nowe
dokumenty "dla historyka, w sposób jednoznaczny potwierdzają, że
Jaruzelski był agentem".
Jak poinformowała TVP, chodzi o dwa zapisy dotyczące Jaruzelskiego,
które historycy znaleźli w rejestrach sieci agenturalnej Informacji
Wojskowej.
Według TVP, w księdze ewidencyjnej służb generał został wpisany w
połowie 1946 roku. Oprócz jego imienia i nazwiska generała widnieje tam
kategoria - informator, pseudonim - "Wolski" oraz dane
jego ojca i data urodzenia - podały "Wiadomości".
TVP podała też, że dane dotyczące Jaruzelskiego próbowano wymazać.
Według "Wiadomości", teczka współpracy Jaruzelskiego zniknęła i pozostał
po niej jedynie zapis na marginesie tych dokumentów.
IW - Informacja Wojskowa była, uzależnionym od Związku Sowieckiego i Armii Czerwonej, organem
kontrwywiadu wojskowego działającego w Polsce w latach 1944 - 1957,
odpowiedzialnym obok Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego za masowe
represje wśród żołnierzy Wojska Polskiego, Armii Krajowej oraz ludności
cywilnej. Następnie, w 1957 roku IW przekształcono w Wojskowa Służbę
Wewnętrzną - Ministerstwa Obrony Narodowej.
Dla Jaruzelskiego i wszystkich kanalii
takich jak on, może być tylko jedno podziekowanie...

|
| z
pełnym poszanowaniem i respektem dla autorów, wydawców i praw
autorskich, w dzisiejszych czasach powszechnego przemilczania i fałszowania
historii i faktów historycznych, uważamy za szczególnie ważną
powinność i obowiązek rozpowszechniania informacji, celem
edukacji i uświadamiania, oraz bezpardonowej walki z owymi
przemilczeniami i fałszami. |
|
wersje internetową
przygotowała, opracowała i fotografiami opatrzyła Polonica.net
Polski Związek
Patriotyczny
Katolicko-Narodowy Ruch Oporu
kontrjudaizacji i kontrdepolonizacji
O.R.K.A.N.
|